O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 W wywiadzie p. Witolda Waszczykowskiego, polskiego ministra spraw zagranicznych, dla Rzeczpospolitej (29 listopada 2016) jest mnóstwo rzeczy zdumiewających: o poparciu polskiego rządu dla Tuska i jego roli w strukturach unijnych; o kluczowej pozycji Wielkiej Brytanii w polskiej polityce zagranicznej itd., itp. Każdy człowiek rozsądny potrafi sam to ocenić. I ta ocena nie może być – przecież nie po raz pierwszy – korzystna dla p. ministra

Ale jest też jeden wątek, który musi wprawić w osłupienie każdego ekonomistę. I tu już niespecjalistom wypadałoby trochę pomóc w demistyfikacji różnych urojeń.

Chodzi mianowicie o tezę, że sankcje skierowane przeciw Rosji mogą być zaostrzone, bo administracja republikańska wróci „w stare tory” ostrzejszych niż za czasów Obamy relacji z Rosją. Zdaniem p. ministra naszych spraw zagranicznych „Polska wiąże duże nadzieje z wyborem Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki”.

Otóż, nie wiem, jak tam jest z nadziejami Polski, ale wyraźny wzrost apetytu na ryzyko rosyjskie w portfelach globalnych inwestorów, datujący się od wyborów w Stanach, również wskazywałby na rosnący optymizm rynku. Problem polega na tym, że wielkie pieniądze, diametralnie inaczej niż nasz p. minister, plasują swe nadzieje związane z relacjami nowej administracji amerykańskiej z Rosją.

Inwestorzy obstawiają normalizację i odwołanie lub poważne osłabienie sankcji. Bezpośrednio po wygranej Trumpa rosyjskie indeksy giełdowe poszły mocno w górę. Umocnił się też rubel. Dwukrotnie obniżył się koszt ubezpieczenia zakupu rosyjskich obligacji. Bank UBS w rekomendacjach dla klientów jednym z głównych typów na zakupy w 2017 uczynił właśnie rosyjski dług. W portfelach globalnych inwestorów jest sporo miejsca na rosyjskie aktywa. W indeksie JP Morgan denominowanego w dolarach długu krajów z segmentu EM waga rosyjskich obligacji wynosi aktualnie tylko 4,3%, wobec 5,75% w roku 2012.

Nasz p. minister liczy na ostry kurs Trumpa wobec Rosji. Globalni inwestorzy, głosując już portfelami, liczą na ostre zarobki po biznesowym podejściu nowego prezydenta do stosunków amerykańsko-rosyjskich. Jak państwo myślicie, kto ma rację w tym zakładzie: p. Waszczykowski, czy miliardy dolarów?

2016-11-29 12:05
gospodarka, blogi ekspertów rosja, ryzyko, Trump Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 Sytuacja zmusza UniCredit do szybkiej sprzedaży części aktywów zagranicznych. A najcenniejszym aktywem włoskiego banku jest bez wątpienia Pekao S.A.. To, że Włosi chcą bank sprzedać nie ma nic wspólnego z ich długofalową strategią. Jest to klasyczna i doraźna akcja ratunkowa. Po tej sprzedaży UniCredit mocno się skurczy. Poważnie uszczuplone zostaną jego dochody. Rozdział kreślonych z rozmachem i realizowanych planów ekspansji w segmencie Emerging Europe zostanie bezpowrotnie zamknięty. Tak bywa. Chociaż wątpię, by było to w długoterminowym interesie UniCredit, bo to spadek z pierwszej do – co najmniej – drugiej ligi. Ale to ich prawo. Ich wybór, dla którego nie widać teraz alternatywy.

Naszym prawem z kolei jest pytać: jaki interes ma polskie państwo, żeby wydawać poprzez kontrolowane przez rząd spółki 13 mld złotych na odkupienie pakietu większościowego od Włochów? W jaki sposób, przy takiej transakcji respektowane są prawa mniejszościowych akcjonariuszy publicznej spółki, którą jest Pekao S.A.?

Po co rządowi ten bank, odkupowany drogo, w pośpiechu, za pieniądze, które spółki zależne SP mogłyby i powinny nawet przeznaczać na realizację celów ściśle związanych z ich główną działalnością. Bo przecież głównym obszarem zainteresowania PZU nie jest chyba bankowość? A Polski Fundusz Rozwoju nie powinien raczej wydawać pieniędzy na kupowanie banków, ale na finansowanie projektów lokujących się w rozwojowym planie Morawieckiego?

Już przy poprzednim zakupie przez kontrolowaną przez rząd spółkę PZU prywatnego Aliora, a następnie przy pomocy pieniędzy PZU części banku GE, stawiane były przez nas pytania o sens ekonomiczny i cel strategiczny takich transakcji, gdzie „udomowienie” prywatnych banków kontrolowanych przez inwestorów zagranicznych następuje w drodze ich de facto nacjonalizacji. I co wtedy słyszeliśmy w odpowiedzi? Że tu nie chodzi o żadną ideologię, ale o podniesienie dla akcjonariuszy wartości spółki akwirującej.

Trzeba więc postawić pytanie mocno wolatylnemu zarządowi PZU: czy akwizycja Alior Banku, a później fragmentów banku GE, wpłynęła na lepszą wycenę spółki? Czy mniejszościowi akcjonariusze otrzymają może premię za te zakupy w postaci lepszych notowań lub wyższej dywidendy? Jakie są koszty alternatywne ulokowania części środków inwestycyjnych poza core biznesem? I czego wreszcie zarząd PZU oczekuje teraz po ewentualnej akwizycji banku Pekao S.A.? Jaka jest wartość dodana tej transakcji dla akcjonariuszy? Może zarząd oczekuje wzrostu notowań obu spółek? Może wypłaty ekstra-dywidendy za 2016? Czy dwa banki detaliczne kontrolowane przez rząd, o dominującej pozycji rynkowej, będą ze sobą konkurować? Jaka ma być z tej transakcji wartość dodana dla klientów obu banków?

Wszystkie te oczekiwania są słabo osadzone w realiach. Przecież na samą wiadomość, że taka transakcja jest możliwa rynek zareagował wyprzedażą i spadkami cen. Mam tłumaczyć dlaczego tak się dzieje, że kiedy państwo wkracza do prywatnej spółki, to inwestorzy wolą się z niej wyprowadzić?

W jaki sposób udział w transakcji wykupu od Włochów banku Pekao S.A. ma się do statutowych zadań PFR? Pieniądze Funduszu powinny trafiać na realizację projektów włączonych do Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju? Czy kontrolowanie przez rząd za pośrednictwem dwóch zależnych banków ok. 30% rynku kredytowego dla podmiotów niefinansowych rozumieć wypada jako, wstęp do finansowania projektów inwestycyjnych preferowanych przez państwo na preferencyjnych warunkach? Nawet nie chcę myśleć, że ktoś w rządzie mógłby pomyśleć o nierynkowej wycenie ryzyka inwestycyjnego.

Dyskusja na temat „udomowienia” banków zagranicznych w Polsce toczy się u nas od lat ze zmiennym natężeniem. I mogłoby się wydawać, że osiągnięty w niej już został nawet pewien konsens, między zwolennikami i przeciwnikami takiej koncepcji. Zasadza się on – z grubsza mówiąc – na dwóch filarach.

Po pierwsze – lepiej mieć bankowe centrum decyzyjne w kraju niż zagranicą. I ta kwestia nie wymaga szerszych uzasadnień. Mieści się w konsensie, co oznacza – w tym wypadku – kompromis ze strony tych, którzy idealistycznie uważają, że większościowy inwestor zagraniczny nie ogranicza operacyjnej niezależności spółki zależnej w kraju.

Po drugie jednak – proces „udomowienia”, jeśli są ku temu korzystne warunki, powinien być dokonywany bez czynnego udziału państwa, bo rząd odkupujący banki po prostu je nacjonalizuje. A nacjonalizacja banku w gospodarce rynkowej broni się tylko w jednym wypadku: kiedy jest sposobem na uniknięcie zapaści systemowej. Państwo z takiej inwestycji powinno wychodzić natychmiast, kiedy tylko pozwolą na to warunki rynkowe. Tak było i jest jeszcze nadal w wielu wypadkach po kryzysie 2008 roku w Stanach i w Europie.

„Udomowienie” – poza warunkami kryzysowymi - może być usprawiedliwione, kiedy to prywatne podmioty krajowe dokonują przejęcia udziałów od inwestora zagranicznego. I to jest z kolei kompromis ze strony tych, którzy uważają, że udział zagranicy w krajowych aktywach bankowych powinien być jednak limitowany.

Spółki zależne, kontrolowane przez rząd, nie spełniają kryterium prywatnego podmiotu gospodarczego. O obsadzie ich rad nadzorczych, zarządów, wyborze strategii, wielu decyzjach biznesowych, szczególnie tych, które wymagają dużego zaangażowania kapitałowego i tworzenia rezerw na ryzyko, czyli w zasadzie o wszystkim, przesądzają tu – podobnie jak w każdym podmiocie rynkowym – większościowi akcjonariusze. W spółkach SP są to politycy.    

Włosi sprzedali już wcześniej ok. 10% swych udziałów w Pekao S.A. w drodze transakcji rynkowej. Nie znajduję żadnego uzasadnienia, oprócz wygody sprzedającego, dlaczego rząd polski miałby ułatwiać Włochom pełne wyjście z tej inwestycji, deklarując na wyprzódki chęć odkupu pozostałej części większościowego pakietu.

Niech Włosi sprzedadzą Pekao S.A. przez rynek. Jeśli muszą. PZU niech się zajmuje podnoszeniem wartości spółki dla akcjonariuszy, realizując główny profil swojej działalności. PFR niech wynajduje projekty do sfinansowania w planie Morawieckiego. A rząd niech się cieszy swoimi udziałami w PKO BP i jego niemałymi 16,4% udziałami w aktywach bankowych w Polsce. Wszyscy – i władze spółek publicznych i rząd – zobowiązani są przy tym respektować prawa mniejszościowych akcjonariuszy. Nie „udomawiajmy” banków nacjonalizując je. Bo to chore ambicje. I nic dobrego z tego wyniknąć nie może.           

2016-10-31 15:15
gospodarka, blogi ekspertów banki, nacjonalizacja, udomowienie Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 

Kluczowe jest powierzenie funkcji wicepremiera i ministra gospodarki i rozwoju regionalnego Mateuszowi Morawieckiemu i dodanie mu do pomocy na stanowisku wicemistra-członka RM Jerzego Kwiecińskiego, znającego bardzo dobrze kwestie funduszy unijnych (był wiceministrem w rządzie PiS u p. Gęsickiej). Morawicki – przypominam – przez długi czas zasiadał w Radzie Gospodarczej przy premierze Tusku, kierowanej przez Jana Krzysztofa Bieleckiego. 

2.    Moja interpretacja tych nominacji jest taka, że centrum decyzyjne w sprawach polityki gospodarczej przesuwa się na regional developement. Obaj ludzie za to odpowiedzialni – Morawiecki i Kwieciński – są pasjonatami w tej dziedzinie i dobrymi fachowcami. Doskonale rozumieją, jak ważne dla wejścia na nową ścieżkę wzrostu mogą być inaczej wykorzystywane fundusze unijne.

3.  Dla prowadzenia aktywnej polityki gospodarczej potrzebna jest przestrzeń w finansach publicznych.

4.  Nominację na stanowisko ministra finansów dla Pawła Szałamachy trzeba postrzegać przez ten właśnie pryzmat. Morawiecki nie odniesie sukcesu, jeśli rząd nie zdoła utrzymać dyscypliny w finansach publicznych. Szałamacha, który dał się poznać przed wyborami i po nich, jako gorący orędownik spełnienia obietnic socjalnych PiS, musi być podporządkowany planom polityki gospodarczej tworzonymi w resorcie Morawieckiego i Kwiecińskiego.

5.  Stąd – jak przewiduję – spełnienie obietnic wyborczych będzie rozkładane w czasie, a głównym zadaniem ministra finansów stanie się uszczelnienie systemu podatkowego. Minister Szałamacha musi też w swoich publicznych wypowiedziach zacząć uwzględniać fakt, że od jego wypowiedzi zależeć może zaspokojenie potrzeb pożyczkowych państwa. Od tego zależą ceny polskiego długu i reakcja inwestorów na rynku FX.

6.     Nie znaczy to, że części niekorzystnych dla gospodarki – a kluczowych z punktu widzenia PiS - rozwiązań uda się uniknąć. Będą próby zrealizowania programu 500+; będą podatki od sklepów wielkopowierzchniowych; od sektora finansowego; będą propozycje dla frankowych kredytobiorców. Myślę, ze jest to cena, jaką musieli brać pod uwagę Morawiecki-Kwieciński, przyjmując nominacje.

Bottom line: skład osobowy ścisłej ekipy gospodarczej rządu PiS nie powinien wywołać nerwowej reakcji inwestorów. Odsunięcie na dalszy plan ministra finansów i awansowanie ministra gospodarki i rozwoju jest dobrym pomysłem. A jak będzie z realizacją - zobaczymy.       

2015-11-09 14:55
gospodarka, blogi ekspertów rząd, pis Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 Czy Jacek Rostowski i Donald Tusk cokolwiek z tego zrozumieja? Czy wezma na siebie odpowiedzialnosc za powtorne oddanie wladzy nad Polska PiS-owi? Watpie.

2015-05-24 22:41
gospodarka, blogi ekspertów wybory Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 Minister Mateusz Szczurek: „Zdjęcie (z Polski) EDP będzie nowym otwarciem w polityce gospodarczej. Rząd, zachowując dbałość o stabilność finansów publicznych, nie będzie musiał się koncentrować na tym, gdzie szukać oszczędności”.

 

Szczerze powiedziawszy, nawet biorąc pod uwagę specyfikę nieautoryzowanej wypowiedzi, jest to oświadczenie zastanawiające. I – dodać trzeba – mocno też niepokojące.

 

Nie zgadzałem się nigdy z zapewnieniami ministra Szczurka, że etap stabilizacji finansów publicznych mamy już za sobą, że jest to rozdział zamknięty. I że potrzebne nam jest nowe otwarcie, zorientowane już tylko na podnoszenie efektywności wydatków publicznych. Dyskutowaliśmy o tym już dwa lata temu na Forum Ekonomicznym w Katowicach.

 

Tym bardziej trudno mi przychodzi zaakceptować twierdzenie, że rząd nie musi już koncentrować się na poszukiwaniu oszczędności w finansach publicznych; twierdzenie, które jest jedynym – jak dotąd – komentarzem do rekomendacji Komisji Europejskiej zalecającej RE uwolnienie Polski z okowów Procedury Nadmiernego Deficytu.

 

Ta rekomendacja jeszcze nie wystygła (nie mówiąc o jej przyjęciu przez Radę), kiedy w Polsce ruszyła ze strony przedstawicieli rządu licytacja, co my też takiego dobrego zafundujemy obywatelom, kiedy już możemy sobie poszaleć. Deklaracja Mateusza Szczurka wspiera niestety takie oczekiwania.

 

Tymczasem zarówno ocena długoterminowej stabilności finansów publicznych w Polsce, jak i rekomendacje oraz zalecenia KE są tak naprawdę wiadrem zimnej wody wylanym na rozpalone głowy entuzjastów konsumowania owoców stabilizacji finansów publicznych.

 

Komisja akcentuje w swoim stanowisku, że wielkości prognozowanego przez rząd spadku deficytu sektora w latach 2015-2016 są co prawda w sprzyjających okolicznościach możliwe do osiągnięcia. Ale jednocześnie jasno stwierdza, że to co ma nastąpić później, czyli instrumenty, jakimi rząd zamierza osiągnąć kolejne spadki deficytu aż do 1% PKB w latach 2016-2019 nie zostały wyartykułowane w Aktualizacji Programu Konwergencji. W dyplomatycznym języku biurokracji brukselskiej znaczy to tyle, że są to tylko puste obietnice. Komisja jasno stwierdza, że dostosowania strukturalne są niewystarczające dla ustabilizowania finansów publicznych, i że najdalej w roku 2016 konieczne będzie podjęcia dalszych kroków dla spadku deficytu.     

 

Jest czymś zdumiewającym, że wobec takiej oceny rusza u nas z kopyta licytacja, co tu zrobić z odzyskaną swobodą wydawania nieistniejących publicznych pieniędzy. Wybory, wyborami, ale gdzie tu jest miejsce na odpowiedzialność za państwo?

A przecież rekomendacje Komisji są jednoznaczne: wyeliminowanie preferencyjnych stawek VAT; natychmiastowa redukcja kosztów istniejących przywilejów emerytalnych (górnicy, rolnicy to 1,5% PKB rocznie, ale też silne zniechęcanie do podejmowania pracy poza sektorami schyłkowymi o niskiej efektywności). Dodać do tego można, czego Komisja Europejska już nie czyni wprost, że bez włączenia do powszechnego systemu emerytalnego wszystkich grup zawodowych dziś ulokowanych poza nim, czyli nie tylko rolników, bez powrotu do pierwotnych zasad indeksacji świadczeń w I filarze psutych systematycznie od lat, a ze szczególną intensywnością po roku 2013 – nie da się zlikwidować sekularnego deficytu podsektora ubezpieczeń społecznych, którego ujemny wynik (zebrane składki vs. wypłacone świadczenia) destrukcyjnie wpływać będzie na równowagę sektora finansów publicznych w okresie wielu dziesięcioleci.

Niby nic nowego. Łagodne napomnienia Komisji przywołały tylko wspomnienie o elementarnych, nie podjętych dotąd reformach. I co słyszymy w odpowiedzi? Że Bruksela doceniła nasze wysiłki. Jest tak dobrze, że  można się wreszcie zabrać za konsumpcję owoców sukcesu. Otóż - powiedzmy to jasno – nie można. Zabrać się za to trzeba wreszcie do takiej pracy, jaka przystoi odpowiedzialnemu rządowi większościowemu. Kupowanie za publiczne pieniądze głosów wyborców nie jest przejawem odpowiedzialności, ani odwagi.    

2015-05-15 17:30
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, EDP Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

"Decyzja o obniżeniu stóp procentowych na obecnym posiedzeniu oznacza zamknięcie cyklu łagodzenia polityki pieniężnej". Taki kategoryczny zapis trafił do komunikatu RPP po obniżce stóp procentowych o 50 pkt. baz. w marcu 2015.

Bezwarunkowe zamknięcie cyklu w warunkach dużej i utrzymujacej się niepewności świadczy o kompletnym braku profesjonalizmu podzielonej głęboko Rady. Każdy liczący się ze swoją reputacją bank centralny wprowadziłby w tej sytuacji do swojej komunikacji z rynkiem zapis WARUNKOWY.

Osłabienie kategorycznego zapisu, choćby stwierdzeniem, że "zamknięcie cyklu nastąpiło, o ile zasadniczo nie zmienią się uwarunkowania w zewnętrznym otoczeniu makroekonomicznym, wpływajace na bilans ryzyk w Polsce",  byłoby działaniem profesjonalnym, zrozumiałym i usprawiedliwionym. Cykl zostałby zamknięty z asekuracją stosowną do natężenia niepewności.

Różnica między warunkowym, a bezwarunkowym zamknięciem cyklu jest gigantyczna. Teraz, o ile nastąpią zmiany wpływajace na bilans ryzyk, czego dziś odpowiedzialnie wykluczyć nie sposób, to albo Rada będzie musiała połknąć własny język, albo w poczuciu godności okopie się na pozycjach: słowo się rzekło - kobyłka u płota, czyli błądzimy, bo tego wymaga pogoń za nieistniejącą reputacją. 

2015-03-04 17:08
gospodarka, blogi ekspertów rpp, cykl Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Dane miesięczne o produkcji przemysłowej, budownictwie, sprzedaży detalicznej składały się w 2 kwartale na skumulowany spadek względem 1 kwartału o 1,5 pkt. proc.. W tej sytuacji niewielkie relatywnie spowolnienie wzrostu z 3,4% w 1 kwartale do 3,2% r/r w 2 kwartale (według „szybkiego szacunku” GUS, nie pokazującego jeszcze dekompozycji PKB), wyjaśnić można jedynie istotnym wkładem do dynamiki PKB wzrostu zapasów, które w metodologii GUS są wielkością rezydualną. Taka wielkość powstaje z dopasowywania do siebie niepasującej popytowej i podażowej strony PKB. Kontrybucja zapasów do dynamiki PKB w 2 kwartale musiała więc sięgać co najmniej 1 p.p..

Wychodzi na to, że bez wsadu wielkości rezydualnej dynamika PKB w 2 kwartale nieznacznie przekroczyła 2% w ujęciu r/r. Tąpnięcie jest więc solidniejsze niż można by sądzić na podstawie gołego, sygnalnego odczytu GUS. Tak istotna odbudowa zapasów w tej fazie cyklu nie jest rzeczą normalną.

W dalszej części roku zrealizują się już czynniki ryzyka geopolitycznego. A obok bezpośrednich efektów sankcji wobec Rosji, redukujących tempo naszego wzrostu gospodarczego, włączą się też efekty drugiej rundy, czyli wracające do nas echa negatywnego wpływu sankcji na dynamikę PKB w Unii Europejskiej.

Wygląda na to, że moja lokująca się od dawna daleko poniżej konsensu prognoza tegorocznego wzrostu o 2,6% będzie niebawem jedną z bardziej optymistycznych na rynku.  

2014-08-14 14:35
gospodarka, blogi ekspertów wzrost, dynamika PKB, dekompozycja Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 Szanowny Panie Pośle,

Nawołuje Pan inne kluby parlamentarne, by podpisały deklarację, że nie opowiedzą się za przyjęciem euro przed ogólnopolskim referendum. Chce Pan też, by podobne zobowiązanie zgłosił w imieniu rządu urzędujący premier.

Otóż, drogi Panie Pośle, takie nawoływania miałyby pewien sens jedynie w przypadku, gdyby wcześniej zmontował Pan większość parlamentarną niezbędną dla zmiany konstytucji i ustawy o NBP, tak by spełnione zostało kryterium legislacyjne.

Innymi słowy: przykłada Pan rękę do usunięcia bariery windującej poza poziom racjonalności ryzyko makroekonomiczne w nowym reżimie kursowym po wejściu do ERM2, w zamian zaś obiecuje Pan referendum, wykonując ukłon w stronę eurosceptyków. To ma przynajmniej jakiś sens, bo przerywa impas wynikający z niemożności uzyskania w Sejmie tej i następnej (a Bóg jeden raczy wiedzieć ilu jeszcze kolejnych) kadencji większości koniecznej dla zmiany konstytucji.

Drogi Panie Pośle, musi Pan wiedzieć, że tylko dureń wpuściłby Polskę do ERM2 bez pewności, że po 2 trudnych latach w sztywnym reżimie kursowym, euro gładko zastąpi złotego. Akceptacja wyborców musi być w takim przypadku poza dyskusją. Ale musi być wyrażona na końcu naszej drogi do euro, a nie w jej połowie. Nie można pozostawić w rękach polityków bomby z zapalonym lontem, a tym byłoby w istocie zachowanie prawa do podjęcia decyzji oznaczającej tkwienie w nieskończoność w reżimie sztywnego kursu walutowego. Co to, to nie.

Ryzyko politycznej blokady w Sejmie musi zostać zniesione przed podjęciem ryzyka ekonomicznego w ERM2. A to wymaga, by politycy porozumieli się w kwestii warunkowej zmiany konstytucji i ustawy o NBP.

Pana apel w obecnej formie jest pustym gestem bez treści i znaczenia. Niechże nada mu Pan przynajmniej jakiś sensowny wymiar.

Z należnym szacunkiem

jj

2014-05-13 17:13
gospodarka, blogi ekspertów euro, referendum, kryterium legislacyjne Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

 Drogi Panie Ministrze,

właśnie się dowiedziałem, ze zadeklarował Pan, w obecności Pana Premiera, pozostanie w ZUS. Pana decyzja. Niestety uzasadnienie, którego Pan użył bazuje na nieporozumieniu. Za 5 lat, jakie pozostały Panu do osiągnięcia wieku na 10 lat przed emeryturą, do ZUS nie trafią od razu wszystkie Pana aktywa zgromadzone w OFE. Trafi ich tam co miesiąc, przez kolejne 10 lat, 1/120 część. Znaczy to, że wybierajac OFE może Pan odkładać w funduszu pracującym na Pana emeryturę nie 5 lat - jak Pan zdaje się sądzić - lecz kolejne15 lat. Choć prawdą jest, że pracować na nią będzie coraz mniej kapitału.

Dlatego, znając Pana przywiązanie do wolnego rynku, apeluję, by przemyślał Pan jeszcze raz swoją decyzję. A przynajmniej, by bardziej wiarygodnie ją Pan uzasadnił.

Pozostaję z poważaniem

jj 

2014-04-29 17:22
gospodarka, blogi ekspertów ofe, sikorski, wybór Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Po opublikowaniu szacunku wykonania deficytu budżetu państwa w styczniu dały się tu i ówdzie słyszeć odgłosy zachwytu: jest fantastycznie, będzie jeszcze fantastyczniej! Radość nie powinna nam jednak odbierać rozumu. Zastanówmy się raczej na chłodno, jak wytłumaczyć fenomenalną, blisko 24%, dynamikę wzrostu dochodów z VAT w ujęciu rok do roku. Zastanówmy się, co to może oznaczać dla finansów publicznych w tym roku. A może nawet pokuśmy się o prognozę na rok 2015, w którym – zgodnie z deklaracjami MF – Polska chciałaby wreszcie wydobyć się z procedury nadmiernego deficytu (EDP).

Statystyka dochodów w ujęciu r/r w okresie grudzień-styczeń jest – nie zapominajmy o tym – zakłócana nie tylko efektami bazowymi, ale też – co ważniejsze - administrowanymi przez MF przesunięciami terminów zwrotu podatku VAT. Wpływa to na olbrzymią zmienność dochodów; zmienność nieuzasadnioną samą dekompozycją wzrostu gospodarczego. Zmienna baza, z dużym dodatkiem „ręcznego sterowania”, zasadniczo zniekształca obraz strony dochodowej budżetu państwa na starcie roku i utrudnia tym samym ocenę wiarygodności wykonania całorocznej prognozy dochodów.

W tym roku dochody z VAT zostały w styczniu „podpompowane” za sprawą ograniczenia i opóźniania zwrotów podatku za materiały budowlane. Wielu przedsiębiorców skarży się przy tym na wyjątkowo drobiazgowe i długotrwałe kontrole US poprzedzające należny zwrot podatku VAT.

Jeśli zaś chodzi o bazę statystyczną dla porównań, to była ona w tym roku wyjątkowa. W styczniu 2013 spadek dynamiki VAT sięgnął – znów głównie za sprawą wysokiej bazy z 2012 roku – gigantycznej wielkości 22,1%. Wychodzi na to, że przy podobnej jak w styczniu 2012 technice opóźniania zwrotów VAT, dochody w styczniu 2014 ukształtowały się poniżej analogicznego okresu 2012. A rok 2012 do nadzwyczajnych, jeśli chodzi o tempo wzrostu gospodarczego, przecież nie należał.

Stąd wniosek, że na bazie zrealizowanych już dochodów, oczyszczonych z administrowanych ręcznie nalotów – wbrew powszechnemu osądowi – skalę ożywienia gospodarczego na początku roku uznać by wypadało za raczej umiarkowaną niż szaleńczą.

Debiut wiarygodnej prognozy

Uważam, że tegoroczna prognoza dochodów została po raz pierwszy od wielu lat oszacowana wiarygodnie. Zmiany w dekompozycji PKB na rzecz większej kontrybucji do wzrostu popytu krajowego, zakładane przez MF i skorelowane z dynamiką dochodów, są znacznie bardziej konserwatywne, niż wynikałoby to z konsensu rynkowego. A przez to bliskie też moim prognozom, gdzie udział w dekompozycji PKB popytu krajowego jest wciąż limitowany, a przeważa nadal eksport netto.

Oznacza to, że w części dotyczącej podatków pośrednich potencjał dla przekroczenia rocznej prognozy nie powinien przekraczać 3-4 mld PLN. Byłby to wynik zbliżony do osiągniętego w ubiegłym roku, wobec prognozy już po nowelizacji budżetu.

Bardzo optymistyczne prognozy rynkowe, bazujące na znaczącym zwiększeniu wkładu popytu krajowego oraz istotnym przyspieszeniu dynamiki wzrostu wynagrodzeń, szacują zaś skalę możliwego przekroczenia prognozy dochodów nawet na 10 mld PLN. Tak jakby wszyscy super-optymiści zapominali, że wynagrodzenia za pracę to u nas ledwie 40% dochodów gospodarstw domowych, ze znaczącym udziałem w nich transferów, rent i emerytur. A te w tym roku, w zestawieniu z dobrym pod tym względem rokiem 2013, praktycznie nie drgną (niska waloryzacja po niskiej inflacji i mizernym przyroście płac w 2013).

Dalej będzie równie ciekawie

W mojej ocenie przy założeniu niewielkich oszczędności w wydatkach, w skali roku nie przekraczających 4 mld PLN, deficyt budżetu państwa może być w tym roku niższy od zakładanego o ok. 8 mld PLN.

Tylko, co z tego? Pamiętajmy, że wynik budżetu państwa jest wielkością wtórną dla oceny pozycji fiskalnej kraju. W roku 2013 deficyt sektor wyniósł ok. 4,4% PKB. KE zaleciła rządowi podjęcie działań zmierzających do dodatkowego ograniczenia deficytu o 0,4 p.p. w tym roku i zejście poniżej traktatowego progu 3% w roku 2015. W okresie przedwyborczym 2014-2015 skala zacieśnienia fiskalnego, wymaganego dla zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu, sięgać więc łącznie powinna min. ok. 1,4% PKB.

Pomimo przejęcia przez rząd wartych 150 mld PLN aktywów OFE, co na jakiś czas odsunęło nas od przekroczenia konstytucyjnej i traktatowej granicy 60% długu w relacji do PKB, nie widzę więc – w przeciwieństwie do wielu komentatorów – jakiejkolwiek przestrzeni dla wzrostu w latach 2014-2016 wydatków publicznych ogółem.

Od roku 2015 działa już nowa reguła wydatkowa, ustalająca limit wzrostu wydatków dla znacząco poszerzonego sektora publicznego. Ten limit będzie skąpy dla całego objętego nim zestawu jednostek zaliczanych do sektora w myśl znowelizowanej ustawy o finansach publicznych. W wymiarze realnym wzrost limitu wydatków na rok 2015 nie powinien przekroczyć 1,2-1,3%, bo musi być skorygowany o „karne” 2 p.p. z tytułu ulokowania się deficytu sektora GG w roku 2013 na poziomie znacząco wykraczającym poza 3% PKB. 2013 (t-2) jest bazowy dla korekty wydatków w roku 2015 (t). Korekta w roku t uruchamiana jest obligatoryjnie właśnie za sprawą przekroczenia 3% deficytu lub 55% państwowego długu publicznego dwa lata wcześniej.

A ponieważ skokowy spadek długu po „operacji OFE” w roku 2014 nie powinien trwale wpływać na rozluźnienie rygorów reguły wydatkowej, ostrość korekty limitu wydatków również na rok 2016 nie może zostać złagodzona. Stąd dobrze, że rząd chce obniżyć progi w regule i formule korygującej o wielkość odpowiadającą spadkowi długu. Ogranicza to groźbę nadmiernego wzrostu wydatków także w powyborczym roku 2016, kiedy rokiem bazowym dla ustalenia korekty będzie wielkość deficytu sektora i długu publicznego z roku 2014 zakłóconego jednorazowym wpływem OFE na wyniki sektora. To ważna asekuracja. Choć – jak widać choćby z ostatnich naszych doświadczeń z ustawowo zapisanymi ograniczeniami w finansach publicznych – zapewne nie wystarczająca.

Reguła nie eliminuje też możliwości „poszalenia” z wydatkami tam, gdzie rząd uzna to za spójne ze swoim strategicznym celem. A celem tym jest bez wątpienia krótkookresowe wsparcie dynamiki obserwowanego PKB. Rzecz bez wątpienia ważna z punktu widzenia szans wyborczych obecnej koalicji.

Limit wydatków ustalony dla całego sektora pozwoli – na przykład – w roku 2015 znacząco zwiększyć poza te mizerne 1,2-1,3% wydatki na drogi i koleje. Tym samym jednak obciąć trzeba będzie – równie znacząco – wydatki dla innych jednostek zaliczanych do szerokiego sektora.

Wciąż uważam, że wielu resortowych ministrów jeszcze nie załapało, co czeka budżety podległych im jednostek w dwóch najbliższych latach. Chyba, że obecne i przyszłe MF jakimś zabiegiem spróbuje wywinąć się spod rygorów nakazujących obciąć o 2 p.p. limit wydatków w latach 2015-2016 wynikający z zastosowania formuły korygującej do uśrednionego tempa wzrostu gospodarczego z 6 minionych i 2 prognozowanych okresów rocznych. Ale tu mogę obiecać solennie, że ukryć się takiego manewru nie da.      

2014-02-27 16:19
gospodarka, blogi ekspertów budżet, reguła wydatkowa, progi ostrożnościowe Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |