O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Dalece nie wszyscy zdają sobie sprawę ze skali stymulacji fiskalnej, jakiej doświadczyła polska gospodarka w latach 2008-2010. Wzrost wydatków sektora publicznego w tym czasie znacząco przekraczał dynamikę potencjalnego PKB. Skala dyskrecjonalnego poluzowania polityki fiskalnej w latach 2008-2009 oszacowana została przez ekspertów Międzynarodowego Funduszu Walutowego na 4,25 proc. PKB. Gros z tego (ok. ¾) przypada naturalnie na redukcję obciążeń parapodatkowych, w tym głównie składki rentowej. Według moich szacunków dodać do tego trzeba kolejny 1 proc. PKB z tytułu obniżki podatków PIT w roku 2010.

Łącznie więc w latach 2008-2010 skalę poluzowania fiskalnego oceniać można na nie mniej niż 5,25 proc. PKB. Skumulowany przyrost deficytu sektora general government w Polsce (tym wskaźnikiem posługuje się Eurostat) z lat 2008-2010 sięgał będzie najprawdopodobniej wielkości 6,3 proc. PKB, a może być nawet wyższy, o ile w pełni wykonany zostanie plan tegorocznego deficytu budżetu państwa. W takim przypadku deficyt miedzy rokiem 2009 a 2010 wzrósłby zresztą o ponad 1 proc. PKB, przekraczając w bieżącym roku 8 proc. PKB.

Ten potężny, trwający już 3 lata impuls fiskalny, jest jedną z podstawowych przyczyn objaśniających fenomen polskiej „zielonej wyspy” wzrostu na mapie Europy. Modelowe założenia wskazują, że 1 pkt. proc. wzrostu deficytu przekłada się w krótkim okresie (1-2 lata) na dodanie do dynamiki PKB 0,4 pkt. proc.. Wychodzi na to, że stymulacja fiskalna, rozpoczęta jeszcze przez rząd PiS w czasach, kiedy mało się mówiło o kryzysie finansowym, a jeszcze mniej fiskalnym, kontunuowana następnie twórczo przez rząd PO-PSL, podniosła w minionych 2 latach dynamikę PKB w wymiarze skumulowanym o nie mniej niż 2,5 proc. PKB.

Naszą stymulację popytu krajowego rozpoczęliśmy więc wcześniej niż inni i zrobiliśmy to naprawdę solidnie. A teraz, w ślad za innymi, pora zabrać się za wycofywanie się z tego instrumentu polityki gospodarczej. Dlaczego? Ano dlatego, że przed nami wciąż jeszcze trudne czasy i wiele czynników ryzyka.

Po stronie tych od nas niezależnych wymienić wypada: rozlanie się kryzysu globalnego po ewentualnej restrukturyzacji długu greckiego; znaczące spowolnienie wzrostu w Chinach po silnej aprecjacji juana; niewystarczającą skalę i brak wiarygodności programów dostosowań fiskalnych w Europie.

Po naszej stronie są to, między innymi: ryzyko polityczne związane z wyborami parlamentarnymi; ostrzejsza od przewidywań nieakomodacyjna polityka monetarna RPP (w tym nie tylko podwyżki stóp procentowych, ale również likwidacja nadplynności w sektorze bankowym); umocnienie się rynku w przeświadczeniu istnienia nieformalnego, tolerowanego przedziału wahań kursu złotego (obecnie 4,0-4,20 PLN za EUR); dostosowania w bilansach banków po stronie aktywnej w związku ze wzrostem w portfelach kredytowych nieobsługiwanych kredytów (NPL’s).

Najpoważniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje jednak wciąż brak wiarygodnej ścieżki dostosowań fiskalnych. Najpóźniej wczesną jesienią rynek musi zobaczyć program redukcji deficytu dektora GG rzędu minimum 1,2-1,5 proc. PKB, który ma nastąpić między rokiem 2010 a 2011. Wymaga to w roku 2011 oszczędności w wydatkach rządowych nie mniejszych niż 24 mld PLN.

Bez takich oszczędności zagraża nam poważna przecena aktywów złotowych po prezentacji projektu przyszłorocznego budżetu, gdzie potrzeby pożyczkowe brutto mogą przekraczać 220 mld PLN. Przy przewidywanych warunkach rynkowych pozyskiwania finansowania mogłoby to oznaczać kryzys o trudnych do przecenienia następstwach.

Powaga sytuacji wymaga więc, by znaleźć wspomniane 24 mld oszczędności. Jest to kwota tak ogromna, że jej poszukiwanie wymaga podjęcia przez rząd i parlament działań nadzwyczajnych. Wymaga także, co trzeba podkreślić, wyobraźni, zrozumienia dla racji rządu i współpracy ze strony opozycji.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że w roku 2011, dla wymaganej skali dososowań fiskalnych, przy przewidywanym relatywnie niskim tempie wzrostu (moim zdaniem nie przekraczającym 2,8 proc. PKB) trzeba będzie:

·        przywrócić pierwotną wysokość składki rentowej (podwyżka o 7,5 pkt. proc.);

·        zlikwidować ograniczenie składki odprowadzanej przez pracujących na etacie do 30-krotności średniego wynagrodzenia;

·        podnieść minimalną składkę ZUS dla samozatrudnionych;

·        wprowadzić część rolników do powszechnego systemu emerytalnego i zamknąć dopływ do KRUS;

·        zamrozić waloryzację świadczeń socjalnych i emerytur;

·        zlikwidować preferencyjne stawki VAT, ujednolicić i – jeśli się przy tym uda – obniżyć stawkę podstawową.

Czy da się to zrobić? Czy rządzącym starczy odwagi? Skala wyzwań stojących przed polityką gospodarczą w najbliższych dwóch-trzech latach jest naprawdę olbrzymia, a ryzyko niepowodzenia niewyobrażalnie wielkie. Wielkimi krokami zbliża się koniec fiskalnego karnawału trwającego u nas przez ostatnie trzy lata. Nasza sytuacja niczym nie odbiega od europejskiej normy. Może poza tym, że tym razem rynek mniej nam wybaczy niż innym.

2010-06-23 14:51
gospodarka, blogi ekspertów dostosowanie, fiskalne, 2011 Komentarze (3)