O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Dokument, który rząd powinien do końca miesiąca przedłożyć Komisji Europejskiej powiela założenia znane już z WPFP 11-14. Stąd większość moich wcześniej już zgłaszanych uwag na temat założeń makroekonomicznych dla projekcji fiskalnej pozostaje w mocy. Szczególnie krytycznie oceniam optymistyczne założenia dotyczące dużej dynamiki wzrostu inwestycji prywatnych i niedocenianie ryzyka w otoczeniu makroekonomicznym Polski.

Dostrzegalne zmiany o istotnym znaczeniu dotyczą skali dostosowania fiskalnego w latach 2011-2012. Została ona w stosunku do WPFP zwiększona z 4,4 do 4,6 proc. PKB (0,2 pkt. proc. dodano po stronie większych podatków). Te lata są absolutnie kluczowe dla programu konwergencji. W latach 2013-2014 dostosowanie fiskalne nie przekracza już 0,4 proc. PKB. Równocześnie jednak złagodzeniu uległa ścieżka dostosowania fiskalnego po roku 2012. W latach 2013-2014 deficyt sektora poprawia się jedynie o 0,9 pkt. proc. PKB.

Z 4,6 proc. dostosowania w latach 2011-2012 2,0 proc. nastąpić ma po stronie dochodów i 2,62 proc. po stronie wydatków. Proporcje wyglądają jednak gorzej, jeśli wziąć pod uwagę, że po stronie wydatków aż 1,9 proc. pochodzi z oszczędności na kosztach refromy emerytalnej po obcięciu składki do OFE (z uwzględnieniem oszczędności na kosztach obsługi długu) w tych latach (1,1 proc. netto w latach 13-14, po odjęciu spadku dochodów PIT po uldze na IKE).

Takie proporcje oznaczają, że dostosowanie po stronie wydatków w pozostałych elementach sektora GG w kluczowych dla APK latach 11-12 nie przekracza 0,7 proc. PKB. Proporcje dostosowania dochody/wydatki układają się więc jak 3:1. Jest to proporcja, w świetle doświadczeń empirycznych, suboptymalna z punktu widzenia negatywnego wpływu na wzrost gospodarczy w średnim i długim czasie.

Scenariusz dostosowania fiskalnego bazuje na dużej dynamice dochodów podatkowych. Jest to konsekwencją przyjętych założeń makro, oraz zakładanej dekompozycji PKB (bardzo „dochododajna”).

Po stronie dochodów mamy: kolejny brak waloryzacji progów (wzrost efektywnej stopy opodatkowania PIT) oraz likwidację 1-dniowych lokat antypodatkowych; kolejny wzrost akcyzy na tytoń w roku 2012; nadzwyczaj wysoka dynamika CIT objaśniana jest końcem cyklu odliczania strat przez przedsiębiorstwa; wzrost dochodów niepodatkowych o kwoty uzyskane ze sprzedaży praw do emisji gazów cieplarnianych.

Ministerstwo Finansów zakłada poprawę salda ubezpieczeń społecznych w wyniku lepszej sytuacji  na rynku pracy. Można podejrzewać, że jednym z elementów poprawy salda ZUS jest przy tym wzrost minimalnych składek od samozatrudnionych. Być może mamy tu też wkalkulowaną, choć nie opisaną, likwidację 30-krotności średniego wynagrodzenia wyznaczającą koniec poboru składki ZUS od zatrudnionych na etacie.

Elementem poprawy salda finansów publicznych są też ograniczenia (nałożone już i dopiero planowane) na zadłużanie się sektora lokalnego.

W APK brak oszacowania skutków finansowych zapowiadanych zmian systemowych (ubezpieczenia zdrowotne i podatki rolników, reforma ubezpieczeń emerytalnych służb mundurowych).

Wnioski z lektury APK

W mojej ocenie założenia makroekonomiczne, przewidywane zmiany w dekompozycji PKB, niedocenianie ryzyka w otoczeniu zewnętrznym, czyli większość czynników ujętych w analizie wrażliwości, ale umieszczonych poza scenariuszem bazowym, nakazują zmniejszyć szacunki skali możliwego dostosowania fiskalnego w kluczowych dla programu konwergencji latach 2011-2012 o 0,6-0,7 pkt. proc..

Oznaczałoby to spadek deficytu nie o 4,6 proc. PKB, ale nie więcej niż 3,9 proc. do 3,8-4,1 proc. w roku 2012.

Niska wiarygodność założeń makro dotyczących pozostałych lat ujętych w APK, czyli 2013-2014, nie pozwala na rzetelną ocenę skali możliwych dostosowań w całym horyzoncie aktualizacji. Czynniki wzrostu gospodarczego w Polce po roku 2012 nie są dotychczas rozpoznane, a skala możliwego spadku dynamiki PKB jest niedoszacowana.

Można oczekiwać, że z powodów czysto politycznych krytyczna ocena APK dokonana przez KE będzie przed wyborami parlamentarnymi dość powściągliwa..

2011-04-26 23:00
gospodarka, blogi ekspertów program, 2011, konwergencji, aktualizacja Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

Kolejna odsłona wieloletniego planu finansowego na lata 2011-2014 dostarcza interesującego materiału do rozważań na temat postrzeganych przez rząd średniokresowych perspektywy dla polskiej gospodarki. I tak w tym roku głównym motorem wzrostu mają być inwestycje publiczne; w przyszłym już prywatne; w roku 2013 czekać ma nas lekkie spowolnienie dynamiki PKB uzasadnione spadkiem zarówno prywatnych inwestycji, jak i spożycia indywidualnego; a w roku 2014 tempo wzrostu ustabilizować się ma poniżej potencjału.

Z takim obrazem trendów makroekonomicznych łączy się szereg interpretacyjnych problemów. Pierwszy dotyczy dynamiki inwestycji publicznych.

Otóż, nie ma wątpliwości, że w latach 2011-2012, kiedy te inwestycje są istotnym składnikiem wzrostu, działać na nie hamująco muszą nowe ograniczenia fiskalne nałożone przez Ministerstwo Finansów na sektor lokalny. Od tego roku obowiązywać ma już przecież zasada zrównoważonego budżetu bieżacego. A od roku 2012 - indywidualne limity zadłużenia, gdzie relacja deficytu do dochodów określona na koniec roku ma spadać rocznie o nie mniej niż 1 pkt. proc., aż do osiągnięcia 1 proc..

Jeśli chodzi o kolejny motor wzrostu, czyli inwestycje prywatne, to trudno zaprzeczyć, że środowisko makroekonomiczne dla wzrostu prywatnego popytu inwestycyjnego w latach 2011-2012 będzie umiarkowanie sprzyjające.

Przesądza o tym duża niepewność w otoczeniu makroekonomicznym Polski, która aktualnie przekłada się na redukcję globalnego wzrostu w tym roku o 0,25-0,50 pkt. proc..

Po stronie czynników lokalnych mamy: oczekiwany wzrost restrykcyjności obu rodzajów polityk makro. Czekamy przecież na zacieśnienie fiskalne rzędu 4,4 proc. PKB w dwóch najbliższych latach oraz na wzrost stóp procentowych o trudnej jeszcze do określenia skali; mamy problem blisko 4 proc. salda błędów i opuszczeń w bilansie płatniczym, czyli potencjalnie większą niż dotąd sądzono nierównowagę zewnętrzną, czemu towarzyszy wzrost ryzyka finansowania i duża potencjalnie zmienność kursu; rynek pracy jest wciąż relatywnie słaby z 11-13 proc. stopą rejestrowanego bezrobocia.

Stąd właśnie, z uwagi na liczne czynniki ryzyka, w swoich prognozach uwzględniam konserwatywny wariant bezinwestycyjnego wzrostu, zbliżony do tego z lat 2001-2002, kiedy nie ziściły się powszechne oczekiwania na dynamiczny cykl prywatnych inwestycji. 

Finanse publiczne

Jak w świetle przewidywanych przez rząd trendów makroekonomicznych czytać tabelkę prognozy dochodów budżetu państwa? Po pierwsze widać, że do roku 2014 nie będzie żadnych zmian w podatkach: bez ich obniżek, ale i bez podwyżek (choć zapisano taką możliwość w ustawie o finansach publicznych). Po drugie – uwagę zwraca skok w dynamice dochodów podatkowych pomiędzy rokiem 2011 a 2012. Ten zagadkowy „ząbek” jest szczególnie uderzający w zestawieniu z niską prognozowaną dynamiką wzrostu dochodów po roku 2012, która jest niekoherentna z nieznacznym (0,1-0,3 pkt.) obniżeniem tempa wzrostu i brakiem istotnych zmian w dekompozycji PKB. Po trzecie – jak widać poza latami 2011-2012 ścieżka wyrastania z deficytu budżetu państwa przebiega dość łagodnie. Można podejrzewać, że nie pozostaje to bez związku z koniecznością przedłożenia aktualizacji programu konwergencji, zakładającej spadek deficytu całego sektora do roku 2012 poniżej 3 proc. PKB.

 

            Ścieżka spadku wydatków prognozowana przez rząd ma przebieg wręcz podręcznikowy. Między rokiem 2011 a 2014 skumulowane wydatki budżetu państwa rosną zaledwie o 37,9 mld. Po odjęciu wzrostu wydatków sztywnych na obsługę długu i wpłaty do Unii oznacza to ambitny realny spadek wydatków w wielu kategoriach. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie: jak pogodzić tak nieznaczne tempo wzrostu wydatków z zakładaną dużą dynamiką inwestycji publicznych?

Najważniejszy dla oceny stabilności finansów publicznych jest naturalnie stan całego sektora. Inwestorzy z rynków finansowych od lat coraz mniejszą wagę przykładają już do budżetu państwa, bo deficyt generowany jest w dużym stopniu poza nim: w sektorze lokalnym; w budżecie europejskim; w ubezpieczeniach społecznych; w zadłużeniu służby zdrowia; w funduszu drogowym. Tam rozstrzyga się najważniejsza dla rynku kwestia potrzeb pożyczkowych, przesądzająca o tempie narastania długu publicznego.

Jakie wnioski wyciągnąć można z pokazywanej przez rząd ścieżki konwergencji fiskalnej? Widać wyraźnie, że konsolidacja osiągnięta ma być głównie poza budżetem państwa. Wynika to nie tylko ze wspomnianej wcześniej relatywnie niewielkiej poprawie salda budżetu centralnego. Przesądza o tym niski deficyt budżetu europejskiego w roku 2012, a później już osiągane w nim znaczne nadwyżki. Poprawić się ma saldo funduszu ubezpieczeń społecznych. Zadziałać też mają ostre hamulce nałożone na finanse sektora lokalnego.

            Konsolidacja skupiona jest w latach 2011-2012. W tym czasie wynik sektora poprawić się ma o 4,4 pkt. proc. w realcji do PKB (z czego 0,6  pkt. przypadać ma na podatki, a ok. 2,0 pkt. na OFE).

            W planie finansowym po rok 2014 uderza brak oszacowania skutków ważnych, zapowiadanych a dotąd niezrealizowanych, systemowych reform: ustaw zdrowotnych; ubezpieczenia zdrowotnego rolników po werdykcje TK; emerytur służb mundurowych; likwidacji innych istniejących grupowych przywilejów emerytalnych; ujednolicenia zasad liczenia rent i emerytur; wprowadzenia reguły limitowania wydatków na wojsko, jako 1,95 proc. PKB średnio w okresach 6-letnich.

Co z planu rządowego wynika?

Z aktualizacji wieloletniego planu finansowego, ważnej bo przypadającej na okres największego w potransformacyjnej historii przyrostu długu publicznego oraz na czas wielkich perturbacji na rynkach finansowych, wyciagnąć można kilka wniosków.

Po pierwsze – kluczowe dla redukcji 8-proc. deficytu sektora są – jak widać – najbliższe dwa lata. Moim zdaniem w wystarczającym stopniu tłumaczy to niezwykłą determinację ministra finansów w trakcie batalii o ograniczenie bieżących kosztów reformy emerytalnej. Z wymaganych 4,4 proc. zacieśnienia fiskalnego OFE w latach 2011-2012 dadzą połowę. Wbrew wcześniejszym buńczucznym deklaracjom bez obcięcia składki do OFE rząd by sobie nie poradził.

Po drugie -  koncepcja dostosowania fiskalnego w sektorze finansów publicznych realizować się ma w lwiej części poza budżetem państwa. Trzeba więc wyraźnie podkreślić, że o ile przejrzystość budżetu pozostawia jeszcze sporo do życzenia, to brak przejrzystości całego sektora jest już wśród inwestorów legendarny.

Po trzecie – rząd nawet specjalnie nie ukrywa braku pomysłu na wzrost gospodarczy po roku 2012. Jak podnieść potencjał gospodarki? Co ma przesądzać o dynamice obserwowanego PKB? Już nie wydatki infrastrukturalne; już nie środki unijne, już nie inwestycje prywatne (wyjątkowo krótki cykl); już nie eksport...To co w takim razie?

Po czwarte – w planie jest kilka uderzająco niedoszacowanych przez rząd czynników ryzyka. Do najważniejszych zaliczyłbym: sytuację na krajowym rynku pracy; nierównowagę zewnętrzną; rosnacą zależność finansowania długu od zagranicy (w okresie styczeń-luty ponad 14 mld PLN wiecej inwestorów zagranicznych na rynku obligacji; łącznie rekordowe 142,4 mld w segmencie SPW); ryzyko kursowe i dużą potencjalnie zmienność kursu.        

 

2011-04-12 13:47
gospodarka, blogi ekspertów finanse, publiczne Komentarze (4)
 Oceń wpis
   
Ze znacznym opóźnieniem poznaliśmy szacunkowe dane o wykonaniu budżetu w ubiegłym roku. Wciąż czekamy na znacznie bardziej interesujący inwestorów wynik całego sektora finansów publicznych. I tu natykamy się na bardzo ciekawą sprawę. Otóż, jedynymi dostępnymi dziś oficjalnymi danymi na ten temat są informacje z Biuletynu Statystycznego GUS, a konkretnie z Tablicy 24 „Źródła i sposób wydatkowania środków pieniężnych przez jednostki szczebla centralnego sektora instytucji rządowych i samorządowych według metodologii Międzynarodowego Funduszu Walutowego” (Finanse Państwa, str. 85). Dane te, w ujęciu kasowym, obejmują już cały ostatni kwartał 2010, a nawet styczeń 2011 (nie są one jednak w pełni kompatybilne z danymi dla Eurostatu). I to właśnie w grudniu działy się tu rzeczy naprawdę zastanawiające. W pierwszym zeszycie Biuletynu, opublikowanym pod koniec lutego, po stronie wpływów pieniężnych w kategorii dotacje znleźć można było kwotę 1247 mln PLN. To wielokrotnie więcej od wpływów z poprzednich miesięcy ostatniego kwartału, kiedy wyniosły one odpowiednio 358 i 393 mln PLN. Wpływy są przy tym blisko 6-krotnie wyższe niż w grudniu 2009. W połowie roku, w czerwcu, wpływy też co prawda ostro skaczą (do 1136 mln z 417 mln w kwietniu i 361 w maju), ale po stronie płatności widzimy ustabilizowany poziom wydatków (w przedziale 8302-10678 mln). Trudno tu więc mówić o jakiejś sezonowości, czy powtarzającym się wzorcu rozkładu dochodów-wydatków w trakcie roku. W grudniu ubiegłego 2010 mamy jakaś wymagającą wyjaśnień anomalię. Ale jeszcze dziwniejsze rzeczy dzieją się ze statystykami po stronie płatności. Otóż, w pierwszym zeszycie Biuletynu mieliśmy jeszcze sytuację o 180 stopniu odwrotną niż po stronie dochodów. Płatności kasowe były akurat ponad 3-krotnie mniejsze (3109 mln) niż w grudniu 2010 (11871 mln) i dramatycznie (2-3-krotnie) mniejsze niż w 2 poprzednich miesiącach kwartału (odpowiednio: 7500 mln i 10898 mln). I oto nagle, w drugim zeszycie Biuletynu, datowanym na 23 marca, mamy przy grudniowych płatnościach dramatyczną poprawkę (reszta niewielkich poprawek jest bez znaczenia); GUS poprawił wspomniane 3109 mln na 13409; czyli mamy ponad 10 mld PLN więcej płatności kasowych! Takiej poprawki do tej pory w tych tablicach nigdy nie widziałem. Zmiany wstępnych wyników są w statystyce czymś normalnym. Ale, żeby sięgały 0,8 proc. PKB w jednym miesiącu, to już chyba przesada. O ile po publikacji w pierwszym zeszycie Biuletynu Statystycznego można było powiedzieć, że wpływy nadspodziewanie wzrosły, a płatności zostały równie istotnie zredukowane, co było korzystne dla wyniku sektora finansów publicznych; to – w zeszycie kolejnym - już po poprawkach – sytuacja wróciła nagle do normy i żadnej tajemniczej poprawy wyniku sektora w grudniu nie było. Rozrzedza się więc atmosfera podejrzliwości, co odnotować wypada z dużą satysfakcją. Pozostaje tylko dość zasadne w tej sytuacji pytanie o wiarygodność danych GUS. W tej tablicy korekty nigdy nie były zbyt głębokie, bo ona pokazuje przepływy kasowe, wpisane w szablon IMF. Co stało się z danymi tym razem? Ciekawe tym bardziej, że „pierwszą anomalię grudniową” miałem okazję nagłośnić publicznie już pod koniec lutego (Rzeczpospolita...). Jak widać z dobrym skutkiem. Dalej tylko nie wiadomo, gdzie GUS najpierw zgubił, a później znalazł 10 mld PLN? Trudno to wyjaśnić bez dostępu do informacji z MF, które dostarcza dane GUS-owi. Minister finansów podtrzymuje wciąż szacunek deficytu general government za ubiegly rok na poziomie 7,9 proc. PKB. Po to, żeby ten wynik zweryfikować trzeba nie tylko zebrać dane z sektora lokalnego (co już zrobiono), ale – nade wszystko – określić nominalny poziom ubiegłorocznego PKB. A żeby to zrobić, trzeba się jakoś uporać z blisko 4 proc. saldem błędów i opuszczeń w bilansie platniczym. Ma to też kluczowe znaczenie dla zweryfikowania już podanej przez Ministerstwo Finansów relacji długu publiczneg do PKB w 2010 roku. I tak kółko się zamyka. Nasza statystyka przechodzi najwyraźniej jakiś wyjątkowo trudny okres. Szkoda, że przypada on akurat na czas, kiedy wszyscy są tak mocno wyczuleni na szybkie i wiarygodne informacje z gospodarki. Wielka szkoda.
2011-04-06 09:32
gospodarka, blogi ekspertów finanse, publiczne, GUS Komentarze (5)