O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 Minister Mateusz Szczurek: „Zdjęcie (z Polski) EDP będzie nowym otwarciem w polityce gospodarczej. Rząd, zachowując dbałość o stabilność finansów publicznych, nie będzie musiał się koncentrować na tym, gdzie szukać oszczędności”.

 

Szczerze powiedziawszy, nawet biorąc pod uwagę specyfikę nieautoryzowanej wypowiedzi, jest to oświadczenie zastanawiające. I – dodać trzeba – mocno też niepokojące.

 

Nie zgadzałem się nigdy z zapewnieniami ministra Szczurka, że etap stabilizacji finansów publicznych mamy już za sobą, że jest to rozdział zamknięty. I że potrzebne nam jest nowe otwarcie, zorientowane już tylko na podnoszenie efektywności wydatków publicznych. Dyskutowaliśmy o tym już dwa lata temu na Forum Ekonomicznym w Katowicach.

 

Tym bardziej trudno mi przychodzi zaakceptować twierdzenie, że rząd nie musi już koncentrować się na poszukiwaniu oszczędności w finansach publicznych; twierdzenie, które jest jedynym – jak dotąd – komentarzem do rekomendacji Komisji Europejskiej zalecającej RE uwolnienie Polski z okowów Procedury Nadmiernego Deficytu.

 

Ta rekomendacja jeszcze nie wystygła (nie mówiąc o jej przyjęciu przez Radę), kiedy w Polsce ruszyła ze strony przedstawicieli rządu licytacja, co my też takiego dobrego zafundujemy obywatelom, kiedy już możemy sobie poszaleć. Deklaracja Mateusza Szczurka wspiera niestety takie oczekiwania.

 

Tymczasem zarówno ocena długoterminowej stabilności finansów publicznych w Polsce, jak i rekomendacje oraz zalecenia KE są tak naprawdę wiadrem zimnej wody wylanym na rozpalone głowy entuzjastów konsumowania owoców stabilizacji finansów publicznych.

 

Komisja akcentuje w swoim stanowisku, że wielkości prognozowanego przez rząd spadku deficytu sektora w latach 2015-2016 są co prawda w sprzyjających okolicznościach możliwe do osiągnięcia. Ale jednocześnie jasno stwierdza, że to co ma nastąpić później, czyli instrumenty, jakimi rząd zamierza osiągnąć kolejne spadki deficytu aż do 1% PKB w latach 2016-2019 nie zostały wyartykułowane w Aktualizacji Programu Konwergencji. W dyplomatycznym języku biurokracji brukselskiej znaczy to tyle, że są to tylko puste obietnice. Komisja jasno stwierdza, że dostosowania strukturalne są niewystarczające dla ustabilizowania finansów publicznych, i że najdalej w roku 2016 konieczne będzie podjęcia dalszych kroków dla spadku deficytu.     

 

Jest czymś zdumiewającym, że wobec takiej oceny rusza u nas z kopyta licytacja, co tu zrobić z odzyskaną swobodą wydawania nieistniejących publicznych pieniędzy. Wybory, wyborami, ale gdzie tu jest miejsce na odpowiedzialność za państwo?

A przecież rekomendacje Komisji są jednoznaczne: wyeliminowanie preferencyjnych stawek VAT; natychmiastowa redukcja kosztów istniejących przywilejów emerytalnych (górnicy, rolnicy to 1,5% PKB rocznie, ale też silne zniechęcanie do podejmowania pracy poza sektorami schyłkowymi o niskiej efektywności). Dodać do tego można, czego Komisja Europejska już nie czyni wprost, że bez włączenia do powszechnego systemu emerytalnego wszystkich grup zawodowych dziś ulokowanych poza nim, czyli nie tylko rolników, bez powrotu do pierwotnych zasad indeksacji świadczeń w I filarze psutych systematycznie od lat, a ze szczególną intensywnością po roku 2013 – nie da się zlikwidować sekularnego deficytu podsektora ubezpieczeń społecznych, którego ujemny wynik (zebrane składki vs. wypłacone świadczenia) destrukcyjnie wpływać będzie na równowagę sektora finansów publicznych w okresie wielu dziesięcioleci.

Niby nic nowego. Łagodne napomnienia Komisji przywołały tylko wspomnienie o elementarnych, nie podjętych dotąd reformach. I co słyszymy w odpowiedzi? Że Bruksela doceniła nasze wysiłki. Jest tak dobrze, że  można się wreszcie zabrać za konsumpcję owoców sukcesu. Otóż - powiedzmy to jasno – nie można. Zabrać się za to trzeba wreszcie do takiej pracy, jaka przystoi odpowiedzialnemu rządowi większościowemu. Kupowanie za publiczne pieniądze głosów wyborców nie jest przejawem odpowiedzialności, ani odwagi.    

2015-05-15 17:30
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, EDP Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Dochody krajowe (podatkowe i niepodatkowe) po lipcu lokują się nominalnie nadal poniżej ubiegłorocznych (mniej o 5,6 mld PLN). Jedyną kategorią dochodów krajowych, gdzie budżet odnotowuje nominalne wzrosty jest jak dotychczas akcyza (więcej o 1,7 mld PLN). W pozostałych kategoriach (podatek od osób prawnych -2,5 mld; podatek od osób fizycznych -1,1 mld; podatki pośrednie -4,3 mld) dochody są nominalnie niższe od ubiegłorocznych. Gdyby nie wysoka dynamika dochodów unijnych (wyższe o 229 proc. w zestawieniu z okresem styczeń-lipiec 2008; w samym lipcu dochody unijne przyrosły o 4,7 mld PLN w stosunku do poprzedniego miesiąca), dochody ogółem również znajdowałyby się poniżej ubiegłorocznych. A tak są o 9,1 mld PLN wyższe. Do końca roku dla wykonania obniżonej prognozy dochodów krajowych trzeba będzie zebrać 97 mld PLN. I trzeba otwarcie powiedzieć, że jest to na granicy możliwości, choć do zrobienia. W analogicznym okresie ubiegłego roku, przy wyższej dynamice PKB budżet zebrał z tytułu dochodów krajowych 104,8 mld.

 

Deficyt budżetu państwa po 7 miesiącach był o 1,7 mld poniżej wykonania w czerwcu. Nie stało się to jednak z pewnością za sprawą niższej dynamiki wydatków. Bo te w jednym tylko miesiącu od czerwca wzrosły o 25 mld PLN. Dla utrzymania się w granicach ujętych w noweli budżetowej wydatki do końca roku mogą wzrosnąć maksymalnie o 125 mld PLN. Jest to dokładnie tyle, ile wyniósł wzrost wydatków między sierpniem a grudniem 2008. Tyle, że tym razem może być trudniej. W drugiej połowie roku dynamika dochodów unijnych spadnie. Pojawią się za to wydatki unijne, związane z rozdysponowaniem środków do beneficjentów. Deficyt będzie więc szybko pęczniał.

Dla budżetu kwestią absolutnie pierwszoplanową wydaje się szybka odbudowa dynamiki dochodów krajowych, w tym głównie podatku VAT. I tutaj widać już pierwsze symptomy poprawy. Między czerwcem, a lipcem dochody z podatków pośrednich wzrosły o 14,3 mld, a dochody krajowe nawet o 20,8 mld. Wcześniej przyrosty miesięczne były znacznie bardziej umiarkowane, rzędu 8-12 mld, ale trend rosnący utrzymuje się i jest wyraźny.

Dopiero w dłuższej perspektywie możliwe są do przeprowadzenia zmiany w strukturze wydatków, wymagające w olbrzymiej większości wypadków przejścia przez pełen cykl legislacyjny (łącznie z ewentualnym odrzuceniem prezydenckiego weta) w parlamencie.

 

Innymi słowy: ciesząc się z relatywnie dobrego na tle Europy stanu sfery ralnej naszej gospodarki nie zapominajmy, że sektor finansowy i budżet państwa znajdować się będą w najbliższych dwóch latach nadal pod silną presją.

 

2009-08-17 18:47
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Wykonanie budżetu państwa po pięciu miesiącach przyniosło pogłębienie się negatywnych tendencji. Zanaczyły się one przede wszystkim w zakresie napływu dochodów krajowych. O ile w okresie styczeń-kwiecień ubytek dochodów podatkowych i niepodatkwych wobec tego samego okresu ubiegłego roku sięgał jeszcze kwoty 2,2 mld PLN, to po maju bylo to już 5,95 mld. Oznacza to wzrost ubytku od -2,7 proc. do -4,01 proc. wobec analogiczego okresu 2008 roku. Dla przypomnienia: w tegorocznej ustawie budżetowej przewidziano 12,8 proc. wzrost w kategorii dochodów krajowych.

Dla zrealizowania planowanej wielkości dochodów w pozostałej części roku, czyli między czerwcem a grudniem, Ministerstwo Finansów musiałoby zebrać 172,2 mld PLN. W takim samym okresie ubiegłego roku, przy ok. 5-proc. średnim tempie wzrostu gospodarczego, udało się zebrać 119,3 mld PLN. Ewentualności wzrostu dochodów krajowych rzędu 43,5 proc. wobec ubiegłego roku (przy spadku o 4 proc. w pierwszych 5 miesiącach) nie sposób traktować serio.

Przy założeniu, że ubytek w dochodach krajowych przestanie się już dalej pogłębiać w dalszej części roku (co w świetle dotychczasowego wykonania wydaje sie założeniem optymistycznym) i nie przekroczy 4 proc., niedobów dochodów krajowych na koniec roku wyniósłby 40,1 mld PLN (wobec 37,8 mld szacunków po kwietniu). W pierwszych pięciu miesiącach niedobór w tej najważniejszej dla dochodów budżetu kategorii podatków pogłębia się więc w szybkim tempie.

Dochody budżetu ogółem po maju 2009 były co prawda o 2,3 mld PLN wyższe niż w analogicznym okresie 2008 (choć w ujęciu nominalnych kształtowały się wciąż o blisko 3 mld PLN poniżej wielkości ujętej w harmonogramie). Ta lekka nadwyżka była jednak możliwa wyłącznie za sprawą nadzwyczajnie dynamicznego przyrostu w kategorii „środki z UE i innych źródeł nie podlegające zwrotowi). Przyrost dochodów unijnych w ujęciu rok do roku wyniósł aż 6,3 mld PLN.

Wydatki rosły w pierwszych 5 miesiącach roku nadzwyczaj szybko. Ich przyrost o 16,9 mld PLN wobec analogicznego okresu ubiegłego roku nie może być w kategoriach ekonomicznych oceniony inaczej niż ekspansywna polityka fiskalna. Wydatki krajowe wzrosły o 13,6 mld zł (czyli o 14,5% r/r), przy czym część z tego przyrostu wynika ze spłacenia zobowiązań wymagalnych za 2008 r. W szacunkowych danych o wykonaniu budżetu państwa za okres styczeń-maj 2009 ślad zapowiadanych oszczędności jest bardzo nikły i nie przekracza kwoty 2,9 mld PLN odniesionej do przewidywanego harmonogramu wykonania budżetu. W dalszej częśći roku konieczne będą więc istotne oszczędności.

Istotną cechą budżetów ostatnich dwóch lat było praktyczne zbilansowanie dochodów i wydatków krajowych. W 2008 r. tak mierzony deficyt (nie uwzględnia on transferów do OFE, które faktycznie są wydatkiem, ale według polskiej definicji należą do rozchodów) wyniósł 1,7 mld zł. Różnica pomiędzy dochodami a wydatkami „unijnymi” wyniosła 22,7 mld zł. Ustawa budżetowa na rok bieżący zakładała odpowiednio nadwyżkę w części krajowej (3,5 mld zł) i deficyt w części unijnej (-21,7 mld zł). W okresie styczeń-maj odpowiednie deficyty wyniosły 9,7 i 6,7 mld zł.

Sytuacja finansów publicznych w tym, a jeszcze bardziej w przyszłym roku będzie bardzo trudna. Już po pięciu miesiącach br. widać, że na skutek dekoniunktury i ujemnej dynamiki popytu krajowego, potencjalne ubytki w dochodach krajowych, w ujęciu rocznym, nie będą mniejsze niż 40 mld PLN. Jeśli chodzi o rok 2010, to prognozowane przez rząd tempo wzrostu PKB (0,5 proc.), nawet po uwzględnieniu korzystnego dla budżetu przesunięcia w dekompozycji PKB z eksportu netto na popyt krajowy, umożliwi co najwyżej utrzymanie nominalnych dochodów krajowych na poziomie zbliżonym do tegorocznego wykonania ( nie więcej niż 229 mld). Ponadto nadal koszty współfinansowania i składki unijnej będą utrzymywały niezbilansowanie części unijnej budżetu – całkiem prawdopodobne jest iż różnica pomiędzy dochodami i wydatkami może w tym i następnym roku przekroczyć 20 mld zł.

Przy określonych założeniach dotyczących dynamiki i struktury PKB, inflacji, funduszu płac i zatrudnienia, jesteśmy już dziś w stanie wstępnie oszacować różnicę między możliwymi do osiągnięcia w przyszłym roku dochodami krajowymi i dającymi sie już dziś skwantyfikować rosnącymi wydatkami zdeterminowanymi (indeksacja, waloryzacja świadczeń, dotacje do FUS i KRUS, podjęte zobowiązania wobec nauczycieli, składka do UE). Otóż, przy 0,5 proc. wzroście PKB różnica między dochodami krajowymi i wydatkami państwa, wobec wykonania w tym roku, rośnie o kolejne 15 mld PLN.  Jest więc bardzo prawdopodobne, że bez działań zapobiegawczych deficyt całego sektora (GG) byłby zbliżony do szacunków zaprezentowanych przez KE, osiągając w przyszłym roku 6-7 proc. PKB. Przy niezmienionym sposobie fianansowania oznaczałoby to również przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej w konstytucji relacji długu publicznego do PKB.

Przy naszym aktualnym bardzo niekorzystnym na tle innych państw UE współczynniku elastyczności deficytu na tempo wzrostu gospodarczego nie da się w ciągu jednego roku pokonać negatywnego wpływu dekoniunktury na finanse publiczne. Problemem są więc nie tylko lata 2010-2011, ale również – z uwagi na odłożone skutki indeksacji i waloryzacji – rok 2011. 

Obowiązkiem ministra finansów jest przedłożenie rządowi propozycji złagodzenia niebezpiecznych napięć w finansach publicznych. Zamrożenie wydatków przynoszące zapowiadane na ten rok oszczędności na poziomie ok. 10 mld PLN, jest oczywiście poza dyskusją. Przesuniecie 9,7 mld PLN w wydatków budżetu do Funduszu Drogowego – również. Trzeba mieć jednak świadomość, że trwałe i – co ważniejsze - istotne ograniczenie wydatków zdeterminowanych wymaga zmian ustawowych i przejścia przez pełen cykl legislacyjny. Być może takie propozycje powinny być przygotowane, ale realistyczna ocena wskazuje, że nie mają one większych szans. Względy proceduralne wykluczają ponadto dokonanie istotnych zmian w podatkach i parapodatkach w tym roku.

Po stronie dochodowej, przeliczenie skutków podniesienia podatków pośrednich, podwyżki składki rentowej, zdrowotnej, a następnie przedłożenie tych wyników do decyzji politykom – musi być wykonane. Dotyczy to przede wszystkim planowanych dochodów podatkowych w latach 2010-2011. Podwyżki podatków nie są jednak dobre ani dla gospodarki, ani dla popularności polityków. Dlatego przy cyklu politycznym obejmujacym wybory prezydenckie i parlamentarne w dwóch najbliższych latach wydają się mało prawodopodobne.

Co w takim razie można zrobić dla zapobieżenia załamaniu finansów publicznych w latach 2009-2011? Otóż, z jednej strony można zwiększyć dochody niepodatkowe – przede wszystkim dywidendy ze spółek kontrolowanych przez skarb państwa, a z drugiej – zmienić strukturę finansowania deficytu. Ta pierwsza operacja poprawi wynik budżetu w roku 2009. Nie da się jej powtórzyć w latach 2010-2011. Zmiana struktury finansowania dotyczyć zaś może przede wszystkim lat 2010-2011.

Dochody z tytułu dywidendy mogą przekraczać planowane na ten rok 2,9 mld PLN o 2-10 mld PLN. Przy czym osiągnięcie górnej granicy byłoby możliwe, gdyby rząd zdecydował się sięgnąć po pieniądze nie tylko do PKO BP, ale również do tych spółek SP, które w ostatnich latach odkładały zyski na kapitał zapasowy (głównie PZU, ale również GPW). Taka operacja jest prawnie i technicznie wykonalna. Spółki SP nie trzymają oczywiście gotówki. Większość z nich nadwyżki ulokowała w obligacjach SP. Ich akcjonariuszami są również często podmioty zagraniczne. Źeby nie zniszczyć rynku obligacji operacja pobierania dywidendy z poprzednich okresów rozliczeniowych musiałaby być przeprowadzona w oparciu o kredyt zaciągany przez spółki zobowiązane do jej wypłaty uchwałami walnych zgromadzeń. Jeszcze inaczej musiałby być asekurowany przed skutkami raptownej wymiany przez złotych z dywidendy na waluty rynek FX. Operacja maksymalnego zwiększenia tegorocznych dochodów z tytułu dywidendy jest wykonalna. Spółki mogą próbować zwiększyć kapitały w drodze emisji z prawem poboru. Dla SP objęcie takich idziałów nie jest wydatkiem, lecz finansowaniem. Jest więc obojętne z punktu widzenia deficytu, choć zwiększa dług publiczny. Zwracamy jednak uwagę, że im niższy w wyniku operacji jednorazowych będzie tegoroczny deficy, tym trudniej bez zasadniczej reformy strony wydatkowej będzie zmniejszyć go w latach 2010-2011. A tego oczekiwać od nas będzie Komisja Europejska.

Rząd ma znacznie większe pole manewru niż w przypadku deficytu po stronie finansowania w latach 2010-2011. Według wyceny na 01. czerwca tego roku, wartość rynkowa udziałów Skarbu Państwa w spółkach notowanych na GPW w Warszawie przekraczała 45,8 mld PLN. Z tego ok. 21 mld przypadało na 3 spółki, które można nazwać strategicznymi (PGNiG, Orlen, Lotos). Z pozostałych ok. 24,9 mld, na 3 spółki (PKO BP, PKO SA i KGHM) przypadało ok. 21 mld PLN. Pozostałe „drobiazgi” warte były ok. 4 mld PLN.

Zważywszy na wspomniane wcześniej uwarunkowania ograniczające pole manewru zarówno po stronie wydatkowej, jak dochodowej, rząd mógłby ewentualnie pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując równocześnie agresywny program 2-letniej prywatyzacji i sprzedaży niepracujących aktywów państowych. Program o wartości nie mniejszej niż 25-35 mld PLN.

Innymi słowy: zamiast na „ratunkowym” ograniczaniu deficytu, rząd skupić się powinien na sprzedaży niepracujących aktywów i ograniczeniu udziału SP w spółkach notowanych na giełdzie. Mniejsze będą  potrzeby pożyczkowe i ograniczy się przyrost długu publicznego. Zwiększy się też efektywność gospodarki w dłuższym okresie, poprzez zmianę formy własności. A że odezwie się znów chór krzykaczy zatroskanych o wyprzedaż za bezcen „sreber rodowych”, przejętych „rabunkową eksploatacją majątku narodowego”? Proste przeliczenie liczby punktów ze wskaźnika WIG 20, przypadających w ostatnich latach na każdy mln PLN zysku spółek z indeksu (odpowiednik wskaźnika P/E) pokazuje niedwuznacznie, że czekanie na „lepsze warunki rynkowe” ma bardzo wątłe merytoryczne podstawy. Wartość tak policzonego wskaźnika ceny do zysku jest bardzo stabilna.

Wydaje się, że tegoroczny deficyt jest dla rządu mniejszym problemem niż zbilansowanie finansów publicznych w dwóch kolejnych latach. W tym roku przy realizacji zakładanych oszczędności i zmaksymalizowaniu przychodów z dywidendy niedobór w dochodach krajowych nie znajdujący pokrycia w oszczędnościach i dochodach niepodatkowych może zostać sprowadzony do kwoty nie przekraczającej 7-11 mld PLN. O tyle w tym roku, wobec prognozowanych 18,2 mld, trzeba by powiększyć deficyt budżetu państwa.

Problemem jest, że w latach 2010-2011 nie da się już powtórzyć nadzwyczajnych dochodów. Jeśli wysiłek rządu skupi się na prywatyzacji, to będzie to korzystne dla długu publicznego, ale obojętne dla deficytu. Nie przypuszczamy, aby w latach wyborczych udało się osiągnąć zbyt wiele w kwestii ograniczenia wydatków zdeterminowanych. Wymagałoby to bowiem moblilizacji większości parlamentarnej dla wielce prawdopodobnego weta prezydenta. Stąd realistyczna ocena sytuacji podpowiada rozwiązanie kompromisowe: rozłożenie dochodów ze skumulowanej dywidendy spółek SP na lata 2009-2010 (korzystne dla deficytu) i uruchomienie intensywnej prywatyzacji w latach 2010-2011 (korzystne dla ograniczenia potrzeb pożyczkowych budżetu).

*)tekst napisany wspólnie z Mirosławem Gronickim, w skróconej wersji opublikowany przez GW   

 

2009-06-24 11:03
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, dostosowanie Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Sytuacja finansów publicznych w tym, ale również i w przyszłym roku będzie bardzo trudna. Jesli chodzi o ten rok, to po pięciu miesiącach widać, że na skutek dekoniunktury i ujemnej dynamiki popytu krajowego, łączne ubytki w dochodach krajowych, w ujęciu rocznym, zamkną sie w przedziale 33-38 mld PLN. Jeśli chodzi o rok 2010, to prognozowane przez rząd tempo wzrostu PKB (0,5-1,3 proc.), nawet po uwzględnieniu korzystnego dla budżetu przesunięcia w dekompozycji PKB z eksportu netto na popyt krajowy, umożliwi co najwyżej utrzymanie nominalnych dochodów na poziomie zbliżonym do tegorocznego wykonania. Taki wrzost dochodów, jaki wpisał sobie do tegorocznej ustawy budżetowej rząd (12,8 proc.), wzrost – przypomnijmy – mocno krytykowany przez ekonomistów, w przyszłym roku w żadnym wypadku już nie przejdzie.

Przy określonych założeniach dotyczących dynamiki i struktury PKB, inflacji, funduszu płac i zatrudnienia, jesteśmy już dziś w stanie wstępnie oszacować   różnicę między możliwymi do osiągnięcia w przyszłym roku dochodami i dającymi sie już dziś skwantyfikować rosnącymi wydatkami zdeterminowanymi (indeksacja, waloryzacja świadczeń, dotacje do FUS i KRUS, podjęte zobowiązania wobec nauczycieli, składka do UE). Otóż, przy 1 proc. wzroście PKB różnica między dochodami i wydatkami państwa, wobec wykonania w tym roku, rośnie o kolejne 15 mld PLN. Jest więc bardzo prawdopodobne, że bez działań zapobiegawczych deficyt całego sektora (GG) byłby zbliżony do szacunków zaprezentowanych przez KE, osiągając w przyszłym roku 6-7 proc. PKB. przy niezmienionym sposobie fianansowania oznaczałoby to również przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej w konstytucji relacji długu publicznego do PKB.

Przy aktualnym współczynniku elastycznośc deficytu na tempo wzrostu gospodarczego (1 pkt. proc. spadku dynamiki PKB = 1,2 pkt. proc. wzrostu deficytu), nie da się w ciągu jednego roku pokonać negatywnego wpływu dekoniunktury na nasze finanse publiczne. To pewne.

Obowiązkiem ministra finansów jest jednak przedłożenie rządowi propozycji złagodzenia niebezpiecznych napięć w finansach publicznych. Zamrożenie wydatków przynoszące zapowiadane na ten rok oszczędności na poziomie ok. 10 mld PLN, jest oczywiście poza dyskusją. Trzeba mieć jednak świadomość, że trwałe i – co ważneijsze - istotne ograniczenie wydatków zdeterminowanych wymaga zmian ustawowych i przejścia przez pełen cykl legislacyjny. Być może takie propozycje powinny być przygotowane, ale realistyczna ocena wskazuje, że nie mają one większych szans.

Po stronie dochodowej, przeliczenie skutków podniesienia podatków pośrednich, podwyżki składki rentowej, zdrowotnej, a następnie przedłożenie tych wyników do decyzji politykom – musi być wykonane. Część ewentualnych decyzji co do wzrostu obciążeń podatkami pośrednimi nie wymaga przy tym akceptacji większości parlamentarnej. Wymaga za to poniesienia kosztów politycznych i ekonomicznych, bo podwyżki podatków nie są dobre ani dla gospodarki, ani dla popularności polityków.

Co w takim razie można zrobić dla zapobieżenia załamaniu w finansach publicznych w latach 2009-2010? Otóż, jest jedna rzecz, którą bez wątpienia zrobić by się dało.

Według wyceny na 01. czerwca tego roku, wartość rynkowa udziałów Skarbu Państwa w spółkach notowanych na GPW w Warszawie przekraczała 45,8 mld PLN. Z tego ok. 21 mld przypadało na 3 spółki, które można nazwać strategicznymi (PGNiG, Orlen, Lotos). Z pozostałych ok. 24,9 mld, na 3 spółki (PKO BP, PKO SA i KGHM) przypadało ok. 21 mld PLN. Pozostałe „drobiazgi” warte były ok. 4 mld PLN.

Nie mam wątpliwości, że zważywszy na wspomniane wcześniej uwarunkowania ograniczające pole manewru zarówno po stronie wydatkowej, jak dochodowej, rząd mógłby ewentualnie pogodzić się ze zwiększeniem deficytu, proponując równocześnie agresywny program 2-letniej prywatyzacji i sprzedaży niepracujących aktywów państowych. Program o wartości nie mniejszej niż 25-35 mld PLN.

Innymi słowy: zamiast na „ratunkowym” ograniczaniu deficytu, rząd skupić się powinien na maksymalnym jego finansowaniu bez zwiększania potrzeb pożyczkowych i przy spadku długu publicznego w relacji do PKB. Sprzedaż niepracujących aktywów i ograniczenie udziału SP w spółkach notowanych na giełdzie jest nie tylko stosownym w obecnych warunkach środkiem antykryzysowym, ale zwiększa też efektywność gospodarki w dłuższym okresie, poprzez zmianą formy własności.

Kryzys, jako instrument zmian strukturalnych, to bardzo dobry pomysł. A że odezwie się znów chór krzykaczy zatroskanych o wyprzedaż za bezcen „sreber rodowych”, przejętych „rabunkową eksploatacją majątku narodowego”? Szczerze mowiąc: kto by się tym przejmował? Jakie są inne rozsądne kontrpropozycje polityków pod adresem podatników?

2009-06-07 22:52
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, prywatyzacja, finansowanie Komentarze (6)
 Oceń wpis
   

Nerwowe pohukiwania opozycji, która domaga się głowy ministra finansów katastrofalnie świadczą o merytorycznych kwalifikacjach polityków, którzy wspierając się gazetowymi dywagacjami na temat stanu finansów publicznych, snują wizję nieuchronnej katastrofy.

Otóż, raz jeszcze trzeba wyraźnie powiedzieć: żadnej katastrofy nie ma i nie będzie. Jest za to sytuacja nadzwyczajna, nie pierwsza przecież i nie ostatnia w historii naszych finansów publicznych, która raz jeszcze potwierdza ich kompletną nieodporność na gospodarczą dekoniunkturę. Większość dostępnych szacunków wskazuje, że w naszym przypadku 1 pkt. proc. spadku dynamniki PKB przekłada się na 1,2 pkt. proc. wzrostu deficytu GG. Jest to najprawdopodobniej rekord w skali Unii Europejskiej. Większość starych czlonków Unii ma ten wskaźnik elastyczności na poziomie 0,3-0,4; a w przypadku nowych krajów członkowskich spadek PKB o 1 pkt. proc. pociąga za sobą autonomiczny wzrost deficytu sektora o 0,6-0,7 pkt. proc.

Jesteśmy, jako kraj, mistrzami świata w generowaniu nowych wydatków budżetu bez względu na sytuację po stronie dochodowej. Dzieje się tak za sprawą nieusuwalnej od lat przerażającej liczby ok. 80 pozycji automatycznie ideksowanych wydatków. Nasz udział wydatków zdeterminowanych (liczonych łącznie) sięga 73 proc. wydatków budżetu ogółem. O jakiej w tej sytuacji antycyklicznej polityce fiskalnej może w ogóle być mowa? Wolne żarty. Nasza polityka jest procykliczna od lat. Kiedy któryś a polityków z dumą wspomina czasy, kiedy 7 proc. dynamice PKB odpowidał zaledwie 2 proc. deficyt budżetowy, to średnio wykształconego ekonomistę pusty śmiech ogarnia. A to dlatego, że przy takim wzroście w budżecie każdego kraju o normalnej strukturze wydatków publicznych pojawia się 3 proc. nadwyżka. I to dopiero stwarza przestrzeń dla prowadzenia antycyklicznej polityki fiskalnej. W naszym przypadku takiej przestrzeni po prostu nie ma.

Dlatego każdy minister finansów zderzający się z cyklem koniunkturalnym staje w sytuacji nie do pozazdroszczenia. I musi sobie z nią poradzić. Rostowski będzie musiał zablokować wydatki na kwotę ok. 19 mld PLN. Co już zapowiedział. Będzie też musiał coś zrobić z pozostałymi brakującymi mu ok. 18 mld PLN. Bo łączny ubytek dochodów krajowych przekroczy 37 mld PLN. I to jest jasne dla każdego ekonomisty zajmującego się fianansami publicznymi. Trudno dociec, o co chodzi tym, którzy chcą odwołania ministra finansów zanim przedstawi on rządowi swoje propozycje na temat tegorocznego, a jeszcze bardziej przyszłorocznego budżetu. Dobry czas na stawianie radykalnych wniosków przyjdzie dopiero po przedłożeniu ministra finansów.

 

Jeśli zaproponuje on wzrost deficytu budżetu państwa w tym roku do 40 mld, a w przyszłym o kolejne 10 mld PLN, bez wskazania źródeł finansowania, co pociągnęłoby za sobą gigantyczny wzrost potrzeb pożyczkowych i długu publicznego, to żądania głowy ministra będą solidnie uzasadnione.

Jeśli jednak przestawi inne propozycje, na przykład sprzedaż w okresie dwóch najbliższych lat, wartych dziś (stan na 25 maja 2009) 47,664 mld PLN udziałów SP w spółkach publicznych, co pozwoliłoby sfinansować większe deficyty przy spadku potrzeb pożyczkowych, to wszyscy rozsądni politycy powinni wesprzeć ministra.

Byłby to bowiem pierwszy krok na drodze uczynienia z budżetu skutecznego instrumentu polityki antycyklicznej. Równocześnie mielibyśmy do czynienia z wykorzystaniem kryzysu, jako instrumentu dla racjonalnego ograniczenia udziału państwa w realnej gospodarce. Zwracam uwagę, że same udziały w PKO BP i KGHM warte są wedle aktyalnej wyceny rynkowej 19,174 mld PLN, a pozostałe resztówki w spółkach „niestrategicznych” 4,910 mld PLN.

 

2009-05-26 17:47
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 

Wokół wykonania tegorocznego budżetu narosło się już wystarczająco dużo nieporozumień. Pora więc może najwyższa dokonać diagnozy opartej na twardych danych.
 
Po czterech miesiącach 2009 roku po stronie dochodowej sytuacja ma sie w ten sposób:
1.Zakładane w ustawie budżetowej dochody podatkowe i niepodatkowe miały w tym roku wzrosnąć o 12,8% wobec wykonania w roku 2008.
2.Tymczasem w okresie styczeń-kwiecień 2009 były one o 2,194 mln PLN niższe niż w tym samym okresie 2008 roku; odpowiada to ubytkowi o 2,7%. W rozbiciu na poszczególne kategorie wyższe niż przed rokiem były jedynie wpływy z akcyzy (+1,599 mln r/r) i dochody państwowych jednostek budżetowych (+363 mln r/r); o 1,216 mln niższe niż w pierwszych czterech miesiącach 2008 były dochody z VAT; o 1,108 mln z CIT; o 452 mln z PIT.
3.Dla realizacji zaplanowanego w ustawie budżetowej poziomu dochodów krajowych (269,4 mld), w pozostałej części roku, czyli od maja do grudnia, wpływy podatkowe i niepodatkowe musiałyby sięgnąć kwoty 188,1 mld PLN. W analogicznym okresie ubiegłego roku wyniosły one 155,5 mld PLN. Wychodzi więc na to, że dla zrealizowania zapisów ustawy budżetowej dynamika dochodów krajowych w pozostałej części roku musiałaby wynieść 21%. Sporo biorąc pod uwagę przewidywane tempo wzrostu gospodarczego.
4.Przy optymistycznym – jak się wydaje - założeniu, że w całym roku dochody krajowe spadną wobec 2008 jedynie tyle, co w pierwszych czterech niesiącach 2009, czyli o 2,7%, ubytek w tej kategorii dochodów na koniec roku wyniósłby 37,8 mld PLN wobec wielkości zapisanej w ustawie.
5.Na dochody budżetu ogólem składa się również kategoria „środki z UE i innych źródeł nie podlegających zwrotowi”. I tu sytuacja jest wyraźnie lepsza niż w ubiegłym roku. Dochody z tego tytułu były w okresie styczeń-kwiecień o 912 mln PLN wyższe niż w takim samym okresie ubiegłego roku. To sprawiło, że dochody ogółem były niższe o 1,281 mln (1,4% r/r) i o 1,605 mln PLN poniżej harmonogramu.
6.Nawet pełna absorbcja środków unijnych (33,6 mld) nie zapełni jednak wyrwy w dochodach ogółem, powstałej w wyniku niższego wykonania dochodów krajowych. Oznacza to, że w tym roku ubytek dochodów rzędu 37,8 mld PLN traktować trzeba, jako realistyczne minimum.
 
Po czterech miesiącach 2009 po stronie wydatków sytuacja ma się w ten sposób:
1.Wydatki były nominalnie o 14,655 mln PLN wyższe niż w tym samym okresie ubegłego roku. Wzrost nastąpił we wszystkich kategoriach. W tym takich, jak obsługa długu krajowego (8,7 mld wobec 4,9 mld) czy zagranicznego (4,0 mld wobec 3,3 mld) wzrosty były znaczące i uzasadnione niekorzystną zmianą warunków na rynku długu. W innych (jak dotacja do FUS czy KRUS) – niekorzystnymi zmianami na rynku pracy. W przypadku subwencji dla samorządów wzrost wydatków był następstwem zmian ustawowych w podatku PIT i wzrostem uposażeń nauczycieli.
2.Wydatki w okresie styczeń-kwiecień były i tak o 2,3 mld PLN poniżej poziomu ujętego w harmonogramie wykonania budżetu. Tylko dzięki temu zaawansowanie wykonania deficytu po kwietniu mogło wynieść 84,3%, czyli 15,3 mld PLN.
3.Można przypuszczać, że limitowanie wydatków pozwoli obnizyć ich poziom do końca roku o ok. 8-10 mld PLN wobec 321,2 mld przewidzianych w budżecie.
Wnioski:
>Przypominam, że szacunek ubytków w dochodach krajowych oparty został na optymistycznym założeniu, że nie będzie z nimi gorzej niż w pierwszych 4 miesiącach roku. Oznacza to, że jest to dolny, a nie górny przedział możliwych ubytków.
 
>Przy założeniu 10 mld PLN oszczędności w wydatkach w wyniku wprowadzenia limitów i przesunięciu 9 mld PLN z wydatków budżetu na budowę autostrad do funduszu, trzeba znaleźć po stronie dochodów budżetu dodatkową kwotę nie mniejszą niż 18,8 mld PLN. Kwota ta, w połączeniu z oszczędnościami, wypełniłaby realistycznie oszacowaną wyrwę po dochodach krajowych. Pozwoliloby to zachować na koniec roku deficyt budżetu państwa na niezmienionym poziomie 18,2 mld PLN, pomimo możliwego czasowego przekroczenia w trakcie roku.
 
>Wskazanie sposobów zwiększenia dochodów w tym roku o nie mniej niż 18,8 mld PLN jest zadaniem ministra finansów. Minister może też, oczywiście, zaproponować rządowi i parlamentowi podniesienie deficytu na rok 2009 o całą tę kwotę (czyli do wysokości ok. 37 mld PLN), albo jakąś jej część. Jak będzie - wkrótce sie przekonamy.
      
2009-05-17 13:21
gospodarka, blogi ekspertów deficyt, budżet, nowelizacja Komentarze (0)