O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Jeśli chodzi o projekt budżetu na 2010 rok, to poza prognozowanym przez rząd tempem wzrostu (0,5 proc.) oraz oczekiwaną inflacją (średnioroczny wskaźnik CPI 1,0 proc.), wciąż wiemy niewiele. Premier zadeklarował jedynie, że nie będzie w przyszłym roku wzrostu podatków, co w znacznym stopniu ułatwia przeprowadzenie szacunków potencjalnych poziomów dochodów. Z wydatkami sprawa jest jeszcze prostsza, bo znamy ich poziom ogółem po nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. Potrafimy też wyliczyć, o ile wzrosnąć mogą wydatki zdeterminowane w 2010 roku, bez zmiany zasad indeksacji i waloryzacji świadczeń. 

Na obecnym etapie jesteśmy w stanie tak naprawdę oszacować (przy pewnych założeniach dotyczących struktury PKB, wyników finansowych firm i funduszu płac) wielkość możliwych do osiągnięcia dochodów krajowych, podatkowych i niepodatkowych. Oczywiście bez uwzględnienia wpłaty z zysku NBP. Przy założeniu utrzymania limitów wydatków nominalnych na tegorocznym poziomie i wykonania wydatków na koniec roku w wysokości 310 mld PLN (a nie 300 mld, jak chce minister Rostowski w nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, co wydaje się nierealistyczne), potrafimy też oszacować wielkość przyszłorocznych wydatków ogółem.

Jak łatwo zauważyć, nie jesteśmy w stanie oszacować w sposób odpowiedzialny dochodów z UE. A to dlatego, że: po pierwsze - trudno wyrokować, gdzie Ministerstwo Finansów zamierza tę kategorię ostatecznie w przyszłym roku zakwalifikować (do budżetu, czy – jak było to zapowiadane w założeniach reformy finansów publicznych – w wyodrębionym budżecie); po drugie zaś - sam wolumen dochodów jest wielkością dość „elastyczną” (między innymi za sprawą trudnych do oszacowania dochodów z różnic kursowych).

Przy wszystkich wyżej wspomnianych założeniach moje szacunki dochodów krajowych wskazują na możliwe do pozyskania w 2010 roku 235 mld. Wydatki ogółem zaś nie powinny przekroczyć 327 mld PLN. Dawałoby to różnicę między potencjalnymi dochodami krajowymi, a wydatkami ogółem (uwzględniającymi już UE) w wysokości 92 mld PLN.

Gdyby więc rząd zamierzał w przyszłym roku utrzymać nominalny deficyt budżetu państwa na poziomie nie przekraczajacym 30 mld PLN Ministerstwo Finansów musiałoby pokazać dochody ogółem na poziomie ok. 285 mld. Byłoby to równoznaczne z koniecznością uwzględnienia w budżecie kwoty nie mniejszej niż 50 mld PLN pozyskanych z dochodów z UE. Wydatki budżetu nie mogłyby zaś przekroczyć 315 mld PLN. Niezbilansowanie dochodów i wydatków unijnych tłumaczyłoby się osiągnięciem nadzwyczajnych dochodów z różnic kursowych i/lub zaliczkami rozliczanymi w okresie późniejszym.

Czy takie właśnie rzeczowe rachunki stały za deklarację premiera o niepodnoszeniu w przyszłym roku podatków? Trudno dociec. Nietrudno natomiast zauważyć, że byłaby to w prostej linii zapoczątkowana z powodzeniem w tym roku kontynuacja czynnego wykorzystania dochodów unijnych do redukcji deficytu.

Co na to rynek? Doświadczenie podpowiada mi, że to, co niekoniecznie podoba się ekonomistom, może zostać zaakceptowane przez inwestorów z rynku finansowego. Dla nich bowiem samo bilansowanie budżetu jest jedynie kwestią pewnej konwencji (dlatego, na przykład, rynek z takim spokojem przyjmuje zawsze domykanie budżetu przez podwyżkę podatków, a gorące spory ekonomistów na ten temat guzik obchodzą dilerów).

Tak naprawdę nawet budżet z różnicą między dochodami krajowymi, a wydatkami ogółem sięgającą 90 mld PLN może zostać zaakceptowany. O ile tylko uda się przy tym maksymalnie zredukować potrzeby pożyczkowe państwa. Dlatego właśnie w przyszłym roku finansowanie deficytu przychodami z prywatyzacji jest tak ważne. Kto tego nie rozumie – niczego już nie zrozumie.  

 

2009-07-28 23:24
gospodarka, blogi ekspertów budżet 2010 Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Wykonanie budżetu po połowie roku przyniosło dalsze osłabienie dynamiki dochodów krajowych. Dochody podatkowe i niepodatkowe łącznie były o 5% niższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku (4,1 proc. po maju, 2,7 proc. po kwietniu). Przy założeniu, że spadek dochodów krajowych w pozostałej części roku będzie nie większy niż w pierwszym półroczu, ubytek dochodów krajowych w stosunku do zapisanego w ustawie budżetowej może sięgnąć 42,4 mld PLN (40,1 mld po maju, 37,8 mld po kwietniu). Dałoby to dochody krajowe na koniec roku nie przekraczające 229,3 mld. W autopoprawce rząd przewiduje pozyskanie 231,1 mld dochodów krajowych. Wydaje się, że dla zweryfikowania wiarygodności tych szacunków potrzeba jeszcze około 2 miesięcy. Wtedy będziemy wiedzieli, czy trend spadku nominalnych dochodów krajowych, obserwowany w pierwszym półroczu, przestał się pogłębiać.

Dochody ogółem są o 5,1 proc. wyższe niż w pierwszym półroczu 2008 jedynie dlatego, że w wykonaniu budżetu rząd wykazał blisko 2,5-krotny w porównaniu z pierwszym półroczem 2008 wzrost dochodów unijnych.

W proponowanej nowelizacji ustawy budżetowej rząd założył zamiast 303 mld PLN pozyskanych dochodów ogółem jedynie 272,9 mld PLN. Oznacza to, że w okresie od lipca do końca roku dochody powinny wynieść 138,6 mld PLN (wzrost o 3,3 proc. w porównaniu z pierwszym półroczem). W drugim półroczu 2008 dochody ogółem wyniosły jednak nominalnie tylko 126,4 mld. Dlaczego teraz, przy dwukrotnie niższym tempie wzrostu, miałyby być wyższe?

Zaawansowanie wydatków nadal świadczy o ekspansywnej polityce fiskalnej. W pierwszym półroczu, pomimo zapowiadanych oszczędności, wydatki wzrosły w zestawieniu z analogicznym okresem ubiegłego roku o 15,2 proc. Bardzo niewiele czasu pozostaje dla zrealizowania zakładanych w poprawionej wersji budżetu oszczędności przekraczających 21 mld PLN.

 

Wnioski:

1.      deficyt utrzymywany jest w ryzach jedynie przez dużą dynamikę dochodów unijnych. Poziom dochodów krajowych jest nominalnie niższy niż w ubiegłym roku i trend spadkowy pogłębia się w całym pierwszym półroczu, wskazując obecnie na potencjalny ubytek w skali roku rzędu 42,4 mld PLN. Jeśli spadek w drugiej połowie roku nie przekroczy 5 proc. dochody krajowe będą na poziomie zbliżonym do przedłożonego przez rząd w autopoprawce. Dalsze pogłębianie się nominalnych spadków dochodów krajowych postawiłoby pod znakiem zapytania możliwość utrzymania powiększonego deficytu na poziomie 27 mld PLN.

2.      Wydatki budżetu, wyższe o ponad 15 proc., wskazują nadal na bardzo ekspansywną politykę fiskalną. Taka dynamika wydatków w pierwszym półroczu zasadniczo osłabia wiarygodność zapewnień o uzyskaniu ponad 21 mld PLN oszczędności. Jest to kolejny czynnik niepewności dla zakładanego deficytu.

3.      Wynik budżetu w coraz większym stopniu wspiera się na dochodach unijnych, które z definicji powinny być jednak równe wydatkom w okresie rozliczeniowym.

 

2009-07-17 09:15
gospodarka, blogi ekspertów finanse publiczne, kryzys, dostosowania, budżet 09 Komentarze (0)