O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Już widać, że z Radą Polityki Pienieżnej trzeciej kadencji będzie kilka poważnych problemów. Jej skład i postępowanie wydają się dość ekstrawaganckie, jak na obyczaje panujące w bankowości centralnej. Na skutek nieszczęśliwego wypadku wybrano nowego prezesa i przewodniczącego Rady, co zawsze jest dla każdej hierarchicznej instytucji wstrząsem. A w tym wypadku wstrząsem, można powiedzieć, o szczególnym natężeniu.

Ekstawagancję Rady trzeciej kadencji obserwować możemy na wielu przykładach. Oto ledwie garść z nich.

Nigdy wcześniej Rada nie była tak silnie upolityczniona i spolaryzowana. Nigdy wcześniej jej członkowie nie prezentowali publicznie tak mocno ortodoksyjnych poglądów z przeciwstawnych biegunów. Nigdy wcześniej żaden czlonek Rady nie zarzucił innemu publicznie kłamstwa. Nigdy wcześniej członek Rady nie podpowiadał głośno na konferencji prasowej przewodniczącemu, co ma mówić. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by Rada zrobiła sobie „przerwę wakacyjną” w urzędowaniu. Nigdy wcześniej członek Rady nie opuszczał jej posiedzenia przed głosowaniem. Nigdy wcześniej członek Rady nie prowadził procesu sądowego przeciw innemu członkowi, którego nie zakończyła nawet śmierć jednego z nich. Nigdy wcześniej członek Rady nie bojkotował jej posiedzeń, bo się na coś nie zgadzał, po to, by później ogłosić koniec bojkotu, bo zaczął się zgadzać. Nigdy wcześniej członek Rady nie domagał się od agencji prasowej, by ta przeprowadziła z nim wywiad. Nigdy wcześniej członek Rady publicznie nie łamał przepisów zabraniających ujawniania sposobu głosowania na posiedzeniu przez upływem karencji (owszem, zdarzało się to w niepublicznych wystąpieniach, trzeba przyznać, ale nigdy w formie tak otwarcie manifestacyjnego łamania prawa, jak zdarza się to teraz).

Uderzający brak kompetencji w zakresie polityki pieniężnej wzmacniany jest bardzo nikłym doświadczeniem członków RPP (poza jednym przypadkiem) w obcowaniu z rynkiem finansowym. Członkowie Rady mają zwyczaj rozwodzić się publicznie w swych prywatnych enuncjacjach na temat właściwego poziomu kursu walutowego, możliwej do zaakceptowania wysokości podwyżek stóp procentowych, odpowiedniej wielkości deficytu budżetowego (tak, jakby ten dany nie stanowił jedynie ograniczenia zewnętrznego dla polityki pieniężnej). Ba, wbrew wynikom najnowszych badań, wiekszość członków Rady nie waha się traktować polityki monetarnej, jako skutecznego narzędzia nacisku na polepszenie jakości polityki fiskalnej. Zastanawiające jest, na przykład, że nowy prezes NBP rozpoczyna kompletowanie zestawu swoich doradców od specjalistów (wybitnych dodajmy praktyków) z zakresu polityki fiskalnej, a nie – co logicznie wydawałoby się poprawniejsze – monetarnej.

Wszystko, co dzieje się wokół Rady prowadzi do mało zaskakujących następstw. Podstawowym jest zaś kompletny brak wiarygodności, a nawet lekkie, acz dające się już odczuć, oznaki lekceważenia. A bez wiarygodności nie da sie sterować oczekiwaniami uczestników rynku. Nie da sie też zapanować nad oczekiwaniami inflacyjnymi. I pomruki na temat podwyżek stóp procentowych z pewnością tego nie zmienią.

Kakofonia w publicznych enuncjacjach Rady, przed posiedzeniami i po nich, totalnie zresztą sprzeczna z wewnętrznymi ustaleniami Rady, zakłóca odbiór komunikatów. Komunikaty z kolei nie oddają przebiegu posiedzeń. W ostatnim komunikacie po posiedzeniu sierpniowym, nawet rozbierając każde zdanie na czynniki pierwsze, ze świecą nie uświadczysz ważnej dla inwestorów informacji, że głosowany był wniosek o podwyżkę stóp. Tę informację, przed publikacją minutes, ujawniła za to mimochodem członkini Rady. Ba, mało tego, jak się dowiaduję informacji tej towarzyszylo zapewnienie, że „to nie było przecież pierwszy raz”.

Komunikaty z posiedzeń Rady, dodajmy dla jasności, to nie są instrumenty służące do odsiewania egzotycznych zachowań członków Rady na jej posiedzeniach. Komunikaty mają rzeczowo informować o tym, co się na posiedzeniu działo i co było na nim najważniejsze.

Jeśli komunikat informuje o zrównoważonym bilansie ryzyk, a głosowany był wniosek o podwyżkę stóp, to jest to albo świadectwo lekceważenia dla kogoś, kto taki wniosek stawiał, albo dowód manipulacji oczekiwaniami uczestników rynku. W obu wypadkach cena jest wysoka: utrata wiarygodności Rady w oczach inwestorów zwiększa koszt prowadzenia polityki pieniężnej. Nie chcę nawet rozważać ewentualności, że w historycznych zapisach minutes brak informacji o wnioskowanych na posiedzeniu zmianach stóp procentowych. To byłby skandaliczny precedens.

Jest prawdziwie szczęśliwym zbiegiem okoliczności, że pierwsze miesiące funkcjonowania Rady Polityki Pieniężnej trzeciej kadencji przypadły na taki czas, który nie wymagał zbyt wiele od tej części polityki monetarnej, której kształtowanie leży w kompetencjach Rady. Ale już niebawem może się to zmienić. Dobrze by było, żeby Rada zdołała się jakoś wcześniej zebrać do kupy, stając się wiarygodnym i – co równie ważne – przewidywalnym partnerem dla rynku finansowego. Idą nielekkie czasy. Pora na to najwyższa.

2010-09-05 15:09
gospodarka, blogi ekspertów rpp, III kadencja Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

I.                 Makro

1.      Zakładana dekompozycja PKB (dynamicznie rosnący popyt krajowy, przy ujemnej kontrybucji eksportu netto) skrojona pod dużą dynamikę dochodów podatkowych. Czynnik ryzyka w postaci niepewnej sytuacji w otoczeniu zewnętrznym – zmarginalizowany.

2.      Ten optymistyczny dla budżetu scenariusz widać też w zakładanej wysokiej dynamice inwestycji (8,6 proc.) oraz w szybkim spadku stopy bezrobocia i poprawie na rynku pracy.

3.      Skoro we wszystkich latach ujętych w 3-latce, poza jedynie rokiem 2014, dynamika popytu krajowego rośnie szybciej niż dynamika PKB (co do wysokości której też można mieć wątpliwości), to dlaczego w gospodarce w ogóle nie ma presji inflacyjnej? Tegoroczny i przyszłoroczny wskaźnik inflacji (zarowno CPI, jak PPI) są zaniżone (CPI odp. o 0,3 i 0,5 pkt. proc.). To niedoszacowanie jest korzystne dla dochodów, ale niekorzystne dla indeksowanych w roku t+1 wydatków budżetu.

4.      W założeniach rządowych cykl podwyżek stóp procentowych trwa do 2013 roku, doprowadzając średnie oprocentowanie operacji otwartego rynku do wartości 4,8 proc.. Długość cyklu nie budzi większych zastrzeżeń. Można jednak mieć wątpliwości, co do jego skali i rozkładu: 1 podwyżka o 25 pkt. w tym roku; 0,50 pkt. w roku 2011; 0,75 pkt. w roku 2012 i 0,25 w 2013. Pod koniec trwającego nieco ponad 2 lata cyklu zacieśniania polityki monetarnej, w czasie którego stopy w Polsce wzrosłyby jedynie o 175 pkt. baz.  (do średniorocznej wartości 4,8 proc.) znaczącemu zawężeniu musiałby ulec spread wobec stopy repo w strefie euro, która w roku 2013 powinna już znaleźć się na średnim historycznym poziomie sprzed kryzysy, czyli około 4,0 proc..

5.      Aprecjacja PLN została przeszacowana. Do polowy roku średni kurs EUR/PLN wynosił 3,99. osiągniecie wartości 3,88 średnio w tym roku wymagało umocnienia się PLN z obecnego poziomu do 3,70 na koniec roku. W przyszłym roku aprecjacja do średnej wartości 3,75 jest zgodna z bardzo optyistycznym scenariuszem makro w otoczeniu zewnętrznym i znaczącym spadkiem awersji do ryzyka wobec inwestycji w segmencie EM. Jest to przyjmowanie do scenariusza bazowego założeń eliminujących poważną część czynników ryzyka, czyli postępowanie sprzeczne z regułami sztuki.

 

 

II.                Dochody

1.      Wzrost dochodów podatkowych o 8,3 proc., w tym niektórych kategorii (jak CIT o 13,2 proc.) jest nadmiernie optymistyczny.

2.      Wzrost dochodów niepodatkowych o 20,9 proc.możliwy do wykazania jedynie w przypadku założenia bardzo wysokich wpływów z dywidendy (9,2 mld, w tym 4 mld z BGK). W ustawie budżetowej w ogóle nie powinno być założenia wpłaty z zysku NBP, nawet jeśli jest ona – jak w tym wypadku – relatywnie niewielka (1,7 mld).

3.      Według moich szacunków dochody ogółem zostały przeszacowane na kwotę 4-5 mld PLN.

 

III.               Wydatki

1.      Po stronie oszczędności wyraźny brak determinacji rządu. Poza zamrożeniem nominalnych płac w budżetówce i obniżką zasiłków pogrzebowych (do 4 tys. PLN) nie ma żadnej pozycji z dostępnego menu.

2.      Jest za to realizacja obietnic. Wzrost płac nauczycieli; utrzymanie 1,95 proc. PKB wydatków na wojsko kosztują dodatkowo w 2011 blisko 4 mld PLN. Jeśli dodać do tego bezpośrednie następstwo wysokiego deficytu w postaci przewidywanego wzrostu kosztów obsługi długu krajowego o 12 proc. i zagranicznego o 6,5 proc., to mamy wyjaśnienie dlaczego wydatki zdeteminowane rosną o ponad 4 pkt. proc..

3.      Bezpośrednim następstwem wprowadzenia reguły wydatkowej jest petryfikacja niekorzystnej realcji wydatków zdeteminowanych do elastycznych (pogorszenie udziału sztywnych w wydatkach ogółem między rokiem 2010 a 2011 z 72,2 do 72,6 proc.). Czy jest się z czego cieszyć, jeśli wydatki elastyczne rosną zaledwie o 1,9 mld, skoro w tym samym czasie wydatki na wojsko rosną o tyle samo?

4.      Oszczędności w wydatkach osiągnięto posługując się prostymi i sprawdzonymi narzędziami: dotacja do FUS została zmniejszona o o 2,1 proc., a do KRUS o 1,4 proc. (w stosunku do 2010). W pierwszym wypadku oznacza to zgodę na zadłużanie się FUS w bankach; w drugim przerzucenie obowiązku płacenia składki zdrowotnej za rolników z KRUS na NFZ(?). Kreatywna księgowość w postaci wzrostu dotacji do funduszy socjalnych mniejszej niż tempo wzrostu nominalnego PKB z pewnością nie ujdzie uwadze obserwatorów.

 

IV.              Deficyt budżetu, sektora i potrzeby pożyczkowe

1.       Spadek deficytu budżetu państwa z 45 mld (w WPFP) do 40,2 mld PLN dobrze wygląda. Ale ta kategoria nikogo z inwestorów już dziś nie interesuje.

2.      Deficyt sektora obejmuje nie tylko trudny do oszacowania wynik samorządów. Faktyczny deficyt, znajduje odbicie w wielkości przewidywanych potrzeb pożyczkowych, bo do sfinansowania oprócz 40,2 mld pozostaje jeszcze: deficyt budzetu europejskiego (16,1 mld); ubytek w składce ZUS przekazywanej do OFE (16,2 mld); ujemne salo prefinansowania (0,4 mld); Fundusz Drogowy (10 mld) – w sumie blisko 90 mld PLN.

3.      Oznacza to, według moich szacunków, stabilizację poziomu deficytu sektora w latach 2009-2011 na poziomie 7,1-8,5 proc. PKB.

4.      Wykazanie istotnego spadku potrzeb pożyczkowych netto do 57,1 mld (z 79,1 mld w tym roku) jest możliwe wyłącznie za sprawą wyłączenia z budzętu Funduszu Drogowego, założenia wysokich przychodów z prywatyzacji (15 mld; netto przychody budżetu rzędu 7,7 mld), a przede wszystkim założenia kompletnie nierealistycznej kwoty finansowanie rzędu 19,8 mld na poprawie płynności w sektorze finansów publicznych. Przejęcie przez ministra finansów nadwyżek w różnych segmentach sektora na rzecz bieżącego finansowania potrzeb pożyczkowych jest dobrym pomysłem. Ale premierowa realizacja tego projektu obarczona jest wielką niepewnością. Założenie tak olbrzymich korzyści osiagniętych już w pierwszym roku świadczy o niskiej odpowiedzialności.   

5.      Trudno przy tym nie zauważyć, że wykazanie większych potrzeb pożyczkowych zwiększyłoby ryzyko przekroczenia przez dług publiczny już w przyszlym roku granicy 57 proc. PKB.

WNIOSEK: Wbrew zapisowi w uzasadnieniu nie jest to z pewnością projekt budżetu świadczący o determinacji rządu przy realizacji priorytetu, jakim miałoby być przywrócenie równowagi finansów publicznych. Poza podwyżką VAT, zamrozeniem nominalnych wynagrodzeń budżetówki i ograniczeniem zasiłku pogrzebowego nie sięgnięto po żadne ze źródeł zwiększenia dochodów, a tym bardziej ograniczenia wydatków (reguła wydatkowa działa niekorzystnie na wydatki elastyczne, ale nie szkodzi tym zdeterminowanym). Deklarowane ograniczenie potrzeb pożyczkowych, głównie przez wprowadzenie do finanswania gigantycznej kwoty blisko 20 mld PLN z tytułu poprawy płynności w sektorze,  pozostanie w oczach inwestorów kompletnie niewiarygodne.

2010-09-03 07:47
gospodarka, blogi ekspertów projekt, budżet 2012 Komentarze (3)