O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Zyta Gilowska w wywiadzie dla dodatku do „Dziennika” „Wall Street Journal Polska” (20.07.07): „Byłabym zdumiona, gdyby podniesiono stopy procentowe. Procesy inflacyjne są w Polsce pod kontrolą, a publiczne objaśnienia do decyzji Rady Polityki Pieniężnej, które w telewizji przedstawił pan profesor Czekaj, były absolutnie nieprzekonujące. Mało tego, były wybitnie nieprecyzyjne”.

Ta nieprecyzyjność, zdaniem pani Gilowskiej, polegała na tym, że podatki w Polsce spadają, a nie rosną, a obniżka klina podatkowego ma charakter nieinflacyjny.

Nie ma większego sensu powtarzać raz jeszcze, że na wielkość obciążeń podatkowych składa się łączna suma wszystkich podatków bezpośrednich, pośrednich, akcyzy, parapodatków, składek obowiązkowych, wszystkiego, co obciąża koszty konsumpcji, inwestycji, pracy, zatrudnienia lub wykorzystania środków transportu. Nie ma sensu raz jeszcze tłumaczyć, jakiego rodzaju i jakiej wielkości impuls popytowy stanowi podniesienie wynagrodzeń netto po redukcji składki rentowej. Wszystko to było międlone już tysiące razy. I, jak widać, bez skutku. Szkoda czasu.

Dochody mylone z przychodami

Spróbujmy za to oszacować precyzję wypowiedzi pani wicepremier na temat deficytu budżetowego.

"Skoro w ubiegłym roku było nieco ponad 20 mld deficytu, a w przyszłym planujemy 30 mld, to czy można mówić o obniżaniu deficytu?” – pyta przytomnie redaktor.

"W 2006 limit ustawowy wynosił 30,547 mld, natomiast wykonanie wyniosło 25,063 mld. I to pomimo wykonania jedynie 11,3 proc. planowanych wpływów prywatyzacyjnychyle” – brzmi odpowiedź.

Zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu. Trzeba wyrazić nadzieję, iż pani minister finansów wie, że przychody prywatyzacyjne nie mają wpływu na wielkość deficytu, ponieważ są źródłem finansowania. Tak tylko jej się powiedziało. Z rozpędu. Wielkość wpływów prywatyzacyjnych ma znaczenie jedynie dla potrzeb pożyczkowych państwa. Można by oczekiwać, że pani Gilowska, zarzucając Janowi Czekajowi nieprecyzyjność, będzie „wybitnie precyzyjna”, prawda? Szczególnie, że mówiąc o deficycie, inaczej niż w przypadku stóp procentowych, pozostaje – przynajmniej nominalnie – w obszarze swoich kompetencji.

Pójdźmy jednak dalej.

Fakty na temat deficytu budżetu państwa

"Wykonanie tegorocznego deficytu budżetu państwa po upływie sześciu miesięcy wyniosło zaledwie 3,678 mld, tj. 12,3 proc. ustawowego limitu rocznego” – ciągnie precyzyjnie do trzeciego miejsca po przecinku pani wicepremier.

"I to można nazwać zmniejszaniem deficytu?”– po raz drugi wtrąca przytomnie redaktor.

"Oczywiście, przecież w ekonomii liczą się fakty. Faktem zaś bezspornym jest niższe od planowanego wykonanie deficytu budżetu państwa. Zresztą w deficytem całego sektora finansów publicznych też radzimy sobie dobrze, o czym świadczą dane dotyczące programu konwergencji” – oświadcza w odpowiedzi pani Gilowska.

W ekonomii liczą się fakty. Porozmawiajmy w takim razie o faktach. Niestety, to musi zająć trochę miejsca.

Wyjątkowo dobra sytuacja budżetu państwa jest konsekwencją ewidentnie wyższych niż planowano dochodów podatkowych. I to we wszystkich kategoriach. A to z kolei jest pochodną wysokiego tempa wzrostu gospodarczego (przypomnijmy: w ustawie budżetowej prognozowano 4,6 proc. realnego wzrostu PKB, podczas gdy ostatnio MF podtrzymuje prognozę 6,5 proc., czyli blisko 2 proc. PKB więcej od planów), ostrego wzrostu zatrudnienia (4,6 proc. w ujęciu rok do roku po czerwcu) i wynagrodzeń (blisko 8 proc. w pierwszym półroczu). Nawet przy założeniu spadku tempa wzrostu gospodarczego do 5 proc. w drugim półroczu nadwyżka dochodów podatkowych ponad plan może sięgać w tym roku 10 mld PLN.

Nie znaczy to jednak, że deficyt budżetu państwa spadnie do 20 mld PLN, jak być – bez wątpienia – powinno. Po pierwsze – budżet poniesie jeszcze w tym roku koszty pierwszego etapu redukcji klina podatkowego (dodatkowa dotacja dla FUS), rzędu 3,5 mld PLN. Po drugie – ostateczne wykonanie deficytu zależeć będzie od salda rozliczeń z Unią Europejską. W tegorocznym budżecie po raz pierwszy ujęto te rozliczenia, jako element dochodów i wydatków budżetu. Pozycja „dochody z UE i inne środki bezzwrotne”, zamyka się kwotą 14, 7 mld PLN, z czego połowa (dokładnie 7,5 mld) przypada na fundusze unijne. Wykonanie tej kategorii po 6 miesiącach nie przekroczyło nawet 500 mln PLN. Jeśli w drugiej połowie roku nie nastąpi radykalne przyspieszenie, dochody z UE (poza częścią na Wspólną Politykę Rolną, stanowiąca refinansowanie wydatków budżetu za ubiegły rok) będą zagrożone. A ponieważ w tym czasie wydatki będą postępowały zgodnie z planem, w końcówce roku oczekiwać można skokowego wzrostu deficytu.

W ten sposób 10 mld PLN ponadplanowych dochodów podatkowych, które mogłyby zmniejszyć deficyt budżetu państwa, stopnieje w wymiarze kasowym do ok. 4-5 mld PLN. I o tyle właśnie niższego (od planowanych 30 mld PLN) deficytu można oczekiwać na koniec roku. Wielkość ta podlegać może ewentualnie wahaniom (w górę lub w dół) w granicach 2 mld PLN, w zależności od stanu rozliczeń z UE.

Oznacza to brak istotnych postępów, jeśli chodzi o redukcję deficytu budżetu państwa, pomimo wzrostu dynamiki PKB pomiędzy 2006, a 2007 rokiem, a także pomimo przekraczania w obu tych latach zakładanej dynamiki PKB.

Fakty na temat deficytu sektora finansów publicznych

A jak radzimy sobie z deficytem całego sektora finansów publicznych? A przede wszystkim, jak w świetle programu konwergencji wyglądają namacalne fakty, których wagę tak mocno podkreśla pani Gilowska?

Kluczowy dla deficytu general government jest wynik pozostałych (poza budżetem państwa) elementów sektora, w tym głównie samorządów lokalnych. Otóż, w ubiegłym roku, ku zaskoczeniu rządu, samorządy zanotowały ponad 3 mld deficytu, w miejsce tradycyjnej nadwyżki. W programie konwergencji wyglądało to tak, że zamiast zakładanej nadwyżki rzędu 0,2 proc. PKB pojawił się niedobór -0,3 proc. PKB. Gdyby budżet 2006 konstruowany był zgodnie z metodologią zastosowaną w tym roku (czyli z uwzględnieniem funduszy unijnych w dochodach i wydatkach), to już w zeszłym roku wypadlibyśmy ze ścieżki konwergencji. Tyle o już zaistniałych faktach. A teraz trochę o prognozach.

Tendencja do zadłużania się samorządów, wynik przede wszystkim intensywnych inwestycji na szczeblu lokalnym, będzie się utrzymywała również w tym roku. Pomimo korzystnego wyniku w pierwszym półroczu, deficyt w sektorze samorządowym na koniec roku oceniam na ok. 5 mld PLN, czyli ok. 0,4 proc. PKB. Tymczasem w programie konwergencji przewidziana jest znów nadwyżka sięgająca 0,3 proc. PKB. Wynik sektora obciążać będzie dodatkowo bilans ZUS (gdzie pomimo dobrej sytuacji na rynku pracy, szykuje się 5 mld deficytu).

W sumie powiększy to deficyt sektora o ok. 1 proc. PKB. Po wyłączeniu OFE z sektora dałoby to w ok. 4,7 proc. PKB na koniec 2007 roku, wobec 3,4 proc., ujętych przez rząd w ostatniej aktualizacji programu konwergencji fiskalnej.

Skala napięć fiskalnych, przy tym tempie wzrostu gospodarczego, musi budzić poważne zaniepokojenie. Sądzę, że przedstawiciele Ministerstwa Finansów są tego świadomi. Stąd (poza nielicznymi i niechlubnymi wyjątkami) dość daleko idąca wstrzemięźliwość przy ocenach doskonałego wykonania budżetu na półmetku tego roku.

Fakty na temat celu inflacyjnego NBP

Na koniec jeszcze słowo o tym wątku z wypowiedzi pani Gilowskiej, który - tym razem już nie tylko nominalnie, ale także formalnie - pozostaje poza obszarem jej kompetencji.

"(…) Mamy wyraźnie rosnący wskaźnik inflacji”  – potwierdza realny fakt redaktor.

„Żartuje pan?”" – oburza się pani wicepremier. „Jesteśmy chyba jedynym państwem w Europie, gdzie jeśli tylko wskaźnik inflacji przekroczy wartość środkową przedziału tzw. bezpośredniego celu inflacyjnego, podnosi się taki alarm, jakby zbliżała się asteroida. Mamy przedział 1,5 do 3,5 proc., bardzo dobrze się w nim trzymamy i nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli go przekroczyć”.

Uderzająca nieprecyzyjność tej wypowiedzi ma charakter iście piętrowy. Po pierwsze – nie ma czegoś takiego jak „wartość środkowa przedziału tzw. celu inflacyjnego”. Jest strategia bezpośredniego celu inflacyjnego w polityce monetarnej zaaprobowana przez NBP. Po drugie - strategia ta zakłada, że ciągły cel inflacyjny (on going) w Polsce wynosi 2,5 proc., z tolerowanym przedziałem czasowych odchyleń od celu sięgających +/-1 proc.. Stąd cel inflacyjny w Polsce nie wynosi ani 1,5 proc., ani 3,5 proc.; jest on precyzyjnie określony i wynosi 2,5 proc.. Po trzecie – większość dostępnych prognoz (w tym również wykonywanych w MF) wskazuje, że cel inflacyjny zostanie przekroczony już pod koniec tego roku, a górna granica maksymalnego odchylenia od celu, z rosnącym prawdopodobieństwem, zostanie pokonana w połowie 2008 roku. Po czwarte – alarm wywołany przekroczeniem celu inflacyjnego nie ma nic wspólnego z asteroidą; wynika po prostu z wiedzy na temat opóźnień w transmisji impulsów monetarnych w Polsce, które są znacząco większe niż w gospodarkach o dużym stopniu monetyzacji i drożnych kanałach oddziaływania tych impulsów. Dlatego przekroczenie celu dziś i reakcja w postaci podwyżek stóp procentowych przez RPP jutro, oznacza chęć niedopuszczenia do trwałego przekroczenia celu inflacyjnego nie za kadencji pani wicepremier Gilowskiej, ale za 8-12 kwartałów., czyli – być może – za kadencji kolejnej Rady. Po piąte wreszcie - bank centralny podnosi stopy, kiedy ocenia, że tempo wzrostu obserwowanego PKB jest wyższe od potencjału, co oznacza szybkie domykanie się luki popytowej. Stąd zdarza się czasem, że nawet przy niskiej bieżącej inflacji i reltywnie niskim wzroście gospodarczym zaostrzanie polityki pieniężnej może być niezbędne. Przerabiał to już EBC, a wiele wskazuje na to, że niebawem może przerabiać i Fed. Aż strach pomyśleć, co powiedziałaby pani Gilowska, gdyby nasz bank podjął decyzję o wzroście stóp w sytuacji nie tak klarownej, jak teraz, ale znacznie trudniejszej do ogarnięcia nieuczonym rozumem, bo przy niskiej inflacji i spadajacym tempie wzrostu, nie nadążajacym jednak i tak za spadkiem potencjału (jak w Stanach).

Jak widać przywrócenie wypowiedziom pani minister Gilowskiej precyzyjnego i zgodnego z faktami charakteru wymaga dużo miejsca, sporo cierpliwości i odrobiny edukacyjnego zacięcia.

2007-07-22 19:03
gospodarka, blogi ekspertów rpp, gilowska, budżet Komentarze (14)
 Oceń wpis
   

Rocznica rządu Jarosława Kaczyńskiego zbiegła się w czasie z kryzysem koalicyjnym na tle usunięcia z rządu Andrzeja Leppera i powołania przez Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin wspólnej formacji pod kryptonimem LiS.

Nie przeszkodziło to rządowi uczcić swych pierwszych (i być może ostatnich zarazem) urodzin formą wyszukanej autoprezentacji. W wydanej przez Centrum Informacyjne Rządu broszurze, podsumowującej rok rządu, w słowie wstępnym, pan premier Jarosław Kaczyński stwierdza, że Polska jest coraz bardziej liczącym się krajem na świecie. Zrezygnowaliśmy z założenia, że jak panna jest brzydka i nieposażna, to musi być miła i się uśmiechać – pisze z dumą pan premier.

Zdaję sobie sprawę, że przeczytanie 73-stronnicowej pracy, opisującej roczne dokonania rządu, przekracza odporność przeciętnego czytelnika. Zarazem jestem jednak świadom wagi tego historycznego dokumentu, pozwalającego zrozumieć tym, którzy dotąd tego nie pojęli, w jakim żyją kraju. Stąd postanowiłem dokonać skrótu. Spisałem w jednym ciągu tytuły i śródtytuły poszczególnych podrozdziałów rządowego raportu. I tak powstał skondensowany mini-raport.

Sądzę, że taki zabieg da się usprawiedliwić. Istota rzeczy została bowiem doskonale uchwycona, a przy okazji nie da się postawić zarzutu o tendencyjny wybór i manipulację. Ten skrót ma przy tym jeszcze jedną olbrzymią zaletę: nie wymaga żadnego komentarza. Sam się komentuje.

Rządowa autoprezentacja w moim autorskim skrócie wygląda następująco:

Dynamiczny rozwój gospodarczy; najlepsze wyniki gospodarcze od lat; ułatwienia dla prowadzących firmy; rekordowy napływ inwestycji zagranicznych; mniej utrudnień w prawie gospodarczym; rząd wzmacnia kontrolę nad spółkami z udziałem SP; uproszczono zasady przetargów publicznych; nowoczesna i silna elektroenergetyka; skutecznie ograniczamy emisje Co2; nauka dla gospodarki; innowacyjna gospodarka; rząd promuje rozwój projektów technologicznych; bezpieczeństwo energetyczne problemem europejskim; rząd intensywnie pracuje nad dywersyfikacją dostaw ropy i gazu; będziemy mieć energię jądrową; wzmacniamy bezpieczeństwo energetyczne w regionie; sprawnie wydajemy unijne pieniądze; efektywniejsze zarządzanie funduszami unijnymi; określono zasady rozwoju kraju; większe szanse dla Polski wschodniej; tańszy i bardziej dostępny Internet; finanse publiczne lepiej zarządzane; solidarny budżet; trwa reforma finansów publicznych; wprowadzono pilotaż budżetu zadaniowego; rząd redukuje koszty pracy; płacimy niższe podatki; większe wpływy do budżetu z gier losowych; wzmocniono nadzór nad rynkiem finansowym; skuteczny wymiar sprawiedliwości; ruszyła gruntowna reforma prawa karnego; przestępcy surowiej karani; pijany kierowca straci samochód; dzieci chronione przed pedofilami; każdy ma prawo do obrony koniecznej; większa odpowiedzialność karna nieletnich; nasilono walkę z pseudokibicami; ofiary przestępstw nie pozostaną bez pomocy; szybkie i skuteczne postępowanie karne; sądy 24-godzinne już działają; kary nie tylko w więzieniach; będzie prostszy przebieg procesu cywilnego; zmieni się organizacja sądów powszechnych; rusza informatyzacja sądów i prokuratur; niezamożni obywatele otrzymają pomoc prawną; jest bezpieczniej; nowocześniejsze służby mundurowe; rozszerzono zadania straży granicznej; Polska gotowa do zniesienia granic z krajami UE; jest plan i są fundusze na informatyzację państwa; ulepszono zarządzanie w sytuacjach kryzysowych; nowoczesne służby ratownictwa morskiego; rząd zdecydowanie walczy z korupcją; powstały nowe wojskowe służby specjalne; przyspiesza budowa i remont dróg; rekordowe nakłady na drogi; coraz więcej kilometrów autostrad; przybywa lepszych dróg ekspresowych i obwodnic; drogowe spółki zadbają o jakość dróg; bezpieczniej na drogach; będzie więcej lotnisk; oddłużenie PKP szansą na podniesienie jakości usług; większa szansa na własne „M”; będzie niższy VAT w budownictwie; wsparcie dla rodzin w pozyskaniu własnego mieszkania; rząd współfinansuje budownictwo dla najuboższych; prawo po stronie nabywcy mieszkań; wzrosła ochrona praw lokatorów; krótsze procedury dla planowania przestrzennego; polepsza się sytuacja polskich rodzin; rząd wspiera polską rodzinę; rząd promuje rodziny zastępcze; dłuższe urlopy macierzyńskie; rząd tworzy warunki dla telepracy; wzrosły świadczenia rodzinne; najubożsi emeryci i renciści otrzymali dodatek do świadczeń; będzie coroczna waloryzacja rent i emerytur; rząd chce dokończyć reformę systemu emerytalnego; zwiększyła się płaca minimalna; przywileje kombatanckie także dla represjonowanych w PRL; rząd prowadzi dialog społeczny; postępuje reforma opieki zdrowotnej; więcej pieniędzy na służbę zdrowia; jest koncepcja koszyka świadczeń gwarantowanych; uporządkowana polityka lekowa; usprawniono system ratownictwa medycznego; zasobniejsza polska wieś; więcej pieniędzy dla rolników; jest koncepcja rozwoju wsi; rząd pomaga poszkodowanym rolnikom; zadbano o interesy krajowych producentów; Polska chroniona przed żywnością modyfikowaną genetycznie; chronimy coraz więcej cennych przyrodniczo obszarów; Polska znaczącym partnerem w Europie i świecie; nasz kraj awansował w unijnych strukturach; trwają negocjacje ws. tarczy antyrakietowej; kontynuujemy polsko-amerykański dialog strategiczny; Polska chce „otwartych drzwi” w UE; aktywnie kształtujemy wymiar wschodni EU; rząd dba o Polaków pracujących za granicą; ułatwienia dla Polaków głosujących za granicą; rząd troszczy się o Polonię; aktywnie działamy w regionie; rozwijamy współpracę z krajami regionu Azji i Pacyfiku; silna i sprawna armia; lepiej wyposażone polskie siły zbrojne; trwa reforma struktur wojska; przestrzeń powietrzna dobrze chroniona; armia wolna od korupcji; nasi żołnierze wzmacniają bezpieczeństwo na świecie; więcej bezpieczeństwa w szkole; ruszył program przeciwdziałania przemocy w szkole; rośnie prestiż zawodu nauczyciela; będą mundurki w szkołach; łatwiejszy dostęp do edukacji dla biedniejszych rodzin; dodatkowe pieniądze dla oświaty; rząd dba o wysoką jakość kształcenia; przywrócona ranga dziedzictwa narodowego; przełom w finansowaniu kultury; w trosce o pamięć narodową; rząd sprzeciwia się kłamstwu oświęcimskiemu; powstanie wykaz polskich ofiar II wojny światowej; dobra kultury wracają do Polski; rząd w obronie praw autorskich; w Polsce powstanie miasteczko filmowe; aktywne starania o Expo 2012; mamy euro 2012; przyspiesza budowa nowoczesnych stadionów i boisk; rząd zachęca do aktywności fizycznej”.

I w jakim my kraju żyjemy?

2007-07-18 19:03
gospodarka, blogi ekspertów rząd, raport, rocznica Komentarze (7)
 Oceń wpis
   

Zaraz po przełamaniu historycznego poziomu 1,36 dolara za euro, atmosfera wokół wspólnego europejskiego pieniądza zaczęła się mocno zagęszczać. Mowa, naturalnie, o atmosferze politycznej. I to nie we wszystkich krajach strefy euro, ale tylko w tych „najbardziej politycznie wrażliwych” na aprecjację, jak Francja, czy Włochy.

Przy tej okazji uwidoczniły się różnice w jakości strategii gospodarczych w największych krajach strefy euro. Niemcy, które w ostatnich latach skutecznie wmocniły pozycję konkurencyjną własnych eksporterów poprzez rozsądne zmiany na rynku pracy i w systemie podatkowym (podwyżka VAT przy braku możliwości dewaluacji stała się jej surogatem, bo tak samo jak dewaluacja podnosi ceny krajowe nie zmieniając cen eksportowych), są znacznie bardziej od Francji, czy Włoch odporne na aprecjację euro. W krajach, gdzie reform strukturalnych nie ma, gdzie brak też skłonności do poprawy pozycji fiskalnej i zmiany przy tej okazji dekompozycji wzrostu od popytu krajowego w kierunku eksportu, polityczna nagonka na zbyt mocne euro ruszyła pełną parą.

Czy ma to jakieś ekonomiczne uzasadnienie? Prawdę powiedziawszy żadnego. W sensie ekonomicznym, szczególnie z punktu widzenia strefy euro, jako całości (a tylko taki punkt widzenia interesuje Europejski Bank Centralny) nie ma powodu do paniki z powodu obecnej pozycji euro na rynku walutowym. Najnowsze odsłony projekcji inflacyjnych zespołu analitycznego EBC robione były przy założeniu kursu dolara do euro na poziomie 1,36.

Popatrzmy przy tym na te fakty, które wielu europejskich polityków, wieszających psy na restrykcyjnej polityce monetarnej EBC, w ogóle nie interesują.

W latach 2002-2004 realna aprecjacja euro wobec handlowo ważonego koszyka walut 24 największych partnerów handlowych strefy sięgnęła 22 proc.. To było coś. Faktycznie - ciężar trudny do udźwigniecia dla europejskiej gospodarki. Ale dziś?

W ostatnich 12 miesiącach euro realnie umocniło się wobec koszyka handlowego ledwie o 2 proc.. Zmiana zewnętrznej wartości euro w ostatnim roku nie ma więc wpływu na pozycję konkurencyjną strefy, jako całości. A żeby być precyzyjnym: ta skala aprecjacji może ewentualnie zmniejszyć eksport ze strefy euro o 0,3 pkt. proc. w ujęciu rocznym, obniżając przy tym inflację o 0,1 pkt. proc..

Statystyki handlu zagranicznego dowodzą, że szczyt boomu eksportowego strefa euro osiągnęła zresztą już jesienią 2006 roku. Od tego czasu odnotowywana jest stabilizacja dynamiki eksportu na poziomie ok. 10 proc., co jest bardzo dobrym wynikiem na poziomie zagregowanym.

Przy dezagregacji widać jednak, że aprecjacja tej skali potrafi solidnie nadszarpnąć pozycję konkurencyjną najmniej elastycznych gospodarek strefy euro (Francja, Włochy). Tyle, że to jest już sprawa rządów i parlamentów, odpowiedzialnych za kształt polityki gospodarczej na własnym podwórku. To nie jest sprawa EBC. Tego się nie da zmienić przez pokrzykiwanie na EBC, żeby „coś zrobił” ze zbyt mocnym euro. Bo co ma niby piernik do wiatraka?

Nastroje polityczne wokół euro wyraźnie przy tym falują. Odbywa się to w zmiennym rytmie kursu wobec dolara, co samo w sobie jest ekonomicznym nonsensem, ponieważ gros handlu zagranicznego strefy ma charakter wewnętrzny.

Ten nonsens jest jednak tak rozpowszechniony, że trwałość trendu aprecjacyjnego wobec dolara musi interesować również ekonomistów. Każda faza dłuższego i silniejszego osłabienia euro wycisza bowiem polityczne burze. A politycy z czystym sumieniem mogą znów zapomnieć o tym, ze kluczem dla budowy pozycji konkurencyjnej gospodarki jest produktywność, od której zależy siła waluty, a nie zmiany kursu wymuszane przez interwencje.

Stąd ekonomiści muszą się mierzyć z odpowiedzią na natarczywie im stawiane pytanie: ile jeszcze potrwa takie mocne euro?

Najbardziej syntetyczna odpowiedź (z której nie ma się jednak co cieszyć w świetle tego, co wyżej powiedziano) brzmi: już niedługo. Potencjał do wzrostu euro wobec dolara wyraźnie się wyczerpuje. Różnica w poziomie stóp procentowych nie jest bowiem, wbrew szeroko rozpowszechnionej opinii, głównym czynnikiem determinującym poziom kursu euro wobec dolara.

Znacznie istotniejsze wydają się procesy zachodzące w sferze realnej i ściśle z tym związane przepływy kapitału.

W ubiegłym roku strefa euro wyprzedziła pod względem dynamiki PKB Stany Zjednoczone. Tak samo będzie jeszcze przez większą część tego roku. Anualizowane tempo wzrostu w 4 kwartale 2006 sięgnęło 3,6 proc., a w 1 kwartale 2007 wynosiło wciąż 2,8 proc.. W ślad za tą przewagą Europy nad Ameryką podążały przepływy kapitału i saldo rachunku bieżącego bilansu płatniczego. Jeszcze w okresie pomiędzy lutym 05 a lutym 06 odpływ netto kapitału w rynku euroobligacji wyniósł 42 mld euro. A już pomiędzy lutym 06 a lutym 07 do tego segmentu rynku finansowego napłynęło netto 207 mld euro. Nadwyżka na rachunku kapitałowym sięgnęła 142,9 mld euro, co było wielkością 8-krotnie wyższą niż przed rokiem. Deficyt na rachunku bieżącym spadł z -19,5 mld do -4,4 mld euro. Stąd właśnie, a nie z przewagi mikroekonomicznej, brały się solidne fundamenty makro dla aprecjacji euro względem dolara. Tym bardziej, że w tym samym czasie deficyt na rachunku bieżącym w Stanach systematycznie pęczniał, sięgając 6,5 proc. PKB w 3 kwartale ubiegłego roku.

Już wkrótce jednak, te korzystne dla euro trendy odwrócą się. Gospodarka europejska stopniowo traci rozpęd. Prognozy wskazują, że w 2 kwartale dynamika produkcji przemysłowej nie przekroczy 0,4 proc., wobec 0,8 proc. jeszcze w 1 kwartale, co będzie wynikiem najgorszym od 1 kwartału 2005. Oczekiwane są przy tym zmiany w strukturze PKB, zmierzające w kierunku większej wagi konsumpcji. Takie oczekiwania opierają się na badaniach wskaźnika zaufania konsumentów (najwyższy poziom od 1985 roku). Tyle, że optymizm konsumentów z badań nie chce się jakoś przenieść na realne wydatki. Rozdźwięk między wynikami badań koniunktury, a procesami w sferze realnej w strefie euro datuje się już od połowy ubiegłego roku. Taki zestaw, czyli spadek dynamiki bieżącej produkcji i równolegle rosnące wskaźniki zaufania konsumentów, trafiał się gospodarce europejskiej już wcześniej. Na przykład w późnych latach 80-tych. I nie skończyło się to, niestety, dobrze.

Wiele wskazuje na to, że już w przyszłym roku gospodarka amerykańska zacznie znów rozwijać się tradycyjnie szybciej od europejskiej. I będzie to rozwój bardziej zrównoważony. Spadek deficytu C/A w pierwszym kwartale do 5,7 proc. PKB jest tego pierwszym zwiastunem. Pociągnie to za sobą ponowne zmiany w przepływach kapitału między Stanami i Europą, mniej niż dotąd korzystne dla euro.

Stąd w perspektywie najbliższych 18 miesięcy, po wyczerpaniu się trendu wzrostowego w pobliżu 1,40 dolara za euro, i trwających kilka miesięcy wahaniach wokół wieloletniego historycznego poziomu wsparcia (1,36), kurs dolara wobec euro zacznie ponownie podążać w kierunku 1,20. Europejscy politycy odetchną z ulgą i zapomną o reformach podnoszących konkurencyjność ich gospodarek. I tak w koło Macieju.

2007-07-16 17:20
gospodarka, blogi ekspertów euro, dolar, produktywność Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Krytyczny stosunek ekonomistów do obniżki klina podatkowego w wariancie rządowym jest uzasadniony. Chodzi o trzy rzeczy:

po pierwsze - popytową stymulację gospodarki w sytuacji, kiedy konsumpcja rośnie i tak w tempie zbliżonym do dynamiki PKB;

po drugie – o nikły efekt po stronie wzrostu popytu na pracę, związany ze złym adresowaniem korzyści do wszystkich pracowników, a nie do tych najmniej zarabiających;

po trzecie – o sposób zbilansowania niemałych kosztów tej operacji, który sprowadza się do wykorzystania wyższych niż planowano dochodów na dodatkową dotację dla FUS, a nie na redukcję deficytu.

Polityka gospodarcza tego rządu charakteryzuje się przypadkowością. W poszczególnych posunięciach bardzo dużo jest chaosu, a mało zwartej i dobrze przemyślanej strategii.

Jeśli przyjąć, że trzema kluczowymi problemami polskiej gospodarki są: wysokie pozapłacowe koszty pracy, nadmierny deficyt sektora finansów publicznych i aprecjacja złotego, to ustalenie filarów rozsądnej polityki gospodarczej nie powinno nastręczać nadmiernych trudności nawet średnio wykształconemu ekonomiście.

Przyjmijmy najpierw dla ułatwienia, że z powodów politycznych trudno jest zbilansować koszty obniżki klina odpowiednią redukcją wydatków.

W takiej sytuacji rozwiązaniem suboptymalnym jest podwyżka podatku VAT. Podwyżka VAT, obciążająca konsumpcję, może nawet w pewnych warunkach stać się rozwiązaniem korzystnym dla gospodarki. Tak jest na przykład wówczas, kiedy mamy do czynienia z aprecjacją kursu walutowego. Podwyżka VAT podnosi bowiem ceny krajowe, ale nie zmienia cen eksportowych (eksport jest z VAT zwolniony). A to oznacza, że podwyżka VAT staje się surogatem dewaluacji, bez wielu jej negatywnych następstw.

Jeśli towarzyszy temu odczuwalna redukcja kosztów pracy po stronie pracodawców, konkurencyjność gospodarki rośnie w wyniku wzrostu produktywności. Mamy więc wzrost konkurencyjności bez manipulacji przy kursie walutowym.

Podobną strategię w polityce gospodarczej zastosował z sukcesem w ostatnich latach rząd Niemiec. Dlaczego rząd polski preferuje ekonomiczne chałupnictwo swojego autorstwa, za które musi dodatkowo płacić ustępstwami wobec populistów w parlamencie? Naprawdę nie sposób rozsądnie odpowiedzieć na to pytanie.

2007-07-09 22:01
gospodarka, blogi ekspertów vat, klin, aprecjacja Komentarze (4)