O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2012-05-18 07:59
Kredyty!!! do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
A może po prostu mamy taki czas, ze to wcale nie kryzys ale już norma na następną dekadę :)
 
2012-05-17 01:00
bank_ do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Oczywiscie , ze tak.
 
2012-05-15 21:11
Mazur_Krzysztof do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Mam pytanie: co by się stało, gdyby Chiny przestały kupować obligacje państw zachodnich? (np.[...]
 



 Oceń wpis
   

Spór o euro w Polsce przypomina jednostronnie odgrzewany kotlet. Analiza kosztów i korzyści z porzucenia złotego na rzecz euro stała się karykaturalnie jednowymiarowa. Spór publiczny toczy się praktycznie wyłącznie w wymiarze politycznym i jest przy tym płaski, jak deska.

Ekonomiczny aspekt debaty, prowadzonej w kategorii gospodarczych efektów netto, gdzie zestawia się uczciwie sporządzony bilans kosztów i korzyści, a na bazie otrzymanych wyników stawia się wnioski i przedkłada rekomendacje, toczy się w niedostępnej dla szerszej publiczności wieży z kości słoniowej. Grupka rozentuzjazmowanych specjalistów okłada się tam zaciekle maczugami Optymalnego Obszaru Walutowego w wersji oryginalnej i post-Mundellowskiej, efektu Ballassy-Samuelsona, szoków asymetrycznych, ze szczególnym uwzględnieniem modelu Krugmana i jego rozwiniętej krytyki, empirycznej weryfikacji tezy Dornbuscha o fiskalnych konsekwencjach przyłączeniu biednego Południa do bogatej Północy, wadach i zaletach kursowgo modelu multi-equlibrium exchange rate, itp, itd. Tyle jest pasjonujących rzeczy do powiedzenia o konsekwencjach odejścia od autonomicznej polityki pieniężnej. Tyle ciekawych rzeczy do napisania. Dziesiątki artykułów przygotowanych w ramach gigantycznego NBP-owskiego projektu badawczego Biura do Spraw Integracji ze Strefą Euro – są tego jawnym potwierdzeniem. Tyle, że ta bitwa na intelektualne argumenty nikogo poza samymi wojownikami myśli nie interesuje. A jak tylko przychodzi do formułowania bardziej zjadliwych dla ogółu niespecjalistów wniosków i rekomendacji - natychmiast reaktywują się czujni politycy, smacznie drzemiący, gdy harcownicy nieskrępowanie hasali po swych badawczych poletkach.

W ten sposób z dwóch ważnych wymiarów analizy - politycznego i ekonomicznego – do opinii publicznej przebija się w zasadzie wyłącznie ten pierwszy. Na dodatek - w postaci skrajnie zideologizowanej.

Właściwy wymiar polityczny

Nadspodziewanie mało słychać głosów, które akcentowałyby wagę politycznej stabilizacji, jaką daje euro. A przecież cała reszta zastrzeżeń o charakterze politycznym, w tym również to sztandarowe, o „utracie resztek suwerenności”, wygląda żałośnie na tle argumentu o imporcie przez kraj przyjmujący euro ogromnej porcji wiarygodności.

Euro daje polityczną stabilizację, jakiej nie zapewniłaby najbardziej nawet wiarygodna autonomiczna polityka gospodarcza, prowadzona przez kraj znajdujący się poza obszarem wspólnego pieniądza. Bycie członkiem rodziny euro oznacza, że gwałtownie kurczy się przestrzeń dla eksperymentów w dziedzinie gospodarki. I dlatego ci, którzy są w sferze euro mogą sobie pozwolić na więcej od tych, których tam nie ma. Widać to doskonale w czasach tak ciężkiego, jak teraz kryzysu wiarygodności. Są w strefie euro kraje, które w tym roku dobiją do 7 proc. PKB deficytu sektora publicznego. Większość przekroczy dozwolony 3 proc. deficyt.

Będzie to tolerowane przez Komisję Europejską. Inwestorzy zaś sfinansują większe potrzeby pożyczkowe rządów, inkasujac za to odpowiednią premię. Podczas gdy my musimy mocno zaciskać pasa. Musimy przedkładać władzom unijnym aktualizację programu konwergencji, gdzie pomimo globalnego kryzysu pokazywana jest opadająca ścieżka deficytu i bardzo optymistyczne wskaźniki makroekonomiczne na lata 2009-2011. Za pomocą takich metod zmuszeni jesteśmy próbować pozyskiwać wiarygodność w oczach Komisji i inwestorów w rynków finansowych.

Polska, pomimo kilkuletniego już przecież członkostwa w Unii Europejskiej znajduje się nadal w tym samym koszyku inwestycyjnym, gdzie są Kazachstan, Turcja, czy Południowa Afryka. Oznacza to niską wiarygodność wycenianą w premii za ryzyko pobieranej przez inwestujących w aktywa złotowe. I tego stanu rzeczy nie będzie w stanie zmienić nic poza wejściem do strefy euro. Żadna koncepcja „singularyzacji” Polski, zaakcentowania indywidualnych różnic in plus  w stanie naszych fundamentów makroekonomicznych w porównaniu z „sąsiadami z koszyka”, nie rokuje wielkiego rynkowego sukcesu. Rynkowego, czyli takiego, który jest wymierną w pieniądzu korzyścią z udziału w wiarygodnej wspólnocie euro.

O wymiarze politycznym członkostwa w strefie euro debatuje się więc u nas w sposób niewłaściwy. Doskonałą tego ilustracją jest kompletnie jałowy spór na temat konieczności zmiany Konsytucji. Ten spór o charakterze wyraźnie zastępczym blokuje – i wygląda na to, że zablokuje – skutecznie wejście na ścieżkę prowadzącą nas do przyjecia euro w roku 2013.

Dlaczego twierdzę, że jest to spór jałowy i zastępczy? Dlatego, że Komisja Europejska już nie raz w raporcie o konwergencji wytykała Polsce niespełnienie kryterium zbieżności legislacyjnej w wielu punktach ustawy o Narodowym Banku Polskim (art. 9, pkt. 3; art. 3, pkt. 1; art. 21, pkt. 1; art. 23, pkt. 1 i 2; art. 9, pkt. 5; art. 13, pkt. 5), w trzech artykułach Konstytucji (art. 198, art. 227, art. 203), oraz zgłaszała zastrzeżenia do kilku punktów ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, jako niezgodnych z regulacjami obowiązujacymi na mocy przepisów o Europejskim Systemie Banków Centralnych i Europejskim Banku Centralnym.

Wyeliminowanie wskazanych przez władze unijne uchybień w legislacji, nieraz drobnych (jak choćby w przypadku formułki przysięgi prezesa NBP), bezsensownych (jak brak zapisu w polskim prawie zakazu przyjmowania przez bank centralny instukcji zewnętrznych) lub oczywistych (jak w przypadku zapisu o „wspieraniu przez bank centralny polityki gospodarczej rządu”, jest kompletnie niezależne od konkretnej decyzji o czasie wejścia do strefy euro. Większość tych zmian legislacyjnych powinna być wprowadzona już dawno i nie miałaby praktycznego znaczenia dla funkcjonowania niezależnego banku centrlanego w Polsce. Doprecyzowany zostałby jedynie legislacyjny mandat niezależnego NBP, wzmocniona zostałaby pozycja autonomicznych od rządu i parlamentu organów banku.

Innymi słowy: kryterium legislacyjne powinno być spełnione już dawno, bo nie pociąga to za sobą konieczności natychmiatowego wejścia na ścieżkę do euro (wybór terminu rozpoczęcia starań o uchylenie derogacji pozostaje nadal w rękach rządu i banku centralnego), a dostosowania prawne do regulacji obowiązujacych w ESBC dobrze slużyłyby wyklarowaniu sytuacji prawnej NBP, RPP i BFG wobec władzy wykonawczej i ustawodawczej.

Najpierw kryterium legislacyjne – później ERM2

Uczestnicy rynku akceptują i rozumieją przekaz płynący od rządu, gdzie pierwszym krokiem na ścieżce do euro jest wypełnienie kryterium legislacyjnego, poprzedzające uwiązanie kursu PLN w ramach ERM2. Taka kolejność oznacza bowiem, że przy realizacji road map  znika ryzyko polityczne. Pozostaje jedynie nieusuwalne ryzyko ekonomiczne, łączące się z koniecznością spełnienia kryteriów nominalnej konwergencji.

Rząd może próbować zmienić w najbliższych 2 miesiącach Konstytucję bez zmiany reżimu kursowego i będzie to dalej akceptowane, bo taki ruch nie wystawia jeszcze gospodarki na ryzyko makroekonomiczne nieograniczonego w czasie usztywnienia kursu walutowego w ERM2. Niepowodzenie rządu oznacza odłożenie w czasie wejścia do strefy euro bez konsekwencji w postaci dekonwergencji, ponieważ implementacja euro w roku 2012 nie jest aktualnie wliczona w ceny aktywów złotowych. Ewentualna pomyślna zmiana Konstytucji, jako wydarzenie nieprzewidywane, wprowadzające nas na ścieżkę do euro, przyniosłoby początek gry na konwergencję.

Zachowanie kolejności: najpierw próba likwidacji ryzyka politycznego – dopiero później ERM2 jest przejawem odpowiedzialności rządu, myślącego w kategoriach średniookresowej stabilności makroekonomicznej kraju.

Zupełnie inaczej mniałyby się sprawy, gdyby rząd podjął ryzyko wejścia do ERM2 zgodnie z harmonogramem, czyli wiosną 2009, czemu towarzyszyłaby zapowiedź spełnienia kryterium zbieżności legislacyjnej dopiero po wyborach 2011 roku. A sygnały o rozważaniu w kręgach rządowych takiego właśnie wariantu docierają do inwestorów.

Wejście do ERM2 przed zmianą konstytucji oznaczałoby przeniesienie ryzyka politycznego na okres powyborczy i uwiązanie go na wyniku wyborów. Ryzyko ekonomiczne spotęgowane zostałoby odłożonym w czasie ryzykiem politycznym. Najgorsza w takim wypadku byłaby nieodwracalność pewnych procesów ekonomicznych.

Weszlibyśmy do ERM2, czyli usztywnilibyśmy kurs oraz zmienili dotychczasowe reguły prowadzenia polityki monetarnej, mając pewność, że oprócz ryzyka ekonomicznego na końcu próby czeka nas jeszcze ryzyko polityczne. Oznacza to brak gwarancji, że spełnienie kryteriów nominalnej konwergecnji wystarczy, by wyjść z ERM2 i wejść do euro.

Zmieniając kolejność kroków i uwiązując kurs PLN przed zmianą Konstytucji rząd odpowiedzialny staje się nieodpowiedzialny. Taka zmiana opinii inwestorów oznaczać może powiększenie, a nie redukcję premii za ryzyko inwestowania w polskie aktywa. Oznacza też większą zmienność na rynku w okresie przebywania w ERM2.

Zdecydowanie odradzałbym zmianę kolejności kroków na drodze do euro; ze zrozumiałej, logicznej, w pełni akceptowanej i pozostającej w zgodzie z publicznymi enincjacjami premiera, na niezrozumiały hazard. Wejście do ERM2 obciążone przeniesionym w czasie, a nie zlikwidowanym ryzykiem politycznym niespełnionego kryterium legislacyjnego, wiązałoby się z niekorzystną zmianą wizerunku rządu z odpowiedzialnego na awanturniczy. Oznaczałoby konieczność wyceny w aktywach ryzyka przedłużonego w czasie pozostawania w ERM2. Zachęcałoby też do testowania odporności rządu i banku centralnego na ataki spekulacyjne.

Rząd może natomiast niezwłocznie - a właściwie nawet powinien - przeprowadzić przez Parlamentyle  zmiany pozakonstytucyjne, w ustawach o NBP i BFG, wskazane przez KE w raporcie o konwergencji, o których wspominiałem wcześniej. Byłoby to pozytywnie odebrane przez inwestorów, jako wstęp do pełnego spełnienia kryterium zbieżności legislacyjnej.

Właściwy wymiar ekonomiczny

O ile o wymiarze politycznym członkostwa w strefie euro dyskutuje się więc u nas w sposób niewłaściwy i niepotrzebnie zagmatwany, o tyle o wymiarze ekonomicznym nie dyskutuje się publicznie w ogóle. Dlaczego? Bo to podobno trudne. I przez to dla polityków i ich medialnych interpretatorów nudne.

Czy tak jest faktycznie? Czy tak być musi? Oczywiście - nie. Najważniejsze argumenty teoretyczne, niezbędne dla przeprowadzenia zgodnego z zasadami sztuki rachunku efektów netto przystąpienia do strefy euro, dla prządku przypominam w telegraficznym skrócie poniższej.

KOSZTY:

1. PRZESUNIĘCIE POPYTU

2. LIKWIDACJA LOKALNYCH PREFERENCJI, CO DO KSZTAŁTOWANIA SIĘ STOPY BEZROBOCIA I INFLACJI

3. UJEDNOLICENIE INSTYTUCJONALNE NA RYNKU PRACY (ZANIK ZJAWISKA DUMPINGU SOCJALNEGO)

4. RÓŻNE DYNAMIKI WZROSTU PKB PROWADZĄ DO NARASTANIA NIERÓWNOWAGI HANDLOWEJ. OZNACZA TO KONIECZNOŚĆ OBNIŻENIA CEN EXP W KRAJU SZYBCIEJ SIĘ ROZWIJAJACYM, TYM SAMYM SPADKU TERMS OF TRADE, I WZROSTU KONKURENCYJNOŚCI; ALBO - KONIECZNOŚĆ OSIĄGNIĘCIA NIŻSZEJ STOPY INFLACJI (WYMÓG BARDZIEJ RESTRYKCYJNEJ POLITYKI FISKALNEJ). NIE MA JUŻ BOWIEM MECHANIZMU DOSTOSOWANIA KURSOWEGO

5. UJEDNOLICENIE Z CZASEM SYSTEMÓW FISKALNYCH I UTRATA DOCHODÓW Z EMISJI PIENIĄDZA (SEIGNORAGE), SZCZEGÓLNIE WYSOKICH (NIERAZ NAWET 2-3% PKB) W KRAJACH O WYSOKIEJ INFLACJI

KORZYŚCI

1. ELIMINACJA BEZPOŚREDNICH I POŚREDNICH KOSZTÓW TRANSAKCYJNYCH

2. MNIEJ NIEPEWNOŚCI PRZEKŁADAJACE SIĘ NA WYMIERNE WELFARE GAINS

3. ELIMINACJA RYZYKA KURSOWEGO, CZYLI: BARDZIEJ EKONOMICZNIE UZASADNIONY PROCES CENOTWÓRCZY; WYGŁADZANIE (SMOOTING) CYKLU PKB

4. WZROST OTWARTOŚCI GOSPODAREK KORZYSTNY DLA KONKURENCYJNOŚCI I IMOŻLIWIJĄCY SKUTECZNE WYKORZYSTANIE PRZEWAG KOMPARATYWNYCH

5. UZYSKANIE BEZ RYZYKA KURSOWEGO DOSTĘPU DO NIEOGRANICZONEGO ZASOBU TANICH OSZCZĘDNOŚCI NIEZBĘDNYCH DLA SFINANS0WANIA INWESTYCJI PODNOSZĄCYCH POTENCJAŁ PKB W KRAJACH "NADGANIAJĄCYCH" DYSTANS

Jednak to nie na tych dobrze znanych zjawiskach chciałbym tu skupić uwagę. Warto za to – jak sądzę – sformułować jedną tylko, ale kluczową, tezę o adopcji euro, co do której prawdziwości powinni się zgodzić wszyscy ekonomiści, a może nawet i politycy, od Lizbony po Ural.

Otóż, w przypadku krajów „nadganiających”, jak Polska, gdzie średni poziom wydajności pracy (i co za tym idzie poziom życia) jest niski w zestawieniu z krajami rozwiniętymi, w każdym wypadku nieuchronnie działa ten sam mechanizm: im szybciej do strefy euro, tym koszt w postaci wzrostu inflacji, jest wyższy, ale równocześnie większa jest korzyść w postaci przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego i poprawy na rynku pracy.

Ta prosta zależność (zwana uczenie zależnością międzyookresową) działa też w drugą stronę: im później jakiś kraj decyduje się włączyć do strefy euro, tym niższą płaci cenę w postaci dodatkowej inflacji (dalej posunięta konwergncja realna), ale też tym mniejszą uzyskuje premię w formie impulsu dla wzrostu i zatrudnienia.

Stąd dla Brytyjczyków, Duńczyków, czy Szwedów, którzy tkwią już latami poza obszarem wspólnego pieniądza, rachunek netto strat i korzyści z euro staje się w zasadzie neutralny. Chyba, że zdarzy się taki, jak teraz kryzys wiarygodności. Wtedy korzyści zaczynają wyraźnie dominować nad kosztami. I wahadło nastrojów natychmiast przechyla się na stronę zwolenników euro. Ale w normalnych warunkach ustabilizowanej gospodarki, w przypadku krajów na wysokim szczeblu rozwoju ekonomicznego, które pozostają wystarczajĄco długo poza strefą wspólnego pieniądza, bilans kosztów/korzyści zaczyna się zerować.

W naszym wypadku takie „wyzerowanie” mogłoby nastąpić za około 20-25 lat, kiedy dojdziemy do średniego poziomu wydajności, dochodów i rozwoju cywilizacyjnego krajów starej Unii. Wtedy eurosceptycy, zyskaliby podobnie jak dziś w Anglii, Danii, czy Szwecji, solidną bazę merytoryczną dla swego stanowiska. Oczywiście, pod warunkiem, że znów nie trafiłby się nam jakiś globalny kryzys.

Wcześniej, czyli przed upływem najbliższego ćwierćwiecza, kiedy powinniśmy dobić do europejskiej średniej dochodów, rachunek netto kosztów/korzyści z euro pozostaje w zgodzie z naszkicowaną wyżej ogólną prawidłowością. Jest rzeczą ekspertów, by przekonująco oszacować ile dodatkowej inflacji za ile dodatkowego wzrostu gospodarcego i zatrudnienia skłonni jesteśmy zapłacić. Rzeczą polityków zaś jest, by pozostając w zgodzie z ogólną zasadą przygotować rozwiązania o osłonowe, adresowane do tych grup, które pozostając relatywnie najbardziej wrażliwe na podatek inflacyjny najmniej czerpią bezpośrednio z owoców przyspieszonego wzrostu. Są to, jak łatwo się domyślić, głównie ci, którzy pozostają poza rynkiem pracy. Rzeczą rządu jest również uruchomienie mechanizmów przeciwdziałających nieuzasadnionemu wzrostowi cen.

Innymi słowy: to optymalizacja bilansu kosztów i korzyści netto i kwestia podziału korzyści, powinny stać się przedmiotem debaty publicznej o dacie wejścia do strefy euro. Cała reszta jest tylko zwykłym biciem piany.

2009-01-07 16:30
gospodarka, blogi ekspertów euro, ERM2 Komentarze (15)

Komentarze

2009-01-21 15:13:14 | *.*.*.* | Bobek22
Re: Eurogorączka złośliwa [0]
Ministerstwo finansów trzyma się harmonogramu przystąpienia do EMU, nie widzi powodów do
zmian we wskaźnikach i uważa, że silne wahania kursu PLN nie są przeszkodą.

- Jeżeli (harmonogram) będzie musiał się przesunąć, to się przesunie, ale na dziś nic
takiego nie nastąpiło i trzymamy się harmonogramu - powiedział dziennikarzom pełnomocnik
ds. wejścia do EMU Ludwik Kotecki.

- Ryzyka istnieją zawsze, ale nie widzimy powodów aby coś zmieniać - dodał.

Komisja Europejska opublikowała w poniedziałek prognozy gospodarcze, według których deficyt
budżetu wyniesie w Polsce 3,6 proc., co oznacza przekroczenie norm z traktatu z
Maastricht.

Kotecki pytany, czy wahania złotego nie byłyby przeszkodą w wejściu do mechanizmu ERM2
powiedział:

- To jest bardzo dobry z punktu technicznego i nie widzę przeszkody - powiedział.

Wstąpienie Polski do mechanizmu ERM2 powinno zakończyć osłabienie złotego - powiedział
dziennikarzom wiceminister finansów Ludwik Kotecki.- Deprecjacja nie bierze się z czynników
fundamentalnych. Spowolnienie, które obserwujemy przyszło z zewnątrz. To nie jest kwestia
wewnętrznych uwarunkowań, czy negatywnych tendencji, to się dzieje przez kanał eksportowy i
inwestycyjny. Niepewność bierze się również stąd, czy przystąpimy do ERM2. Samo wstąpienie
spowoduje, że nastąpi silny wzrost wiarygodności i zakończenie deprecjacji PLN - powiedział
Kotecki.

Polska planuje wstąpienie do mechanizmu ERM2 w połowie tego roku, jednak złoty od początku
roku silnie tracił, a część ekonomistów powątpiewała czy wejście z silnymi wahaniami
kursowymi będzie sensowne. - W mojej ocenie to co szybko przyczyni się do zmniejszenie
zmienności wahań to prowadzenie zdyscyplinowanej polityki gospodarczej, a w szczególności
budżetowej - powiedział.


Panie Januszu pełnomocnik rządu mówi jasno wchodzimy do ERM2 co Pan na to?? skomentuj
2009-01-12 19:18:00 | *.*.*.* | Bobek22
Re: Eurogorączka złośliwa [0]
czyli co nie mamy wchodzić do ERM2 w 1 połowie tego roku? czyli kiedy mamy wejść za 5 lat?
Panie Januszu w takim tempie jak my będziemy działać to szkoda mówić kiedy my będziemy
mieli euro

ja mam troche inne zdanie

EBC i KE dobrze wiedzą że w Polsce jest partia hamulcowa karłów i dopuszczą nas do ERM2 bez
zmiany konstytucji a tą konstytucje zmienimy w 2011 roku po wyborach parlamentarnych
ale uważam też że jak będziemy w ERM2 paru posłów Pisu pęknie i zdecydują się na zmiane
konstytucji ze względu na dobro kraju żeby złoty się ładnie trzymał w ERM2
dokładnie to ich brakuje tylko 3 !!
pis ma 156 posłów czyli cała reszta posłów to 304
2/3 przy 100% frekwencji to 307

według mnie powinniśmy realizować mapę drogową i do ERM2 wejść w czerwcu tego roku a Pis
pęknie przynajmniej paru posłów a jak nie to w 2011 roku po wyborach parlamentarnych(te
będą w czerwcu 2011) zmienimy konstytucje

a oczywiście od teraz robić te wszystkie ustawy potrzebne do wejścia do strefy euro
prezydent będzie je wetował ale lewica pomoże odrzucić weto bo też chce wejścia do strefy
euro !! skomentuj
2009-01-08 20:26:33 | *.*.*.* | rozwado
Re: Eurogorączka złośliwa [0]
Kto wedlug Pana ma uczestniczyc w debacie publicznej? Zagraza nam zalew niekompetencji i
rozmycie odpowiedzialnosci jesli do bicia piany przez politykow dojdzie jeszcze referendum
na temat euro. Powinno dzialac odpowiednie gremium ekspertow komunikujace sie ze
spoleczenstwem poprzez media i w zrozumialym jezyku. Powinna byc zorganizowana informacja,
docierajaca do wszystkich, tak jak to ma miejsce w roznych programach europejskich. Decyzja
powinna nalezec do ekspertow i niestety tez politykow. skomentuj
2009-01-07 22:48:40 | *.*.*.* | bubu
Re: Eurogorączka złośliwa [6]
Panie Januszu

Napisał Pan: "im szybciej do strefy euro, tym koszt w postaci wzrostu inflacji, jest
wyższy, ale równocześnie większa jest korzyść w postaci przyspieszenia tempa wzrostu
gospodarczego i poprawy na rynku pracy."
Mógłby Pan zobrazować tę tezę przykładami konkretnych krajów?

Być może nie do końca rozumiem mechanizm który powoduje taki efekt ale patrząc od strony
wymagań jakie narzuca proces konwergencji wydaje się że powinno być dokładnie odwrotnie.
Wypełnienie kryterium inflacyjnego wymaga wszak utrzymywania stóp na wyższych poziomach, a
kryterium fiskalnego redukcję deficytu (spadek wydatków lub podwyżki podatków). Nie są to
działania stymulujące wzrost PKB ani wzrost zatrudnienia.

Pozdrawiam skomentuj
2009-01-08 17:45:23 | *.*.*.* | janusz.jankowiak
drogi Bubu,
chodzi o okres po wstąpieniu do strefy euro. Wszystkie kraje, które dołączały do grupy
"corowej" są tu przykładem wspomnianej przeze mnie zależności.
pzdr
jj skomentuj
2009-01-09 00:16:34 | *.*.*.* | bubu
Panie Januszu

Pisząc "wszystkie kraje" ma Pan na myśli te które tworzyły "startową" 11 czy te
które do strefy EUR przyłączały się później?

Pozdrawiam skomentuj
2009-01-14 23:40:03 | *.*.*.* | bubu
Ok przyjrzyjmy się zatem na przykładzie Grecji:
Dane z lat 2001-2007 w układzie PKB/inflacja/bezrobocie
2001 - 4,5% / 2,7% / 10,7%
2002 - 3,9% / 3,7% / 10,3%
2003 - 5,0% / 3,5% / 9,7%
2004 - 4,6% / 3,4% / 10,5%
2005 - 3,8% / 3,3% / 9,9%
2006 - 4,2% / 3,4% / 8,9%
2007 - 4,0% / 3,0% / 8,3%

Nie widać tu żadnej korelacji ani dodatniej ani ujemnej którą mogłoby wyjaśnić
przyłączenie do strefy EUR.

W ostatnich tygodniach okazało się także że teza iż bycie w strefie EUR daje
gwarancję wiarygodności dla finansujących publiczne długi nie jest prawdziwa.
Premie za ryzyko pobierane w przypadku takich krajów jak Irlandia, Grecja czy
Hiszpania bardzo istotnie wzrosły i odstają od kosztów jakie ponosi np: rząd
Niemiec. skomentuj
2009-01-18 13:49:17 | *.*.*.* | janusz.jankowiak
drogi Bubu,
dokonując bilansu kosztów/korzyści netto porównuje się ze sobą nie
bezwzględne dynamiki PKB, ale patrzy się na "nadganianie dystansu". w
przypadku Grecji sprawy mają się tak (realne PKB w strefie euro w
poszczególnych latach/realne tempo wzrostu w Grecji w poszczególnych latach
od 2001 do 2010 (f): 1.9/4.2; 0.9/3.4; 0.8/5.6; 2.1/4.9; 1.7/2.9; 2.9/4.5;
2.5/4.0; 1.2/3.1(f); 0.1/2.5(f); 0.9/2.6(f).
Jeśli takie tempo nadrabiania dystansu Cię nie przekona, to trzeba będzie
się poddać i edukację sobie odpuścić.
Co do poszerzających się spreadów, to chyba dobrze, że rynek nawet w strefie
wspólnego pieniądza wycenia ryzyko makro, prawda?
pzdr
jj
jj skomentuj
2009-01-19 14:20:19 | *.*.*.* | bubu
Popełnia Pan powazny błąd metodologiczny - to co Pan wykazał to fakt iz
Grecja nadrabia tempo wzrostu do krajów strefy EUR. W żaden sposób nie
wykazał Pan że jest to efekt przyjecia wspólnej waluty a przecież mogą
decydować inne czynniki jak choćby fakt iz Grecja była organizatorem
Olimpiady w 2004 i to właśnie to mogło zadecydować o tempie rozwoju w
ostatnich latach. Mało tego jeżeli wstawi Pan zamiast Grecji dane z
jakiegokolwiek kraju z byłego bloku Wschodniego (a nawet Rosji czy
Ukrainy) wykaże Pan iż tempo w jakim "nadganiają dystans" jest jeszcze
szybsze. Tyle że odbywa sie to bez EUR.

Co do poszerzających sie spreadów to chyba nie całkiem dobrze że rynek
nawet w strefie wspólnego pieniądza wycenia ryzyko makro. Sugeruje to
poważne problemy - być może niedługo znów usłyszymy głosy o WYJŚCIU ze
strefy EUR.
Oznacza to także iż nie można używać argumentu o korzyściach w postaci
niższego spreadu i ze zwiększonej wiarygodności jako ZA wstapieniem do
strefy EUR.

A co się tyczy edukacji to może powinnismy się zmienić rolami bo sądząc
po skuteczności stawianych tu prognoz śledzący zapisy na blogu wiedzą
czyje prognozy mają większą trafność. skomentuj
2009-01-19 23:03:16 | *.*.*.* | bubu
A propos problemów strefy EUR długo nie musieliśmy czekać:
http://ft.onet.pl/11,20010,co_by_bylo__gdyby_kraj_strefy_euro_oglosi
l_bankructwo,artykul.html

Z wieloma tezami się nie do końca zgadzam ale problem istnieje i
został dostrzeżony. skomentuj
2009-01-07 22:46:09 | *.*.*.* | Piotr5487
Re: Eurogorączka złośliwa [1]
Dziękuję za rozdział "Właściwy wymiar polityczny". Rzeczywiście brakuje elementu
wiarygodności w dyskusji. Może jest to zabieg Public Relation. Unikanie argumentu: skoro
mamy takie dobre wskaźniki to po co wchodzić do strefy, która ma gorsze? Smutne jest to, że
o wiarygodności decydują nie parametry ekonomiczne, lecz potencjał do "pokrywania strat"
poprzez naładanie podatków lub życie na koszt przyszłych pokoleń.

"1. PRZESUNIĘCIE POPYTU"
Domyślam się, że kraje strefy Euro zaspokoją większą część polskiego popytu. Jak dużą?
Gdzie będą powstawały nowe miejsca pracy? Jakie warunki mogą spowodować, aby w Polsce nie
powstały tylko kolejne sieci sprzedaży z tanimi produktami zagraniczymi z powodu zbyt
niskiego kursu walutowego.

"5. UZYSKANIE BEZ RYZYKA KURSOWEGO DOSTĘPU DO NIEOGRANICZONEGO ZASOBU TANICH OSZCZĘDNOŚCI
NIEZBĘDNYCH DLA SFINANS0WANIA INWESTYCJI PODNOSZĄCYCH POTENCJAŁ PKB W KRAJACH
"NADGANIAJĄCYCH" DYSTANS"
Kraje nadbałtyckie nie miały w ostatnich latach ryzyka kursowego, był dostęp do
zagranicznych kredytów, PKB rosło, ale nie są w stanie zarobic na spłatę tych kredytów.

Piotr skomentuj
2009-02-19 20:52:00 | *.*.*.* | azz
Moim zdaniem punkt 5 to jest utopia - co dobrze widać dzisiaj.
Umieścił bym raczej po stronie kosztów pozycję pod hasłem:
"Całkowita utrata kontroli nad wzrostem indywidualnego zadłużenia Polaków" (i nie mam
tu na myśli zadłużenia przekładającego się na inwestycje i wzrost PKB, ale raczej na
wzrost cen w wybranych segmentach rynku) skomentuj
2009-01-07 19:13:53 | *.*.*.* | kronos
Re: Eurogorączka złośliwa [0]
.

Zgadzam się z konkluzją, chciał bym jednak zwrócić uwagę na nasze realia.
Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby ważny temat dotyczący społeczeństwa,
był prawidłowo i publicznie dyskutowany.
Zawsze ważne dla narodu zmiany, są wprowadzane z zaskoczenia.
Kwestia podziału korzyści, cóż mamy jaskrawy przykład w obniżeniu podatku.
Bez jakiejkolwiek dyskusji w temacie równości korzyści, zmiany wprowadzono na
zasadzie prawa kaduka.
W przypadku wejścia do strefy euro, może stać się tak samo (bardzo prawdopodobne).
Stąd w społeczeństwie te wszystkie obawy. skomentuj
2009-01-07 19:08:00 | *.*.*.* | spinacz
Re: Eurogorączka złośliwa [1]
Gdzie mogę przeczytać rozwinięcie punktów napisanych z CAPSLOCKIEM (KOSZTY i KORZYŚCI).
Przyznaję, że nie wszystkie rozumiem - telegraficzny przekaz nie starcza. skomentuj
2009-01-07 19:24:06 | *.*.*.* | janusz.jankowiak
W zasadzie w każdym przyzwoitym podręczniku o integracji monetarnej. Osobiście polecam
klasyka, czyli: Paul De Grauwe "The Econonomics of Monetary Integration".
pzdr
jj skomentuj