O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   
Wielu ekonomistów, w tym również  niżej podpisany, wiązało od dawna duże nadzieje z wprowadzeniem do praktyki (a nie tylko – jak dotąd – teorii) planowania budżetowego sztywnej reguły limitowania wydatków ogólem o niewielki procent ponad poziom inflacji.

Nieduży realny wzrost wydatków, w granicach 1-3 proc., wydawał się rozwiązaniem właściwym dla stopniowego „wyrastania z deficytu”. Reguła wydatkowa ma znacznie więcej zalet niż słynna 30 mld nominalna „kotwica budżetowa”, ciągnąca nas na dno tym mocniej, im lepsze było faktyczne wykonanie budżetu. To właśnie za sprawą „kotwicy” w projektach ustaw budżetowych w ostatnich latach deficyt budżetu państwa rósł w stosunku do faktycznego wykonania z roku poprzedniego, po to, by później maleć w trakcie pomyślnego wykonywania budżetu. Fikcja goniła tu fikcję.

Dlaczego w takim razie używam czasu przeszłego pisząc o nadziejach związanych z regułą procentową limitowania wydatków?

Coż, chodzi o podstawę dla oszacowania możliwego wzrostu wydatków. Jeśli bowiem za taką służyć ma zapisany w ustawie budżetowej poziom wydatków, to nie trzeba nadmiernej przenikliwości, by zauważyć, że przy faktycznym ich wykonania odbiegającym w dół od planowanego (a tak właśnie było w ostatnich latach), z twardej reguły zapisanej na papierze w dobrze wyglądajacej postaci:

inflacja + 2 proc.

może się łatwo zrobić galaretowate:

inflacja + 2 proc. + (x) proc. niewykonanych wydatków z roku poprzedniego

Jeśli, dajmy na to, w roku 2008 zamiast planowanych i zapisanych w ustawie budżetowej wydatków na poziomie 310,4 mld PLN wykonamy „jedynie” 305 mld, to przy regule „inflacja + 2 proc.” dorzucamy do planowanych w roku 2009 wydatków dodatkowe 1,6 proc. zaoszczędzone w ubiegłym roku; jeśli wykonane wydatki byłyby o 10 mld niższe od planu, a podstawa dla limitowanie pozostałaby taka jak w planie, to nominalne wydatki – pozostając w pełnej zgodzie z regułą - mogłyby wzrosnać o: 3,2 proc. (prognozowana średnioroczna inflacja) + 2 proc. + 3,2 proc., co daje całkiem solidny wzrost o 8,2 proc..

Jak widać - im niższe będzie faktyczne wykonanie wydatków w roku 2008, tym okazalszy stanie się „bufor” dla sfinansowania przez rząd nominalnego wzrostu wydatków w roku 2009. A wszystko przy formalnym respektowaniu restrykcyjnej procentowej reguły wydatkowej.

Reasumujac: przy tak rozumianej podstawie dla kalkulacji wzrostu wydatków, pole manewru rządu w przyszłym roku staje się tym szersze, im niższe będzie wykonanie wydatków majątkowych (w żelaznych rękach pani minister Elżbiety Suchockiej) oraz wydatków unijnych.

Tyle tylko, że w ten sposób zmodyfikowana reguła wydatkowa nieco nam się znów rozmywa.  

2008-05-15 18:38
gospodarka, blogi ekspertów budżet, reguła wydatkowa Komentarze (3)