O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 W mojej ocenie kolejne dane miesięczne wskazują na stabilizację bilansu ryzyk dla przyszłej inflacji i wzrostu gospodarczego na niskich poziomach. Zdaje się, po ostatniej decyzji w sprawie stóp, sądząc z treści komunikatu i przebiegu konferencji po majowym posiedzeniu, że do takiej interpretacji procesów gospodarczych przychylać się zaczyna z pewnym opóźnieniem również Rada Polityki Pieniężnej.

Dane ze sfery realnej są bowiem bardzo słabe; dezinflacja zaś postępuje szybciej niż przewidywała to ostatnia projekcja inflacyjna zespołu analitycznego NBP. Stąd szybszy niż można było się spodziewać powrót oczekiwań na wznowienie cyklu redukcji stóp. I – jak to zwykle bywa w takich wypadkach – rynek nadmiernie „nakręcił” się na cięcia. Niektórzy oczekują nawet zatrzymania się podstawowej stopy procentowej na poziomie 2,25 proc.. Są to oczekiwania zdecydowanie nadmierne.

Inflacja dobrze zakotwiczona

Jeśli chodzi o presję inflacyjną, a w zasadzie jej brak, to w krótkim okresie nic się zmieni  w obrazie, jaki uzyskaliśmy po kwietniu. Ścieżka inflacyjna jest solidnie ugruntowana: z dnem na przełomie 1 i 2 półrocza na nienotowanym w naszym szeregu czasowym poziomie 0,2-0,4 proc. w ujęciu rocznym. Na marginesie dodajmy, że z takim odczytem CPI Polska stanie się z pewnością jednym z krajów referencyjnych do liczenia nominalnego kryterium inflacyjnego. W dalszej części roku inflacja będzie stopniowo rosła, ale na koniec roku nie powinna i tak przekroczyć dolnego pułapu odchyleń od celu inflacyjnego.

Nasza ścieżka i tak jest dość łagodna w zestawieniu z coraz silniejszą presją deflacyjną w krajach strefy euro najciężej dotkniętych spadkiem popytu, co spowodowało – jak wiemy – obcięcie stopy refi przez EBC. Jeśli nasza Rada Polityki Pieniężnej chciała uniknąć kolejnej fali umocnienia się złotego w następstwie wzrostu dysparytetu stóp, to nie miała wyjścia – musiała w ślad za EBC ciąć stopy.

Problem jednak z tą naszą ścieżką inflacyjną jest taki, że jej wyjątkowo niski tegoroczny przebieg stworzy niekorzystną bazę statystyczną dla roku 2014. Nawet przy słabym wciąż popycie krajowym i niepewnym rynku pracy – a taki właśnie jest mój bazowy scenariusz – musi to wywołać powrót inflacji do celu, a w niektórych miesiącach nawet jego przestrzelenie.

Stąd właśnie okienko na bezpieczne cięcia stóp, do wysokości 2,50-2,75 proc. zamyka się w połowie roku. Dalej będzie już na cięcia za późno, o ile RPP nie chce utrwalić swej pozycji behind the curve.

GUS się nam amerykanizuje?

Po drugiej stronie bilansu ryzyk, czyli w realnej gospodarce, też brakuje niespodzianek. No, może poza tym jednym, że tym razem GUS w kolejnych przybliżeniach odczytów agregatów makroekonomicznych po raz pierwszy odstąpił od ugruntowanego już obyczaju minimalnych korekt rzędu 0,1-0,2 pkt..

GUS co prawda zafundował rynkowi tradycyjnie mikrą rewizję odczytu PKB za 1 i 3 kwartały, oraz symboliczną rewizję odczytu rocznego za 2012, obniżając go o 0,1 pkt.. Ale za to prawdziwym wstrząsem stała się solidna już jak na dotychczasowe standardy GUS rewizja  wyników IV kwartału, trymująca dynamikę PKB z pierwotnych 1,1 proc. do 0,7 proc. w ujęciu r/r. Dość rozsądnym zmianom poddano przy tym też kompozycję PKB.

Konsumpcja co prawda spadała jak dotąd w ujęciu rocznym, ale już nie o solidne -1,1 proc., ale niewielkie -0,2 proc. Skąd to wypłaszczenie konsumpcji przy słabym rynku pracy i niskim funduszu płac? Otóż, pomimo rosnącej stopy oszczędności dochody rozporządzalne ludności w ujęciu realnym lekko wzrosły nie tylko za sprawą niskiej inflacji, ale też hojnego waloryzowania funduszu emerytalno-rentowego. Zgodna za to z intuicją i koherentna ze wskazaniami modelowymi jest intensywna korekta w dół dynamiki inwestycji (-4,1 proc. wobec -0,3 proc. podanych w odczycie wstępnym).

Siłą rzeczy musiało to prowadzić przy niewielkiej korekcie odczytu rocznego do wzrostu kontrybucji do PKB eksportu netto (2,4 pkt. proc.. poprzednio 1,8 pkt. proc.). Wydaje się, że podobna dekompozycja PKB została też zachowana w 1 kwartale tego roku. Co więcej – moje prognozy wskazują, że powinna się ona ustabilizować również na pozostałą część roku 2013.

Obraz PKB w IV kwartale oddawany przez statystykę stał się dzięki tej korekcie GUS nieco bardziej klarowny. Trudnym problemem interpretacyjnym pozostaje jednak wciąż zachowanie przez GUS niezrewidowanych odczytów odsezonowanego PKB. Trudno wytłumaczyć dlaczego rośnie on z kwartału na kwartał. Ten trend PKB jest kompletnie niezgodny ze wskazaniami modelowymi i danymi cząstkowymi za pierwsze 4 miesiące tego roku.

Niemiecki model stabilizacji wzrostu na niskich poziomach już w Polsce?

Podtrzymuję swoją prognozę niewielkiej ujemnej dynamiki PKB w ujęciu r/r w 1 kwartale. Odczyt przedwstępny podany po raz pierwszy przez GUS był – jak wiemy korzystniejszy (0,4 proc. r/r). Ale poczekajmy spokojnie na kolejne przybliżenia. Trend spadku inwestycji w granicach 4-5 proc. i pełzającej konsumpcji (0,2-0,3 proc.) jest solidnie i – jak się wydaje – trwale zakotwiczony. Stąd do zmiany dynamiki PKB w kolejnych przybliżeniach przyczynić się mogą wyłącznie wielkości rezydualne (zapasy, eksport netto). I raczej tego przedwstępnego odczytu nie poprawią.

Wydaje się, że GUS, który wkroczył przy okazji wyników 4 kwartału 2012 na ścieżkę odważniejszych niże dotąd korekt kolejnych odczytów, już na tej ścieżce pozostanie. Oznaczać to może, przy okazji kolejnych przybliżeń, korektę w dół wstępnych szacunków PKB kolejno za 1 i 2 kwartał tego roku.

Roczna dynamika PKB nie powinna w tym roku przekroczyć 1,1 proc.; w przyszłym ustabilizuje się na poziomie 1,3 proc.. Trend stabilizacji dynamiki wzrostu w średnim okresie na poziomach 1-2 proc. musi nas skłaniać do wniosku, że polski model wzrostu, po pierwszej dekadzie spędzonej w Unii Europejskiej, bardzo mocno zbliżył się do modelu niemieckiego. Tyle, ze jako jego niekorzystna mutacja.

Mamy relatywnie niską dynamikę ULC; konkurencyjny cenowo, w dużej mierze zbudowany od podstaw, ale niesamodzielny, bo wpleciony w łańcuch kooperacyjny, sektor eksportowy; podział produktu wyraźnie preferujący przedsiębiorstwa, a nie pracowników, co odbija się negatywnie na dynamice konsumpcji i zniechęca z kolei do inwestycji w sektorach nastawionych na sprzedaż na rynku krajowym. Dochodzi do tego jeszcze procykliczna polityka makroekonomiczna: relatywnie wysokie nadal realne stopy procentowe i zacieśnienie fiskalne, nieusuwające jednak strukturalnych wad sektora finansów publicznych.

Ten model – przypomnijmy – doprowadził gospodarkę niemiecką do stagnacji w latach 80 i 90-tych ubiegłego wieku. Jest się więc nad czym zadumać. A przy tej okazji czas już najwyższy włożyć między bajki nadzieję na dynamiczne odbicie naszej gospodarki w drugiej połowie tego roku.

2013-05-16 12:15
gospodarka, blogi ekspertów wzrost, stagnacja, model niemiecki Komentarze (18)