O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2012-05-18 07:59
Kredyty!!! do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
A może po prostu mamy taki czas, ze to wcale nie kryzys ale już norma na następną dekadę :)
 
2012-05-17 01:00
bank_ do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Oczywiscie , ze tak.
 
2012-05-15 21:11
Mazur_Krzysztof do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Mam pytanie: co by się stało, gdyby Chiny przestały kupować obligacje państw zachodnich? (np.[...]
 



 Oceń wpis
   

Problem z ostatnią aktualizacją programu konwergencji (APK) zaczyna się już w tym punkcie, który stanowi bazę odniesienia dla całej analizy. Mowa o wstępnym szacunku deficytu sektora finansów publicznych za rok 2009.

Otóż, naszym zdaniem, podobnie jak w poprzedniej aktualizacji, jest wielce prawdopodobne, że popełniono błąd w oszacowaniu deficytu. Tym razem został on zawyżony. O ile tylko za wiarygodne uznać kwartalne dane o wykonaniu budżetu i wstępną informację o IV kwartale, deficyt mógł wynieść wcale nie 7,2% PKB, a w najlepszym wypadku ledwie 5,7% PKB. Niedoszacowane bowiem zostały dochody z podatków pośrednich i wpływy ze składek; zawyżono wydatki na koszty pracy i świadczenia społeczne; zaniżono zaś wydatki na inwestycje.  Zweryfikowanie tych danych powinno obniżyć deficyt podany w APK 2009 nawet o 20 mld, nie mniej jednak niż  o około 10 mld złotych.

W tej sytuacji między rokiem 2009, a 2010 deficyt sektora nie spada (jak w aktualizacji), lecz rośnie. I to najprawdopodobniej o więcej niż 1,2 pkt. proc. w relacji do PKB (z 5,7 do 6,9%). A to dlatego, że deficyt w roku 2010 może być o 0,6-0,9 pkt. proc. wyższy niż założono w aktualizacji.

Nasze wątpliwości dotyczą: wyjątkowo mocno rosnących dochodów podatkowych (zaniżona baza z roku 2009); niejasnych przyczyn tak dużego wzrostu w kategorii pozostałych dochodów (z 56 do 78 mld PLN); po stronie wydatków niewyjaśnione pozostają przyczyny silnego wzrostu w kategorii „zużycie pośrednie” (od 79 do 90 mld PLN); nawet po zweryfikownaiu wydatków na inwestycje w roku 2009 (naszym zdaniem nie 66 lecz ok. 72 mld PLN) ich wzrost w roku 2010 do 90 mld wydaje się być zamierzeniem ambitnym.

 

Urealnienie bazy z roku 2009 i staranna weryfikacja planowanego deficytu, wskazywałyby na silny impuls fiskalny, sięgający nawet 2 pkt. proc. PKB, w roku 2010. A wszystko to w sytuacji, kiedy Polska - zobowiązana procedurą nadmierngo deficytu - prezentuje Komisji Europejskiej plan konsolidacji fiskalnej. Trochę to dziwne.

 

Z kolejnymi po roku 2010 latami, objętymi aktualizacją, sprawy mają się – niestety - jeszcze gorzej.

Bo niby dlaczego wpływy z podatku dochodowego rosną tak dynamicznie w latach 2011-12 (ze 110 do 124 i 144 mld zł)? Wprowadzenie kas fiskalnych dla lekarzy i prawników oraz likwidacja aut z kratką, to chyba za mało dla wyjaśnienia tego fenomenu.

 

Z danych makro towarzyszących aktualizacji wynika, że ścieżka wzrostu PKB jest rozsądna, ale wątpliwości budzą prognozy inflacji (HICP) i stóp procentowych w ostatnich 2 latach. Jeśli inflacja mieści się w pobliżu celu NBP (a CPI z reguły rośniej wolniej niż HICP), to dlaczego stopy procentowe mają, przy umiarkowanym wzroście PKB, przekroczyć 5,5%? Dodatkowo w podanym okresie sytuacja na rynku pracy jest raczej stabilna (minimalny spadek stopy bezrobocia), a finalny popyt krajowy rośnie w podobnym tempie jak PKB.

 

Dlaczego więc w roku 2012 mamy do czynienia z tak ostrym przyspieszeniem wpływów ze składek  (ze 169 do 185 mld zł). Reforma KRUS-u, naszym zdaniem nie wystarczy dla objaśnienia tego fenomenu. Sytuacja na rynku pracy przedstawia się – jak wyżej. Liczba pracujących rośnie w ujęciu rok do roku ledwie o 0,4 pkt. proc.

 

Jeszcze bardziej zagadkowo wygląda kwestia wydatków. Otóż, w 2012 roku nagle one hamują. W ujęciu realnym wprost nawet spadają (o prawie 2,5%). Praktycznie wszystkie wydatki nieinwestycyjne  rosną o 3,2%, czyli – biorąc pod uwagę założoną inflację – stabilizują się w ujęciu realnym. Bardzo mocno spadają wydatki inwestycyjne. Domyślamy się, że może tu chodzić o wygaszanie cyklu inwestycji infrastrukturlanych, związanych z finansowaniem piłkarskich mistrzostw Europy.

Widzimy, że koszty pracy i świadczenia społeczne mają rosnąć w tempie inflacji. Pytamy jednak: jak zrealizować to założenie bez zmian ustaw, w tym bez radykalnego zerwania z rozwiniętym dziś niepomiernie mechanizmem automatycznej indeksacji? Jak rząd zamierza dyscyplinować samorządy lokalne, na które przypada prawie 60 proc. wszystkich kosztów pracy w sektorze publicznym?

 

O tych ważnych sprawach w aktualizacji nie ma jednak ani słowa. Domniemywać można, że potrzeba zmian odsztywniających wydatki jest tak oczywista, że zostało ona wpisana w APK przez aklamację.

 

W ten sposób za sprawą wyjątkowej dynamiki dochodów i bardzo niskiej dynamiki wydatków osiągamy swoisty rekord 20-lecia pokomunistycznej Polski w zmniejszaniu deficytu sektora finansów publicznych (z 5,9 na 2,9% PKB w jednym tylko roku). Nigdy bowiem jeszcze skala dostosowania fiskalnego nie była tak duża.

 

Patrząc na programy dostosowawcze w innych krajach Unii widzimy prawie wszędzie ten sam fenomen. Deficyty ostro spadają poniżej lub w pobliże wartości referencyjnej bez dostatecznego uzasadnienia. Można by na tej podstawie pokusić się o wniosek, że mamy do czynienia z ogólnie obowiazującą konwencją. Tyle, że ekonomista poważnie podchodzący do podanych na papierze liczb i faktów musi zapytać: a co w takim razie stanie sie w dynamiką PKB i jego strukturą – w tym głównie z inwestycjami – po roku 2012? Z czego wówczas wynikać ma wzrost gospodarczy? I jakie mają być źródła finansowania inwestycji?

 

Mamy też problem interpretacyjny z przewidywanymi relacjami długu publicznego do PKB. Dług publiczny brutto przekracza w 2011 55%. Ale dług netto – po odjęciu „płynnych środków finansowych” - już nie. Podkreślmy, że w obowiązującej od początku roku ustawie o finansach publicznych nie ma kategorii długu netto. Wobec tego wszelkie ograniczenia, jakie na finanse publiczne nakłada ustawa w przypadku przekroczenia progu ostrożnościowego wynikają ze stosowania kategorii długu brutto. Niestety dodatkowym utrudnieniem jest nieporównywalność definicji używanej w Aktualizacji (definicja zgodna z ESA-95) z definicją „krajową”. Ta druga nie obejmuje zadłużenia Krajowego Funduszu Drogowego oraz zobowiązań koncesjonariuszy budujących autostrady, odpowiednio zaniżając poziom zadłużenia (np. w III kw, 2009 r.) o prawie 8 mld zł, a pod koniec roku o dodatkowe prawie 10 mld zł obejmujące nowe zadłużenie KFD).

 

 

Odsłony aktualizacji kolejnych programów konwergencji charakteryzują się coraz mizerniejszą jakością merytoryczną. Te dokumenty wyglądają na pisane na kolanie, w zasadzie pro forma, ponieważ tego wymaga od nas KE. Znamy punkt wyjścia, wiemy jak powinien wyglądać oczekiwany punkt dojścia – cała reszta jest już tylko rzeźbieniem w trudnej materii finansów publicznych. Wiarygodność tego dokumentu nie jest – delikatnie rzecz ujmując – zbyt wysoka. Co gorsza – w naszej opinii – logika leżąca u podstaw tego dokumentu skłaniać musi do postawienia poważnych pytań o wskazanie źródeł wzrostu gospodarczego i jego finansowania po roku 2012.

Tekst napisany wspólnie z Mirosławem Gronickim

 

2010-02-22 22:03
gospodarka, blogi ekspertów finanse, APK, publiczne Komentarze (0)

Komentarze