O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   
I. ZAŁOŻENIA MAKROEKONOMICZNE
            1. W cenach bieżących PKB w roku 2008 sięgnąć ma kwoty 1252 mld PLN wobec   tegorocznego 1157 mld PLN, co daje wzrost o 8,2 proc.
             2. Podstawowe założenia makroekonomiczne użyte do konstrukcji budżetu świadczą o roztropnym, konserwatywnym podejściu do prognozy dochodów. Co prawda zakładane tempo wzrostu wydaje się wciąż lekko zawyżone (poprawniej byłoby prognozować ostrożnie ok. 5 proc. zamiast 5,5 proc. PKB), ale prognoza średniorocznej inflacji jest znacząco niedoszacowana (powinno być 2,9 proc. zamiast 2,3 proc.), podobnie jak prognozowany wzrost wynagrodzeń (realnie 7 proc. zamiast 3,6 proc.) i zatrudnienia (4 proc. zamiast 2 proc.). Stwarza to „zakładkę” w dochodach, która oszacować można na 4 mld PLN.
            3. Konsekwencją niedocenienia tempa wzrostu konsumpcji (7 proc. zamiast 5,1 proc.) jest zbyt niskie oszacowanie dynamiki popytu krajowego (9 proc. zamiast zakładanych 7,2 proc.). Pociąga to za sobą nadmiernie optymistyczne oceny stanu nierównowagi zewnętrznej. Deficyt na rachunku obrotów bieżących na koniec przyszłego roku może już sięgać 8 proc. PKB, podczas gdy rząd przewiduje jego wzrost do 5,2 proc. PKB (po 6 proc. dopiero w latach 2009-2010).
            4. Średniookresowa ścieżka wzrostu na lata 2009-2010 (odp. 5,2 i 5 proc. PKB), a także dekompozycja PKB (popyt krajowy odpowiednio: 6 proc. i 5,1 proc.; konsumpcja prywatna: 5,4 i 4,7 proc.; inwestycje: 11,5 i 9,5 proc.; kontrybucja eksportu netto do PKB: -1,2 i -0,5 proc.) wydaje się z kolei nadmiernie optymistyczna. Zakładane osłabienie tempa wzrostu jest w istocie niewielkie. Spowolnienie nie odzwierciedla w wystarczającym stopniu pogorszenia się sytuacji zewnętrznej. Nie uwzględnia też skutków oczekiwanego wzrostu restrykcyjności polityki pieniężnej. Podstawowa stopa proc. NBP po wzroście w marcu 2008 do 5,25 proc., pozostaje – zdaniem MF - na tym poziomie już do końca roku, podczas gdy uzasadnione byłoby oczekiwanie na jej dalszy wzrost do nie mniej niż 5,50 proc..
II. DOCHODY
           1. Przyszłoroczne dochody budżetu państwa zostały zaplanowane na 247 mld PLN. Nie można ich jednak odnosić do przewidywanego na ten rok wykonania (226 mld PLN, czyli ok. 12 mld ponad poziom zapisany w ustawie budżetowej), ponieważ nie uwzględniają one jeszcze dochodów ujmowanych w kategorii „środki z UE i innych źródeł niepodlegające zwrotowi”. Wielkość dochodów z tego tytułu związanych z rozliczeniami CAP sięgnie w przyszłym roku kwoty 11 mld PLN (wobec nieco ponad 7 mld w tym roku). Fundusze strukturalne i spójności dołożą zapewne kolejne 10 mld PLN. W sumie po uwzględnieniu środków unijnych wielkość dochodów wzrośnie do ok. 268 mld PLN. Oznacza to, w wielkościach porównywalnych, wzrost dochodów, wobec tegorocznego wykonania, o nie mniej niż 18,6 proc., wobec 13,3 proc. w tym roku.
           2. W relacji do PKB dochody podatkowe rosną stale już od roku 2004. W 2008 sięgną 19 proc., lokując się na poziomie zbliżonym do osiągniętego ostatnio w roku 1998 (18,4 proc.).
           3. W dochodach budżetu zostały uwzględnione skutki finansowe następujących przedsięwzięć: koszty obniżki składki rentowej, rewaloryzacja progów podatkowych, kosztów uzyskania przychodów i kwoty wolnej, wzrost akcyzy na tytoń. Nie zostały uwzględnione koszty odpisu od podatku kwoty na dzieci zaaprobowane ostatecznie przez parlament, co oznaczać będzie utratę przez budżet państwa dodatkowych 2,1 mld PLN (koszt dla sektora - 3,6 mld PLN).
          4. W dochodach znalazła się za to kwota 5,5 mld PLN przeniesiona z tegorocznych rozliczeń z UE.
III. WYDATKI
  1. Przyszłoroczne wydatki oszacowane zostały na 275 mld PLN. W wielkościach porównywalnych, po uwzględnieniu rozliczeń z UE, wyniosą one zapewne ok. 291 mld PLN. Oznacza to wzrost wobec realizacji wykonanych wydatków tegorocznych (na poziomie zapisanym w ustawie) rzędu 12,4 proc.
  2. Wydatki nie ujmują kosztów pełnej likwidacji od przyszłego roku „starego portfela” emerytalnego, uchwalonej przez Sejm, co kosztowałoby w przyszłym roku dodatkowo ok. 1,2 mld PLN.
  3. W wyniku rozwiązań przyjętych i uwzględnionych przez rząd w projekcie, jak również na skutek uwarunkowań o charakterze obiektywnym (składka do UE, koszt obsługi długu), udział zdeterminowanych wydatków sztywnych w wydatkach budżetu ogółem rośnie do 70,6 proc. z 65,5 proc. w roku 2007. Oznacza to wzrost realny 12,1 proc.. W tym czasie wydatki niezdeterminowane spadają realnie o 11,7 proc.. Gdyby uwzględnić dodatkowe wydatki proponowane przez parlamentarzystów, a nie uwzględnione przez rząd w projekcie budżetu, udział wydatków sztywnych wzrósłby do 72 proc.
  4. Plan finansowy Funduszu Pracy, dołączony do projektu budżetu, nie uwzględnia obietnic złożonych przez premiera i ministra zdrowia na temat dofinansowania środkami z FP NFZ. Przy składce (płaconej przez pracodawców) 2,45 proc. podstawy wymiaru, bilans FP na koniec roku 2008 zamyka się nadwyżką rzędu 2,9 mld PLN. Dofinansowanie NFZ wyłącznie ze środków FP, w wysokości obiecanej przez przedstawicieli rządu, musiałoby oznaczać utratę przez Fundusz płynności.
  5. Plan finansowy Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, dołączony do projektu budżetu, również nie uwzględnia obietnic podjętych wobec służby zdrowia. Przy składce (odprowadzanej przez pracodawców) 0,1 proc. podstawy wymiaru, przychodach rzędu 322 mln PLN, stan Funduszu na koniec roku, wobec początku tego roku, lekko się poprawia i wynosi 3,2 mld PLN. Zabranie pieniędzy w wysokości obiecanej przez rząd, również w przypadku tego funduszu pociągnęłoby za sobą utratę przezeń płynności.
  6. Wolno wiec przypuszczać, że ewentualna realizacja obietnic przeznaczenia na służbę zdrowia dodatkowych 3 mld PLN, miałaby być sfinansowana ze środków obu tych funduszy celowych. Trzeba pamiętać, że FP i FGŚP cieszą się obecnie dobrą kondycją finansową za sprawą dobrej koniunktury. Trzeba też pamiętać, że zabranie im pieniędzy i wydanie na zdrowie, pogorszyłoby wynik sektora finansów publicznych (mniejsza nadwyżka w innych poza budżetem państwa elementach sektora), przekreślając wiarygodność programu konwergencji fiskalnej.
  7. Warto przy okazji wspomnieć, że łączne wydatki funduszy celowych w Polsce przekraczają już 13 proc. PKB. Przy tym dotacja do FUS stanowi ponad 26 proc. przychodów, a do KRUS 92,2 proc.. W tej sytuacji odkładanie konsolidacji finansów publicznych oznacza dalsze tolerowanie braku przejrzystości przepływów finansowych w ramach sektora.  
IV. DEFICYT I FINANSOWANIE
       1. Przewidywany na przyszły rok deficyt budżetu państwa ma wynieść 28,2 mld PLN., co stanowiłoby 2,2 proc. PKB. W tym roku rząd przewiduje wykonanie deficytu na poziomie 23 mld PLN. Bez przeksięgowania na przyszły rok kwoty ok. 5,5 mld PLN dochodów ze środków UE z tytułu rozliczenia nowej perspektywy finansowej 2007-2013, które napłyną w ostatnim kwartale tego roku, deficyt mógłby spaść nawet do 18 mld PLN.
       2. W tej sytuacji wzrost nominalnego deficytu do 28,2 mld PLN, a najpewniej nawet do 30 mld, w przypadku przyjęcia przez parlament kolejnych niekorzystnych rozwiązań uszczuplających dochody i zwiększających wydatki, trudno uznać za sukces.
       3. Przy tak skrojonym deficycie, skromnie zaplanowanych przychodach z prywatyzacji (2,3 mld PLN brutto i 1,7 mld PLN netto), wzroście ujemnego salda przychodów z prywatyzacji (wzroście rekompensaty dla OFE do 16,8 mld PLN) potrzeby pożyczkowe netto rosną z tegorocznych 39 mld do 45 mld PLN. Finansowanie krajowe ma wzrosnąć o ponad 18 proc., przy spadku finansowania zagranicznego o 5 proc..
       4. Wzrost potrzeb pożyczkowych budżetu oznacza, że po raz kolejny w warunkach wysokiego wzrostu dochodów nie uda się opanować tendencji do narastania długu publicznego.
       5. Wzrost długu, w ujęciu nominalnym i w relacji do PKB, stawia pod znakiem zapytania wiarygodność złożonych już (i nadal powtarzanych) zapowiedzi obniżek podatków bez dalszego pogarszania pozycji fiskalnej.
V. WNIOSKI
  • Po raz kolejny budżet, składany w okresie kampanii wyborczej, nie jest w stanie ogarnąć wszystkich skutków finansowych rozwiązań, które nie przeszły przez pełen proces legislacyjny w parlamencie lub nawet (jak w przypadku dodatkowego finansowania wydatków zdrowotnych) nawet nie weszły we wstępną fazę procesu legislacyjnego.  Znacząco obniża to wiarygodność projektu.
  • Deficyt budżetu państwa ma być nominalnie wyższy od tegorocznego wykonania, a byłby jeszcze wyższy, gdyby nie wybieg, polegający na przeksięgowaniu części dochodów z rozliczeń z UE na przyszły rok. Stawia to pod znakiem zapytania wiarygodność ścieżki konwergencji, prezentowaną Komisji Europejskiej w ramach monitorowania przez nią Procedury Nadmiernego Deficytu, w jakiej znajduje się Polska.
  • W ostatnich 4 miesiącach tego roku impuls fiskalny implementowany gospodarce przez budżet przekroczy 2 proc. PKB. W przyszłym roku polityka makroekonomiczna nadal wspierać będzie rosnący popyt krajowy (obniżka składki rentowej, waloryzacja świadczeń, dodatkowe transfery). Kontynuacja tej polityki zapowiadana jest również na rok 2009 (obniżka PIT). Prowadzi to do narastania nierównowagi makroekonomicznej i wzrostu presji inflacyjnej.
  • Budżet wciąż zwiększa udział wydatków zdeterminowanych w wydatkach ogółem. Implementowane są na powrót rozwiązania indeksacyjne, od których z mozołem odchodziliśmy w minionych latach (waloryzacja świadczeń, wzrost płacy minimalnej). Stawia to finanse publiczne w trudnej sytuacji w przypadku cyklicznego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Te ostrzeżenia są powtarzane od wielu miesięcy. I od wielu miesięcy ignorowane.
2007-09-14 20:43
gospodarka, blogi ekspertów budżet, projekt, 2008 Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Analizy stanu gospodarki, dokonywane przez polityków w trakcie kampanii wyborzej stają się jeszcze mniej merytoryczne niż zazwyczaj. Przyczyn tego stanu rzeczy tłumaczyć chyba raczej nie trzeba. Bitwa o wyborcę przenosi się po prostu na obszar gospodarki. Ścierają się tam propaganda sukcesu, w wykonaniu rządzących, z propagandą klęski, uprawianą przez opozycję. Rzeczowych analiz, których brakuje również w normalnych warunkach, w trakcie kampanii jest już dosłownie tyle, co kot napłakał.
A przecież wstępne dane GUS o wynikach polskiej gospodarki za drugi kwartał skłaniają do postawienia wielu intrygujacych pytań i kilku interesujacych hipotez. I właśnie jedną z nich, próbującą objaśnić niekonsystencję cząstkowych danych statystycznych, chciałbym – wraz z wynikajacymi z niej wnioskami – poddać tu pod rozwagę.
Wśród ekonomistów, którzy nie poprzestają na prostej konstatacji, że “gospodarka pędzi” (7,1 proc. w pierwszym półroczu), a tym bardziej nie są skłonni wyrokować wyłącznie na tej podstawie o jakości polityki gospodarczej, dane statystyczne wzbudziły pewną konsternację.
Tempo wzrostu gospodarczego w porównaniu z pierwszym kwartałem co prawda lekko osłabło, ale: po pierwsze – i tak okazało się wyższe od oczekiwań (6,7 proc. zamiast 6,2 proc.); po drugie zaś – dynamika PKB lekko wzrosła w ujęciu kwartał do kwartału (z 1,6 do 1,7 proc.). Przy tym dynamika popytu krajowego już o 2,6 pkt. proc. przewyższała dynamikę PKB.
Najbardziej zagadkowa okazała się jednak być sama dekompozycja PKB. Przy szybko rosnących wynagrodzeniach, najwyższym od lat zatrudnieniu, kontrybucja spożycia indywidualnego do PKB spadła z 4,6 do 3,2 proc.. Towarzyszyły temu: stabilny wkład do PKB inwestycji (odpowiednio: 3,6 I 3,8 proc.) oraz znaczny wzrost ujemnej kontrybucji eksportu nett (z -1,1 do -2,6 proc.). Przy takiej dekompozycji, bez rezydualnego przyrostu zapasów, których wartość dołożyła do dynamiki PKB 2,3 proc., w drugim kwartale tempo wzrostu gospodarczego spadłoby do 4,4 proc..
Jakie przyczyny sprawiają, że pomimo wyższych dochodów rozporządzalnych, niskiej inflacji konsumpcyjnej oraz wciąż jeszcze nisko zakotwiczonych w okresie kwiecień-czerwiec oczekiwań inflacyjnych, dynamika spożycia indywidualnego między pierwszym, a drugim kwartałem tak drastycznie spadła (odpowiednio: 6,9 i 5,1 proc.)? Dlaczego przy tak wysokim popycie krajowym, firmy deklarujące najwyższy w historii poziom wykorzystania mocy produkcyjnych, tak ostro odbudowują zapasy, co jest przecież zachowaniem charakterystycznym dla fazy spadku koniunktury po jej ostrym wzroście i przeinwestowaniu w moce wytwórcze?
Można oczywiście wykpić się najprostszą odpowiedzią na te pytania. Wszyscy wiemy, że przy ostatecznych szacunkach GUS zawsze “rozwałkowuje” rezydualną wielkość zapasów, odpowiednio weryfikując dane na temat konsumpcji i inwestycji. Tak będzie zapewne i tym razem. Już pod koniec listopada, kiedy przeprowadzone będzie kolejne przybliżenie do danych ze sfery realnej, okazać się więc może, że spadek konsumpcji nie był tak duży, albo mieliśmy nawet jej wzrost. Taka weryfikacja danych sprawiłaby, że obraz przebiegu procesów gospodarczych stałby się ex post bardziej konsystentny.
Tyle, że cierpliwe czekanie jeszcze kilka miesięcy na potwierdzenie przez “twarde dane” rozwoju sytuacji w sferze realnej, może okazać się bardzo kosztownym zaniechaniem. Załóżmy bowiem, że spadek konsumpcji w drugim kwartale wynikał z odbudowy przez gospodarstwa domowe oszczędności. Statystyka uwiarygadnia postawienie takiej hipotezy. Wraz ze wzrostem funduszu płac rosły też przecież depozyty. Wzrostowi oszczędności w drugim kwartale sprzyjał zarówno niski poziom bieżącej inflacji, jak również ówczesne niskie oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych.
Co jednak dzieje się w sytuacji, kiedy dochody rozporządzalne nadal rosną (wzrost płac, sięgający w ujęciu rocznym nawet 12 proc. może potrwać jeszcze 3-4 kwartały, do tego dochodzi efekt redukcji składki rentowej, waloryzacja świadceń i większe transfery socjalne), a równocześnie rośnie bieżąca inflacja konsumpcyjna (wskaźnik CPI w pierwszym półroczu 2008 będzie się momentami zbliżał do 4 proc.), czemu towarzyszy ostry wzrost adaptacyjnych oczekiwań inflacyjnych? Odpowiedź na to pytanie nie jest zbyt trudna: skłonność do oszczędzania znika, konsumpcyjny składnik popytu krajowego szybko za to rośnie, zapasy błyskawicznie topnieją.
W sumie, w obu przypadkach, zarówno przy ewentualnej rewizji przez GUS w przyszłości danych o dekompozycji PKB, jak też przy alternatywnym sposobie wyjaśnienia niespójności przy ocenie sytuacji w sferze realnej, reakcja Rady Polityki Pieniężnej na narastanie nierównowagi makroekonomicznej i wzrost oczekiwań inflacyjnych, wydaje się nieuchronna.
Tyle, że kwartał zwłoki, jakiego wymagałoby obecnie potwierdzenie przebiegu procesów gospodarczych przez kolejne “twarde dane”, może oznaczać, że spóźnione podwyżki stóp procentowych, podejmowane w sytuacji ostrego wzrostu konsumpcji, motywowanego obawami przed inflacją, będą musiały być wyższe. Tym samym funkcja straty, w postaci utraconego PKB, będzie miała większą wartość.
Kto z polityków, pracowicie dziś zabiegających o głosy wyborców, bez opamiętania tworzących nowe i odbudowujących stare mechanizmy indeksacyjne, wiążące wydatki budżetu (czyli nasze obecne i przyszłe podatki) z poziomem inflacji, wykazuje zrozumienie dla procesów gospodarczych zachodzących teraz, których skutki ujawnią się akurat wówczas, kiedy stworzą nam nowy wspaniały rząd? Może takie kryterium selekcji powinniśmy stosować odając głos w wyborach?  
2007-09-09 17:08
gospodarka, blogi ekspertów pkb, równowaga makro, 2Q Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
Opóźnia się ogłoszenie zrewidowanych założeń makroekonomicznych do projektu przyszłorocznego budżetu. Nic dziwnego. Licytacja obietnic i polityczny chaos zachwiały harmonogramem prac nad przyszłorocznym budżetem. Limity wydatków przygotowane przez resort finansów, co jest precedensem, nie stały się przedmiotem obrad Rady Ministrów. W efekcie może więc się okazać, że struktura wydatków będzie kontestowana z powodu ich nieracjonalności; jedni dysponenci otrzymają za dużo, a inni za mało środków wobec zadań przypadających im do realizacji w przyszłym roku.
Atmosfera polityczna z pewnością nie sprzyja sprawnemu projektowaniu budżetu państwa. Pomału staje się już tradycją, że projekt budżetu kierowany jest do parlamentu przed przedterminowymi wyborami. Oznacza to, że odpowiedzialność za finanse publiczne rozmywa się. Rośnie też niepewność fiskalna. W pierwszym roku urzędowania nowy parlament i rząd utrzymują, że musiały przejąć projekt budżetu od poprzedników, a własny autorski pomysł na finanse publiczne przedstawią w kolejnym roku budżetowym.
W ten sposób od wielu już lat kalendarz polityczny sprzyja, a w dużym stopniu również usprawiedliwia, odkładanie w Polsce reform fiskalnych ad calendas greacas.
Nie sądzę, żeby zapowiadana zmiana założeń makroekonomicznych w istotny sposób wpłynęła na kształt przyszłorocznego budżetu. Przewidywane tempo wzrostu powinno zostać zmniejszone, a średnioroczna inflacja podwyższona. Zmianie – wobec czerwcowych zapowiedzi - ulec też powinny prognozy wysokości stóp procentowych i deficytu na rachunku obrotów bieżących.
Opis założeń powinien wskazywać na niekorzystne narastanie objawów nierównowagi. Prognozowane dochody zostaną zwiększone o ok. 5 mld PLN „przeniesionych” z tegorocznych dochodów z rozliczeń z UE. Środki te napłyną w ostatnim kwartale tego roku. Przeniesione dochody pozwolą sfinansować tę część obietnic wyborczych, których koszty przypadać będą już na przyszły rok.
W tej sytuacji nie wykluczałbym, że nominalna kotwica 30 mld PLN, deklarowana dla deficytu budżetu państwa, zostanie nawet zmniejszona o 2-3 mld PLN, co będzie umiejętnie rozegrane propagandowo. Tyle, że gdyby prowadzona była racjonalna polityka fiskalna deficyt budżetu państwa w przyszłym roku nie powinien przekraczać 15 mld PLN.
Wśród obietnic fiskalnych, jakie padły w ostatnich tygodniach nie ma jednak ani jednej zmniejszającej wydatki lub zwiększającej dochody budżetu. Lista zaniechań jest za to długa: od ustaw emerytalnych, poprzez ustawę o VAT, aż po ustawę o finansach publicznych. Nie zmaterializował się też żaden z postulatów ograniczających bariery dla przedsiębiorczości. Gospodarka nie otrzyma więc instytucjonalnego wsparcia od strony podażowej.
Trudno nadążyć za populistyczną falą przedwyborczych obietnic. Da się jednak zauważyć jej znaczący przybór w ostatnich tygodniach. Tylko w okresie dwóch ostatnich miesięcy zidentyfikowane już i policzalne wieloletnie koszty, w postaci utraconych dochodów i zwiększonych wydatków, wzrosły o kolejne 25 mld PLN, czyli ponad 2 proc. dzisiejszego PKB.
Żadne z dodatkowych obciążeń budżetu nie ma przy tym charakteru inwestycyjnego. Wszystkie za to prowadzą do kolejnego wzrostu sztywnych wydatków zdeterminowanych, które zbliżą się do 78 proc. wydatków budżetu ogółem.
Zaakceptowane przez rząd rozwiązania niosą za sobą impuls dla wzrostu konsumpcyjnego składnika popytu krajowego, co generuje narastanie nierównowagi makroekonomicznej. 2 proc. PKB ujemnej kontrybucji eksportu netto do PKB w drugim kwartale tego roku ma swoja wymowę. Consensusowe szacunki deficytu na rachunku bieżącym na ten i przyszły rok uważam za stanowczo zbyt  optymistyczne.
Wzrost podstawowej stopy procentowej NBP do 6 proc. na koniec przyszłego roku, niezbędny dla zapanowania nad oczekiwaniami inflacyjnymi, odbije się niekorzystnie na sferze realnej w latach 2009-2010, kiedy to tempo wzrostu gospodarczego spadnie do niewiele ponad 4 proc..
Oczekuję, że w latach 2008-2010:
realne tempo wzrostu PKB wyniesie odpowiednio: 5,2; 4,4; 4,1 proc.;
średnioroczna inflacja CPI odp.: 2,9; 2,3; 2,1 proc.;
śr. produkcja nominalnie odp.: 10; 8; 7 proc.;
wzrost zatrudnienia odp.: 5; 2,4; 1,9 proc.;
realny wzrost wynagrodzeń odp.: 8; 5; 3 proc.;
deficyt C/A odp.: -7,8; -6,9; -5 proc. PKB.    
I to właśnie z takimi wyzwaniami: wzrostem nierównowagi i spowolnieniem gospodarczym, przy rosnących wydatkach zdeterminowanych, będzie się musiał zmierzyć nowy rząd. Nie sądzę, by był to najlepszy czas na redukcję podatków od dochodów osobistych.
2007-09-02 17:42
gospodarka, blogi ekspertów wybory, budżet, prognozy makro Komentarze (2)