O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 Czy Jacek Rostowski i Donald Tusk cokolwiek z tego zrozumieja? Czy wezma na siebie odpowiedzialnosc za powtorne oddanie wladzy nad Polska PiS-owi? Watpie.

2015-05-24 22:41
gospodarka, blogi ekspertów wybory Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Opóźnia się ogłoszenie zrewidowanych założeń makroekonomicznych do projektu przyszłorocznego budżetu. Nic dziwnego. Licytacja obietnic i polityczny chaos zachwiały harmonogramem prac nad przyszłorocznym budżetem. Limity wydatków przygotowane przez resort finansów, co jest precedensem, nie stały się przedmiotem obrad Rady Ministrów. W efekcie może więc się okazać, że struktura wydatków będzie kontestowana z powodu ich nieracjonalności; jedni dysponenci otrzymają za dużo, a inni za mało środków wobec zadań przypadających im do realizacji w przyszłym roku.
Atmosfera polityczna z pewnością nie sprzyja sprawnemu projektowaniu budżetu państwa. Pomału staje się już tradycją, że projekt budżetu kierowany jest do parlamentu przed przedterminowymi wyborami. Oznacza to, że odpowiedzialność za finanse publiczne rozmywa się. Rośnie też niepewność fiskalna. W pierwszym roku urzędowania nowy parlament i rząd utrzymują, że musiały przejąć projekt budżetu od poprzedników, a własny autorski pomysł na finanse publiczne przedstawią w kolejnym roku budżetowym.
W ten sposób od wielu już lat kalendarz polityczny sprzyja, a w dużym stopniu również usprawiedliwia, odkładanie w Polsce reform fiskalnych ad calendas greacas.
Nie sądzę, żeby zapowiadana zmiana założeń makroekonomicznych w istotny sposób wpłynęła na kształt przyszłorocznego budżetu. Przewidywane tempo wzrostu powinno zostać zmniejszone, a średnioroczna inflacja podwyższona. Zmianie – wobec czerwcowych zapowiedzi - ulec też powinny prognozy wysokości stóp procentowych i deficytu na rachunku obrotów bieżących.
Opis założeń powinien wskazywać na niekorzystne narastanie objawów nierównowagi. Prognozowane dochody zostaną zwiększone o ok. 5 mld PLN „przeniesionych” z tegorocznych dochodów z rozliczeń z UE. Środki te napłyną w ostatnim kwartale tego roku. Przeniesione dochody pozwolą sfinansować tę część obietnic wyborczych, których koszty przypadać będą już na przyszły rok.
W tej sytuacji nie wykluczałbym, że nominalna kotwica 30 mld PLN, deklarowana dla deficytu budżetu państwa, zostanie nawet zmniejszona o 2-3 mld PLN, co będzie umiejętnie rozegrane propagandowo. Tyle, że gdyby prowadzona była racjonalna polityka fiskalna deficyt budżetu państwa w przyszłym roku nie powinien przekraczać 15 mld PLN.
Wśród obietnic fiskalnych, jakie padły w ostatnich tygodniach nie ma jednak ani jednej zmniejszającej wydatki lub zwiększającej dochody budżetu. Lista zaniechań jest za to długa: od ustaw emerytalnych, poprzez ustawę o VAT, aż po ustawę o finansach publicznych. Nie zmaterializował się też żaden z postulatów ograniczających bariery dla przedsiębiorczości. Gospodarka nie otrzyma więc instytucjonalnego wsparcia od strony podażowej.
Trudno nadążyć za populistyczną falą przedwyborczych obietnic. Da się jednak zauważyć jej znaczący przybór w ostatnich tygodniach. Tylko w okresie dwóch ostatnich miesięcy zidentyfikowane już i policzalne wieloletnie koszty, w postaci utraconych dochodów i zwiększonych wydatków, wzrosły o kolejne 25 mld PLN, czyli ponad 2 proc. dzisiejszego PKB.
Żadne z dodatkowych obciążeń budżetu nie ma przy tym charakteru inwestycyjnego. Wszystkie za to prowadzą do kolejnego wzrostu sztywnych wydatków zdeterminowanych, które zbliżą się do 78 proc. wydatków budżetu ogółem.
Zaakceptowane przez rząd rozwiązania niosą za sobą impuls dla wzrostu konsumpcyjnego składnika popytu krajowego, co generuje narastanie nierównowagi makroekonomicznej. 2 proc. PKB ujemnej kontrybucji eksportu netto do PKB w drugim kwartale tego roku ma swoja wymowę. Consensusowe szacunki deficytu na rachunku bieżącym na ten i przyszły rok uważam za stanowczo zbyt  optymistyczne.
Wzrost podstawowej stopy procentowej NBP do 6 proc. na koniec przyszłego roku, niezbędny dla zapanowania nad oczekiwaniami inflacyjnymi, odbije się niekorzystnie na sferze realnej w latach 2009-2010, kiedy to tempo wzrostu gospodarczego spadnie do niewiele ponad 4 proc..
Oczekuję, że w latach 2008-2010:
realne tempo wzrostu PKB wyniesie odpowiednio: 5,2; 4,4; 4,1 proc.;
średnioroczna inflacja CPI odp.: 2,9; 2,3; 2,1 proc.;
śr. produkcja nominalnie odp.: 10; 8; 7 proc.;
wzrost zatrudnienia odp.: 5; 2,4; 1,9 proc.;
realny wzrost wynagrodzeń odp.: 8; 5; 3 proc.;
deficyt C/A odp.: -7,8; -6,9; -5 proc. PKB.    
I to właśnie z takimi wyzwaniami: wzrostem nierównowagi i spowolnieniem gospodarczym, przy rosnących wydatkach zdeterminowanych, będzie się musiał zmierzyć nowy rząd. Nie sądzę, by był to najlepszy czas na redukcję podatków od dochodów osobistych.
2007-09-02 17:42
gospodarka, blogi ekspertów wybory, budżet, prognozy makro Komentarze (2)