O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Już na etapie dyskusji o projekcie tegorocznego budżetu trudno było oprzeć się refleksji, że konserwatywne ponoć założenia dotyczące podstawowych agregatów makroekonomicznych były dość luźno skorelowane z wyśrubowaną prognozą dochodów podatkowych. Później przyszła realizacja budżetu. I stało się. Od marca dochody z tytułu VAT były już mniejsze niż przed rokiem. Potem zaczęły się jeszcze kłopoty z wpływami z CIT i akcyzy.

Po 9 miesiącach dochody ogółem są wyższe niż przed rokiem o 4,3 proc. (wg ustawy budżetowej powinny wzrosnąć o 5,6 proc.), a wpływy podatkowe zwiększyły się odpowiednio o 2,7 proc. (ustawa zakładała wzrost o 8,2 proc.).

Wpływy z najważniejszego dla budżetu państwa podatku VAT zmniejszyły się odpowiednio o 1,7 proc., gdy plan przewidywał wzrost aż o 9,4 proc.. Sporą rozbieżność pomiędzy prognozą a faktyczną realizacją odnotowano także w przypadku podatków akcyzowych: plan zakładał wzrost o 8 proc., faktyczne wpływy były o 4,6 proc. większe niż przed rokiem.

Lepsza sytuacja była w podatkach dochodowych. Wpływy z CIT zwiększyły się o 11,0 proc. (plan 7,1 proc.). Był to skutek pomyślnego dla przedsiębiorstw roku 2011, co dało budżetowi wyjątkowo duże wpływy z ostatecznego rozliczenia roku podatkowego w kwietniu. Po kwietniu sytuacja się już jednak zmieniła. Nie trzeba nawet dodawać, w jakim kierunku: w trzecim kwartale wpływy były mniejsze o 5,8 proc. w porównaniu do trzeciego kwartału ubiegłego roku.

Sukces dotyczy, jak dotąd, jednej tylko kategorii: dochody podatkowych z PIT. Były one po 9 miesiącach większe o 6,2 proc. niż przed rokiem (plan 5,6 proc.). W trzecim  kwartale dynamika wpływów przyspieszyła do 7,6 proc..

Jak postrzegamy końcówkę tego roku? MF w uzasadnieniu ustawy budżetowej na rok 2013 zakłada, że przewidywane wykonanie dochodów ogółem  wyniesie 292,4 mld zł (o 1,3 mld zł mniej niż zakładano w ustawie budżetowej). Nietrudno policzyć: musiałoby to oznaczać, że w ostatnim kwartale dochody powinny być większe o 8,2 proc. niż przed rokiem; w tym podatkowe większe aż o 9,2 proc..

Wydaje się nam to mało prawdopodobne. Osłabienie dynamiki wpływów podatkowych w ostatnich miesiącach, towarzyszące znacznemu osłabieniu  aktywności  gospodarczej, oraz sygnały dalszego jej osłabienia co najmniej do połowy 2013 roku,  podważają optymistyczną prognozę Ministerstwa Finansów.

MF przewiduję, że deficyt budżetowy wyniesie w całym 2012 roku 31,7 mld zł (plan 35,0 mld zł, a wydatki wyniosą 324,1 mld zł (plan 328,3 mld zł). Sugerowałoby to znaczne zwiększenie dynamiki wydatków w IV kwartale z 3,6 proc. r/r do 17,6 proc. r/r. Trudno nam wyrokować, jak należy to czytać. Czyżby miał to być jakiś nieujawniony dotychczas element stymulacyjnej ofensywy rządowej?

Naszym zdaniem dochody podatkowe spadną w IV kwartale odpowiednio o 2,1 proc., a w całym roku będą o około 18 mld zł mniejsze niż planowano. Główną przyczyną będą niższe niż przed rokiem wpływy z  VAT. W ten sposób osiągnięta zostanie górna granica przedziału możliwych spadków, zakładanych przez nas kwartał temu.

Dochody ogółem mogą być mniejsze o około 7 mld zł od przewidywanych przez MF. Oznacza to, że dla osiągnięcia przewidywanego deficytu (31,7 mld zł) wydatki powinny być o ok. 8 mld zł mniejsze od  planowanych i o ok. 4 mld zł mniejsze od przewidywanych. Trudne, ale możliwe od wykonania. Czy tak jednak będzie? Czy rząd uzna, że schodzenie z deficytem poniżej poziomu zapisanego w ustawie jest w obecnej sytuacji gospodarczej aby na pewno sensowne? Tego nie wiemy.

Najistotniejsze jednak – w naszym odczuciu – pozostają i tak skutki gorszego wykonania tegorocznego budżetu dla budżetu roku 2013. Przypomnijmy, że już w świetle dość optymistycznych założeń makroekonomicznych prognozy dochodów były mocno przeszacowane. Czy czegoś to nam nie przypomina? A przecież sytuacja makroekonomiczna może być jeszcze znacznie gorsza. Przy wzroście PKB o 1 proc. , a delatora PKB o 2 proc., dochody podatkowe mogą być znów o kilkanaście miliardów niższe niż prognozowane przez MF. A dodać do tego trzeba jeszcze istotny element zawyżonej bazy, wynikający z faktycznego wykonania tegorocznych wpływów.

Niestety prognozowanie dochodów podatkowych jest najwyraźniej piętą achillesową Ministerstwa Finansów, które pod tym względem charakteryzuje się zarówno nadmiernym optymizmem, jak i niezmąconą pewnością siebie. W ostatnich 5 latach jedynie w 2011 roku przekroczono  plan wpływów. Błędne prognozy strony dochodowej, choć dobrze wyglądają dla rządu na etapie procedowania budżetu w Parlamencie, prowadzą później do niepotrzebnych napięć w trakcie jego realizacji, ze szczególnym uwzględnieniem napięć rynkowych przy wycenie polskich aktywów, czy pozyskiwaniu finansowania.

            Wydaje nam się, że po tylu latach powtarzających się doświadczeń pora najwyższa wyciągnąć już z tej lekcji jakieś wnioski.

*)współautorem tego tekstu jest Mirosław Gronicki

2012-10-29 16:53
gospodarka, blogi ekspertów podatki, budżet, vat Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 

Trudna do usprawiedliwienia decyzja Rady Polityki Pieniężnej o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie wywoła zapewne krótkotrwałe rally na PLN. Spowoduje też wzrost cen obligacji denominowanych w PLN. Stanie się tak, ponieważ RPP zasadniczo zawęziła sobie pole manewru na przyszłość, dokonując pre-commitment obniżki stóp w listopadzie. Stopy w Polsce muszą spaść i spadną w listopadzie, po przedstawieniu nowej projekcji inflacyjnej i po październikowych i listopadowych odczytach produkcji z ujemną dynamiką r/r. A ponieważ wszyscy inwestorzy wiedzą o nieuchronności zmian w bilansie ryzyk, będą zajmować długie pozycje w PLN wykorzystując jako funding currency dla carry trade inne waluty krajów z naszego regionu (w tym głownie czeską koronę i forinta), gdzie rozsądniejsze banki centralne rozpoczęły już obniżanie stóp procentowych. Na fali spekulacji, na krótki czas 3-4 tygodni, PLN może mocno zbliżyć się nawet do 4 PLN/EUR. Po pierwszej obniżce stóp, jeśli będzie ona mała, oczekiwania na dalsze nie wygasną, ale inwestorzy będą już po realizacji największych zysków, dlatego PLN poruszać się będzie do końca roku w przedziale 4,10-4,15.

Umocnienie PLN jest krytyczne dla wzrostu gospodarczego. Stąd w najnowszych prognozach przewiduję niewielką recesję rzędu -0,2-0,3 proc. w 1 kwartale 2013. Można by temu zapobiec wyłącznie bardzo intensywnie tnąc w listopadzie stopy, o nie mniej niż 100 pkt. w jednym ruchu. Taka rozsądna decyzja RPP w świetle październikowego występu, wydajei się jednak bardzo mało prawdopodobna.

Pre-commitment bywa rzadko wykorzystywanym instrumentem polityki pieniężnej. Banki centralne sięgają po tę big bazookę wyłącznie w sytuacjach ekstremalnych. Dlaczego po tę broń sięgnęła teraz RPP? Nasuwa się tylko jedna odpowiedź: gdzieś w zakamarkach naszego konstytucyjnego ciała zbiorowego zagubiły się resztki zdrowego rozsądku.  

2012-10-03 17:49
gospodarka, blogi ekspertów rpp, stopy, recesja Komentarze (3)