O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

Dochody krajowe (podatkowe i niepodatkowe) po lipcu lokują się nominalnie nadal poniżej ubiegłorocznych (mniej o 5,6 mld PLN). Jedyną kategorią dochodów krajowych, gdzie budżet odnotowuje nominalne wzrosty jest jak dotychczas akcyza (więcej o 1,7 mld PLN). W pozostałych kategoriach (podatek od osób prawnych -2,5 mld; podatek od osób fizycznych -1,1 mld; podatki pośrednie -4,3 mld) dochody są nominalnie niższe od ubiegłorocznych. Gdyby nie wysoka dynamika dochodów unijnych (wyższe o 229 proc. w zestawieniu z okresem styczeń-lipiec 2008; w samym lipcu dochody unijne przyrosły o 4,7 mld PLN w stosunku do poprzedniego miesiąca), dochody ogółem również znajdowałyby się poniżej ubiegłorocznych. A tak są o 9,1 mld PLN wyższe. Do końca roku dla wykonania obniżonej prognozy dochodów krajowych trzeba będzie zebrać 97 mld PLN. I trzeba otwarcie powiedzieć, że jest to na granicy możliwości, choć do zrobienia. W analogicznym okresie ubiegłego roku, przy wyższej dynamice PKB budżet zebrał z tytułu dochodów krajowych 104,8 mld.

 

Deficyt budżetu państwa po 7 miesiącach był o 1,7 mld poniżej wykonania w czerwcu. Nie stało się to jednak z pewnością za sprawą niższej dynamiki wydatków. Bo te w jednym tylko miesiącu od czerwca wzrosły o 25 mld PLN. Dla utrzymania się w granicach ujętych w noweli budżetowej wydatki do końca roku mogą wzrosnąć maksymalnie o 125 mld PLN. Jest to dokładnie tyle, ile wyniósł wzrost wydatków między sierpniem a grudniem 2008. Tyle, że tym razem może być trudniej. W drugiej połowie roku dynamika dochodów unijnych spadnie. Pojawią się za to wydatki unijne, związane z rozdysponowaniem środków do beneficjentów. Deficyt będzie więc szybko pęczniał.

Dla budżetu kwestią absolutnie pierwszoplanową wydaje się szybka odbudowa dynamiki dochodów krajowych, w tym głównie podatku VAT. I tutaj widać już pierwsze symptomy poprawy. Między czerwcem, a lipcem dochody z podatków pośrednich wzrosły o 14,3 mld, a dochody krajowe nawet o 20,8 mld. Wcześniej przyrosty miesięczne były znacznie bardziej umiarkowane, rzędu 8-12 mld, ale trend rosnący utrzymuje się i jest wyraźny.

Dopiero w dłuższej perspektywie możliwe są do przeprowadzenia zmiany w strukturze wydatków, wymagające w olbrzymiej większości wypadków przejścia przez pełen cykl legislacyjny (łącznie z ewentualnym odrzuceniem prezydenckiego weta) w parlamencie.

 

Innymi słowy: ciesząc się z relatywnie dobrego na tle Europy stanu sfery ralnej naszej gospodarki nie zapominajmy, że sektor finansowy i budżet państwa znajdować się będą w najbliższych dwóch latach nadal pod silną presją.

 

2009-08-17 18:47
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Indeks menedżerów logistyki wzrósł z 43,0 pkt. w czerwcu do 46,5 pkt. w lipcu. Przypomnijmy, że za neutralny dla prognoz wzrostu gospodarczego uważany jest poziom 50 pkt. Indeks rósł nie tylko u nas. Wyraźnie poprawił się w całym regionie obejmującym tak zwane rynki wschodzące. Podniósł się też w strefie euro.  W przypadku Polski skok był jednak najwyższy. Choć dodać wypada, że indeks przekroczył już wartość 50 pkt. w Turcji i na Węgrzech.

Jeszcze bardziej spektakularna porawa nastąpiła w przypadku szacunków produkcji. Tu indeks dla Polski sięgnął wartości 48,9 pkt. (poprzednio 43,1 pkt.). Oznacza to najwolniejszy od czerwca spadek aktywności gospodarczej. Pozwala też to nieźle rokować produkcji sprzedanej w drugiej połowie roku.

 

Znaczący jak na warunki kryzysu wzrost indeksu PMI może sugerować, że – oceniana od strony podażowej, ale wciąż jeszcze nie popytowej – gospodarka polska osiągnęła punkt zwrotny w cyklu koniunkturalnym na przełomie 2 i 3 kwartału.

Wyrażane jeszcze do niedawna obawy o pogłębiający się trend spadkowy PKB nie znajdują aktualnie uzasadnienia we wskaźnikach wyprzedzających koniunktury. Również badania NBP nie wskazują, by trend spadkowy miał się dalej pogłębiać. Podobnie, jak większosć gospodarek na rynkach bazowych osiągnęliśmy więc dno kryzysu.

 

Ostatnie dane o PMI stanowią mocne wsparcie dla prognozy dynamiki PKB rzędu 0,8-0,9%. Już niebawem oczekiwać można w związku z tym znaczących rewizji przez analityków krajowych i zagranicznych prognoz PKB na ten rok. Nie byłaby wcale zaskoczeniem fala licytacji prognoz w górę o podobnej, co po 1 kwartale intensywności, tyle, że teraz idąca w odwrotnym kierunku.

 

Trzeba jednak raz jeszcze powtórzyć, że pozytywne, przekraczające zweryfikowane szacunki rządowe, prognozy PKB na ten i następny rok, w niczym nie zmieniają trudnej sytuacji budżetu, która jest wynikiem niskiej dynamiki dochodów krajowych i wciąż wysokiej dynamiki wydatków.

Dochody krajowe (podatkowe i niepodatkowe) są nominalnie poniżej ubiegłorocznych. Gdyby nie wysoka dynamika dochodów unijnych, dochody ogółem również lokowałyby się nominalnie poniżej ubiegłorocznych.

Deficyt budżetu państwa po 7 miesiącach jest nieco poniżej przewidywanego harmonogramu wykonania budżetu przed nowelizacją. Ta sytuacja wkrótce się jednak zmieni. W drugiej połowie roku dynamika dochodów unijnych spadnie. Pojawią się za to wydatki unijne, związane z rozdysponowaniem środków do beneficjentów. Dla budżetu kwestią absolutnie pierwszoplanową jest maksymalnie szybka odbudowa dynamiki dochodów krajowych. Dopiero w dłuższej perspektywie możliwe są do przeprowadzenia zmiany w strukturze wydatków, wymagające w olbrzymiej większości wypadków przejścia przez pełen cykl legislacyjny w parlamencie.

 

Innymi słowy: ciesząc się z relatywnie dobrego na tle Europy stanu sfery ralnej naszej gospodarki nie zapominajmy, że sektor finansowy i budżet państwa znajdować się będą w najbliższych dwóch latach nadal pod silną presją. Nastoje na rynku finansowym są zmienne. Rząd powinien dołożyć więc obecnie maksymalnej staranności, by umiejętnie nimi zarządzać. Pogorszenie nastrojów wśród inwestorów z rynków finansowych może bowiem - za sprawą dużej zmienności kursu walutowego, rentowności, czy ceny pieniądza na rynku międzybankowym - negatywnie wpłynąć na perspektywy gospodarki w latach 2010-2011.          

 

2009-08-06 21:05
gospodarka, blogi ekspertów dno, recesja, finansowanie Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

Jeśli chodzi o projekt budżetu na 2010 rok, to poza prognozowanym przez rząd tempem wzrostu (0,5 proc.) oraz oczekiwaną inflacją (średnioroczny wskaźnik CPI 1,0 proc.), wciąż wiemy niewiele. Premier zadeklarował jedynie, że nie będzie w przyszłym roku wzrostu podatków, co w znacznym stopniu ułatwia przeprowadzenie szacunków potencjalnych poziomów dochodów. Z wydatkami sprawa jest jeszcze prostsza, bo znamy ich poziom ogółem po nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. Potrafimy też wyliczyć, o ile wzrosnąć mogą wydatki zdeterminowane w 2010 roku, bez zmiany zasad indeksacji i waloryzacji świadczeń. 

Na obecnym etapie jesteśmy w stanie tak naprawdę oszacować (przy pewnych założeniach dotyczących struktury PKB, wyników finansowych firm i funduszu płac) wielkość możliwych do osiągnięcia dochodów krajowych, podatkowych i niepodatkowych. Oczywiście bez uwzględnienia wpłaty z zysku NBP. Przy założeniu utrzymania limitów wydatków nominalnych na tegorocznym poziomie i wykonania wydatków na koniec roku w wysokości 310 mld PLN (a nie 300 mld, jak chce minister Rostowski w nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, co wydaje się nierealistyczne), potrafimy też oszacować wielkość przyszłorocznych wydatków ogółem.

Jak łatwo zauważyć, nie jesteśmy w stanie oszacować w sposób odpowiedzialny dochodów z UE. A to dlatego, że: po pierwsze - trudno wyrokować, gdzie Ministerstwo Finansów zamierza tę kategorię ostatecznie w przyszłym roku zakwalifikować (do budżetu, czy – jak było to zapowiadane w założeniach reformy finansów publicznych – w wyodrębionym budżecie); po drugie zaś - sam wolumen dochodów jest wielkością dość „elastyczną” (między innymi za sprawą trudnych do oszacowania dochodów z różnic kursowych).

Przy wszystkich wyżej wspomnianych założeniach moje szacunki dochodów krajowych wskazują na możliwe do pozyskania w 2010 roku 235 mld. Wydatki ogółem zaś nie powinny przekroczyć 327 mld PLN. Dawałoby to różnicę między potencjalnymi dochodami krajowymi, a wydatkami ogółem (uwzględniającymi już UE) w wysokości 92 mld PLN.

Gdyby więc rząd zamierzał w przyszłym roku utrzymać nominalny deficyt budżetu państwa na poziomie nie przekraczajacym 30 mld PLN Ministerstwo Finansów musiałoby pokazać dochody ogółem na poziomie ok. 285 mld. Byłoby to równoznaczne z koniecznością uwzględnienia w budżecie kwoty nie mniejszej niż 50 mld PLN pozyskanych z dochodów z UE. Wydatki budżetu nie mogłyby zaś przekroczyć 315 mld PLN. Niezbilansowanie dochodów i wydatków unijnych tłumaczyłoby się osiągnięciem nadzwyczajnych dochodów z różnic kursowych i/lub zaliczkami rozliczanymi w okresie późniejszym.

Czy takie właśnie rzeczowe rachunki stały za deklarację premiera o niepodnoszeniu w przyszłym roku podatków? Trudno dociec. Nietrudno natomiast zauważyć, że byłaby to w prostej linii zapoczątkowana z powodzeniem w tym roku kontynuacja czynnego wykorzystania dochodów unijnych do redukcji deficytu.

Co na to rynek? Doświadczenie podpowiada mi, że to, co niekoniecznie podoba się ekonomistom, może zostać zaakceptowane przez inwestorów z rynku finansowego. Dla nich bowiem samo bilansowanie budżetu jest jedynie kwestią pewnej konwencji (dlatego, na przykład, rynek z takim spokojem przyjmuje zawsze domykanie budżetu przez podwyżkę podatków, a gorące spory ekonomistów na ten temat guzik obchodzą dilerów).

Tak naprawdę nawet budżet z różnicą między dochodami krajowymi, a wydatkami ogółem sięgającą 90 mld PLN może zostać zaakceptowany. O ile tylko uda się przy tym maksymalnie zredukować potrzeby pożyczkowe państwa. Dlatego właśnie w przyszłym roku finansowanie deficytu przychodami z prywatyzacji jest tak ważne. Kto tego nie rozumie – niczego już nie zrozumie.  

 

2009-07-28 23:24
gospodarka, blogi ekspertów budżet 2010 Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Wykonanie budżetu po połowie roku przyniosło dalsze osłabienie dynamiki dochodów krajowych. Dochody podatkowe i niepodatkowe łącznie były o 5% niższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku (4,1 proc. po maju, 2,7 proc. po kwietniu). Przy założeniu, że spadek dochodów krajowych w pozostałej części roku będzie nie większy niż w pierwszym półroczu, ubytek dochodów krajowych w stosunku do zapisanego w ustawie budżetowej może sięgnąć 42,4 mld PLN (40,1 mld po maju, 37,8 mld po kwietniu). Dałoby to dochody krajowe na koniec roku nie przekraczające 229,3 mld. W autopoprawce rząd przewiduje pozyskanie 231,1 mld dochodów krajowych. Wydaje się, że dla zweryfikowania wiarygodności tych szacunków potrzeba jeszcze około 2 miesięcy. Wtedy będziemy wiedzieli, czy trend spadku nominalnych dochodów krajowych, obserwowany w pierwszym półroczu, przestał się pogłębiać.

Dochody ogółem są o 5,1 proc. wyższe niż w pierwszym półroczu 2008 jedynie dlatego, że w wykonaniu budżetu rząd wykazał blisko 2,5-krotny w porównaniu z pierwszym półroczem 2008 wzrost dochodów unijnych.

W proponowanej nowelizacji ustawy budżetowej rząd założył zamiast 303 mld PLN pozyskanych dochodów ogółem jedynie 272,9 mld PLN. Oznacza to, że w okresie od lipca do końca roku dochody powinny wynieść 138,6 mld PLN (wzrost o 3,3 proc. w porównaniu z pierwszym półroczem). W drugim półroczu 2008 dochody ogółem wyniosły jednak nominalnie tylko 126,4 mld. Dlaczego teraz, przy dwukrotnie niższym tempie wzrostu, miałyby być wyższe?

Zaawansowanie wydatków nadal świadczy o ekspansywnej polityce fiskalnej. W pierwszym półroczu, pomimo zapowiadanych oszczędności, wydatki wzrosły w zestawieniu z analogicznym okresem ubiegłego roku o 15,2 proc. Bardzo niewiele czasu pozostaje dla zrealizowania zakładanych w poprawionej wersji budżetu oszczędności przekraczających 21 mld PLN.

 

Wnioski:

1.      deficyt utrzymywany jest w ryzach jedynie przez dużą dynamikę dochodów unijnych. Poziom dochodów krajowych jest nominalnie niższy niż w ubiegłym roku i trend spadkowy pogłębia się w całym pierwszym półroczu, wskazując obecnie na potencjalny ubytek w skali roku rzędu 42,4 mld PLN. Jeśli spadek w drugiej połowie roku nie przekroczy 5 proc. dochody krajowe będą na poziomie zbliżonym do przedłożonego przez rząd w autopoprawce. Dalsze pogłębianie się nominalnych spadków dochodów krajowych postawiłoby pod znakiem zapytania możliwość utrzymania powiększonego deficytu na poziomie 27 mld PLN.

2.      Wydatki budżetu, wyższe o ponad 15 proc., wskazują nadal na bardzo ekspansywną politykę fiskalną. Taka dynamika wydatków w pierwszym półroczu zasadniczo osłabia wiarygodność zapewnień o uzyskaniu ponad 21 mld PLN oszczędności. Jest to kolejny czynnik niepewności dla zakładanego deficytu.

3.      Wynik budżetu w coraz większym stopniu wspiera się na dochodach unijnych, które z definicji powinny być jednak równe wydatkom w okresie rozliczeniowym.

 

2009-07-17 09:15
gospodarka, blogi ekspertów finanse publiczne, kryzys, dostosowania, budżet 09 Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Wykonanie budżetu państwa po pięciu miesiącach przyniosło pogłębienie się negatywnych tendencji. Zanaczyły się one przede wszystkim w zakresie napływu dochodów krajowych. O ile w okresie styczeń-kwiecień ubytek dochodów podatkowych i niepodatkwych wobec tego samego okresu ubiegłego roku sięgał jeszcze kwoty 2,2 mld PLN, to po maju bylo to już 5,95 mld. Oznacza to wzrost ubytku od -2,7 proc. do -4,01 proc. wobec analogiczego okresu 2008 roku. Dla przypomnienia: w tegorocznej ustawie budżetowej przewidziano 12,8 proc. wzrost w kategorii dochodów krajowych.

Dla zrealizowania planowanej wielkości dochodów w pozostałej części roku, czyli między czerwcem a grudniem, Ministerstwo Finansów musiałoby zebrać 172,2 mld PLN. W takim samym okresie ubiegłego roku, przy ok. 5-proc. średnim tempie wzrostu gospodarczego, udało się zebrać 119,3 mld PLN. Ewentualności wzrostu dochodów krajowych rzędu 43,5 proc. wobec ubiegłego roku (przy spadku o 4 proc. w pierwszych 5 miesiącach) nie sposób traktować serio.

Przy założeniu, że ubytek w dochodach krajowych przestanie się już dalej pogłębiać w dalszej części roku (co w świetle dotychczasowego wykonania wydaje sie założeniem optymistycznym) i nie przekroczy 4 proc., niedobów dochodów krajowych na koniec roku wyniósłby 40,1 mld PLN (wobec 37,8 mld szacunków po kwietniu). W pierwszych pięciu miesiącach niedobór w tej najważniejszej dla dochodów budżetu kategorii podatków pogłębia się więc w szybkim tempie.

Dochody budżetu ogółem po maju 2009 były co prawda o 2,3 mld PLN wyższe niż w analogicznym okresie 2008 (choć w ujęciu nominalnych kształtowały się wciąż o blisko 3 mld PLN poniżej wielkości ujętej w harmonogramie). Ta lekka nadwyżka była jednak możliwa wyłącznie za sprawą nadzwyczajnie dynamicznego przyrostu w kategorii „środki z UE i innych źródeł nie podlegające zwrotowi). Przyrost dochodów unijnych w ujęciu rok do roku wyniósł aż 6,3 mld PLN.

Wydatki rosły w pierwszych 5 miesiącach roku nadzwyczaj szybko. Ich przyrost o 16,9 mld PLN wobec analogicznego okresu ubiegłego roku nie może być w kategoriach ekonomicznych oceniony inaczej niż ekspansywna polityka fiskalna. Wydatki krajowe wzrosły o 13,6 mld zł (czyli o 14,5% r/r), przy czym część z tego przyrostu wynika ze spłacenia zobowiązań wymagalnych za 2008 r. W szacunkowych danych o wykonaniu budżetu państwa za okres styczeń-maj 2009 ślad zapowiadanych oszczędności jest bardzo nikły i nie przekracza kwoty 2,9 mld PLN odniesionej do przewidywanego harmonogramu wykonania budżetu. W dalszej częśći roku konieczne będą więc istotne oszczędności.

Istotną cechą budżetów ostatnich dwóch lat było praktyczne zbilansowanie dochodów i wydatków krajowych. W 2008 r. tak mierzony deficyt (nie uwzględnia on transferów do OFE, które faktycznie są wydatkiem, ale według polskiej definicji należą do rozchodów) wyniósł 1,7 mld zł. Różnica pomiędzy dochodami a wydatkami „unijnymi” wyniosła 22,7 mld zł. Ustawa budżetowa na rok bieżący zakładała odpowiednio nadwyżkę w części krajowej (3,5 mld zł) i deficyt w części unijnej (-21,7 mld zł). W okresie styczeń-maj odpowiednie deficyty wyniosły 9,7 i 6,7 mld zł.

Sytuacja finansów publicznych w tym, a jeszcze bardziej w przyszłym roku będzie bardzo trudna. Już po pięciu miesiącach br. widać, że na skutek dekoniunktury i ujemnej dynamiki popytu krajowego, potencjalne ubytki w dochodach krajowych, w ujęciu rocznym, nie będą mniejsze niż 40 mld PLN. Jeśli chodzi o rok 2010, to prognozowane przez rząd tempo wzrostu PKB (0,5 proc.), nawet po uwzględnieniu korzystnego dla budżetu przesunięcia w dekompozycji PKB z eksportu netto na popyt krajowy, umożliwi co najwyżej utrzymanie nominalnych dochodów krajowych na poziomie zbliżonym do tegorocznego wykonania ( nie więcej niż 229 mld). Ponadto nadal koszty współfinansowania i składki unijnej będą utrzymywały niezbilansowanie części unijnej budżetu – całkiem prawdopodobne jest iż różnica pomiędzy dochodami i wydatkami może w tym i następnym roku przekroczyć 20 mld zł.

Przy określonych założeniach dotyczących dynamiki i struktury PKB, inflacji, funduszu płac i zatrudnienia, jesteśmy już dziś w stanie wstępnie oszacować różnicę między możliwymi do osiągnięcia w przyszłym roku dochodami krajowymi i dającymi sie już dziś skwantyfikować rosnącymi wydatkami zdeterminowanymi (indeksacja, waloryzacja świadczeń, dotacje do FUS i KRUS, podjęte zobowiązania wobec nauczycieli, składka do UE). Otóż, przy 0,5 proc. wzroście PKB różnica między dochodami krajowymi i wydatkami państwa, wobec wykonania w tym roku, rośnie o kolejne 15 mld PLN.  Jest więc bardzo prawdopodobne, że bez działań zapobiegawczych deficyt całego sektora (GG) byłby zbliżony do szacunków zaprezentowanych przez KE, osiągając w przyszłym roku 6-7 proc. PKB. Przy niezmienionym sposobie fianansowania oznaczałoby to również przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej w konstytucji relacji długu publicznego do PKB.

Przy naszym aktualnym bardzo niekorzystnym na tle innych państw UE współczynniku elastyczności deficytu na tempo wzrostu gospodarczego nie da się w ciągu jednego roku pokonać negatywnego wpływu dekoniunktury na finanse publiczne. Problemem są więc nie tylko lata 2010-2011, ale również – z uwagi na odłożone skutki indeksacji i waloryzacji – rok 2011. 

Obowiązkiem ministra finansów jest przedłożenie rządowi propozycji złagodzenia niebezpiecznych napięć w finansach publicznych. Zamrożenie wydatków przynoszące zapowiadane na ten rok oszczędności na poziomie ok. 10 mld PLN, jest oczywiście poza dyskusją. Przesuniecie 9,7 mld PLN w wydatków budżetu do Funduszu Drogowego – również. Trzeba mieć jednak świadomość, że trwałe i – co ważniejsze - istotne ograniczenie wydatków zdeterminowanych wymaga zmian ustawowych i przejścia przez pełen cykl legislacyjny. Być może takie propozycje powinny być przygotowane, ale realistyczna ocena wskazuje, że nie mają one większych szans. Względy proceduralne wykluczają ponadto dokonanie istotnych zmian w podatkach i parapodatkach w tym roku.

Po stronie dochodowej, przeliczenie skutków podniesienia podatków pośrednich, podwyżki składki rentowej, zdrowotnej, a następnie przedłożenie tych wyników do decyzji politykom – musi być wykonane. Dotyczy to przede wszystkim planowanych dochodów podatkowych w latach 2010-2011. Podwyżki podatków nie są jednak dobre ani dla gospodarki, ani dla popularności polityków. Dlatego przy cyklu politycznym obejmujacym wybory prezydenckie i parlamentarne w dwóch najbliższych latach wydają się mało prawodopodobne.

Co w takim razie można zrobić dla zapobieżenia załamaniu finansów publicznych w latach 2009-2011? Otóż, z jednej strony można zwiększyć dochody niepodatkowe – przede wszystkim dywidendy ze spółek kontrolowanych przez skarb państwa, a z drugiej – zmienić strukturę finansowania deficytu. Ta pierwsza operacja poprawi wynik budżetu w roku 2009. Nie da się jej powtórzyć w latach 2010-2011. Zmiana struktury finansowania dotyczyć zaś może przede wszystkim lat 2010-2011.

Dochody z tytułu dywidendy mogą przekraczać planowane na ten rok 2,9 mld PLN o 2-10 mld PLN. Przy czym osiągnięcie górnej granicy byłoby możliwe, gdyby rząd zdecydował się sięgnąć po pieniądze nie tylko do PKO BP, ale również do tych spółek SP, które w ostatnich latach odkładały zyski na kapitał zapasowy (głównie PZU, ale również GPW). Taka operacja jest prawnie i technicznie wykonalna. Spółki SP nie trzymają oczywiście gotówki. Większość z nich nadwyżki ulokowała w obligacjach SP. Ich akcjonariuszami są również często podmioty zagraniczne. Źeby nie zniszczyć rynku obligacji operacja pobierania dywidendy z poprzednich okresów rozliczeniowych musiałaby być przeprowadzona w oparciu o kredyt zaciągany przez spółki zobowiązane do jej wypłaty uchwałami walnych zgromadzeń. Jeszcze inaczej musiałby być asekurowany przed skutkami raptownej wymiany przez złotych z dywidendy na waluty rynek FX. Operacja maksymalnego zwiększenia tegorocznych dochodów z tytułu dywidendy jest wykonalna. Spółki mogą próbować zwiększyć kapitały w drodze emisji z prawem poboru. Dla SP objęcie takich idziałów nie jest wydatkiem, lecz finansowaniem. Jest więc obojętne z punktu widzenia deficytu, choć zwiększa dług publiczny. Zwracamy jednak uwagę, że im niższy w wyniku operacji jednorazowych będzie tegoroczny deficy, tym trudniej bez zasadniczej reformy strony wydatkowej będzie zmniejszyć go w latach 2010-2011. A tego oczekiwać od nas będzie Komisja Europejska.

Rząd ma znacznie większe pole manewru niż w przypadku deficytu po stronie finansowania w latach 2010-2011. Według wyceny na 01. czerwca tego roku, wartość rynkowa udziałów Skarbu Państwa w spółkach notowanych na GPW w Warszawie przekraczała 45,8 mld PLN. Z tego ok. 21 mld przypadało na 3 spółki, które można nazwać strategicznymi (PGNiG, Orlen, Lotos). Z pozostałych ok. 24,9 mld, na 3 spółki (PKO BP, PKO SA i KGHM) przypadało ok. 21 mld PLN. Pozostałe „drobiazgi” warte były ok. 4 mld PLN.

Zważywszy na wspomniane wcześniej uwarunkowania ograniczające pole manewru zarówno po stronie wydatkowej, jak dochodowej, rząd mógłby ewentualnie pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując równocześnie agresywny program 2-letniej prywatyzacji i sprzedaży niepracujących aktywów państowych. Program o wartości nie mniejszej niż 25-35 mld PLN.

Innymi słowy: zamiast na „ratunkowym” ograniczaniu deficytu, rząd skupić się powinien na sprzedaży niepracujących aktywów i ograniczeniu udziału SP w spółkach notowanych na giełdzie. Mniejsze będą  potrzeby pożyczkowe i ograniczy się przyrost długu publicznego. Zwiększy się też efektywność gospodarki w dłuższym okresie, poprzez zmianę formy własności. A że odezwie się znów chór krzykaczy zatroskanych o wyprzedaż za bezcen „sreber rodowych”, przejętych „rabunkową eksploatacją majątku narodowego”? Proste przeliczenie liczby punktów ze wskaźnika WIG 20, przypadających w ostatnich latach na każdy mln PLN zysku spółek z indeksu (odpowiednik wskaźnika P/E) pokazuje niedwuznacznie, że czekanie na „lepsze warunki rynkowe” ma bardzo wątłe merytoryczne podstawy. Wartość tak policzonego wskaźnika ceny do zysku jest bardzo stabilna.

Wydaje się, że tegoroczny deficyt jest dla rządu mniejszym problemem niż zbilansowanie finansów publicznych w dwóch kolejnych latach. W tym roku przy realizacji zakładanych oszczędności i zmaksymalizowaniu przychodów z dywidendy niedobór w dochodach krajowych nie znajdujący pokrycia w oszczędnościach i dochodach niepodatkowych może zostać sprowadzony do kwoty nie przekraczającej 7-11 mld PLN. O tyle w tym roku, wobec prognozowanych 18,2 mld, trzeba by powiększyć deficyt budżetu państwa.

Problemem jest, że w latach 2010-2011 nie da się już powtórzyć nadzwyczajnych dochodów. Jeśli wysiłek rządu skupi się na prywatyzacji, to będzie to korzystne dla długu publicznego, ale obojętne dla deficytu. Nie przypuszczamy, aby w latach wyborczych udało się osiągnąć zbyt wiele w kwestii ograniczenia wydatków zdeterminowanych. Wymagałoby to bowiem moblilizacji większości parlamentarnej dla wielce prawdopodobnego weta prezydenta. Stąd realistyczna ocena sytuacji podpowiada rozwiązanie kompromisowe: rozłożenie dochodów ze skumulowanej dywidendy spółek SP na lata 2009-2010 (korzystne dla deficytu) i uruchomienie intensywnej prywatyzacji w latach 2010-2011 (korzystne dla ograniczenia potrzeb pożyczkowych budżetu).

*)tekst napisany wspólnie z Mirosławem Gronickim, w skróconej wersji opublikowany przez GW   

 

2009-06-24 11:03
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, dostosowanie Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Sytuacja finansów publicznych w tym, ale również i w przyszłym roku będzie bardzo trudna. Jesli chodzi o ten rok, to po pięciu miesiącach widać, że na skutek dekoniunktury i ujemnej dynamiki popytu krajowego, łączne ubytki w dochodach krajowych, w ujęciu rocznym, zamkną sie w przedziale 33-38 mld PLN. Jeśli chodzi o rok 2010, to prognozowane przez rząd tempo wzrostu PKB (0,5-1,3 proc.), nawet po uwzględnieniu korzystnego dla budżetu przesunięcia w dekompozycji PKB z eksportu netto na popyt krajowy, umożliwi co najwyżej utrzymanie nominalnych dochodów na poziomie zbliżonym do tegorocznego wykonania. Taki wrzost dochodów, jaki wpisał sobie do tegorocznej ustawy budżetowej rząd (12,8 proc.), wzrost – przypomnijmy – mocno krytykowany przez ekonomistów, w przyszłym roku w żadnym wypadku już nie przejdzie.

Przy określonych założeniach dotyczących dynamiki i struktury PKB, inflacji, funduszu płac i zatrudnienia, jesteśmy już dziś w stanie wstępnie oszacować   różnicę między możliwymi do osiągnięcia w przyszłym roku dochodami i dającymi sie już dziś skwantyfikować rosnącymi wydatkami zdeterminowanymi (indeksacja, waloryzacja świadczeń, dotacje do FUS i KRUS, podjęte zobowiązania wobec nauczycieli, składka do UE). Otóż, przy 1 proc. wzroście PKB różnica między dochodami i wydatkami państwa, wobec wykonania w tym roku, rośnie o kolejne 15 mld PLN. Jest więc bardzo prawdopodobne, że bez działań zapobiegawczych deficyt całego sektora (GG) byłby zbliżony do szacunków zaprezentowanych przez KE, osiągając w przyszłym roku 6-7 proc. PKB. przy niezmienionym sposobie fianansowania oznaczałoby to również przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej w konstytucji relacji długu publicznego do PKB.

Przy aktualnym współczynniku elastycznośc deficytu na tempo wzrostu gospodarczego (1 pkt. proc. spadku dynamiki PKB = 1,2 pkt. proc. wzrostu deficytu), nie da się w ciągu jednego roku pokonać negatywnego wpływu dekoniunktury na nasze finanse publiczne. To pewne.

Obowiązkiem ministra finansów jest jednak przedłożenie rządowi propozycji złagodzenia niebezpiecznych napięć w finansach publicznych. Zamrożenie wydatków przynoszące zapowiadane na ten rok oszczędności na poziomie ok. 10 mld PLN, jest oczywiście poza dyskusją. Trzeba mieć jednak świadomość, że trwałe i – co ważneijsze - istotne ograniczenie wydatków zdeterminowanych wymaga zmian ustawowych i przejścia przez pełen cykl legislacyjny. Być może takie propozycje powinny być przygotowane, ale realistyczna ocena wskazuje, że nie mają one większych szans.

Po stronie dochodowej, przeliczenie skutków podniesienia podatków pośrednich, podwyżki składki rentowej, zdrowotnej, a następnie przedłożenie tych wyników do decyzji politykom – musi być wykonane. Część ewentualnych decyzji co do wzrostu obciążeń podatkami pośrednimi nie wymaga przy tym akceptacji większości parlamentarnej. Wymaga za to poniesienia kosztów politycznych i ekonomicznych, bo podwyżki podatków nie są dobre ani dla gospodarki, ani dla popularności polityków.

Co w takim razie można zrobić dla zapobieżenia załamaniu w finansach publicznych w latach 2009-2010? Otóż, jest jedna rzecz, którą bez wątpienia zrobić by się dało.

Według wyceny na 01. czerwca tego roku, wartość rynkowa udziałów Skarbu Państwa w spółkach notowanych na GPW w Warszawie przekraczała 45,8 mld PLN. Z tego ok. 21 mld przypadało na 3 spółki, które można nazwać strategicznymi (PGNiG, Orlen, Lotos). Z pozostałych ok. 24,9 mld, na 3 spółki (PKO BP, PKO SA i KGHM) przypadało ok. 21 mld PLN. Pozostałe „drobiazgi” warte były ok. 4 mld PLN.

Nie mam wątpliwości, że zważywszy na wspomniane wcześniej uwarunkowania ograniczające pole manewru zarówno po stronie wydatkowej, jak dochodowej, rząd mógłby ewentualnie pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując równocześnie agresywny program 2-letniej prywatyzacji i sprzedaży niepracujących aktywów państowych. Program o wartości nie mniejszej niż 25-35 mld PLN.

Innymi słowy: zamiast na „ratunkowym” ograniczaniu deficytu, rząd skupić się powinien na maksymalnym jego finansowaniu bez zwiększania potrzeb pożyczkowych i przy spadku długu publicznego w relacji do PKB. Sprzedaż niepracujących aktywów i ograniczenie udziału SP w spółkach notowanych na giełdzie jest nie tylko stosownym w obecnych warunkach środkiem antykryzysowym, ale zwiększa też efektywność gospodarki w dłuższym okresie, poprzez zmianą formy własności.

Kryzys, jako instrument zmian strukturalnych, to bardzo dobry pomysł. A że odezwie się znów chór krzykaczy zatroskanych o wyprzedaż za bezcen „sreber rodowych”, przejętych „rabunkową eksploatacją majątku narodowego”? Szczerze mowiąc: kto by się tym przejmował? Jakie są inne rozsądne kontrpropozycje polityków pod adresem podatników?

2009-06-07 22:52
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, prywatyzacja, finansowanie Komentarze (6)
 Oceń wpis
   

Opublikowane wstępne szacunki PKB za pierwszy kwartał tego roku wywołały mnóstwo komentarzy. Olbrzymia większość z nich miała niestety charakter stricte polityczny. Ten nurt dyskusji o stanie gospodarki w ogóle nas*) nie zajmuje. Kwartalne rachunki narodowe mogą być bowiem przydatnym instrumentem analizy makroekonomicznej, ale nie są z pewnością właściwym narzędziem walki politycznej. Już w XIX w. premier brytyjski Disraeli twierdził, że zna trzy rodzaje kłamstwa: małe, duże i statystykę. Niemniej podobnie jak demokracja jest najlepszym systemem politycznym, tak statystyka jest najlepszym narzędziem badawczym makroekonomisty. Makroekonomisty, ale nie polityka.

Tyle, że – naszym zdaniem- nawet te opinie, które wychodząc od historycznych danych GUS, rościły sobie pretensje do miana analiz merytorycznych, w wielu wypadkach budzą głęboki niedosyt. W sporej części jest to następstwem trudności z metodologicznie poprawną interpretacją danych statystycznych. Nie bez winy jest tu też jednak niespójność cząstkowych szacunków GUS, występowanie licznych „białych plam”, co prowadzi do podważania wiarygodności danych.

Wychodzimy z założenia, że trudno prognozować rozwój sytuacji gospodarczej bez dogłębnej analizy twardych danych statystycznych. Dlatego kwestionowanie wstępnych szacunków mija się z celem. Trzeba za to zwrócić uwagę na te dane, które wydają się być sprzeczne z procesami zachodzącymi w realnej gospodarce. I takie właśnie dane poddać wypada pogłębionej analizie.

Doświadczony ekonomista wie doskonale, że stosowanie statystyki, a w szczególności rachunków narodowych, jako narzędzia prognostycznego, wymaga daleko posuniętej ostrożności.

Po pierwsze - błąd statystyczny w przypadku rachunków kwartalnych jest znacznie większy niż przy rachunkach rocznych. Mniejszy bowiem jest zakres obserwacji statystycznej (brakuje choćby twardych danych na temat małych i średnich przedsiębiorstw).

Po drugie - zbilansowanie trzech stron rachunków narodowych: podaży (wytwarzania), popytu i dochodów, wymaga wprowadzania wielu dodatkowych założeń, które są weryfikowane przy kolejnych przybliżeniach wraz z napływem historycznych danych. Dlatego dane kwartalne podlegają najczęstszym rewizjom, a ujawnione błędy szacunku, nieraz naprawdę pokaźne, bywają usuwane. I to nieraz kilkakrotnie.

Po trzecie - dane raportowane są w różnych cenach. Zmiany roczne - w cenach średnich roku poprzedniego (czyli dla I kw. 2009 w średnich cenach 2008 r.). Wzrost kw/kw wyliczany jest na podstawie bazy (średnich cen) z 2005. Utrudnia to bezpośrednie porównania, choć wielu analityków wykazuje do tego przedziwną skłonność.

Po czwarte - zmiany kwartalne uzyskiwane są przy pomocy dość skomplikowanych metod statystycznych. A im bardziej skomplikowane metody – tym większe prawdopodobieństwo błędu lub pomyłki. GUS odsezonowuje dane przy pomocy procedur zawartych w programie DEMETER. Znane są jeszcze inne np. TRAMO, X-12 (używana w USA), czy też mniej znana procedura berlińska BV. Na podstawie tych programów, zmieniając odpowiednio założenia, można uzyskać różne rezultaty. I tak GUS przy zastosowaniu programu DEMETER podał dla ostatnich dwóch kwartałów wzrost PKB odpowiednio: 0,0% i 0,4%. Tymczasem stosując TRAMO otrzymamy wyniki (odpowiednio): -0,5% i -0,2%. A przeszacowując dane przy użyciu programu X-12 (odpowiednio): -0,2% i 0,2%.

Po piąte - dane miesięczne dotyczą innych zbiorowości niż dane kwartalne. GUS lojalnie o tym informuje, ale z uwagi na nieporównywalność bazy nie ułatwia to analizy. I tak dane o produkcji sprzedanej przemysłu w poszczególnych miesiącach „nie składają” się na kwartał, bo dotyczą innej zbiorowości niż dane kwartalne o wartości dodanej. Jak bardzo te dane się „nie składają”, widać też jednak po problemach, jakie od dłuższego czasu ma GUS szacując wartość dodaną w przemyśle i handlu, gdzie korekty bywają naprawdę „grube”.

Po szóste wreszcie - bardzo ostrożnie podchodzić trzeba do wstępnych oszacowań spożycia publicznego. Tu przestrzeń dla późniejszych dostosowań jest naprawdę olbrzymia.

To właśnie z uwagi na wymienione wyżej zastrzeżenia (dalece przecież niekompletne) nie powinniśmy nadmiernie ekscytować się pierwszymi przybliżeniami PKB w ujęciu odsezonowanym. Nie powinniśmy, choć dla ekonomisty to te właśnie historyczne informacje, oddające trend w składowych PKB, są przecież najważniejszym instrumentem analizy procesów zachodzących w gospodarce. Tym większego znaczenia nabiera postawienie znaków zapytania w odpowiednich miejscach przy wstępnych szacunkach.

Jakie więc pytania zadać powinien makroekonomista? Najważniejsze jest pierwsze. Bo to ono narzuca później ton dalszej analizie.

Ekonomista zauważy znaczny spadek wolumenu eksportu o 14,6% r/r. Jeszcze większy importu o 17,6% r/r. Ale zapyta: jak jest możliwe, by przy tak znacznym spadku eksportu, wartość dodana w przemyśle zmniejszyła się tylko o 5,9%?

Na bazie takiego pytania da się przeprowadzić następujące rozumowanie. Załóżmy, że produkcja globalna, czyli produkcja sprzedana plus zmiana zapasów, zmniejszyła się o tyle samo. Eksport towarów zmniejszył się bardziej niż eksport ogółem, np. o 18%. Eksport stanowi 40% produkcji globalnej przemysłu. Z tego tytułu produkcja globalna mogła się zmniejszyć o 7,2%. Popyt wewnętrzny - spożycie i inwestycje - (60% produkcji globalnej) zwiększył się o 3%. Daje to dodatnią kontrybucję 1,8%. Sumując składowe otrzymujemy spadek o 5,4%. Ale pozostał jeszcze jeden element: zapasy.

I z danych statystycznych i z informacji medialnych wiadomo, że zapasy zmniejszyły się w 1 kw. o 4,1 mld zł (w ub. roku wzrosły o 9,4 mld zł). Gdyby cała zmiana miała miejsce w przemyśle, to z tego tytułu produkcja globalna powinna się zmniejszyć o ponad 5%. Tymczasem według wstępnych danych GUS zmniejszyła się zaledwie o 0,5%.

Pierwsze pytanie prowadzi nas więc do kolejnego: czy w przemyśle zmiana zapasów była tak mała, czy też nagle zmniejszyły się koszty materialne w polskich firmach?

Wielkim znakiem zapytania jest też wzrost wartości dodanej w usługach nierynkowych. Według szacunków GUS wzrosły one w 1 kw. o 4,9% r/r. Dlaczego jednak w warunkach silnego spowolnienia aktywności w innych sektorach wartość dodana rośnie najszybciej akurat w usługach nierynkowych? Zagadka. A może do jej rozwiązania posłużyć się wzorcem niemieckim? Niemcy mają bardzo prosty i poprawny algorytm dla wzrostu wolumenu wartości dodanej w usługach nierynkowych. Zakładają pewną stałą dynamikę wzrostu wydajności pracy i mnożąc ją przez zmianę zatrudnienia uzyskują zmianę wartości dodanej. Jednak w polskich rachunkach narodowych zmiana zależna jest od wzrostu płac. Jeśli rosną wolniej (przy stałej inflacji), to wartość dodana rośnie wolniej. I odwrotnie.

Po stronie popytowej znak zapytania wypadałoby postawić przy inwestycjach w środki trwałe. Przecież dane z dużych firm obejmowały w roku 2008 38% ogółu nakładów i są obserwowane kwartalnie. A dane z sektora rządowego i samorządowego, ponad 20% całości, nie są nigdy kompletne, ale za to dostarczane zawsze ze znacznym opóźnieniem. Pozostała część to szacunki, które historycznie ujmując są z reguły dość ostrożne. Można się więc spodziewać raczej podwyższenia, niż obniżenia dynamiki inwestycji przy kolejnych przybliżeniach.

Postawiliśmy te kilka pytań o interpretację szacunkowych danych o PKB w 1 kwartale, ponieważ kategoryczny ton wielu całkowicie nieraz rozbieżnych komentarzy („pierwsze oznaki ożywienia”, „przygrywka do prawdziwych recesyjnych spadków”) bardzo nas rozbawił. Wstępne dane GUS, szczególnie te odsezonowane, nie uzasadniają bowiem w żadnym wypadku stawiania kategorycznych wniosków, co do stanu naszej gospodarki. Na tym etapie, można naszym zdaniem, co najwyżej postawić roboczą hipotezę, że jeśli dostosowanie przyszło głównie przez zmiany zapasów, to nasza gospodarka trochę na wzór amerykańskiej, może dość szybko się podnieść po odbiciu popytu. Ale czy tak będzie – tego nie jesteśmy jeszcze w stanie potwierdzić przywołując twarde i niekwestionowane dane.

Można, co najwyżej powiedzieć, że dane roczne zbieżne są z makroekonomiczną intuicją. Spadek popytu krajowego, wysoka dodatnia kontrybucja eksportu netto, wysoka ujemna kontrybucja zapasów – bardzo dobrze rumują się z niską dynamiką dochodów podatkowych, co wróży kłopoty budżetu w tym i przyszłym roku. Równocześnie jest jasne, że tak wysoka kontrybucja eksportu netto nie da się utrzymać w kolejnych kwartałach w zwiazku ze znacząco przekraczającym oczekiwania spowolnieniem w UE. A to oznaczać może rosnące prawdopodobieństwo spadku dynamiki PKB co najmniej w 2 kwartale.

*)tekst napisany wspólnie z Mirosławem Gronickim

2009-05-31 23:04
gospodarka, blogi ekspertów pkb, 1Q Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Nerwowe pohukiwania opozycji, która domaga się głowy ministra finansów katastrofalnie świadczą o merytorycznych kwalifikacjach polityków, którzy wspierając się gazetowymi dywagacjami na temat stanu finansów publicznych, snują wizję nieuchronnej katastrofy.

Otóż, raz jeszcze trzeba wyraźnie powiedzieć: żadnej katastrofy nie ma i nie będzie. Jest za to sytuacja nadzwyczajna, nie pierwsza przecież i nie ostatnia w historii naszych finansów publicznych, która raz jeszcze potwierdza ich kompletną nieodporność na gospodarczą dekoniunkturę. Większość dostępnych szacunków wskazuje, że w naszym przypadku 1 pkt. proc. spadku dynamniki PKB przekłada się na 1,2 pkt. proc. wzrostu deficytu GG. Jest to najprawdopodobniej rekord w skali Unii Europejskiej. Większość starych czlonków Unii ma ten wskaźnik elastyczności na poziomie 0,3-0,4; a w przypadku nowych krajów członkowskich spadek PKB o 1 pkt. proc. pociąga za sobą autonomiczny wzrost deficytu sektora o 0,6-0,7 pkt. proc.

Jesteśmy, jako kraj, mistrzami świata w generowaniu nowych wydatków budżetu bez względu na sytuację po stronie dochodowej. Dzieje się tak za sprawą nieusuwalnej od lat przerażającej liczby ok. 80 pozycji automatycznie ideksowanych wydatków. Nasz udział wydatków zdeterminowanych (liczonych łącznie) sięga 73 proc. wydatków budżetu ogółem. O jakiej w tej sytuacji antycyklicznej polityce fiskalnej może w ogóle być mowa? Wolne żarty. Nasza polityka jest procykliczna od lat. Kiedy któryś a polityków z dumą wspomina czasy, kiedy 7 proc. dynamice PKB odpowidał zaledwie 2 proc. deficyt budżetowy, to średnio wykształconego ekonomistę pusty śmiech ogarnia. A to dlatego, że przy takim wzroście w budżecie każdego kraju o normalnej strukturze wydatków publicznych pojawia się 3 proc. nadwyżka. I to dopiero stwarza przestrzeń dla prowadzenia antycyklicznej polityki fiskalnej. W naszym przypadku takiej przestrzeni po prostu nie ma.

Dlatego każdy minister finansów zderzający się z cyklem koniunkturalnym staje w sytuacji nie do pozazdroszczenia. I musi sobie z nią poradzić. Rostowski będzie musiał zablokować wydatki na kwotę ok. 19 mld PLN. Co już zapowiedział. Będzie też musiał coś zrobić z pozostałymi brakującymi mu ok. 18 mld PLN. Bo łączny ubytek dochodów krajowych przekroczy 37 mld PLN. I to jest jasne dla każdego ekonomisty zajmującego się fianansami publicznymi. Trudno dociec, o co chodzi tym, którzy chcą odwołania ministra finansów zanim przedstawi on rządowi swoje propozycje na temat tegorocznego, a jeszcze bardziej przyszłorocznego budżetu. Dobry czas na stawianie radykalnych wniosków przyjdzie dopiero po przedłożeniu ministra finansów.

 

Jeśli zaproponuje on wzrost deficytu budżetu państwa w tym roku do 40 mld, a w przyszłym o kolejne 10 mld PLN, bez wskazania źródeł finansowania, co pociągnęłoby za sobą gigantyczny wzrost potrzeb pożyczkowych i długu publicznego, to żądania głowy ministra będą solidnie uzasadnione.

Jeśli jednak przestawi inne propozycje, na przykład sprzedaż w okresie dwóch najbliższych lat, wartych dziś (stan na 25 maja 2009) 47,664 mld PLN udziałów SP w spółkach publicznych, co pozwoliłoby sfinansować większe deficyty przy spadku potrzeb pożyczkowych, to wszyscy rozsądni politycy powinni wesprzeć ministra.

Byłby to bowiem pierwszy krok na drodze uczynienia z budżetu skutecznego instrumentu polityki antycyklicznej. Równocześnie mielibyśmy do czynienia z wykorzystaniem kryzysu, jako instrumentu dla racjonalnego ograniczenia udziału państwa w realnej gospodarce. Zwracam uwagę, że same udziały w PKO BP i KGHM warte są wedle aktyalnej wyceny rynkowej 19,174 mld PLN, a pozostałe resztówki w spółkach „niestrategicznych” 4,910 mld PLN.

 

2009-05-26 17:47
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 

Wokół wykonania tegorocznego budżetu narosło się już wystarczająco dużo nieporozumień. Pora więc może najwyższa dokonać diagnozy opartej na twardych danych.
 
Po czterech miesiącach 2009 roku po stronie dochodowej sytuacja ma sie w ten sposób:
1.Zakładane w ustawie budżetowej dochody podatkowe i niepodatkowe miały w tym roku wzrosnąć o 12,8% wobec wykonania w roku 2008.
2.Tymczasem w okresie styczeń-kwiecień 2009 były one o 2,194 mln PLN niższe niż w tym samym okresie 2008 roku; odpowiada to ubytkowi o 2,7%. W rozbiciu na poszczególne kategorie wyższe niż przed rokiem były jedynie wpływy z akcyzy (+1,599 mln r/r) i dochody państwowych jednostek budżetowych (+363 mln r/r); o 1,216 mln niższe niż w pierwszych czterech miesiącach 2008 były dochody z VAT; o 1,108 mln z CIT; o 452 mln z PIT.
3.Dla realizacji zaplanowanego w ustawie budżetowej poziomu dochodów krajowych (269,4 mld), w pozostałej części roku, czyli od maja do grudnia, wpływy podatkowe i niepodatkowe musiałyby sięgnąć kwoty 188,1 mld PLN. W analogicznym okresie ubiegłego roku wyniosły one 155,5 mld PLN. Wychodzi więc na to, że dla zrealizowania zapisów ustawy budżetowej dynamika dochodów krajowych w pozostałej części roku musiałaby wynieść 21%. Sporo biorąc pod uwagę przewidywane tempo wzrostu gospodarczego.
4.Przy optymistycznym – jak się wydaje - założeniu, że w całym roku dochody krajowe spadną wobec 2008 jedynie tyle, co w pierwszych czterech niesiącach 2009, czyli o 2,7%, ubytek w tej kategorii dochodów na koniec roku wyniósłby 37,8 mld PLN wobec wielkości zapisanej w ustawie.
5.Na dochody budżetu ogólem składa się również kategoria „środki z UE i innych źródeł nie podlegających zwrotowi”. I tu sytuacja jest wyraźnie lepsza niż w ubiegłym roku. Dochody z tego tytułu były w okresie styczeń-kwiecień o 912 mln PLN wyższe niż w takim samym okresie ubiegłego roku. To sprawiło, że dochody ogółem były niższe o 1,281 mln (1,4% r/r) i o 1,605 mln PLN poniżej harmonogramu.
6.Nawet pełna absorbcja środków unijnych (33,6 mld) nie zapełni jednak wyrwy w dochodach ogółem, powstałej w wyniku niższego wykonania dochodów krajowych. Oznacza to, że w tym roku ubytek dochodów rzędu 37,8 mld PLN traktować trzeba, jako realistyczne minimum.
 
Po czterech miesiącach 2009 po stronie wydatków sytuacja ma się w ten sposób:
1.Wydatki były nominalnie o 14,655 mln PLN wyższe niż w tym samym okresie ubegłego roku. Wzrost nastąpił we wszystkich kategoriach. W tym takich, jak obsługa długu krajowego (8,7 mld wobec 4,9 mld) czy zagranicznego (4,0 mld wobec 3,3 mld) wzrosty były znaczące i uzasadnione niekorzystną zmianą warunków na rynku długu. W innych (jak dotacja do FUS czy KRUS) – niekorzystnymi zmianami na rynku pracy. W przypadku subwencji dla samorządów wzrost wydatków był następstwem zmian ustawowych w podatku PIT i wzrostem uposażeń nauczycieli.
2.Wydatki w okresie styczeń-kwiecień były i tak o 2,3 mld PLN poniżej poziomu ujętego w harmonogramie wykonania budżetu. Tylko dzięki temu zaawansowanie wykonania deficytu po kwietniu mogło wynieść 84,3%, czyli 15,3 mld PLN.
3.Można przypuszczać, że limitowanie wydatków pozwoli obnizyć ich poziom do końca roku o ok. 8-10 mld PLN wobec 321,2 mld przewidzianych w budżecie.
Wnioski:
>Przypominam, że szacunek ubytków w dochodach krajowych oparty został na optymistycznym założeniu, że nie będzie z nimi gorzej niż w pierwszych 4 miesiącach roku. Oznacza to, że jest to dolny, a nie górny przedział możliwych ubytków.
 
>Przy założeniu 10 mld PLN oszczędności w wydatkach w wyniku wprowadzenia limitów i przesunięciu 9 mld PLN z wydatków budżetu na budowę autostrad do funduszu, trzeba znaleźć po stronie dochodów budżetu dodatkową kwotę nie mniejszą niż 18,8 mld PLN. Kwota ta, w połączeniu z oszczędnościami, wypełniłaby realistycznie oszacowaną wyrwę po dochodach krajowych. Pozwoliloby to zachować na koniec roku deficyt budżetu państwa na niezmienionym poziomie 18,2 mld PLN, pomimo możliwego czasowego przekroczenia w trakcie roku.
 
>Wskazanie sposobów zwiększenia dochodów w tym roku o nie mniej niż 18,8 mld PLN jest zadaniem ministra finansów. Minister może też, oczywiście, zaproponować rządowi i parlamentowi podniesienie deficytu na rok 2009 o całą tę kwotę (czyli do wysokości ok. 37 mld PLN), albo jakąś jej część. Jak będzie - wkrótce sie przekonamy.
      
2009-05-17 13:21
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

W tabelce poniżej podaję własne prognozy wybranych wskaźników makro dla lat 2009-2010. Jest to „scenariusz umiarkowany”, którego realizacja uwarunkowana jest następującymi założeniami:

  • Recesja na głównych rynkach bazowych (USA, stref euro, Japonia) nie przekracza 4% spadku dynamiki realnego PKB w roku 2009 i 0% dla roku 2010;
  • Finansowanie na rynku krajowym w roku 2009 przy realnej dynamice akcji kredytowej ogółem na poziomie 2 proc. r/r; w roku 2010 4 proc. r/r
  • Następuje wykorzystanie części ze środków dostępnych w transzy FCL, udostępnionej przez IMF
  • Mają miejsce doraźne interwencje MF i NBP na forexie (wymiana środków z funduszy i części rezerw powiększonych o transzę FCL
  • Rząd uruchamia dodatkową pulę poręczeń i gwarancji kredytowych dla MSP (ponad 40 mld limit wyczerpany na inwestycje publiczne), w wysokości nie mniejszej niż po 10 mld PLN rocznie w latach 2009/2010
  • NBP udostępnia bankom finansowanie na czas do 12 miesięcy (long term facility) na zasadach analogicznych do EBC (łącznie z kategoriami aktywów przyjmowanych, jako collateral)
  • EBC akceptuje aktywa nie denominowane w euro, jako collateral przy operacjach repo z NBP

                                                        '09              '1 0

PKB                                                  0.7               1.1

SPOŻYCIE PRYWATNE                    1.9                2.3

SPOŻYCIE PUBLICZNE                     0.0               0.4

INWESTYCJE                                 -8.0               -3.0

EXP                                               -25.0               4.0

IMP                                               -30.0             -12.0

ZATRUDNIENIE                              -1.5                 2.0

STOPA BEZROB. REJESTR.            13.6              11.0

CPI (SREDNIOW OKRESIE)              2.4                2.6

C/A                                                 -2.7               -1.7

DEFICYT GG                                    -4.9               -4.4

DEFICYT GG DOST. CYKLICZ.         -4.7               -4.2

DEFICYT STRUKTURALNY               -4.1               -3.5

DŁUG PUBLICZNY                            55.2              57.4

Warunki dla realizacji scenariusza „umiarkowanego spowolnienia” są więc – jak widać – dość wymagające.

Nawet przy tym scenariuszu konieczny jest wielki wysiłek dla utrzymania w ryzach finansów publicznych. Przy 1% dynamice PKB łączny skutek dla deficytu GG (po stronie ubytku dochodów i wzrostu wydatków) wyniesie ok. 40 mld PLN.

Utrzymanie w roku 2009 deficytu GG na poziomie nie prekraczajacym 4,9% PKB wymagałoby dokonania dostosowań fiskalnych o skali nie mniejszej niż 3 proc. PKB. Bez tego, pomimo znacznie lepszej niż w prognozach KE dynamiki wzrostu, deficyt GG zbliżyłby się do 8% PKB już w tym roku.

Tak znaczne dostosowanie fiskalne nie uda się bez podwyżki składki rentowej, przyspieszonej podwyżki składki zdrowotnej i wzrostu akcyzy.

Zwracam też uwagę, że już przy tym scenariuszu dług publiczny zbliża się niebezpiecznie do granicy konstytucyjnej. Nie uda się w tym roku uniknąć przekroczenia pierwszego progu ostrożnościowego. Odsunięcie się od progu 2 i 3 wymaga istotnego ograniczenia potrzeb pożyczkowych budżetu. Oznacza to nie tylko finansowanie deficytu z maksymalnych wpływów prywatyzacyjnych, ale też uruchomienie na potrzeby ograniczenia potrzeb pożyczkowych wszystkich niepracujących aktywów państwowych (w tym części z blisko 80 mld PLN gotówki i depozytów sektora publicznego).

W świetle powyższych faktów, nie powinno zaskakiwać stwierdzenie, że nawet scenariusz „umiarkowanego spowolnienia” jest więc już w istocie scenariuszem zarządzania kryzysem makroekonomicznym.

Każdy scenariusz bardziej pesymistyczny (ze wzrostem w latach 2009/2010 oscylującym wokół zera lub - tym bardziej - poniżej zera) wymagałby odpowiednio bardziej radykalnych przedsięwzięć dla zapanowania nad finansami publicznymi. Stąd rozpatrywanie takich scenariuszy, na obecnym etapie, mija się – moim zdaniem – z celem.

Trzeba wdrożyć przedsięwzięcia, o których tu piszę (łącznie ze spełnieniem tych warunków wstępnych, które nie mają charakteru ograniczeń zewnętrznych) i potraktować je, jako niezbędne minimum, a nie maksimum wysiłków dla opanowania kryzysu makro w latach 2009/2010.

 

2009-05-07 11:14
gospodarka, blogi ekspertów scenariusz, recesja, spowolnienie Komentarze (1)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |