O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Wykonanie budżetu państwa po pięciu miesiącach przyniosło pogłębienie się negatywnych tendencji. Zanaczyły się one przede wszystkim w zakresie napływu dochodów krajowych. O ile w okresie styczeń-kwiecień ubytek dochodów podatkowych i niepodatkwych wobec tego samego okresu ubiegłego roku sięgał jeszcze kwoty 2,2 mld PLN, to po maju bylo to już 5,95 mld. Oznacza to wzrost ubytku od -2,7 proc. do -4,01 proc. wobec analogiczego okresu 2008 roku. Dla przypomnienia: w tegorocznej ustawie budżetowej przewidziano 12,8 proc. wzrost w kategorii dochodów krajowych.

Dla zrealizowania planowanej wielkości dochodów w pozostałej części roku, czyli między czerwcem a grudniem, Ministerstwo Finansów musiałoby zebrać 172,2 mld PLN. W takim samym okresie ubiegłego roku, przy ok. 5-proc. średnim tempie wzrostu gospodarczego, udało się zebrać 119,3 mld PLN. Ewentualności wzrostu dochodów krajowych rzędu 43,5 proc. wobec ubiegłego roku (przy spadku o 4 proc. w pierwszych 5 miesiącach) nie sposób traktować serio.

Przy założeniu, że ubytek w dochodach krajowych przestanie się już dalej pogłębiać w dalszej części roku (co w świetle dotychczasowego wykonania wydaje sie założeniem optymistycznym) i nie przekroczy 4 proc., niedobów dochodów krajowych na koniec roku wyniósłby 40,1 mld PLN (wobec 37,8 mld szacunków po kwietniu). W pierwszych pięciu miesiącach niedobór w tej najważniejszej dla dochodów budżetu kategorii podatków pogłębia się więc w szybkim tempie.

Dochody budżetu ogółem po maju 2009 były co prawda o 2,3 mld PLN wyższe niż w analogicznym okresie 2008 (choć w ujęciu nominalnych kształtowały się wciąż o blisko 3 mld PLN poniżej wielkości ujętej w harmonogramie). Ta lekka nadwyżka była jednak możliwa wyłącznie za sprawą nadzwyczajnie dynamicznego przyrostu w kategorii „środki z UE i innych źródeł nie podlegające zwrotowi). Przyrost dochodów unijnych w ujęciu rok do roku wyniósł aż 6,3 mld PLN.

Wydatki rosły w pierwszych 5 miesiącach roku nadzwyczaj szybko. Ich przyrost o 16,9 mld PLN wobec analogicznego okresu ubiegłego roku nie może być w kategoriach ekonomicznych oceniony inaczej niż ekspansywna polityka fiskalna. Wydatki krajowe wzrosły o 13,6 mld zł (czyli o 14,5% r/r), przy czym część z tego przyrostu wynika ze spłacenia zobowiązań wymagalnych za 2008 r. W szacunkowych danych o wykonaniu budżetu państwa za okres styczeń-maj 2009 ślad zapowiadanych oszczędności jest bardzo nikły i nie przekracza kwoty 2,9 mld PLN odniesionej do przewidywanego harmonogramu wykonania budżetu. W dalszej częśći roku konieczne będą więc istotne oszczędności.

Istotną cechą budżetów ostatnich dwóch lat było praktyczne zbilansowanie dochodów i wydatków krajowych. W 2008 r. tak mierzony deficyt (nie uwzględnia on transferów do OFE, które faktycznie są wydatkiem, ale według polskiej definicji należą do rozchodów) wyniósł 1,7 mld zł. Różnica pomiędzy dochodami a wydatkami „unijnymi” wyniosła 22,7 mld zł. Ustawa budżetowa na rok bieżący zakładała odpowiednio nadwyżkę w części krajowej (3,5 mld zł) i deficyt w części unijnej (-21,7 mld zł). W okresie styczeń-maj odpowiednie deficyty wyniosły 9,7 i 6,7 mld zł.

Sytuacja finansów publicznych w tym, a jeszcze bardziej w przyszłym roku będzie bardzo trudna. Już po pięciu miesiącach br. widać, że na skutek dekoniunktury i ujemnej dynamiki popytu krajowego, potencjalne ubytki w dochodach krajowych, w ujęciu rocznym, nie będą mniejsze niż 40 mld PLN. Jeśli chodzi o rok 2010, to prognozowane przez rząd tempo wzrostu PKB (0,5 proc.), nawet po uwzględnieniu korzystnego dla budżetu przesunięcia w dekompozycji PKB z eksportu netto na popyt krajowy, umożliwi co najwyżej utrzymanie nominalnych dochodów krajowych na poziomie zbliżonym do tegorocznego wykonania ( nie więcej niż 229 mld). Ponadto nadal koszty współfinansowania i składki unijnej będą utrzymywały niezbilansowanie części unijnej budżetu – całkiem prawdopodobne jest iż różnica pomiędzy dochodami i wydatkami może w tym i następnym roku przekroczyć 20 mld zł.

Przy określonych założeniach dotyczących dynamiki i struktury PKB, inflacji, funduszu płac i zatrudnienia, jesteśmy już dziś w stanie wstępnie oszacować różnicę między możliwymi do osiągnięcia w przyszłym roku dochodami krajowymi i dającymi sie już dziś skwantyfikować rosnącymi wydatkami zdeterminowanymi (indeksacja, waloryzacja świadczeń, dotacje do FUS i KRUS, podjęte zobowiązania wobec nauczycieli, składka do UE). Otóż, przy 0,5 proc. wzroście PKB różnica między dochodami krajowymi i wydatkami państwa, wobec wykonania w tym roku, rośnie o kolejne 15 mld PLN.  Jest więc bardzo prawdopodobne, że bez działań zapobiegawczych deficyt całego sektora (GG) byłby zbliżony do szacunków zaprezentowanych przez KE, osiągając w przyszłym roku 6-7 proc. PKB. Przy niezmienionym sposobie fianansowania oznaczałoby to również przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej w konstytucji relacji długu publicznego do PKB.

Przy naszym aktualnym bardzo niekorzystnym na tle innych państw UE współczynniku elastyczności deficytu na tempo wzrostu gospodarczego nie da się w ciągu jednego roku pokonać negatywnego wpływu dekoniunktury na finanse publiczne. Problemem są więc nie tylko lata 2010-2011, ale również – z uwagi na odłożone skutki indeksacji i waloryzacji – rok 2011. 

Obowiązkiem ministra finansów jest przedłożenie rządowi propozycji złagodzenia niebezpiecznych napięć w finansach publicznych. Zamrożenie wydatków przynoszące zapowiadane na ten rok oszczędności na poziomie ok. 10 mld PLN, jest oczywiście poza dyskusją. Przesuniecie 9,7 mld PLN w wydatków budżetu do Funduszu Drogowego – również. Trzeba mieć jednak świadomość, że trwałe i – co ważniejsze - istotne ograniczenie wydatków zdeterminowanych wymaga zmian ustawowych i przejścia przez pełen cykl legislacyjny. Być może takie propozycje powinny być przygotowane, ale realistyczna ocena wskazuje, że nie mają one większych szans. Względy proceduralne wykluczają ponadto dokonanie istotnych zmian w podatkach i parapodatkach w tym roku.

Po stronie dochodowej, przeliczenie skutków podniesienia podatków pośrednich, podwyżki składki rentowej, zdrowotnej, a następnie przedłożenie tych wyników do decyzji politykom – musi być wykonane. Dotyczy to przede wszystkim planowanych dochodów podatkowych w latach 2010-2011. Podwyżki podatków nie są jednak dobre ani dla gospodarki, ani dla popularności polityków. Dlatego przy cyklu politycznym obejmujacym wybory prezydenckie i parlamentarne w dwóch najbliższych latach wydają się mało prawodopodobne.

Co w takim razie można zrobić dla zapobieżenia załamaniu finansów publicznych w latach 2009-2011? Otóż, z jednej strony można zwiększyć dochody niepodatkowe – przede wszystkim dywidendy ze spółek kontrolowanych przez skarb państwa, a z drugiej – zmienić strukturę finansowania deficytu. Ta pierwsza operacja poprawi wynik budżetu w roku 2009. Nie da się jej powtórzyć w latach 2010-2011. Zmiana struktury finansowania dotyczyć zaś może przede wszystkim lat 2010-2011.

Dochody z tytułu dywidendy mogą przekraczać planowane na ten rok 2,9 mld PLN o 2-10 mld PLN. Przy czym osiągnięcie górnej granicy byłoby możliwe, gdyby rząd zdecydował się sięgnąć po pieniądze nie tylko do PKO BP, ale również do tych spółek SP, które w ostatnich latach odkładały zyski na kapitał zapasowy (głównie PZU, ale również GPW). Taka operacja jest prawnie i technicznie wykonalna. Spółki SP nie trzymają oczywiście gotówki. Większość z nich nadwyżki ulokowała w obligacjach SP. Ich akcjonariuszami są również często podmioty zagraniczne. Źeby nie zniszczyć rynku obligacji operacja pobierania dywidendy z poprzednich okresów rozliczeniowych musiałaby być przeprowadzona w oparciu o kredyt zaciągany przez spółki zobowiązane do jej wypłaty uchwałami walnych zgromadzeń. Jeszcze inaczej musiałby być asekurowany przed skutkami raptownej wymiany przez złotych z dywidendy na waluty rynek FX. Operacja maksymalnego zwiększenia tegorocznych dochodów z tytułu dywidendy jest wykonalna. Spółki mogą próbować zwiększyć kapitały w drodze emisji z prawem poboru. Dla SP objęcie takich idziałów nie jest wydatkiem, lecz finansowaniem. Jest więc obojętne z punktu widzenia deficytu, choć zwiększa dług publiczny. Zwracamy jednak uwagę, że im niższy w wyniku operacji jednorazowych będzie tegoroczny deficy, tym trudniej bez zasadniczej reformy strony wydatkowej będzie zmniejszyć go w latach 2010-2011. A tego oczekiwać od nas będzie Komisja Europejska.

Rząd ma znacznie większe pole manewru niż w przypadku deficytu po stronie finansowania w latach 2010-2011. Według wyceny na 01. czerwca tego roku, wartość rynkowa udziałów Skarbu Państwa w spółkach notowanych na GPW w Warszawie przekraczała 45,8 mld PLN. Z tego ok. 21 mld przypadało na 3 spółki, które można nazwać strategicznymi (PGNiG, Orlen, Lotos). Z pozostałych ok. 24,9 mld, na 3 spółki (PKO BP, PKO SA i KGHM) przypadało ok. 21 mld PLN. Pozostałe „drobiazgi” warte były ok. 4 mld PLN.

Zważywszy na wspomniane wcześniej uwarunkowania ograniczające pole manewru zarówno po stronie wydatkowej, jak dochodowej, rząd mógłby ewentualnie pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując równocześnie agresywny program 2-letniej prywatyzacji i sprzedaży niepracujących aktywów państowych. Program o wartości nie mniejszej niż 25-35 mld PLN.

Innymi słowy: zamiast na „ratunkowym” ograniczaniu deficytu, rząd skupić się powinien na sprzedaży niepracujących aktywów i ograniczeniu udziału SP w spółkach notowanych na giełdzie. Mniejsze będą  potrzeby pożyczkowe i ograniczy się przyrost długu publicznego. Zwiększy się też efektywność gospodarki w dłuższym okresie, poprzez zmianę formy własności. A że odezwie się znów chór krzykaczy zatroskanych o wyprzedaż za bezcen „sreber rodowych”, przejętych „rabunkową eksploatacją majątku narodowego”? Proste przeliczenie liczby punktów ze wskaźnika WIG 20, przypadających w ostatnich latach na każdy mln PLN zysku spółek z indeksu (odpowiednik wskaźnika P/E) pokazuje niedwuznacznie, że czekanie na „lepsze warunki rynkowe” ma bardzo wątłe merytoryczne podstawy. Wartość tak policzonego wskaźnika ceny do zysku jest bardzo stabilna.

Wydaje się, że tegoroczny deficyt jest dla rządu mniejszym problemem niż zbilansowanie finansów publicznych w dwóch kolejnych latach. W tym roku przy realizacji zakładanych oszczędności i zmaksymalizowaniu przychodów z dywidendy niedobór w dochodach krajowych nie znajdujący pokrycia w oszczędnościach i dochodach niepodatkowych może zostać sprowadzony do kwoty nie przekraczającej 7-11 mld PLN. O tyle w tym roku, wobec prognozowanych 18,2 mld, trzeba by powiększyć deficyt budżetu państwa.

Problemem jest, że w latach 2010-2011 nie da się już powtórzyć nadzwyczajnych dochodów. Jeśli wysiłek rządu skupi się na prywatyzacji, to będzie to korzystne dla długu publicznego, ale obojętne dla deficytu. Nie przypuszczamy, aby w latach wyborczych udało się osiągnąć zbyt wiele w kwestii ograniczenia wydatków zdeterminowanych. Wymagałoby to bowiem moblilizacji większości parlamentarnej dla wielce prawdopodobnego weta prezydenta. Stąd realistyczna ocena sytuacji podpowiada rozwiązanie kompromisowe: rozłożenie dochodów ze skumulowanej dywidendy spółek SP na lata 2009-2010 (korzystne dla deficytu) i uruchomienie intensywnej prywatyzacji w latach 2010-2011 (korzystne dla ograniczenia potrzeb pożyczkowych budżetu).

*)tekst napisany wspólnie z Mirosławem Gronickim, w skróconej wersji opublikowany przez GW   

 

2009-06-24 11:03
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, dostosowanie Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Sytuacja finansów publicznych w tym, ale również i w przyszłym roku będzie bardzo trudna. Jesli chodzi o ten rok, to po pięciu miesiącach widać, że na skutek dekoniunktury i ujemnej dynamiki popytu krajowego, łączne ubytki w dochodach krajowych, w ujęciu rocznym, zamkną sie w przedziale 33-38 mld PLN. Jeśli chodzi o rok 2010, to prognozowane przez rząd tempo wzrostu PKB (0,5-1,3 proc.), nawet po uwzględnieniu korzystnego dla budżetu przesunięcia w dekompozycji PKB z eksportu netto na popyt krajowy, umożliwi co najwyżej utrzymanie nominalnych dochodów na poziomie zbliżonym do tegorocznego wykonania. Taki wrzost dochodów, jaki wpisał sobie do tegorocznej ustawy budżetowej rząd (12,8 proc.), wzrost – przypomnijmy – mocno krytykowany przez ekonomistów, w przyszłym roku w żadnym wypadku już nie przejdzie.

Przy określonych założeniach dotyczących dynamiki i struktury PKB, inflacji, funduszu płac i zatrudnienia, jesteśmy już dziś w stanie wstępnie oszacować   różnicę między możliwymi do osiągnięcia w przyszłym roku dochodami i dającymi sie już dziś skwantyfikować rosnącymi wydatkami zdeterminowanymi (indeksacja, waloryzacja świadczeń, dotacje do FUS i KRUS, podjęte zobowiązania wobec nauczycieli, składka do UE). Otóż, przy 1 proc. wzroście PKB różnica między dochodami i wydatkami państwa, wobec wykonania w tym roku, rośnie o kolejne 15 mld PLN. Jest więc bardzo prawdopodobne, że bez działań zapobiegawczych deficyt całego sektora (GG) byłby zbliżony do szacunków zaprezentowanych przez KE, osiągając w przyszłym roku 6-7 proc. PKB. przy niezmienionym sposobie fianansowania oznaczałoby to również przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej w konstytucji relacji długu publicznego do PKB.

Przy aktualnym współczynniku elastycznośc deficytu na tempo wzrostu gospodarczego (1 pkt. proc. spadku dynamiki PKB = 1,2 pkt. proc. wzrostu deficytu), nie da się w ciągu jednego roku pokonać negatywnego wpływu dekoniunktury na nasze finanse publiczne. To pewne.

Obowiązkiem ministra finansów jest jednak przedłożenie rządowi propozycji złagodzenia niebezpiecznych napięć w finansach publicznych. Zamrożenie wydatków przynoszące zapowiadane na ten rok oszczędności na poziomie ok. 10 mld PLN, jest oczywiście poza dyskusją. Trzeba mieć jednak świadomość, że trwałe i – co ważneijsze - istotne ograniczenie wydatków zdeterminowanych wymaga zmian ustawowych i przejścia przez pełen cykl legislacyjny. Być może takie propozycje powinny być przygotowane, ale realistyczna ocena wskazuje, że nie mają one większych szans.

Po stronie dochodowej, przeliczenie skutków podniesienia podatków pośrednich, podwyżki składki rentowej, zdrowotnej, a następnie przedłożenie tych wyników do decyzji politykom – musi być wykonane. Część ewentualnych decyzji co do wzrostu obciążeń podatkami pośrednimi nie wymaga przy tym akceptacji większości parlamentarnej. Wymaga za to poniesienia kosztów politycznych i ekonomicznych, bo podwyżki podatków nie są dobre ani dla gospodarki, ani dla popularności polityków.

Co w takim razie można zrobić dla zapobieżenia załamaniu w finansach publicznych w latach 2009-2010? Otóż, jest jedna rzecz, którą bez wątpienia zrobić by się dało.

Według wyceny na 01. czerwca tego roku, wartość rynkowa udziałów Skarbu Państwa w spółkach notowanych na GPW w Warszawie przekraczała 45,8 mld PLN. Z tego ok. 21 mld przypadało na 3 spółki, które można nazwać strategicznymi (PGNiG, Orlen, Lotos). Z pozostałych ok. 24,9 mld, na 3 spółki (PKO BP, PKO SA i KGHM) przypadało ok. 21 mld PLN. Pozostałe „drobiazgi” warte były ok. 4 mld PLN.

Nie mam wątpliwości, że zważywszy na wspomniane wcześniej uwarunkowania ograniczające pole manewru zarówno po stronie wydatkowej, jak dochodowej, rząd mógłby ewentualnie pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując równocześnie agresywny program 2-letniej prywatyzacji i sprzedaży niepracujących aktywów państowych. Program o wartości nie mniejszej niż 25-35 mld PLN.

Innymi słowy: zamiast na „ratunkowym” ograniczaniu deficytu, rząd skupić się powinien na maksymalnym jego finansowaniu bez zwiększania potrzeb pożyczkowych i przy spadku długu publicznego w relacji do PKB. Sprzedaż niepracujących aktywów i ograniczenie udziału SP w spółkach notowanych na giełdzie jest nie tylko stosownym w obecnych warunkach środkiem antykryzysowym, ale zwiększa też efektywność gospodarki w dłuższym okresie, poprzez zmianą formy własności.

Kryzys, jako instrument zmian strukturalnych, to bardzo dobry pomysł. A że odezwie się znów chór krzykaczy zatroskanych o wyprzedaż za bezcen „sreber rodowych”, przejętych „rabunkową eksploatacją majątku narodowego”? Szczerze mowiąc: kto by się tym przejmował? Jakie są inne rozsądne kontrpropozycje polityków pod adresem podatników?

2009-06-07 22:52
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, prywatyzacja, finansowanie Komentarze (6)