O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Opublikowane wstępne szacunki PKB za pierwszy kwartał tego roku wywołały mnóstwo komentarzy. Olbrzymia większość z nich miała niestety charakter stricte polityczny. Ten nurt dyskusji o stanie gospodarki w ogóle nas*) nie zajmuje. Kwartalne rachunki narodowe mogą być bowiem przydatnym instrumentem analizy makroekonomicznej, ale nie są z pewnością właściwym narzędziem walki politycznej. Już w XIX w. premier brytyjski Disraeli twierdził, że zna trzy rodzaje kłamstwa: małe, duże i statystykę. Niemniej podobnie jak demokracja jest najlepszym systemem politycznym, tak statystyka jest najlepszym narzędziem badawczym makroekonomisty. Makroekonomisty, ale nie polityka.

Tyle, że – naszym zdaniem- nawet te opinie, które wychodząc od historycznych danych GUS, rościły sobie pretensje do miana analiz merytorycznych, w wielu wypadkach budzą głęboki niedosyt. W sporej części jest to następstwem trudności z metodologicznie poprawną interpretacją danych statystycznych. Nie bez winy jest tu też jednak niespójność cząstkowych szacunków GUS, występowanie licznych „białych plam”, co prowadzi do podważania wiarygodności danych.

Wychodzimy z założenia, że trudno prognozować rozwój sytuacji gospodarczej bez dogłębnej analizy twardych danych statystycznych. Dlatego kwestionowanie wstępnych szacunków mija się z celem. Trzeba za to zwrócić uwagę na te dane, które wydają się być sprzeczne z procesami zachodzącymi w realnej gospodarce. I takie właśnie dane poddać wypada pogłębionej analizie.

Doświadczony ekonomista wie doskonale, że stosowanie statystyki, a w szczególności rachunków narodowych, jako narzędzia prognostycznego, wymaga daleko posuniętej ostrożności.

Po pierwsze - błąd statystyczny w przypadku rachunków kwartalnych jest znacznie większy niż przy rachunkach rocznych. Mniejszy bowiem jest zakres obserwacji statystycznej (brakuje choćby twardych danych na temat małych i średnich przedsiębiorstw).

Po drugie - zbilansowanie trzech stron rachunków narodowych: podaży (wytwarzania), popytu i dochodów, wymaga wprowadzania wielu dodatkowych założeń, które są weryfikowane przy kolejnych przybliżeniach wraz z napływem historycznych danych. Dlatego dane kwartalne podlegają najczęstszym rewizjom, a ujawnione błędy szacunku, nieraz naprawdę pokaźne, bywają usuwane. I to nieraz kilkakrotnie.

Po trzecie - dane raportowane są w różnych cenach. Zmiany roczne - w cenach średnich roku poprzedniego (czyli dla I kw. 2009 w średnich cenach 2008 r.). Wzrost kw/kw wyliczany jest na podstawie bazy (średnich cen) z 2005. Utrudnia to bezpośrednie porównania, choć wielu analityków wykazuje do tego przedziwną skłonność.

Po czwarte - zmiany kwartalne uzyskiwane są przy pomocy dość skomplikowanych metod statystycznych. A im bardziej skomplikowane metody – tym większe prawdopodobieństwo błędu lub pomyłki. GUS odsezonowuje dane przy pomocy procedur zawartych w programie DEMETER. Znane są jeszcze inne np. TRAMO, X-12 (używana w USA), czy też mniej znana procedura berlińska BV. Na podstawie tych programów, zmieniając odpowiednio założenia, można uzyskać różne rezultaty. I tak GUS przy zastosowaniu programu DEMETER podał dla ostatnich dwóch kwartałów wzrost PKB odpowiednio: 0,0% i 0,4%. Tymczasem stosując TRAMO otrzymamy wyniki (odpowiednio): -0,5% i -0,2%. A przeszacowując dane przy użyciu programu X-12 (odpowiednio): -0,2% i 0,2%.

Po piąte - dane miesięczne dotyczą innych zbiorowości niż dane kwartalne. GUS lojalnie o tym informuje, ale z uwagi na nieporównywalność bazy nie ułatwia to analizy. I tak dane o produkcji sprzedanej przemysłu w poszczególnych miesiącach „nie składają” się na kwartał, bo dotyczą innej zbiorowości niż dane kwartalne o wartości dodanej. Jak bardzo te dane się „nie składają”, widać też jednak po problemach, jakie od dłuższego czasu ma GUS szacując wartość dodaną w przemyśle i handlu, gdzie korekty bywają naprawdę „grube”.

Po szóste wreszcie - bardzo ostrożnie podchodzić trzeba do wstępnych oszacowań spożycia publicznego. Tu przestrzeń dla późniejszych dostosowań jest naprawdę olbrzymia.

To właśnie z uwagi na wymienione wyżej zastrzeżenia (dalece przecież niekompletne) nie powinniśmy nadmiernie ekscytować się pierwszymi przybliżeniami PKB w ujęciu odsezonowanym. Nie powinniśmy, choć dla ekonomisty to te właśnie historyczne informacje, oddające trend w składowych PKB, są przecież najważniejszym instrumentem analizy procesów zachodzących w gospodarce. Tym większego znaczenia nabiera postawienie znaków zapytania w odpowiednich miejscach przy wstępnych szacunkach.

Jakie więc pytania zadać powinien makroekonomista? Najważniejsze jest pierwsze. Bo to ono narzuca później ton dalszej analizie.

Ekonomista zauważy znaczny spadek wolumenu eksportu o 14,6% r/r. Jeszcze większy importu o 17,6% r/r. Ale zapyta: jak jest możliwe, by przy tak znacznym spadku eksportu, wartość dodana w przemyśle zmniejszyła się tylko o 5,9%?

Na bazie takiego pytania da się przeprowadzić następujące rozumowanie. Załóżmy, że produkcja globalna, czyli produkcja sprzedana plus zmiana zapasów, zmniejszyła się o tyle samo. Eksport towarów zmniejszył się bardziej niż eksport ogółem, np. o 18%. Eksport stanowi 40% produkcji globalnej przemysłu. Z tego tytułu produkcja globalna mogła się zmniejszyć o 7,2%. Popyt wewnętrzny - spożycie i inwestycje - (60% produkcji globalnej) zwiększył się o 3%. Daje to dodatnią kontrybucję 1,8%. Sumując składowe otrzymujemy spadek o 5,4%. Ale pozostał jeszcze jeden element: zapasy.

I z danych statystycznych i z informacji medialnych wiadomo, że zapasy zmniejszyły się w 1 kw. o 4,1 mld zł (w ub. roku wzrosły o 9,4 mld zł). Gdyby cała zmiana miała miejsce w przemyśle, to z tego tytułu produkcja globalna powinna się zmniejszyć o ponad 5%. Tymczasem według wstępnych danych GUS zmniejszyła się zaledwie o 0,5%.

Pierwsze pytanie prowadzi nas więc do kolejnego: czy w przemyśle zmiana zapasów była tak mała, czy też nagle zmniejszyły się koszty materialne w polskich firmach?

Wielkim znakiem zapytania jest też wzrost wartości dodanej w usługach nierynkowych. Według szacunków GUS wzrosły one w 1 kw. o 4,9% r/r. Dlaczego jednak w warunkach silnego spowolnienia aktywności w innych sektorach wartość dodana rośnie najszybciej akurat w usługach nierynkowych? Zagadka. A może do jej rozwiązania posłużyć się wzorcem niemieckim? Niemcy mają bardzo prosty i poprawny algorytm dla wzrostu wolumenu wartości dodanej w usługach nierynkowych. Zakładają pewną stałą dynamikę wzrostu wydajności pracy i mnożąc ją przez zmianę zatrudnienia uzyskują zmianę wartości dodanej. Jednak w polskich rachunkach narodowych zmiana zależna jest od wzrostu płac. Jeśli rosną wolniej (przy stałej inflacji), to wartość dodana rośnie wolniej. I odwrotnie.

Po stronie popytowej znak zapytania wypadałoby postawić przy inwestycjach w środki trwałe. Przecież dane z dużych firm obejmowały w roku 2008 38% ogółu nakładów i są obserwowane kwartalnie. A dane z sektora rządowego i samorządowego, ponad 20% całości, nie są nigdy kompletne, ale za to dostarczane zawsze ze znacznym opóźnieniem. Pozostała część to szacunki, które historycznie ujmując są z reguły dość ostrożne. Można się więc spodziewać raczej podwyższenia, niż obniżenia dynamiki inwestycji przy kolejnych przybliżeniach.

Postawiliśmy te kilka pytań o interpretację szacunkowych danych o PKB w 1 kwartale, ponieważ kategoryczny ton wielu całkowicie nieraz rozbieżnych komentarzy („pierwsze oznaki ożywienia”, „przygrywka do prawdziwych recesyjnych spadków”) bardzo nas rozbawił. Wstępne dane GUS, szczególnie te odsezonowane, nie uzasadniają bowiem w żadnym wypadku stawiania kategorycznych wniosków, co do stanu naszej gospodarki. Na tym etapie, można naszym zdaniem, co najwyżej postawić roboczą hipotezę, że jeśli dostosowanie przyszło głównie przez zmiany zapasów, to nasza gospodarka trochę na wzór amerykańskiej, może dość szybko się podnieść po odbiciu popytu. Ale czy tak będzie – tego nie jesteśmy jeszcze w stanie potwierdzić przywołując twarde i niekwestionowane dane.

Można, co najwyżej powiedzieć, że dane roczne zbieżne są z makroekonomiczną intuicją. Spadek popytu krajowego, wysoka dodatnia kontrybucja eksportu netto, wysoka ujemna kontrybucja zapasów – bardzo dobrze rumują się z niską dynamiką dochodów podatkowych, co wróży kłopoty budżetu w tym i przyszłym roku. Równocześnie jest jasne, że tak wysoka kontrybucja eksportu netto nie da się utrzymać w kolejnych kwartałach w zwiazku ze znacząco przekraczającym oczekiwania spowolnieniem w UE. A to oznaczać może rosnące prawdopodobieństwo spadku dynamiki PKB co najmniej w 2 kwartale.

*)tekst napisany wspólnie z Mirosławem Gronickim

2009-05-31 23:04
gospodarka, blogi ekspertów pkb, 1Q Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Nerwowe pohukiwania opozycji, która domaga się głowy ministra finansów katastrofalnie świadczą o merytorycznych kwalifikacjach polityków, którzy wspierając się gazetowymi dywagacjami na temat stanu finansów publicznych, snują wizję nieuchronnej katastrofy.

Otóż, raz jeszcze trzeba wyraźnie powiedzieć: żadnej katastrofy nie ma i nie będzie. Jest za to sytuacja nadzwyczajna, nie pierwsza przecież i nie ostatnia w historii naszych finansów publicznych, która raz jeszcze potwierdza ich kompletną nieodporność na gospodarczą dekoniunkturę. Większość dostępnych szacunków wskazuje, że w naszym przypadku 1 pkt. proc. spadku dynamniki PKB przekłada się na 1,2 pkt. proc. wzrostu deficytu GG. Jest to najprawdopodobniej rekord w skali Unii Europejskiej. Większość starych czlonków Unii ma ten wskaźnik elastyczności na poziomie 0,3-0,4; a w przypadku nowych krajów członkowskich spadek PKB o 1 pkt. proc. pociąga za sobą autonomiczny wzrost deficytu sektora o 0,6-0,7 pkt. proc.

Jesteśmy, jako kraj, mistrzami świata w generowaniu nowych wydatków budżetu bez względu na sytuację po stronie dochodowej. Dzieje się tak za sprawą nieusuwalnej od lat przerażającej liczby ok. 80 pozycji automatycznie ideksowanych wydatków. Nasz udział wydatków zdeterminowanych (liczonych łącznie) sięga 73 proc. wydatków budżetu ogółem. O jakiej w tej sytuacji antycyklicznej polityce fiskalnej może w ogóle być mowa? Wolne żarty. Nasza polityka jest procykliczna od lat. Kiedy któryś a polityków z dumą wspomina czasy, kiedy 7 proc. dynamice PKB odpowidał zaledwie 2 proc. deficyt budżetowy, to średnio wykształconego ekonomistę pusty śmiech ogarnia. A to dlatego, że przy takim wzroście w budżecie każdego kraju o normalnej strukturze wydatków publicznych pojawia się 3 proc. nadwyżka. I to dopiero stwarza przestrzeń dla prowadzenia antycyklicznej polityki fiskalnej. W naszym przypadku takiej przestrzeni po prostu nie ma.

Dlatego każdy minister finansów zderzający się z cyklem koniunkturalnym staje w sytuacji nie do pozazdroszczenia. I musi sobie z nią poradzić. Rostowski będzie musiał zablokować wydatki na kwotę ok. 19 mld PLN. Co już zapowiedział. Będzie też musiał coś zrobić z pozostałymi brakującymi mu ok. 18 mld PLN. Bo łączny ubytek dochodów krajowych przekroczy 37 mld PLN. I to jest jasne dla każdego ekonomisty zajmującego się fianansami publicznymi. Trudno dociec, o co chodzi tym, którzy chcą odwołania ministra finansów zanim przedstawi on rządowi swoje propozycje na temat tegorocznego, a jeszcze bardziej przyszłorocznego budżetu. Dobry czas na stawianie radykalnych wniosków przyjdzie dopiero po przedłożeniu ministra finansów.

 

Jeśli zaproponuje on wzrost deficytu budżetu państwa w tym roku do 40 mld, a w przyszłym o kolejne 10 mld PLN, bez wskazania źródeł finansowania, co pociągnęłoby za sobą gigantyczny wzrost potrzeb pożyczkowych i długu publicznego, to żądania głowy ministra będą solidnie uzasadnione.

Jeśli jednak przestawi inne propozycje, na przykład sprzedaż w okresie dwóch najbliższych lat, wartych dziś (stan na 25 maja 2009) 47,664 mld PLN udziałów SP w spółkach publicznych, co pozwoliłoby sfinansować większe deficyty przy spadku potrzeb pożyczkowych, to wszyscy rozsądni politycy powinni wesprzeć ministra.

Byłby to bowiem pierwszy krok na drodze uczynienia z budżetu skutecznego instrumentu polityki antycyklicznej. Równocześnie mielibyśmy do czynienia z wykorzystaniem kryzysu, jako instrumentu dla racjonalnego ograniczenia udziału państwa w realnej gospodarce. Zwracam uwagę, że same udziały w PKO BP i KGHM warte są wedle aktyalnej wyceny rynkowej 19,174 mld PLN, a pozostałe resztówki w spółkach „niestrategicznych” 4,910 mld PLN.

 

2009-05-26 17:47
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 

Wokół wykonania tegorocznego budżetu narosło się już wystarczająco dużo nieporozumień. Pora więc może najwyższa dokonać diagnozy opartej na twardych danych.
 
Po czterech miesiącach 2009 roku po stronie dochodowej sytuacja ma sie w ten sposób:
1.Zakładane w ustawie budżetowej dochody podatkowe i niepodatkowe miały w tym roku wzrosnąć o 12,8% wobec wykonania w roku 2008.
2.Tymczasem w okresie styczeń-kwiecień 2009 były one o 2,194 mln PLN niższe niż w tym samym okresie 2008 roku; odpowiada to ubytkowi o 2,7%. W rozbiciu na poszczególne kategorie wyższe niż przed rokiem były jedynie wpływy z akcyzy (+1,599 mln r/r) i dochody państwowych jednostek budżetowych (+363 mln r/r); o 1,216 mln niższe niż w pierwszych czterech miesiącach 2008 były dochody z VAT; o 1,108 mln z CIT; o 452 mln z PIT.
3.Dla realizacji zaplanowanego w ustawie budżetowej poziomu dochodów krajowych (269,4 mld), w pozostałej części roku, czyli od maja do grudnia, wpływy podatkowe i niepodatkowe musiałyby sięgnąć kwoty 188,1 mld PLN. W analogicznym okresie ubiegłego roku wyniosły one 155,5 mld PLN. Wychodzi więc na to, że dla zrealizowania zapisów ustawy budżetowej dynamika dochodów krajowych w pozostałej części roku musiałaby wynieść 21%. Sporo biorąc pod uwagę przewidywane tempo wzrostu gospodarczego.
4.Przy optymistycznym – jak się wydaje - założeniu, że w całym roku dochody krajowe spadną wobec 2008 jedynie tyle, co w pierwszych czterech niesiącach 2009, czyli o 2,7%, ubytek w tej kategorii dochodów na koniec roku wyniósłby 37,8 mld PLN wobec wielkości zapisanej w ustawie.
5.Na dochody budżetu ogólem składa się również kategoria „środki z UE i innych źródeł nie podlegających zwrotowi”. I tu sytuacja jest wyraźnie lepsza niż w ubiegłym roku. Dochody z tego tytułu były w okresie styczeń-kwiecień o 912 mln PLN wyższe niż w takim samym okresie ubiegłego roku. To sprawiło, że dochody ogółem były niższe o 1,281 mln (1,4% r/r) i o 1,605 mln PLN poniżej harmonogramu.
6.Nawet pełna absorbcja środków unijnych (33,6 mld) nie zapełni jednak wyrwy w dochodach ogółem, powstałej w wyniku niższego wykonania dochodów krajowych. Oznacza to, że w tym roku ubytek dochodów rzędu 37,8 mld PLN traktować trzeba, jako realistyczne minimum.
 
Po czterech miesiącach 2009 po stronie wydatków sytuacja ma się w ten sposób:
1.Wydatki były nominalnie o 14,655 mln PLN wyższe niż w tym samym okresie ubegłego roku. Wzrost nastąpił we wszystkich kategoriach. W tym takich, jak obsługa długu krajowego (8,7 mld wobec 4,9 mld) czy zagranicznego (4,0 mld wobec 3,3 mld) wzrosty były znaczące i uzasadnione niekorzystną zmianą warunków na rynku długu. W innych (jak dotacja do FUS czy KRUS) – niekorzystnymi zmianami na rynku pracy. W przypadku subwencji dla samorządów wzrost wydatków był następstwem zmian ustawowych w podatku PIT i wzrostem uposażeń nauczycieli.
2.Wydatki w okresie styczeń-kwiecień były i tak o 2,3 mld PLN poniżej poziomu ujętego w harmonogramie wykonania budżetu. Tylko dzięki temu zaawansowanie wykonania deficytu po kwietniu mogło wynieść 84,3%, czyli 15,3 mld PLN.
3.Można przypuszczać, że limitowanie wydatków pozwoli obnizyć ich poziom do końca roku o ok. 8-10 mld PLN wobec 321,2 mld przewidzianych w budżecie.
Wnioski:
>Przypominam, że szacunek ubytków w dochodach krajowych oparty został na optymistycznym założeniu, że nie będzie z nimi gorzej niż w pierwszych 4 miesiącach roku. Oznacza to, że jest to dolny, a nie górny przedział możliwych ubytków.
 
>Przy założeniu 10 mld PLN oszczędności w wydatkach w wyniku wprowadzenia limitów i przesunięciu 9 mld PLN z wydatków budżetu na budowę autostrad do funduszu, trzeba znaleźć po stronie dochodów budżetu dodatkową kwotę nie mniejszą niż 18,8 mld PLN. Kwota ta, w połączeniu z oszczędnościami, wypełniłaby realistycznie oszacowaną wyrwę po dochodach krajowych. Pozwoliloby to zachować na koniec roku deficyt budżetu państwa na niezmienionym poziomie 18,2 mld PLN, pomimo możliwego czasowego przekroczenia w trakcie roku.
 
>Wskazanie sposobów zwiększenia dochodów w tym roku o nie mniej niż 18,8 mld PLN jest zadaniem ministra finansów. Minister może też, oczywiście, zaproponować rządowi i parlamentowi podniesienie deficytu na rok 2009 o całą tę kwotę (czyli do wysokości ok. 37 mld PLN), albo jakąś jej część. Jak będzie - wkrótce sie przekonamy.
      
2009-05-17 13:21
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

W tabelce poniżej podaję własne prognozy wybranych wskaźników makro dla lat 2009-2010. Jest to „scenariusz umiarkowany”, którego realizacja uwarunkowana jest następującymi założeniami:

  • Recesja na głównych rynkach bazowych (USA, stref euro, Japonia) nie przekracza 4% spadku dynamiki realnego PKB w roku 2009 i 0% dla roku 2010;
  • Finansowanie na rynku krajowym w roku 2009 przy realnej dynamice akcji kredytowej ogółem na poziomie 2 proc. r/r; w roku 2010 4 proc. r/r
  • Następuje wykorzystanie części ze środków dostępnych w transzy FCL, udostępnionej przez IMF
  • Mają miejsce doraźne interwencje MF i NBP na forexie (wymiana środków z funduszy i części rezerw powiększonych o transzę FCL
  • Rząd uruchamia dodatkową pulę poręczeń i gwarancji kredytowych dla MSP (ponad 40 mld limit wyczerpany na inwestycje publiczne), w wysokości nie mniejszej niż po 10 mld PLN rocznie w latach 2009/2010
  • NBP udostępnia bankom finansowanie na czas do 12 miesięcy (long term facility) na zasadach analogicznych do EBC (łącznie z kategoriami aktywów przyjmowanych, jako collateral)
  • EBC akceptuje aktywa nie denominowane w euro, jako collateral przy operacjach repo z NBP

                                                        '09              '1 0

PKB                                                  0.7               1.1

SPOŻYCIE PRYWATNE                    1.9                2.3

SPOŻYCIE PUBLICZNE                     0.0               0.4

INWESTYCJE                                 -8.0               -3.0

EXP                                               -25.0               4.0

IMP                                               -30.0             -12.0

ZATRUDNIENIE                              -1.5                 2.0

STOPA BEZROB. REJESTR.            13.6              11.0

CPI (SREDNIOW OKRESIE)              2.4                2.6

C/A                                                 -2.7               -1.7

DEFICYT GG                                    -4.9               -4.4

DEFICYT GG DOST. CYKLICZ.         -4.7               -4.2

DEFICYT STRUKTURALNY               -4.1               -3.5

DŁUG PUBLICZNY                            55.2              57.4

Warunki dla realizacji scenariusza „umiarkowanego spowolnienia” są więc – jak widać – dość wymagające.

Nawet przy tym scenariuszu konieczny jest wielki wysiłek dla utrzymania w ryzach finansów publicznych. Przy 1% dynamice PKB łączny skutek dla deficytu GG (po stronie ubytku dochodów i wzrostu wydatków) wyniesie ok. 40 mld PLN.

Utrzymanie w roku 2009 deficytu GG na poziomie nie prekraczajacym 4,9% PKB wymagałoby dokonania dostosowań fiskalnych o skali nie mniejszej niż 3 proc. PKB. Bez tego, pomimo znacznie lepszej niż w prognozach KE dynamiki wzrostu, deficyt GG zbliżyłby się do 8% PKB już w tym roku.

Tak znaczne dostosowanie fiskalne nie uda się bez podwyżki składki rentowej, przyspieszonej podwyżki składki zdrowotnej i wzrostu akcyzy.

Zwracam też uwagę, że już przy tym scenariuszu dług publiczny zbliża się niebezpiecznie do granicy konstytucyjnej. Nie uda się w tym roku uniknąć przekroczenia pierwszego progu ostrożnościowego. Odsunięcie się od progu 2 i 3 wymaga istotnego ograniczenia potrzeb pożyczkowych budżetu. Oznacza to nie tylko finansowanie deficytu z maksymalnych wpływów prywatyzacyjnych, ale też uruchomienie na potrzeby ograniczenia potrzeb pożyczkowych wszystkich niepracujących aktywów państwowych (w tym części z blisko 80 mld PLN gotówki i depozytów sektora publicznego).

W świetle powyższych faktów, nie powinno zaskakiwać stwierdzenie, że nawet scenariusz „umiarkowanego spowolnienia” jest więc już w istocie scenariuszem zarządzania kryzysem makroekonomicznym.

Każdy scenariusz bardziej pesymistyczny (ze wzrostem w latach 2009/2010 oscylującym wokół zera lub - tym bardziej - poniżej zera) wymagałby odpowiednio bardziej radykalnych przedsięwzięć dla zapanowania nad finansami publicznymi. Stąd rozpatrywanie takich scenariuszy, na obecnym etapie, mija się – moim zdaniem – z celem.

Trzeba wdrożyć przedsięwzięcia, o których tu piszę (łącznie ze spełnieniem tych warunków wstępnych, które nie mają charakteru ograniczeń zewnętrznych) i potraktować je, jako niezbędne minimum, a nie maksimum wysiłków dla opanowania kryzysu makro w latach 2009/2010.

 

2009-05-07 11:14
gospodarka, blogi ekspertów scenariusz, recesja, spowolnienie Komentarze (1)