O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 

Kluczowe jest powierzenie funkcji wicepremiera i ministra gospodarki i rozwoju regionalnego Mateuszowi Morawieckiemu i dodanie mu do pomocy na stanowisku wicemistra-członka RM Jerzego Kwiecińskiego, znającego bardzo dobrze kwestie funduszy unijnych (był wiceministrem w rządzie PiS u p. Gęsickiej). Morawicki – przypominam – przez długi czas zasiadał w Radzie Gospodarczej przy premierze Tusku, kierowanej przez Jana Krzysztofa Bieleckiego. 

2.    Moja interpretacja tych nominacji jest taka, że centrum decyzyjne w sprawach polityki gospodarczej przesuwa się na regional developement. Obaj ludzie za to odpowiedzialni – Morawiecki i Kwieciński – są pasjonatami w tej dziedzinie i dobrymi fachowcami. Doskonale rozumieją, jak ważne dla wejścia na nową ścieżkę wzrostu mogą być inaczej wykorzystywane fundusze unijne.

3.  Dla prowadzenia aktywnej polityki gospodarczej potrzebna jest przestrzeń w finansach publicznych.

4.  Nominację na stanowisko ministra finansów dla Pawła Szałamachy trzeba postrzegać przez ten właśnie pryzmat. Morawiecki nie odniesie sukcesu, jeśli rząd nie zdoła utrzymać dyscypliny w finansach publicznych. Szałamacha, który dał się poznać przed wyborami i po nich, jako gorący orędownik spełnienia obietnic socjalnych PiS, musi być podporządkowany planom polityki gospodarczej tworzonymi w resorcie Morawieckiego i Kwiecińskiego.

5.  Stąd – jak przewiduję – spełnienie obietnic wyborczych będzie rozkładane w czasie, a głównym zadaniem ministra finansów stanie się uszczelnienie systemu podatkowego. Minister Szałamacha musi też w swoich publicznych wypowiedziach zacząć uwzględniać fakt, że od jego wypowiedzi zależeć może zaspokojenie potrzeb pożyczkowych państwa. Od tego zależą ceny polskiego długu i reakcja inwestorów na rynku FX.

6.     Nie znaczy to, że części niekorzystnych dla gospodarki – a kluczowych z punktu widzenia PiS - rozwiązań uda się uniknąć. Będą próby zrealizowania programu 500+; będą podatki od sklepów wielkopowierzchniowych; od sektora finansowego; będą propozycje dla frankowych kredytobiorców. Myślę, ze jest to cena, jaką musieli brać pod uwagę Morawiecki-Kwieciński, przyjmując nominacje.

Bottom line: skład osobowy ścisłej ekipy gospodarczej rządu PiS nie powinien wywołać nerwowej reakcji inwestorów. Odsunięcie na dalszy plan ministra finansów i awansowanie ministra gospodarki i rozwoju jest dobrym pomysłem. A jak będzie z realizacją - zobaczymy.       

2015-11-09 14:55
gospodarka, blogi ekspertów rząd, pis Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 Czy Jacek Rostowski i Donald Tusk cokolwiek z tego zrozumieja? Czy wezma na siebie odpowiedzialnosc za powtorne oddanie wladzy nad Polska PiS-owi? Watpie.

2015-05-24 22:41
gospodarka, blogi ekspertów wybory Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 Minister Mateusz Szczurek: „Zdjęcie (z Polski) EDP będzie nowym otwarciem w polityce gospodarczej. Rząd, zachowując dbałość o stabilność finansów publicznych, nie będzie musiał się koncentrować na tym, gdzie szukać oszczędności”.

 

Szczerze powiedziawszy, nawet biorąc pod uwagę specyfikę nieautoryzowanej wypowiedzi, jest to oświadczenie zastanawiające. I – dodać trzeba – mocno też niepokojące.

 

Nie zgadzałem się nigdy z zapewnieniami ministra Szczurka, że etap stabilizacji finansów publicznych mamy już za sobą, że jest to rozdział zamknięty. I że potrzebne nam jest nowe otwarcie, zorientowane już tylko na podnoszenie efektywności wydatków publicznych. Dyskutowaliśmy o tym już dwa lata temu na Forum Ekonomicznym w Katowicach.

 

Tym bardziej trudno mi przychodzi zaakceptować twierdzenie, że rząd nie musi już koncentrować się na poszukiwaniu oszczędności w finansach publicznych; twierdzenie, które jest jedynym – jak dotąd – komentarzem do rekomendacji Komisji Europejskiej zalecającej RE uwolnienie Polski z okowów Procedury Nadmiernego Deficytu.

 

Ta rekomendacja jeszcze nie wystygła (nie mówiąc o jej przyjęciu przez Radę), kiedy w Polsce ruszyła ze strony przedstawicieli rządu licytacja, co my też takiego dobrego zafundujemy obywatelom, kiedy już możemy sobie poszaleć. Deklaracja Mateusza Szczurka wspiera niestety takie oczekiwania.

 

Tymczasem zarówno ocena długoterminowej stabilności finansów publicznych w Polsce, jak i rekomendacje oraz zalecenia KE są tak naprawdę wiadrem zimnej wody wylanym na rozpalone głowy entuzjastów konsumowania owoców stabilizacji finansów publicznych.

 

Komisja akcentuje w swoim stanowisku, że wielkości prognozowanego przez rząd spadku deficytu sektora w latach 2015-2016 są co prawda w sprzyjających okolicznościach możliwe do osiągnięcia. Ale jednocześnie jasno stwierdza, że to co ma nastąpić później, czyli instrumenty, jakimi rząd zamierza osiągnąć kolejne spadki deficytu aż do 1% PKB w latach 2016-2019 nie zostały wyartykułowane w Aktualizacji Programu Konwergencji. W dyplomatycznym języku biurokracji brukselskiej znaczy to tyle, że są to tylko puste obietnice. Komisja jasno stwierdza, że dostosowania strukturalne są niewystarczające dla ustabilizowania finansów publicznych, i że najdalej w roku 2016 konieczne będzie podjęcia dalszych kroków dla spadku deficytu.     

 

Jest czymś zdumiewającym, że wobec takiej oceny rusza u nas z kopyta licytacja, co tu zrobić z odzyskaną swobodą wydawania nieistniejących publicznych pieniędzy. Wybory, wyborami, ale gdzie tu jest miejsce na odpowiedzialność za państwo?

A przecież rekomendacje Komisji są jednoznaczne: wyeliminowanie preferencyjnych stawek VAT; natychmiastowa redukcja kosztów istniejących przywilejów emerytalnych (górnicy, rolnicy to 1,5% PKB rocznie, ale też silne zniechęcanie do podejmowania pracy poza sektorami schyłkowymi o niskiej efektywności). Dodać do tego można, czego Komisja Europejska już nie czyni wprost, że bez włączenia do powszechnego systemu emerytalnego wszystkich grup zawodowych dziś ulokowanych poza nim, czyli nie tylko rolników, bez powrotu do pierwotnych zasad indeksacji świadczeń w I filarze psutych systematycznie od lat, a ze szczególną intensywnością po roku 2013 – nie da się zlikwidować sekularnego deficytu podsektora ubezpieczeń społecznych, którego ujemny wynik (zebrane składki vs. wypłacone świadczenia) destrukcyjnie wpływać będzie na równowagę sektora finansów publicznych w okresie wielu dziesięcioleci.

Niby nic nowego. Łagodne napomnienia Komisji przywołały tylko wspomnienie o elementarnych, nie podjętych dotąd reformach. I co słyszymy w odpowiedzi? Że Bruksela doceniła nasze wysiłki. Jest tak dobrze, że  można się wreszcie zabrać za konsumpcję owoców sukcesu. Otóż - powiedzmy to jasno – nie można. Zabrać się za to trzeba wreszcie do takiej pracy, jaka przystoi odpowiedzialnemu rządowi większościowemu. Kupowanie za publiczne pieniądze głosów wyborców nie jest przejawem odpowiedzialności, ani odwagi.    

2015-05-15 17:30
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, EDP Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

"Decyzja o obniżeniu stóp procentowych na obecnym posiedzeniu oznacza zamknięcie cyklu łagodzenia polityki pieniężnej". Taki kategoryczny zapis trafił do komunikatu RPP po obniżce stóp procentowych o 50 pkt. baz. w marcu 2015.

Bezwarunkowe zamknięcie cyklu w warunkach dużej i utrzymujacej się niepewności świadczy o kompletnym braku profesjonalizmu podzielonej głęboko Rady. Każdy liczący się ze swoją reputacją bank centralny wprowadziłby w tej sytuacji do swojej komunikacji z rynkiem zapis WARUNKOWY.

Osłabienie kategorycznego zapisu, choćby stwierdzeniem, że "zamknięcie cyklu nastąpiło, o ile zasadniczo nie zmienią się uwarunkowania w zewnętrznym otoczeniu makroekonomicznym, wpływajace na bilans ryzyk w Polsce",  byłoby działaniem profesjonalnym, zrozumiałym i usprawiedliwionym. Cykl zostałby zamknięty z asekuracją stosowną do natężenia niepewności.

Różnica między warunkowym, a bezwarunkowym zamknięciem cyklu jest gigantyczna. Teraz, o ile nastąpią zmiany wpływajace na bilans ryzyk, czego dziś odpowiedzialnie wykluczyć nie sposób, to albo Rada będzie musiała połknąć własny język, albo w poczuciu godności okopie się na pozycjach: słowo się rzekło - kobyłka u płota, czyli błądzimy, bo tego wymaga pogoń za nieistniejącą reputacją. 

2015-03-04 17:08
gospodarka, blogi ekspertów rpp, cykl Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Dane miesięczne o produkcji przemysłowej, budownictwie, sprzedaży detalicznej składały się w 2 kwartale na skumulowany spadek względem 1 kwartału o 1,5 pkt. proc.. W tej sytuacji niewielkie relatywnie spowolnienie wzrostu z 3,4% w 1 kwartale do 3,2% r/r w 2 kwartale (według „szybkiego szacunku” GUS, nie pokazującego jeszcze dekompozycji PKB), wyjaśnić można jedynie istotnym wkładem do dynamiki PKB wzrostu zapasów, które w metodologii GUS są wielkością rezydualną. Taka wielkość powstaje z dopasowywania do siebie niepasującej popytowej i podażowej strony PKB. Kontrybucja zapasów do dynamiki PKB w 2 kwartale musiała więc sięgać co najmniej 1 p.p..

Wychodzi na to, że bez wsadu wielkości rezydualnej dynamika PKB w 2 kwartale nieznacznie przekroczyła 2% w ujęciu r/r. Tąpnięcie jest więc solidniejsze niż można by sądzić na podstawie gołego, sygnalnego odczytu GUS. Tak istotna odbudowa zapasów w tej fazie cyklu nie jest rzeczą normalną.

W dalszej części roku zrealizują się już czynniki ryzyka geopolitycznego. A obok bezpośrednich efektów sankcji wobec Rosji, redukujących tempo naszego wzrostu gospodarczego, włączą się też efekty drugiej rundy, czyli wracające do nas echa negatywnego wpływu sankcji na dynamikę PKB w Unii Europejskiej.

Wygląda na to, że moja lokująca się od dawna daleko poniżej konsensu prognoza tegorocznego wzrostu o 2,6% będzie niebawem jedną z bardziej optymistycznych na rynku.  

2014-08-14 14:35
gospodarka, blogi ekspertów wzrost, dynamika PKB, dekompozycja Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 Szanowny Panie Pośle,

Nawołuje Pan inne kluby parlamentarne, by podpisały deklarację, że nie opowiedzą się za przyjęciem euro przed ogólnopolskim referendum. Chce Pan też, by podobne zobowiązanie zgłosił w imieniu rządu urzędujący premier.

Otóż, drogi Panie Pośle, takie nawoływania miałyby pewien sens jedynie w przypadku, gdyby wcześniej zmontował Pan większość parlamentarną niezbędną dla zmiany konstytucji i ustawy o NBP, tak by spełnione zostało kryterium legislacyjne.

Innymi słowy: przykłada Pan rękę do usunięcia bariery windującej poza poziom racjonalności ryzyko makroekonomiczne w nowym reżimie kursowym po wejściu do ERM2, w zamian zaś obiecuje Pan referendum, wykonując ukłon w stronę eurosceptyków. To ma przynajmniej jakiś sens, bo przerywa impas wynikający z niemożności uzyskania w Sejmie tej i następnej (a Bóg jeden raczy wiedzieć ilu jeszcze kolejnych) kadencji większości koniecznej dla zmiany konstytucji.

Drogi Panie Pośle, musi Pan wiedzieć, że tylko dureń wpuściłby Polskę do ERM2 bez pewności, że po 2 trudnych latach w sztywnym reżimie kursowym, euro gładko zastąpi złotego. Akceptacja wyborców musi być w takim przypadku poza dyskusją. Ale musi być wyrażona na końcu naszej drogi do euro, a nie w jej połowie. Nie można pozostawić w rękach polityków bomby z zapalonym lontem, a tym byłoby w istocie zachowanie prawa do podjęcia decyzji oznaczającej tkwienie w nieskończoność w reżimie sztywnego kursu walutowego. Co to, to nie.

Ryzyko politycznej blokady w Sejmie musi zostać zniesione przed podjęciem ryzyka ekonomicznego w ERM2. A to wymaga, by politycy porozumieli się w kwestii warunkowej zmiany konstytucji i ustawy o NBP.

Pana apel w obecnej formie jest pustym gestem bez treści i znaczenia. Niechże nada mu Pan przynajmniej jakiś sensowny wymiar.

Z należnym szacunkiem

jj

2014-05-13 17:13
gospodarka, blogi ekspertów euro, referendum, kryterium legislacyjne Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

 Drogi Panie Ministrze,

właśnie się dowiedziałem, ze zadeklarował Pan, w obecności Pana Premiera, pozostanie w ZUS. Pana decyzja. Niestety uzasadnienie, którego Pan użył bazuje na nieporozumieniu. Za 5 lat, jakie pozostały Panu do osiągnięcia wieku na 10 lat przed emeryturą, do ZUS nie trafią od razu wszystkie Pana aktywa zgromadzone w OFE. Trafi ich tam co miesiąc, przez kolejne 10 lat, 1/120 część. Znaczy to, że wybierajac OFE może Pan odkładać w funduszu pracującym na Pana emeryturę nie 5 lat - jak Pan zdaje się sądzić - lecz kolejne15 lat. Choć prawdą jest, że pracować na nią będzie coraz mniej kapitału.

Dlatego, znając Pana przywiązanie do wolnego rynku, apeluję, by przemyślał Pan jeszcze raz swoją decyzję. A przynajmniej, by bardziej wiarygodnie ją Pan uzasadnił.

Pozostaję z poważaniem

jj 

2014-04-29 17:22
gospodarka, blogi ekspertów ofe, sikorski, wybór Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Po opublikowaniu szacunku wykonania deficytu budżetu państwa w styczniu dały się tu i ówdzie słyszeć odgłosy zachwytu: jest fantastycznie, będzie jeszcze fantastyczniej! Radość nie powinna nam jednak odbierać rozumu. Zastanówmy się raczej na chłodno, jak wytłumaczyć fenomenalną, blisko 24%, dynamikę wzrostu dochodów z VAT w ujęciu rok do roku. Zastanówmy się, co to może oznaczać dla finansów publicznych w tym roku. A może nawet pokuśmy się o prognozę na rok 2015, w którym – zgodnie z deklaracjami MF – Polska chciałaby wreszcie wydobyć się z procedury nadmiernego deficytu (EDP).

Statystyka dochodów w ujęciu r/r w okresie grudzień-styczeń jest – nie zapominajmy o tym – zakłócana nie tylko efektami bazowymi, ale też – co ważniejsze - administrowanymi przez MF przesunięciami terminów zwrotu podatku VAT. Wpływa to na olbrzymią zmienność dochodów; zmienność nieuzasadnioną samą dekompozycją wzrostu gospodarczego. Zmienna baza, z dużym dodatkiem „ręcznego sterowania”, zasadniczo zniekształca obraz strony dochodowej budżetu państwa na starcie roku i utrudnia tym samym ocenę wiarygodności wykonania całorocznej prognozy dochodów.

W tym roku dochody z VAT zostały w styczniu „podpompowane” za sprawą ograniczenia i opóźniania zwrotów podatku za materiały budowlane. Wielu przedsiębiorców skarży się przy tym na wyjątkowo drobiazgowe i długotrwałe kontrole US poprzedzające należny zwrot podatku VAT.

Jeśli zaś chodzi o bazę statystyczną dla porównań, to była ona w tym roku wyjątkowa. W styczniu 2013 spadek dynamiki VAT sięgnął – znów głównie za sprawą wysokiej bazy z 2012 roku – gigantycznej wielkości 22,1%. Wychodzi na to, że przy podobnej jak w styczniu 2012 technice opóźniania zwrotów VAT, dochody w styczniu 2014 ukształtowały się poniżej analogicznego okresu 2012. A rok 2012 do nadzwyczajnych, jeśli chodzi o tempo wzrostu gospodarczego, przecież nie należał.

Stąd wniosek, że na bazie zrealizowanych już dochodów, oczyszczonych z administrowanych ręcznie nalotów – wbrew powszechnemu osądowi – skalę ożywienia gospodarczego na początku roku uznać by wypadało za raczej umiarkowaną niż szaleńczą.

Debiut wiarygodnej prognozy

Uważam, że tegoroczna prognoza dochodów została po raz pierwszy od wielu lat oszacowana wiarygodnie. Zmiany w dekompozycji PKB na rzecz większej kontrybucji do wzrostu popytu krajowego, zakładane przez MF i skorelowane z dynamiką dochodów, są znacznie bardziej konserwatywne, niż wynikałoby to z konsensu rynkowego. A przez to bliskie też moim prognozom, gdzie udział w dekompozycji PKB popytu krajowego jest wciąż limitowany, a przeważa nadal eksport netto.

Oznacza to, że w części dotyczącej podatków pośrednich potencjał dla przekroczenia rocznej prognozy nie powinien przekraczać 3-4 mld PLN. Byłby to wynik zbliżony do osiągniętego w ubiegłym roku, wobec prognozy już po nowelizacji budżetu.

Bardzo optymistyczne prognozy rynkowe, bazujące na znaczącym zwiększeniu wkładu popytu krajowego oraz istotnym przyspieszeniu dynamiki wzrostu wynagrodzeń, szacują zaś skalę możliwego przekroczenia prognozy dochodów nawet na 10 mld PLN. Tak jakby wszyscy super-optymiści zapominali, że wynagrodzenia za pracę to u nas ledwie 40% dochodów gospodarstw domowych, ze znaczącym udziałem w nich transferów, rent i emerytur. A te w tym roku, w zestawieniu z dobrym pod tym względem rokiem 2013, praktycznie nie drgną (niska waloryzacja po niskiej inflacji i mizernym przyroście płac w 2013).

Dalej będzie równie ciekawie

W mojej ocenie przy założeniu niewielkich oszczędności w wydatkach, w skali roku nie przekraczających 4 mld PLN, deficyt budżetu państwa może być w tym roku niższy od zakładanego o ok. 8 mld PLN.

Tylko, co z tego? Pamiętajmy, że wynik budżetu państwa jest wielkością wtórną dla oceny pozycji fiskalnej kraju. W roku 2013 deficyt sektor wyniósł ok. 4,4% PKB. KE zaleciła rządowi podjęcie działań zmierzających do dodatkowego ograniczenia deficytu o 0,4 p.p. w tym roku i zejście poniżej traktatowego progu 3% w roku 2015. W okresie przedwyborczym 2014-2015 skala zacieśnienia fiskalnego, wymaganego dla zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu, sięgać więc łącznie powinna min. ok. 1,4% PKB.

Pomimo przejęcia przez rząd wartych 150 mld PLN aktywów OFE, co na jakiś czas odsunęło nas od przekroczenia konstytucyjnej i traktatowej granicy 60% długu w relacji do PKB, nie widzę więc – w przeciwieństwie do wielu komentatorów – jakiejkolwiek przestrzeni dla wzrostu w latach 2014-2016 wydatków publicznych ogółem.

Od roku 2015 działa już nowa reguła wydatkowa, ustalająca limit wzrostu wydatków dla znacząco poszerzonego sektora publicznego. Ten limit będzie skąpy dla całego objętego nim zestawu jednostek zaliczanych do sektora w myśl znowelizowanej ustawy o finansach publicznych. W wymiarze realnym wzrost limitu wydatków na rok 2015 nie powinien przekroczyć 1,2-1,3%, bo musi być skorygowany o „karne” 2 p.p. z tytułu ulokowania się deficytu sektora GG w roku 2013 na poziomie znacząco wykraczającym poza 3% PKB. 2013 (t-2) jest bazowy dla korekty wydatków w roku 2015 (t). Korekta w roku t uruchamiana jest obligatoryjnie właśnie za sprawą przekroczenia 3% deficytu lub 55% państwowego długu publicznego dwa lata wcześniej.

A ponieważ skokowy spadek długu po „operacji OFE” w roku 2014 nie powinien trwale wpływać na rozluźnienie rygorów reguły wydatkowej, ostrość korekty limitu wydatków również na rok 2016 nie może zostać złagodzona. Stąd dobrze, że rząd chce obniżyć progi w regule i formule korygującej o wielkość odpowiadającą spadkowi długu. Ogranicza to groźbę nadmiernego wzrostu wydatków także w powyborczym roku 2016, kiedy rokiem bazowym dla ustalenia korekty będzie wielkość deficytu sektora i długu publicznego z roku 2014 zakłóconego jednorazowym wpływem OFE na wyniki sektora. To ważna asekuracja. Choć – jak widać choćby z ostatnich naszych doświadczeń z ustawowo zapisanymi ograniczeniami w finansach publicznych – zapewne nie wystarczająca.

Reguła nie eliminuje też możliwości „poszalenia” z wydatkami tam, gdzie rząd uzna to za spójne ze swoim strategicznym celem. A celem tym jest bez wątpienia krótkookresowe wsparcie dynamiki obserwowanego PKB. Rzecz bez wątpienia ważna z punktu widzenia szans wyborczych obecnej koalicji.

Limit wydatków ustalony dla całego sektora pozwoli – na przykład – w roku 2015 znacząco zwiększyć poza te mizerne 1,2-1,3% wydatki na drogi i koleje. Tym samym jednak obciąć trzeba będzie – równie znacząco – wydatki dla innych jednostek zaliczanych do szerokiego sektora.

Wciąż uważam, że wielu resortowych ministrów jeszcze nie załapało, co czeka budżety podległych im jednostek w dwóch najbliższych latach. Chyba, że obecne i przyszłe MF jakimś zabiegiem spróbuje wywinąć się spod rygorów nakazujących obciąć o 2 p.p. limit wydatków w latach 2015-2016 wynikający z zastosowania formuły korygującej do uśrednionego tempa wzrostu gospodarczego z 6 minionych i 2 prognozowanych okresów rocznych. Ale tu mogę obiecać solennie, że ukryć się takiego manewru nie da.      

2014-02-27 16:19
gospodarka, blogi ekspertów budżet, reguła wydatkowa, progi ostrożnościowe Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 Jakoś trudno mi przyłączyć się do chóru optymistów wieszczących naszej gospodarce 3 proc. wzrost po historycznych danych GUS za 3 kwartał.

Przecież, jeśli bez uprzedzeń  popatrzymy na kontrybucję poszczególnych składników do wzrostu PKB, to widać, że wyższy odczyt w 3 kwartale – oprócz efektu bazy - zrobiony jest przez znacząco mniejszą ujemną cykliczną kontrybucję zapasów i wzrost inwestycji generowany przez budownictwo. Wartość dodana brutto większa jest w tym dziale o 1 pkt. proc. ponad jej spadek w dziale finanse i ubezpieczenia. Tyle, że takie tempo wzrostu budownictwa niemożliwe jest do utrzymania w 2 najbliższych kwartałach z uwagi na sezonowe spadki w tym dziale, towarzyszące zazwyczaj zimie. Konsumpcja z kolei jest stała, tyle, że zmienia się jej struktura wewnętrzna (ze spożycia zbiorowego na prywatne). Ale te zmiany są wolne, bo wolno też poprawia się rynek pracy.

Widziana od strony popytowej suma dodatniego wkładu poszczególnych składników do PKB jest mniejsza niż w 2 kwartale. Prognozy przyspieszonego wzrostu w 4 kwartale 2013 i 1 kwartale 2014, w ujęciu r/r, bazują na efekcie statystycznym, cyklicznych zmianach składnika rezydualnego i  oczekiwaniach na dalszy wzrost inwestycji, przy umiarkowanie rosnącej konsumpcji, co musiałoby zrównoważyć spadek dodatniej kontrybucji eksportu netto (tu z kolei negatywnie na wzrost zadziała efekt bazy).

Dla mnie przy interpretacji danych GUS znacznie bardziej indykatywny jest niski wzrost wartości dodanej brutto w gospodarce narodowej (ledwie o 0,8 pkt. proc.). Z całą pewnością przy takich odczytach nie da się mówić o trwałym wzroście zbliżonym do 3 proc.. Gospodarka wciąż mocno tkwi korzeniami w przedziale 1,5-2,0 proc..

 

2013-11-29 12:20
gospodarka, blogi ekspertów pkb, wzrost Komentarze (6)
 Oceń wpis
   

 11 uwag na temat proponowanych przez rząd zmian w systemie emerytalnym, przedstawionych przez członków Rady Gospodarczej przy premierze, to dokument, którego lektura głęboko smuci.

1.       W długim okresie kluczowe dla gospodarki jest to, aby system emerytalny był zbilansowany i wiarygodny dla obywateli. Główne problemy systemu emerytalnego wynikają ze zmian demograficznych. Publiczny system emerytalny (pobierający przymusową składkę w wysokości 19,52%) niezależnie od tego, czy składka będzie kierowana w całości do ZUS, czy dzielona między ZUS i OFE, zapewni w przyszłości jedynie niską emeryturę. Kluczowe zatem jest intensywne kształtowanie w społeczeństwie gotowości do samodzielnego odkładania środków na starość w III filarze, który jest jedyną częścią systemu emerytalnego, w którym są realne oszczędności.

 

Pkt. 1 – wprowadza nieznane szerzej w ekonomii pojęcie „realnych oszczędności” (ale nie w znaczeniu nominał pomniejszony o inflację), które – w opinii Rady - jako jedyne występują w systemie emerytalnym, przeciwstawiając je niejako domyślnie „nierealnym oszczędnościom”, czyli aktywom w 2 filarze. Zdaniem Rady w 2 filarze nie ma oszczędności. Nie ma tu więc miejsca na subtelności terminologiczne w rodzaju „oszczędności netto”, rozumiane jako przyrost aktywów po odjęciu od kosztów reformy emerytalnej finansowanej długiem wpływów z innych źródeł jej finansowania.

2.       Proponowane przez rząd zmiany zmniejszą deficyt FUS oraz poprawią sytuację finansów publicznych.

 

Pkt. 2 – stwierdza po żołniersku, bez wahania, że rządowe propozycje zmniejszą deficyt FUS oraz poprawią sytuację finansów publicznych. To zdanie może być prawdziwe – i to pod pewnymi warunkami – o ile dotyczyć ma 2014 roku. W długim okresie jest całkowicie nieprawdziwe. W wyniku przyjętych zasad kwartalnej waloryzacji zapisów na kontach ZUS wyższym z dwóch wskaźników: przypisem składki lub inflacją, oraz waloryzacji subkont nominalnym PKB, wzmocnionych obietnicą dziedziczenia subkont, następuje trwałe niezbilansowanie przyszłych świadczeń strumieniem przyszłych składek. Oznacza to pogłębienie deficytu FUS oraz destabilizację finansów publicznych.

3.       Z perspektywy obciążeń międzypokoleniowych, reforma emerytalna z 1999 roku w wariancie finansowania jej podatkami była korzystna dla przyszłych pokoleń (będą płacić niższe podatki), równocześnie niekorzystna dla obecnych pokoleń (składkują na swoje emerytury oraz płacą podatki finansujące świadczenia obecnych emerytów). Finansowanie kosztów reformy długiem pozwala przenieść część kosztów na przyszłe pokolenia. W świetle tych wyników finansowanie reformy przez prywatyzację byłoby racjonalne, gdyby istniały sposoby na zagwarantowanie takiego sposobu finansowania.

 

Pkt. 3 – potwierdza jedynie oczywistą prawdę, że obowiązkiem rządu powinno być dbanie o finansowanie kosztów reformy emerytalnej przychodami z prywatyzacji. Równocześnie jednak pada tu deklaracja bezradności: ba, ale jak to zrobić? – pyta Rada. Cóż, trzeba prywatyzować, prawda?

4.       Wszelkie używane w obecnym sporze argumenty sugerujące, że istnienie OFE gwarantuje wyższą emeryturę niż ZUS nie mają podstaw merytorycznych, podobnie jak reklamy sugerujące "emerytury na Karaibach" dzięki OFE.

 

Pkt. 4 – nie jest żadnym argumentem w dyskusji. Jest jedynie epitetem, najczystszym wyrazem niechęci do OFE. OFE nie miały gwarantować wyższej emerytury. Dzięki dywersyfikacji to dopiero łączna wartość świadczenia wielofilarowego miała być wyższa. Emerytury na Karaibach są tak samo prawdziwe, jak przyszłe wysokie emerytury z ZUS w systemie zdefiniowanej składki indeksowane na obecnych zasadach kultywowanych przez rząd.

5.       Z ekonomicznego punktu widzenia cała składka trafiająca do publicznego systemu emerytalnego (dziś 19,52%) stanowi i zawsze stanowiła rodzaj podatku. Indywidualne konta emerytalne – zarówno w ZUS, jak w OFE – służą głównie wyliczeniu, jak wysoka emerytura należy się danemu uczestnikowi systemu, według przyjętej ogólnej zasady, że emerytura zależy od wielkości zgromadzonego na indywidualnym koncie kapitału emerytalnego. Kapitał emerytalny zgromadzony na indywidualnym koncie nigdy nie stanowił prywatnych oszczędności, a jedynie podstawę do wyliczenia zobowiązania państwa wobec danego emeryta – podobnie, jak żaden zebrany przez państwo podatek nie stanowi prywatnej własności obywatela, choćby nawet obowiązywała ogólna zasada, według której państwo deklaruje swoje zobowiązania wobec tego obywatela. Faktu tego nie zmienia prawo do dziedziczenia kapitału w OFE. Zapis ten ma charakter techniczny, nie wynika z zasad ubezpieczenia i utrudnia realizację zasady emerytury dożywotniej. Stanowił zachętę do przystępowania do OFE. Może być również wprowadzony w odniesieniu do całości lub części kapitału emerytalnego zgromadzonego w ZUS (środki na subkoncie w ZUS także są dziedziczone). Natomiast środki dobrowolnie ulokowane na rynku finansowym ponad wszelką wątpliwość prawną  stanowią własność prywatną.

 

Pkt. 5 – tu mamy całą serię nieporozumień. Z ekonomicznego punktu widzenia składka trafiająca do ZUS i OFE to oczywiście nie to samo. Jednak jest wydawana; druga – inwestowana. Oszczędności są konsumpcją odłożoną w czasie, ale mogą tę konsumpcję zmniejszyć lub zwiększyć. Kwestia własności środków zgromadzonych w OFE jest przez Radę traktowana jako oczywista. To danina publiczno-prawna, czyli element sektora publicznego. Ale zdaniem wielu prawników to nieprawda. Przyjęta  w roku 1997 dla OFE forma osoby prawnej, oraz nowelizacja ustawy o finansach publicznych z 27 sierpnia 2009 (obowiązująca od 1 stycznia 2010), precyzuje: środki publiczne to wyłącznie składki emerytalne przekazywane do ZUS.  Przesądza to o prywatno-prawnym charakterze aktywów OFE. A to prowadzi nas już prostą drogą do podejrzenia nacjonalizacji aktywów OFE. Spór ten rozstrzygnąć może Trybunał Konstytucyjny. Z pewnością nie Rada Gospodarcza.

6.       Bezpieczeństwo zobowiązań państwa zarówno w ZUS, jak w OFE, zależy od ogólnego stanu finansów publicznych, dlatego szczególnie ważna jest ich dobra kondycja w długim okresie. Zarówno środki zgromadzone w OFE, jak w ZUS, mają zabezpieczenie. W OFE są to zgromadzone aktywa finansowe, a w ZUS zabezpieczeniem kapitału jest cały strumień przyszłych wpłat składek od pracujących. Wprowadzenie zasady, że indeksacja środków zgromadzonych w I filarze nie może być niższa od inflacji oraz indeksacja nowo utworzonych subkont nominalnym PKB utrudnia jednak bilansowanie się przyszłych wpłat i przyszłych zobowiązań w ZUS.

 

Pkt. 6 – jest zaskakująco prawdziwy. Po pierwsze mówi o zgromadzonych w OFE aktywach, a nie obietnicach; po drugie – stwierdza, że zabezpieczeniem kapitału w ZUS jest strumień przyszłych wpłat składek od pracujących, czyli obietnica. I to czcza obietnica. A to dlatego, że ten strumień przy obowiązujących zasadach waloryzacji (patrz pkt. 2) nie wystarczy na pokrycie zobowiązań. Ten problem Rada ujmuje delikatnie, stwierdzając , że takie zbilansowanie może być „utrudnione” przez zasady indeksacji, daleko odbiegające od pierwotnych założeń. Prawda jest taka, że taka indeksacja niezbilansowanie 1 filara pogłębia.

7.       Odprowadzanie części składki do OFE oznacza decyzję, że zobowiązanie państwa wobec emeryta w zakresie tej części zależy od rzeczywistych zysków, jakie przynosi zainwestowanie tych środków w gospodarce.  Środki te mogą, przy dobrym inwestowaniu, przynieść dochód wyższy od tego, który wyliczany jest na podstawie indeksacji środków na koncie i subkoncie w ZUS. Jednak takie inwestowanie wiąże się również z ryzykiem straty. Logika mówi, że przekazanie środków do OFE powinno być dobrowolną decyzją tych obywateli, którzy uważają że chcą ponieść takie ryzyko, mając nadzieję na wyższe zyski. Dobrowolność będzie dotyczyła tylko niewielkiej części całości składki tzn. przyszła emerytura w stosunkowo niewielkiej części będzie wystawiona na to ryzyko. Ale jednocześnie warto podkreślić, że skala uzależnienia przyszłej emerytury od części kapitałowej (dla tych którzy wybiorą OFE) będzie dokładnie taka sama jak przy wprowadzaniu systemu. Każdy ubezpieczony powinien otrzymywać informację na temat swojej przyszłej emerytury nie oddzielnie z ZUS i OFE, ale łączne podsumowanie wynikające z trzech czynników – I filar ZUS, subkonto ZUS i OFE.

 

Pkt. 7 – próbuje usprawiedliwić „wolny wybór” między OFE a ZUS, posługując się kategorią oceny ryzyka. Problem polega na tym, że uczynienie z OFE funduszy inwestycyjnych wysokiego ryzyka i „zintegrowany” system szacowanie przyszłej emerytury (jedna informacja o stanie konta i subkont w ZUS oraz OFE) nie zapobiegnie próbom likwidacji akcyjnej części portfela OFE w przypadku cyklicznej flauty na giełdzie. Tego akurat możemy być pewni.

8.       W ramach reformy emerytalnej państwo zobowiązało się uzupełnić w kasie ZUS tę kwotę, która zostanie przekazana do zainwestowania przez OFE. W tym celu zaciąga dług, sprzedając na rynku obligacje.  Zakup przez OFE tych samych obligacji na rynku jest rozwiązaniem mało sensownym, (kosztownym dla państwa – OFE jako pośrednik w błędnym kole, a z punktu widzenia portfela emeryta nic się nie zmienia), bo nie tworzy nadziei na dodatkowe zyski dla emeryta z tytułu zainwestowania jego pieniędzy w gospodarce. Jednocześnie Eurostat, działanie takie zalicza w całości do wzrostu długu publicznego.  Powoduje to, że z jednej strony przyszli emeryci realnie nic na nim nie zyskują, z drugiej zaś operacja przekazywania środków do OFE wiąże się z ogromnym ciężarem dla finansów publicznych – tak zdefiniowanych, jak to robi się w Traktacie UE (wg tzw. zasad ESA95).  Warto przypomnieć, że zgodnie z Traktatem UE przekroczenie kwoty zadłużenia w wysokości 60% PKB, niezależnie od tego czy wynikające z rzeczywistego deficytu, czy też z „księgowego” deficytu doliczanego w przypadku przeprowadzenia takiej reformy emerytalnej, jak w Polsce (z powodu kwot przekazywanych do OFE), może grozić sankcjami ze strony UE. Nowa unijna metodologia liczenia deficytu i długu (ESA2010) zmienia zasady traktowania zobowiązań emerytalnych. Oznacza to, że wpływ środków przekazanych przez OFE do ZUS nie wpływałby na zmniejszenie deficytu. Jednak:

·         po pierwsze: kluczowa jest relacja długu do PKB, a tu bez względu na metodologię zanotujemy spadek o ponad 9 pp.

·         po drugie: zmniejszenie poziomu długu, które będzie efektem planowanych zmian, doprowadzi również do trwałego spadku potrzeb pożyczkowych w przyszłości, a więc także do spadku deficytu w wyniku niższych kosztów obsługi długu. Te spadki nie będą jednorazowe i będą się liczyć zarówno w ramach starej metodologii (ESA95) jak i nowej (ESA2010).

 

Pkt. 8 – to pewna nowość, bo Rada uprzejmie zgadza się, że przejęcie obligacyjnej części portfela OFE będzie w świetle ESA 2010 obojętne dla wyniku sektora GG, czemu jeszcze niedawno zaprzeczali przedstawiciele MF snując bujdy o „jednorazowej nadwyżce” w roku 2014. Problem jednak mamy z dwoma autorytatywnymi zapewnieniami Rady: że i tak zmniejszy to dług publiczny o 9 pkt. proc. i trwale zmniejszy potrzeby pożyczkowe. Otóż, to wcale nie jest pewne. Eurostat i KE wciąż zastanawiają się, jak w świetle ESA 2010 potraktować zamianę outright liabilities (czyli obligacji) na contingent liabilities (czyli zobowiązań w państwowym systemie emerytalnym). Decyzja w tej kwestii jeszcze nie zapadła. Czy Rada posiada może wykładnię Eurostatu na ten temat? Moglibyśmy się z nią zapoznać? Skąd przekonanie o spadku długu? Wywiedzione z logiki?

9.       Warto też dodać, że wprowadzając reformę w postaci z roku 1999 i kontynuując ją w kolejnych latach popełniono liczne błędy, do których należy zaliczyć wysokie opłaty przekazywane do firm zarządzających OFE, brak rozwiązań zmuszających OFE do większej efektywności, wprowadzenie dodatkowych przywilejów emerytalnych zwiększających deficyt ZUS. Wszystkie te błędy przyczyniły się do ogromnego wzrostu kosztów funkcjonowania systemu, przy wysoce niezadowalających z punktu widzenia emeryta wynikach działania.

 

Pkt. 9 – mówi o zaniechaniach i błędach wypaczających pierwotny kształt reformy emerytalnej i podnoszący jej koszty. Wszystko to prawda. Ale może wypadałoby zachęcić rząd do korekty tych błędów? Logicznie rzecz biorąc mogłoby to być pomocne przy redukcji kosztów reformy i domykaniu trwałego deficytu FUS, nieprawdaż?

 

10.    Obecna propozycja wprowadzenia dobrowolności udziału w OFE oraz likwidacji zjawiska masowego inwestowania przez OFE w zakup obligacji, które rząd sprzedaje po to by dać OFE możliwość zainwestowania w gospodarce, wydaje się wyjściem rozsądnym, pod warunkiem wprowadzenia uczciwych zasad dokonania świadomego wyboru i stworzenia warunków motywujących OFE do efektywnego inwestowania. Szczegółowych prac wymagają zasady polityki inwestycyjnej OFE w nowej sytuacji.

 

Pkt 10 – jest deklaracją bezsilności. Kto ma „opracować zasady polityki inwestycyjnej OFE w nowej sytuacji”? Samo się zrobi? OFE jako agresywne fundusze akcyjne z minimalnym limitem inwestowania w akcje na poziomie 75% aktywów i 5% maksymalnym poziomem zaangażowania w akcje jednego podmiotu, to ciężkie auto bez wspomagania. Koniec jest tu pewny.

Jest przy tym zdumiewające, że Rada zachwycona zakazem inwestowania przez OFE w obligacje nawet słowem nie zająknęła się o wpływie proponowanych zmian na rynek FI. Nie wspomniała więc o konieczności dostosowania struktury podmiotowej funduszy do nowego benchmarku, wynikającego ze zmniejszonej wagi Polski w portfelach globalnych funduszy, co musi doprowadzić do „wyrzucania” z nich przeważonych polskich obligacji wartych 3,0-3,5 mld USD.

11.    Cytowane często publikacje w prasie zagranicznej, które negatywnie oceniają proponowane zmiany, nie przedstawiają przekonujących argumentów ekonomicznych potwierdzających te oskarżenia.

 

Pkt. 11 – właściwie nie wymaga komentarza. Znakomita większość zastrzeżeń wobec propozycji rządowych zmian z systemie emerytalnym miała i ma bardzo solidne podstawy prawno-ekonomiczne. To, że te zmiany oceniane są negatywnie w kraju i zagranicą, przez instytucje publiczne i prywatne, nie budzi zdziwienia. Zdziwienie budzi raczej determinacja w forsowaniu rozwiązań obciążonych tak dużym ryzykiem i kompletna nieprzemakalność na krytykę. Rada Gospodarcza, debiutująca jako opiniodawcze ciało zbiorowe, forsując niczym lodołamacz drogę rozwiązaniom rządowym, nawet wbrew Rządowemu Centrum Legislacji, zajmuje pod tym względem poczesne miejsce.                

2013-11-07 15:41
gospodarka, blogi ekspertów opinia, ofe, rada gospodarcza Komentarze (5)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |