O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   
Czy stać nas, a jeśli tak to od kiedy i na jakich warunkach, na kolejną po roku 2009, zapowiadaną już teraz redukcję podatków od dochodów osobistych? Warto przymierzyć się do bardziej konkretnej odpowiedzi na te pytania.

W pierwszej kolejności, dla przeprowadzenia koniecznych wyliczeń potrzebne są realistyczne prognozy podstawowych wskaźników makroekonomicznych, niezbędne dla oszacowania skali dostosowań fiskalnych w średnim okresie czasu.

Moje prognozy wzrostu PKB dla lat 08-11 wyglądają następująco (odpowiednio): 5,1%; 4,4%; 4,1%; 3,3%. W tym czasie średnioroczny wskaźnik CPI osiągnie (odpowiednio): 3,8%; 3,3%; 2,8%; 2,6%. Wynagrodznia w gospodarce wzrosną (odpowiednio): 9,7%; 8,2%; 5,3%; 5%. Stopa bezrobocia na koniec okresu ukształtuje się na poziomie (odpowiednio): 12%; 12,2%; 13,0%; 13,5%.

Prognozy te oparte są na następujących przesłankach: po pierwsze – warunki makroekonomiczne w otoczeniu zewnętrznym polskiej gospodarki w latach 2008-2009 pogarszają się (tempo wzrostu w USA w przedziale 0-1 proc. PKB; tempo wzrostu w strefie euro, odpowiednio: 1,2 proc. i 1,5 proc. PKB); po drugie – w latach 2008-2009 przeprowadzane są w Polsce reformy zmierzające do zwiększenia podaży na rynku pracy, pociągające za sobą koszty bieżące w postaci nakładów na wyższe wynagrodzenia rekompensujące „wykup” przywilejów pozapłacowych; po trzecie – poprawa pozycji fiskalnej, w wyniku uwolnienia pewnej puli transferów socjalnych i skierowania ich na wydatki prorozwojowe, następuje (w zgodzie z logiką inwestycji) z opóźnieniem, po roku 2011; wówczas też dają o sobie znać korzystne skutki przeprowadzonych reform (wzrost PKB o dodatkowe 1,5 pkt. proc.; wzrost produktywności o 2 pkt. przewyższajacy wzrost wynagrodzeń).

Na bazie powyższego scenariusza makroekonomicznego i przyjętych założeń jesteśmy w stanie oszacować skalę dostosowań fiskalnych, niezbędnych dla zmieszczenia się w programie konwergencji (deficyt sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB). Dla roku 2008 sięga ona 0,6% PKB; w roku 2009 skokowo rośnie do 2,9% PKB; w roku 2010 wynosi 2,1% PKB; a w roku 2011 dostosowania fiskalne mają wciąż niebagatelną wartość 2,8% PKB.

Przedstawione wyliczenia wielkości niezbędnych dostosowań uwzględniają:

  1. zapowiedź MF stopniowego schodzenia z deficytem sektora finansów publicznych o 0,5 pkt. proc. rocznie;
  2. skutki finansowe rozwiązań podatkowych PIT dla roku 2009;
  3. skutki zwiększenia w roku 2009 o ostatnie 20 proc. kosztów reformy emerytalnej (zgodnie z EDP);
  4. utrzymanie dotychczasowych zasad waloryzacji świadczeń socjalnych;
  5. szacunek kosztów planowanych reform (koszty „wykupu” przywilejów grupowych dla lat 09-11 odpowiednio: 0,6 proc. PKB; 1 proc. PKB; 1,4 proc. PKB).

Jak widać skala koniecznych dostosowań fiskalnych, niezbędnych dla deklarowanej przez Ministerstwo Finansów chęci stałego spełniania nominalnych kryteriów konwergencji, jest naprawdę olbrzymia. W tym wariancie rozwoju sytuacji, i w tym horyzoncie czasowym prognozy makroekonomicznej, z pewnością nie ma miejsca na kolejne przedsięwzięcia powodujące w krótkim okresie czasu dodatkowy ubytek dochodów lub zwiększenie wydatków budżetu.

Obliczenia wskazują przy tym, że nawet korzystne dla dochodów zwiększenie tempa wzrostu w roku 2011 o 1 pkt proc. (do 4,3 proc. PKB) oraz korzystne dla indeksowanych wydatków obniżenie wskaźnika średniorocznej inflacji w roku 2010 o 0,5 pkt. (do 2,3 proc.), pozwoliłoby zmniejszyć skalę niezbędnego dostosowania fiskalnego w roku 2011 o 0,9 pkt. proc. (do 1,9 proc. PKB).

Nie stwarza to jeszcze wystarczająco dużej przestrzni dla redukcji podatków. Taka przestrzeń może się znaleźć dopiero po roku 2011, kiedy skala niezbędnych dostosowań fiskalnych skokowo spadnie do wartości poniżej 0,5 proc. PKB.

Nie wolno jednak przy tym zapominać o dwóch sprawach:

  • po pierwsze - poprawa pozycji fiskalnej po roku 2011, a tym samym realna możliwość redukcji obciążeń fiskalnych, uwarunkowana jest koniecznością konsekwentnego przeprowadzenia w latach 2008-2009 propodażowych reform na rynku pracy, zachęcających skutecznie do wydłużenia okresu pracy w cyklu życia, oraz wyraźnie preferujących (również w systemie podatkowym) dochody z pracy ponad dochody osiągane z transferów;
  • po drugie – w razie poprawy pozycji fiskalnej i stworzenia tym samym przestrzeni dla korzystnej dla gospodarki redukcji podatków, rząd dokonać musi strategicznego wyboru: obcinać w pierwszej kolejności podatki dochodowe, czy raczej obniżać pozapłacowe koszty pracy?

Przy okazji kolejnej rozlewającej się fali podatkowych obietnic zdecydowanie zbyt mało - jak na mój gust - mówi się o zarysowanych tu wyzwaniach.

 

2008-02-24 11:21
gospodarka, blogi ekspertów podatki, budżet Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Pierwsze dwa miesiące roku były wyjątkowo korzystne dla finansów publicznych. Tyle, że miało to niewiele wspólnego z bieżącą sytuacją makroekonomiczną. Nadwyżka budżetowa na początku roku była przede wszystkim odłożonym skutkiem dobrej sytuacji finansów publicznych w roku 2007.

Już w lutym Ministerstwo Finansów wprowadziło pierwsze poprawki, urealniające założenia makroekonomiczne tegorocznego budżetu. Podniesiono wskaźnik średniorocznej inflacji z 2,3 do 3,6 proc.. Poprawniej oszacowano wskaźnik wzrostu wynagrodzeń, podnosząc go w okolice 8 proc.. Nie zmieniono za to przewidywanego tempa wzostu gospodarczego.

Wprowadzone zmiany w parametrach makro zmierzają wyraźnie w kierunku zwiększenia prognozy dochodów tegorocznego budżetu o ok. 5 mld PLN (0,4 proc. PKB). Jest to bez wątpienia związane z chęcią przedłożenia w marcu KE poprawionego programu konwergencji, z którego wynikałoby, że trzeci rok z rzędu Polska spełnia nominalne kryterium deficytu GG, wobec czego stosowanie wobec nas procedury nadmiernego deficytu nie znajduje dlużej uzasadnienia.

O ile kierunek zmian wprowadzonych w założeniach makroekonomicznych jest słuszny (można co najwyżej polemizować z konkretnymi wielkościami; i tak  MF prognozuje: 5,5% wzrostu PKB; 3,6% średniorocznej inflacji i 8,0% wzrostu wynagrodzeń; moje prognozy wynoszą odpowiednio: 5,1%; 3,8% i 9,7%)), to budowanie na tej podstawie optymistycznego scenariusza dla sektora finansów publicznych w średnim horyzoncie czasu budzi już jednak poważne wątpliwości.

Faktycznie inflacyjnie napędzane dochody budżetu mogą być w tym roku wyższe o ok. 5 mld PLN. Trzeba jednak pamiętać, że wyższa tegoroczna infacja wpłynie negatywnie na wydatki indeksowane do wykonanej, a nie prognozowanej inflacji w roku 2009. Czyli: to, co budżet zarobi dzisiaj, zmuszony będzie jutro wydać z nawiązką.

Nadal przy tym jestem zdania, że budowanie średniookresowego scenariusza makro na założeniu 5-proc. wzrostu jest nadmiernie optymistyczne. Lepiej byłoby to robić przy dynamice PKB w latach 2009-2010 średnio o 1,5 pkt. proc. niższej.

Moje szacunki wskazują, że wzrost średniorocznej inflacji w 2008 do 3,8 proc., wzrost dynamiki wynagrodzeń w gospodarce do ok. 10 proc., oraz obniżenie tempa wzrostu do 4,4 proc. w roku 2009, przy zachowaniu dotychczasowych zasad waloryzacji świadczeń i niewzruszonych mechanizmach indeksacji, wywołają wzrost wydatków i spadek dochodów w roku 2009 o 0,7 proc. PKB.

Do tego dochodzą zidentyfikowane już koszty obniżki PIT szacowane na 9 mld PLN (0,8 proc. PKB). Jeśli MF chciałoby podtrzymać zapowiedź spadku deficytu sektora o 0,5 proc. PKB oznaczałoby to – jak widać - między rokiem 2008 i 2009 konieczność dostosowania fiskalnego rzędu 2 proc. PKB. Łagodnie mówiąc: może to być trudne.

Trzeba przy tym pamiętać, że rachunek ten nie obejmuje jeszcze kosztów likwidacji zadłużenia służby zdrowia (ok. 9 mld PLN). Nie ma w nim też uwzględnionych żadnych dodatkowych pieniędzy na sferę budżetową (zgodnie z regułą: nie ma reform – nie ma dodatkowych środków).

Gdyby rządowi udało się, na przykład, przekonać nauczycieli do rezygnacji z ich Karty, oznaczałoby to oczywiście konieczność zwiększenia subwencji oświatowej, o trudnej dziś do oszacowania skali. Podobnie byłoby zresztą ze wszystkimi innymi grupami zawodowymi, korzystającymi dziś z przywilejów, które przyszłoby „wykupić” kosztem podwyższonych wynagrodzeń za pracę. Dziś nie mamy jeszcze bladego pojęcia ile mogłoby to kosztować budżet począwszy od roku 2009.

Wydaje się, że trudności związane ze zbilansowaniem finansów publicznych w warunkach rosnącej inflacji, malejącego tempa wzrostu, rosnących wynagrodzeń, oraz wyższych stóp procentowych, czemu towarzyszą niezbyt przychylne warunki w otoczeniu zewnętrznym polskiej gospodarki - są dziś jeszcze nadal mocno niedoszacowane.

2008-02-19 17:45
gospodarka, blogi ekspertów konwergencja, budżet 2009 Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Czy wysocy rangą przedstawiciele NBP powinni publicznie dywagować na temat nieopłacalności szybkiego wejścia Polski do strefy euro? A coś takiego przydarzyło się właśnie ostatnio inaugurującemu swą działalność publiczną nowemu kandydatowi na stanowisko pierwszego zastępcy prezesa NBP.
Nie sądzę, by takie postępowanie zasługiwało na miano roztropnego. Po pierwsze – jest to niezgodne z wielokroć powtarzanym zapewnieniem, że bank centralny zajmuje w tej kwestii stanowisko neutralne, co najmniej do czasu opracowania raportu o kosztach i korzyściach wejścia do strefy euro. Po drugie – i moim zdaniem jest to znacznie ważniejsze - przedmiotem troski banku centralnego powinno pozostawać przede wszystkim trwałe spełnianie nominalnego kryterium inflacyjnego. Zachwalanie przewag autonomicznej polityki pieniężnej nad tą prowadzoną z Frankfurtu nabiera dość specyficznego posmaku, jeśli bank nie radzi sobie ze swoim pierwszoplanowym zadaniem.
Już w tym miesiącu średnioroczny poziom wskaźnika HICP przekroczy w Polsce wartość 3 proc.. W grudniu ubiegłego roku wartość referencyjna do obliczania kryterium konwergncji wynosiła 1,3 proc. (3 kraje o najbardziej stabilnym poziomie cen w UE). Powiększenie jej o dozwolone 1,5 pkt. proc. dawało 2,8 proc.. I tyle wynosiło nominalne kryterium inflacyjne konwergencji. W styczniu wartość tego kryterium wzrośnie najprawdopodobniej do 2,9 proc.. Szacunki wskazują więc, że wraz z początkiem tego roku Polska przestanie spełniać kryterium inflacyjne, uprawniające do ubiegania się o wejście do strefy euro.
Pytam: czy ten precedensowy fakt nie powinien stać się przedmiotem specjalnej troski członków zarządu NBP? Czy nie powinien być z wielką pieczołowitością tłumaczony? Inwestorzy z rynku finansowego, którzy w podobnej sytuacji zamiast przekonujących wyjaśnień otrzymują od nowego przedstawicela NBP wyraźny sygnał, że nie należy specjalnie spieszyć się ze spełnieniem kryterium inflacyjnego, mogą przecież zostać skutecznie zachęceni do rozpoczęcia „gry na dekonwergencję”.
Uwzględnienie w wycenie naszych długich rynkowych stóp procentowych ryzyka łączącego się z przesunięciem daty wejścia Polski do strefy euro poza rok 2015 (bo do tego sprowadza się ta „gra”), spowodowałoby ich znaczący wzrost, do 7-8 proc., czyli do poziomów z lipca-sierpnia 2004 roku. Tym samym, wobec niskiego poziomu stóp rynkowych w strefie, przestalibyśmy spełniać również kryterium stóp procentowych.
Jest rzeczą wysoce niepokojącą, że niekorzystny dla finansów publicznych wariant „gry na dekonwergencję” (wyższe koszty pozyskiwania pieniądza, wyższe koszty obsługi długu, zachwianie planów redukcji długu publicznego do PKB, poddanie w wątpliwość wiarygodności zapewnień o redukcji podatków) jest do pewnego stopnia wspierany przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów, którzy uchylają się od określenie granicznej daty wejścia do strefy euro.
W oczach inwestorów sytuacja przedstawia się dziś bowiem następująco: NBP – nie spieszy się ze spełnieniem kryterium inflacyjnego, publicznie akcentując dystans wobec szybkiego członkostwa w strefie euro; Ministerstwo Finansów podkreśla chęć trwałego spełniania kryteriów fiskalnych, ale bez wytyczania daty wejścia do strefy euro. Otrzymujemy kakafonię sprzecznych sygnałów. Mamy zamiar spełniać trwale wszystkie kryteria, czy nie? Ministerstwo Finansów argumentuje, że ich spełnienie, nawet bez wejścia do strefy euro, jest dla nas opłacalne. Ale wysoki rangą reprezentant NBP twierdzi coś innego: spełnienie kryteriów kosztuje; skoro nie chcemy wchodzić do strefy, to po co te koszty ponosić?
Z tego chaosu inwestorzy będą się starali wyłuskać fakty. A fakty są takie: kryterium inflacyjne – niespełnione; kryterium fiskalne (traktowane łącznie w perspektywie lat 2009-2010) – niespełnione; kryterium legislacyjne – niespełnione; kryterium stóp – zagrożone. Wniosek: pora grać na wzrost długich stóp procentowych w Polsce.
Czy w tej sytuacji publiczne dywagacje na temat wyższości autonomicznej polityki pieniężnej, prowadzone przez kandydata na wysokie stanowisko w NBP, nie wyglądają jednak nieco groteskowo?
2008-02-08 12:41
gospodarka, blogi ekspertów nbp, euro, MF, dekonwergencja Komentarze (6)