O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Sytuacja w strefie euro wyraźnie wymyka się spod kontroli. Już nie tylko kraje „peryferyjne”, z dużym długiem publicznym i o niskiej konkurencyjności, cierpią z powodu spadku zaufania. Problem przenosi się na „twarde jądro” Unii. Awersja do ryzyka i spadek cen długu sprawia, że teraz już w zasadzie wszystkie kraje strefy, poza jedynie Niemcami, mogą zostać uznane za zagrożone ryzykiem niewypłacalności. Każdy może powtórzyć casus Grecji. Włochy znalazły się już są bardzo blisko przekroczenia tej granicy. Po rosnących spredach między niemieckimi Bunds a 10-latkami francuskimi, austriackimi, belgijskimi, fińskimi, holenderskimi widać, że w tarapaty wpadną lada chwila kolejne kraje strefy euro. Hiszpania, do niedawna dobrze wyceniana, wróciła tam, skąd ruszała przed wdrożeniem kosztownego programu dostosowawczego. Zaproponowane pod koniec października sposoby lewarowania EFSF są nie tylko nieskuteczne, ale też potencjalnie niebezpieczne, bo instrumenty, po które trzeba będzie sięgnąć, by zwiększyć potencjał Funduszu, bardzo przypominają CDS czy CDO.

Podatnicy w krajach północnej Europy mają rację, że nie chcą płacić za błędy nieodpowiedzialnych południowców. Gdyby nie strefa euro, każde z państw zagrożonych niewypłacalnością zrobiłoby to, co wielokrotnie wcześniej przed powstaniem strefy euro, czyli drukowaliby pieniądz bez opamiętania, monetyzując dług i odzyskując konkurencyjność przez deprecjację waluty. Robią to zresztą i dziś choćby Stany Zjednoczone.  Strefa euro uniemożliwia takie zachowanie. Stąd wszystkie te pozbawione wyobraźni rozważania na temat wyjścia Grecji ze strefy, powrotu do drahmy, itp.

Oczywiście główny problem był i jest tu nie tyle ekonomiczny, co czysto polityczny. Konsekwencją wyjścia Grecji ze strefy byłby zapewne wcześniejszy lub opóźniony nieco w czasie rozpad eurozony i może nawet Unii.

Wszystkie dotąd proponowane kolejne odsłony planów ratunkowych bazują przy tym na bardzo rozchwianych rynkach finansowych. I nie nadążają za oczekiwaniami. Politycy chcą, żeby inwestorzy wzięli na siebie ryzyko kredytowe krajów z kłopotami. A tam gdzie nie będzie to możliwe, weźmie na siebie to ryzyko EFSF, czyli cała strefa euro. To beznadziejne, bo poza wszystkimi problemami z uzgodnieniem pakietu „zaangażowania prywatnych inwestorów” (PSI) i tak ostatecznie to nadal wszyscy inwestorzy prywatni oraz rządy pozostałych krajów strefy euro i tak ponoszą pełne ryzyko “reform” oraz “oszczędności”, które mają być wdrożone przez wezwanych teraz do boju i wynajętych technokratów, których zadaniem ma być skłonienie niezadowolonych obywateli w Grecji i innych krajach zagrożonych niewypłacalnością do wyrażenia zgody na drastyczne plany dostosowań fiskalnych, czyli tzw. wewnętrzną dewaluację, dokonującą się poprzez rynek pracy i wynagrodzenia.

Nasz alternatywny pomysł bazuje na dwóch filarach:

Po pierwsze - umożliwia dewaluację waluty w krajach zagrożonych niewypłacalnością, bez opuszczania strefy euro, bez zmian traktatowych i bez sporów o politykę EBC;

Po drugie – umożliwia przesunięcie ciężaru i ryzyka związanego z powodzeniem oraz tempem koniecznych reform na rządy, obywateli i banki państw, które mają problemy.

Jak to zrobić?

Otóż, krajom zagrożonym niewypłacalnością należy zaproponować (a ostatecznie narzucić) system finansowy, gdzie każda pensja, każda wypłata, każda płatność wewnętrzna dokonywana jest w dwóch częściach: w euro oraz bonach powiązanych z wyceną rynkową obligacji danego kraju denominowanych w euro. Te bony byłyby czymś w rodzaju słynnych bonów dewizowych w PRL, stanowiących substytut pieniądza wymienialnego o istniejącej cenie rynkowej. W ten sposob obok normalnego euro w krajach niewypłacalnych zacząłby funkcjonować drugi środek płatniczy w obiegu wewnętrznym, niewymienialny, choć handlowalny, którym byłaby obligacja denominowana w euro i oprocentowana na poziomie rachunków depozytowych w bankach. Wartość tych bonów byłaby łatwa do policzenia na podstawie normalnych wycen obligacji i wartości pieniądza w czasie. Efektywnie każdy obywatel kraju strefy euro z takim systemem płatności poniósłby koszt reform przywracających zaufanie rynku, ponieważ tylko cześć pensji/wypłaty/świadczenia dostawałby w euro, resztę - w obligacjach/bonach. Im wcześniej reformy zakończą się powodzeniem tym szybciej nastąpi aprecjacja tych obligacji i ich ostateczna spłata. W ten sposób każdy obywatel staje się materialnie zainteresowany takim rozwojem wydarzeń, które przyspieszą reformy. Takie rozwiązanie w systemie płatności dotyczyłoby nie tylko obywateli, ale również biznesu.

Sprawą do przedyskutowania jest, co zrobić z topniejącymi greckimi oszczędnościami prywatnymi. Można wszystkie greckie depozyty zamienić w określonej proporcji na normalne euro oraz bony wewnętrzne. Przez to “oszczędzone” euro poszłyby  na spłatę inwestorów zewnętrznych bez większego uszczerbku dla nich, a koszt przeniesiony zostałby w pełni na tych, którzy pożyczki przejedli. Jest to rozwiązanie skrajne. Wersją łagodniejszą byłoby czasowe zamrożenie depozytów.

Ten sam model miałby zastosowanie do każdego przypadku niewypłacalności w strefie euro. Mechanizm byłby więc permanentny, a nie tymczasowy. Nie wymagałby też żadnego specjalnego funduszy ratunkowego, którego powołanie i wyposażenie w odpowiednie środki – jak widać – nie jest łatwe. Nie wymagałby też zmian traktatowych.

Wiele szczegółów pozostaje tu jeszcze do dopracowania.  Ale idea wydaje sie dostatecznie jasna. Najważniejsza pozostaje stabilność strefy euro, przesunięcie ciężaru i ryzyka na kraje niewypłacalne lub zagrożone niewypłacalnością, wewnętrzna motywacja do reform, ochrona rynków kapitałowych i inwestorów.

Dla osiągnięcia tych celów proponujemy sięgnięcie po model znany (obligacje/bony – a tak naprawdę bony zabezpieczone obligacjami), z systemem waluty wewnętrznej. Podobne rozwiązanie było  już testowane przez Polskę w latach 70-80. Mamy unikalną okazję, by wykorzystać nasze doświadczenia poddając pod dyskusję konstruktywną propozycję wyjścia z impasu w strefie euro w sposób kontrolowany i dający oddech zagrożonym niewypłacalnościa krajom, które mogą dowolnie regulować tempo reform bez destabilizacji rynku.

 *)współatorem tekstu jest Marcin Wężyk

2011-11-21 10:24
gospodarka, blogi ekspertów rozwiązanie, kryzys, strefa euro Komentarze (8)