O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 Szanowny Panie Pośle,

Nawołuje Pan inne kluby parlamentarne, by podpisały deklarację, że nie opowiedzą się za przyjęciem euro przed ogólnopolskim referendum. Chce Pan też, by podobne zobowiązanie zgłosił w imieniu rządu urzędujący premier.

Otóż, drogi Panie Pośle, takie nawoływania miałyby pewien sens jedynie w przypadku, gdyby wcześniej zmontował Pan większość parlamentarną niezbędną dla zmiany konstytucji i ustawy o NBP, tak by spełnione zostało kryterium legislacyjne.

Innymi słowy: przykłada Pan rękę do usunięcia bariery windującej poza poziom racjonalności ryzyko makroekonomiczne w nowym reżimie kursowym po wejściu do ERM2, w zamian zaś obiecuje Pan referendum, wykonując ukłon w stronę eurosceptyków. To ma przynajmniej jakiś sens, bo przerywa impas wynikający z niemożności uzyskania w Sejmie tej i następnej (a Bóg jeden raczy wiedzieć ilu jeszcze kolejnych) kadencji większości koniecznej dla zmiany konstytucji.

Drogi Panie Pośle, musi Pan wiedzieć, że tylko dureń wpuściłby Polskę do ERM2 bez pewności, że po 2 trudnych latach w sztywnym reżimie kursowym, euro gładko zastąpi złotego. Akceptacja wyborców musi być w takim przypadku poza dyskusją. Ale musi być wyrażona na końcu naszej drogi do euro, a nie w jej połowie. Nie można pozostawić w rękach polityków bomby z zapalonym lontem, a tym byłoby w istocie zachowanie prawa do podjęcia decyzji oznaczającej tkwienie w nieskończoność w reżimie sztywnego kursu walutowego. Co to, to nie.

Ryzyko politycznej blokady w Sejmie musi zostać zniesione przed podjęciem ryzyka ekonomicznego w ERM2. A to wymaga, by politycy porozumieli się w kwestii warunkowej zmiany konstytucji i ustawy o NBP.

Pana apel w obecnej formie jest pustym gestem bez treści i znaczenia. Niechże nada mu Pan przynajmniej jakiś sensowny wymiar.

Z należnym szacunkiem

jj

2014-05-13 17:13
gospodarka, blogi ekspertów euro, referendum, kryterium legislacyjne Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Pani wicepremier Gilowska oświadczyła w rozmowie z Financial Times, że Polska spełni nominalne kryteria konwergencji w 2009 roku, wobec czego w roku 2010 mogłoby się odbyć referendum na temat daty naszego wejścia do strefy euro.

Warto tej wypowiedzi poświęcić odrobinę uwagi, dokonując jej rozbioru. Najpierw - merytorycznego. A później już króciutko - logicznego.

Zostawmy w ogóle na boku wiarygodność zapowiedzi o spełnieniu kryterium fiskalnego. Pani wicepremier wprost kipi w tej kwestii optymizmem. Trzeba się poddać. I trzymać kciuki za wzrost gospodarczy sięgający 5 proc. PKB rocznie aż do roku 2009. Przy takim wzroście - i przy dodatkowym założeniu nadwyżki w pozostałych elementach sektora poza budżetem państwa - może się udać.

Zostawmy też na boku niesprawdzalną a priori hipotezę o spełnieniu kryteriów monetarnych. Pani wicepremier jest pewna, że za 3 lata długie rynkowe stopy procentowe w Polsce będą niskie. Jest też przekonana, że inflacja będzie pod kontrolą. Trzeba się poddać. I trzymać kciuki za wiarygodność średniookresowych prognoz Ministerstwa Finansów. Za niskie podaże SPW. I za niezależny bank centralny.

Skupmy się więc na reszcie kryteriów.

Kryteria uprawniające do ubiegania się o zgodę na przyłączenie się do strefy euro obejmują zobowiązanie do ustabilizowania kursu walutowego. Czy wypowiedź pani wicepremier-minister finansów rozumieć należy w ten sposób, że w roku 2009 Polska spełni również to kryterium? Byłaby to zapowiedź wprost rewolucyjna: oznaczałaby ona konieczność zmiany reżimu kursowego w Polsce z płynnego na sztywny, a tym samym odejścia przez NBP od strategii bezpośredniego celu inflacyjnego, już w przyszłym roku. Rozumiem, że jest to przedsięwzięcie uzgodnione z bankiem centralnym i Radą Polityki Pieniężnej? Wypada przy tym wyrazić żal, że zapowiedź kroku o tak kolosalnym znaczeniu dla uczestników rynku finansowego i przedsiębiorców została rzucona ot, tak sobie, mimochodem. Chyba, że pani wicepremier o tym kryterium zapomniała. Albo tak sobie tylko niezobowiązująco dywagowała.

Kryteria uprawniające do ubiegania się o zgodę na przyłączenie się do strefy euro obejmują również tzw. kryterium legislacyjne, którego Polska dotąd nie spełnia. Chodzi, między innymi, o wyeliminowanie uprawnień rządu do zatwierdzania sprawozdania finansowego NBP; wyeliminowanie uprawnień sejmu do zatwierdzania sprawozdania z działalności NBP; wprowadzenie do ustawy o NBP zapisu o dbania o stabilność cen w strefie euro. Rozumiem, że wszystkie te i wiele jeszcze drobniejszych, choć drażniących, zmian prawnych trafiło już do kalendarza zmian legislacyjnych urzędującej koalicji? Wypada przy tym wyrazić żal, że przedsięwzięcia o tak istotnej wadze politycznej są przygotowywane w całkowitej tajemnicy. Chyba, że pani wicepremier o tym kryterium zapomniała. Albo tak sobie tylko niezobowiązująco dywagowała.

A teraz chwilę o logice i następstwie dat. O spełnieniu nominalnych kryteriów konwergencji decyduje nie rząd polski, ale Komisja Europejska. Po to, żeby to zrobić w roku 2009, Bruksela musiałaby do przeglądu dysponować danymi za rok 2008. Ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, żebyśmy – nawet przy ładunku optymizmu pani Gilowskiej – dali radę kryteriom w roku 2008, wypowiedź pani wicepremier należałoby doprecyzować. Powinna ona brzmieć: „w naszej ocenie spełnimy kryteria konwergencji w roku 2009”. KE swoją ocenę wydać zaś może najwcześniej w roku 2010. Lub też (wariantowo): „w naszej ocenie niektóre kryteria spełnimy w roku 2009”.

Zostawmy teraz na boku sens samego referendum. Skupmy się na logice. Gdyby pytanie w referendum brzmiało: „czy chcesz wejścia Polski do strefy euro w roku 2010?” – wszystko byłoby ok. Ale to pytanie, jeśli wierzyć panu prezydentowi, który zwierzył się z tego również w rozmowie z FT, ma raczej dotyczyć roku 2012.

Po co nam wobec tego spełnienie kryteriów konwergencji w roku 2009, skoro chcemy pytać o wejście do strefy euro w roku 2012? Przecież stabilizacja kursu jest trudna i kosztuje. Może zostać opłacona np. niższym wzrostem gospodarczym. Może wobec tego nie chodzi jednak o spełnienie w roku 2009 wszystkich kryteriów? No, ale skoro tak, to dlaczego w roku 2010 rząd chce nas pytać o wejście do strefy euro w roku 2012? Przecież udzielając odpowiedzi na to pytanie naród nie będzie dysponować wiedzą o rzeczywistych kosztach spełnienia kryterium stabilności kursu przez 2 lata między rokiem 2010 a 2012.

Coś te oficjalne wypowiedzi na temat euro wyglądają jednak na takie sobie luźne gadanie.

2006-11-13 20:48
gospodarka, blogi ekspertów euro, referendum, konwerencja Komentarze (5)