O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2010-02-25 22:51
bubu do wpisu:
2011 wolniejszy niż 2010?
Zdaje się że obecnych poziomów nie pokonamy z marszu. Wygląda na to iż szykuje się korekta na[...]
 
2010-02-05 20:35
Paweł Baranowski do wpisu:
Reguła, co nic nie reguluje
Bardzo dobra propozycja, ale obawiam się, że przy obecnym stanie finansów nie wykonalna. Brzmi[...]
 
2010-02-04 22:03
bubu do wpisu:
2011 wolniejszy niż 2010?
spodziewałem się korekty na Edku gdy pisałem poprzedni komentarz ale wyszła z tego zaledwie[...]
 



 Oceń wpis
   

Polskie finanse publiczne znajdują się w stanie poważnego kryzysu. Dług publiczny przyrasta w tempie ponad 100 mld PLN rocznie. Potrzeby pożyczkowe państwa w ujęciu netto zwiększają się o ponad 30 mld PLN rocznie. Skarb Państwa musi wyemitować i sprzedać na rynku długu papiery o wartości ponad 200 mld PLN. Prywatyzacja, podstawowe poza emisyjne źródło finansowania, kuleje. Jest niemal pewne, że w przyszłym roku wielkość długu publicznego przekroczy 55 proc. PKB. Prawdopodobieństwo, że w roku 2011 dług publiczny przekroczy granicę zakreśloną w Konstytucji RP jest większościowe.

Stan kryzysu wymaga odpowiedzi ze strony rządu adekwatnej do powagi sytuacji. Trzeba odpowiednio sformulować cel, jaki przy zarządzaniu kryzysem w finansach publicznych chce się osiągnąć w krótkim i długim okresie czasu.

Na krótką metę

W krótkim okresie najistotnie jest niedopuszczenie do sytuacji, w której rząd i parlament zmuszone będą stosować procedury wynikające z zapisów o progach ostrożnościowych w obowiązującej ustawie o finansach publicznych.

Ostre przejście do restrykcyjnej polityki fiskalnej w pierwszej fazie nieśmiałego jeszcze ożywienia gospodarczego – gdyby założyć, że w ogóle politycznie wykonalne – pociągnęłoby bowiem za sobą recesję. Stymulacja fiskalna, która uwidacznia się w blisko 7 proc. deficycie sektora publicznego, dodaje dziś do dynamiki PKB ok. 2 pkt. proc.. Budżet zrównoważony w roku 2013 - a tego przecież wymagałyby procedury w przypadku przekroczenia przez dług publiczny 60 proc. PKB w roku 2011 - oznaczałby perspektywę wzrostu w okresie 2009-2014 średnio poniżej 1 proc. PKB.

Żaden odpowiedzialny rząd nie weżmie na siebie ciężaru odpowiedzialności za poważny kryzys społeczno-gospodarczy, jaki musiałby być wynikiem tak niskiego tempa wzrostu PKB w okresie co najmniej 5 najbliższych lat; nie weźmie – powtórzmy – gdyby nawet projekt tak radykalnego zacieśnienia fiskalnego był politycznie wykonalny.

Dlatego, jako alernatywa, pojawiają się pomysły takich zmian definicyjnych w klasyfikacji elementów sektora publicznego, które odsunęłyby groźbę przekroczenia progów ostroźnościowych. Propozycja innego podziału składki emerytalnej między OFE a ZUS, rozważana publicznie przez przedstawicieli rządu, należy bez wątpienia do tego właśnie gatunku. Na krótką metę odsuwa ona bowiem ryzyko przekroczenia przez dług publiczny granicy 55 proc. PKB. Tyle, że obciążona jest przy tym poważnym kosztem, jakim bez wątpienia jest niebezpieczna ingerencja w podstawy reformy systemu emerytalnego.

Zamiast aplikowania gospodarce środków tak kontrowersyjnych lepiej sięgnąć po inne rozwiązanie porządkujące kwestie metodologiczne związane z poprawnym sposobem liczenia zobowiązań publicznych wynikających z reformy emerytalnej. To rozwiązanie nawet skuteczniej niż propozycja rządowa oddala nasz dług publiczny od granicy 55 proc. PKB. A jednocześnie nie ingeruje w funkcjonowanie rynku finansowego tak głęboko, jak pomysł znaczącego zredukowania składki emerytalnej kapitalizowanej przez OFE.

Generalnie chodzi o to, żeby dług publiczny, w rozumieniu ustawy o finansach publicznych szacować, inaczej niż dzisiaj, jako dług jawny pomniejszony o aktywa znajdujące się w posiadaniu OFE.

Obecnie bowiem dług publiczny definiowany jest w kategoriach długu jawnego. Nie jest to ujęcie poprawne. Co to bowiem jest dług jawny? To dług wyemitowany przez państwo, powiększony o gwarancje SP, oraz zredukowany o wynik wewnątrzsektorowej konsolidacji. Ten dług w ogóle nie bierze pod uwagę wielkości długu ukrytego, który oddaje zobowiązania publiczne systemu emerytalnego, będące wynikiem składek wpłaconych przez ubezpieczonych do repatryjacyjnego, państwowego, systemu emerytalnego. A przecież w wyniku reformy systemu emerytalnego wielkość długu ukrytego w Polsce – inaczej niż w wiekszości państw na świecie – spada, a nie rośnie.

Dlaczego zapisy obowiązującej ustawy o finansach publicznych nie biorą pod uwagę korzystnych skutków reformy emerytalnej dla wielkości całkowitego długu publicznego (jawnego + ukrytego)? Tego zrozumieć nie sposób. Nawet, jeśli napotykamy na dobrze znane trudności z przekonaniem naszych partnerów z UE do poprawnego metodologicznie liczenia wielkości długu publicznego, uwzględniającego wpływ reformy emerytalnej na dług ukryty (co jest ważne dla oszacowania traktatowej granicy długu wynoszącej 60 proc. PKB), to nie ma najmniejszego powodu, żebyśmy sami strzelali sobie w stopę licząc dług publiczny bez uwzględnienia zasobów OFE, redukujących poważnie przyszłe zobowiązania państwa wobec emerytów.

Dlatego na krótką metę rozwiązaniem najprostszym, logicznym, nieinwazyjnym dla systemu emerytalnego, a przy tym akceptowanym przez ekonomistów i uczestników rynku finansowego byłoby sformułowanie ustawowe długu publicznego w kategoriach długu jawnego pomniejszonego o aktywa znajdujące się w posiadaniu OFE. Nasz dług publiczny wedle tak zmodyfikowanej definicji spadłby jednorazowo o 7-8 pkt. proc.. Odsunęłoby to nas na bezpieczną odległość od ustawowych granic długu w wysokości 50 proc. PKB w tym roku i 55 proc. PKB w roku 2010.

Na długą metę

I właśnie ta poważna skala redukcji długu, mogąca służyć za pretekst do zaniechania działań strukturalnych trwale reformujących finanse publiczne, powinna nas skłaniać do równoczesnego przedłożenia nie tylko propozycji działań doraźnych, ale również tych długofalowych.

Powiedzmy to wyraźnie: tylko łączne propozycje rządu: te doraźne, redukujące ryzyko recesji lub reputacyjnego blamażu, będącego następstwem nieakceptowanego manipulowania przy progach ostrożnościowych, oraz te długofalowe: pokazujące sposób zredukowania w dłuższym okresie niezależnych od cyklu koniunkturalnego bieżących zobowiązań budżetu – zasługują na wiarygodność.

Dlatego średniookresowy plan stabilizacji fiskalnej zawierać powinien następujące propozycje:

  1. Po stronie dochodów należałoby rozważyć ujednolicenie stawki VAT, zniesienie stawek preferencyjnych, połączone z redukcją stawki podstawowej; upowszechnienie podatków dochodowych  (opodatkowanie PIT dochodów z działalności rolniczej na zasadach ogólnych);
  2. Po stronie wydatkowej: podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn; ujednolicenie systemu emerytalnego (zniesienie przywilejów dla służb mundurowych); upowszechnienie systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych (objęcie systemem składkowym na zasadach ogólnych rolników);
  3. Wprowadzenie konstytucyjne zakazu finansowania przyrostem deficytu wydatków budżetu o charakterze nieinwestycyjnym (golden rule)
  4. Wprowadzenie zmian w dotychczasowych zasadach ustalania benchmarku dla OFE. Benchmark zewnętrzny, rozumiany jako relacja stopy zwrotu do ponoszonego ryzyka dla systemu emerytalnego jako całości, w miejsce dzisiejszego mało efektywnego porównywania stopy zwrotu różnych funduszy.
  5. Wprowadzenie, jako zasady różnych profili ryzyka i różnych w związku w tym portfeli inwestycyjnych w OFE, zależnych od wieku ubezpieczonego.

Wszystko leży na stole

Nie jest to zapewne lista kompletna. Chciałbym jednak podkreślić, że te akurat podstawowe, moim zdaniem, obszary niezbędnych zmian są już akurat stosunkowo nieźle zagospodarowane. Tu naprawdę niewiele trzeba wymyślać od podstaw. Istnieją bowiem propozycje gotowych rozwiązań.

Przedkładali je publicznie lub w trybie niepublicznych memorandów, co najmniej od czasów wicepremier Jerzego Hausnera, między innymi: Marek Góra, Maciej Bukowski, Dorota Poznańska, Agnieszka Chłon-Domińczak, Zygmunt Kostkiewicz, Krzysztof Rybiński, Grzegorz Chłopek, Michał Szymański, Piotr Rymaszewski, niżej podpisany, i wielu wielu innych.

Pora najwyższa, by kryzysem w finansach publicznych zacząć zarządzać kompleksowo, w sposób profesjonalny, gwarantujący poprawę już za kilka lat. Pora skończyć z łataniem kolejnych, zawsze tak samo nieoczekiwanych, zawsze podobnie zaskakujących, dziur budżetowych, chrzczonych imionami kolejnych ministrów finansów. Ktoś wreszcie musi powiedzieć: dość. I zabrać się odważnie, według precyzyjnego planu przedłożonego pod ocenę opinii publicznej, do systematycznej roboty.      

 

2009-11-18 22:05
gospodarka, blogi ekspertów finanse publiczne Komentarze (11)

Komentarze

2010-01-13 23:55:51 | *.*.*.* | bubu
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
Rzadko stawiam tak krótkie co do czasu zaistnienia prognozy ale sytuacja jest wyjątkowa:
prawdopodobnie jutro lub w piątek szczyt na akcjach i parach PLN. Formowanie klinów na
ukończeniu....

Generalnie mam złe przeczucia co do dalszego rozwoju sytuacji. Być może początkiem lawiny
będzie Grecja, ta sama która dziś tak solennie zapewniała że pozostanie w strefie EUR i nie
potrzebuje pomocy MFW. skomentuj
2009-12-22 22:31:46 | *.*.*.* | Wojciech Bugajski
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
Wigilia, Piękne rodzin zbratanie,
kiedy nas bliscy otoczą w krąg,
kiedy się kruchy opłatek łamie,
wśród dobrych życzeń na cały rok
wesołych świąt życzę serdecznie Wszystkim, kto te życzenia przeczyta:)
---------------------
May all the greetings sent and said add up to Christmas cheer
And happy weeks and months ahead make up a glad New Year!
-----------------------------------

Que ce Joyeux Noël soit laube dune année de bonheur.
Joyeux Noël
-------------------
Ein frohes und besinnliches Weihnachtsfest sowie Gesundheit,
Glück und Erfolg für das kommende Jahr.

----------------------------
Wojtek Bugajski skomentuj
2009-12-18 00:33:39 | *.*.*.* | bubu
Re: Finanse publiczne w kryzysie "off topic" [0]
zdaje się że nadszedł już czas ....... patrząc na Edka słabo to widzę.... skomentuj
2009-12-10 23:16:58 | *.*.*.* | mzpriv
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
a to mnie zupełnie zaskoczyło, że postuluje Pan cos takiego..... :-((

i o ile dobrze to zrozumiałem, uzasadnieniem ma byc, ze powstanie OFE, zmniejsza
zobowiazania ZUS czyli Państwa… moze i tak, ale to nie zmienia faktu, ze na dzien
dzisejszy zbowiazanie Panstwa istnieje. a jak OFE wypełnia swoje zadanie (mocno zaczynam w
to watpic patrzac na ich skutecznosc ;-), to w przyszlosci spadnie zobowiazanie Panstwa z
tytulu rent i emerytur czyli zacznie spadac deficyt zwiazany z finansowaniem tego
zobowiazania… ale w przyszlosci, nie teraz.... teraz mamy 630mld PLN, w tym 110mld w
OFE i koniec... skomentuj
2009-11-22 21:49:52 | *.*.*.* | Wojciech Bugajski
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
A co do OFE...Przypomnę jedynie, iż tzw. II filar miał spowodować, że po 2020 roku, gdy
jak się zakłada gwałtownie ulegnie pogorszeniu sytuacja demograficzna w Polsce, system
będzie sprawny. Po zmianach, które proponuje Pan Jan Vincent Rostowski - Minister Finansów
w Rządzie Pana Donalda Tuska - system ulegnie destrukcji. Celem zmian proponowanych przez
rząd nie jest reforma systemu emerytalnego, ale proponuję to jasno powiedzieć - doraźne
łatanie dziury budżetowej. Nieudolność rządów, które nie wprowadzały niezbędnych reform
łata się tzw.kreatywną księgowością (która miała zastosowanie np. w USA - pamiętacie
Państwo ENRON???). Aktualne Plany Rządu kończą “sen” do reformy systemu
emerytalnego. Niezbędne jest większe otwarcie OFE na inwestycje za granicą i w inne środki
niż obligacje rządowe. Efekt planowanych zmian? Emerytury mogą być jedynie niższe,
niestety. Za takie propozycje jako przyszły (za jakieś 30 lat EMERYT), serdecznie dziękuję. skomentuj
2009-11-22 21:48:14 | *.*.*.* | Wojciech Bugajski
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
Panie Januszu,
a nie prościej znieść te progi ostrożnościowe?
pozdrawiam skomentuj
2009-11-22 20:25:06 | *.*.*.* | maruda2
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
Przykładem chorego podejścia do polityki podatkowej ministra finansów jest podatek belki
A konkretnie kształt tego podatku , który powoduje ,że banki mogą szantażować osoby ,które
wpłaciły na lokaty anty-podatkowe ,tym że w przepadku wyjścia z takiej lokaty trzeba
zapłacić podatek za cały okres lokaty, i obniżają oprocentowanie lokaty poniżej inflacji,
Można by zwiększyć wpływy dok budżetu z podatku belki i przeciwdziałać biednieniu
obywateli, ale widać lobby bankowe działa . A potem trzeba będzie dopłacać z pomocy
społecznej przeszłym emerytom szerzej na ten temat pisałem w temacie podatek belki na
forum Platformy Obywatelskiej ( od dłuższego czasu) , ale straciłem nadzieje na zmiany gdy
wyszły na jaw rozmowy pana Chlebowskiego, bo żadnymi nagraniami niestety nie dysponuje . skomentuj
2009-11-20 11:25:37 | *.*.*.* | ofedlaciebie
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
Gdyby Pan był ministrem finansów i miał rozsądne zaplecze polityczne, a tak, mamy co mamy,
polecam mój wpis opisujące dyletanctwo czy ignorancję Jacka V. Rostowskiego:

http://ofe.bblog.pl/wpis,ignorancja;czy;dyletanctwo;ministra;finansow,37280.html

Czy taki minister mógł wpaść na prosty pomysł zmiany zasad wyliczania długu publicznego?
Nie, on woli położyć łapę na pieniądzach obywateli, sięgając głębiej do ich kieszeni, kont
bankowych, czy czego tam jeszcze... skomentuj
2009-11-19 06:03:50 | *.*.*.* | misz
Bezsilność Ludu wobec poczynań władzy. [0]
Jestem zwykłym zjadaczem chleba z "Ludu" i na ekonomii znam się tyle, co na fizyce
kwantowej - czyli raczej niewiele. Należę jednak do tych, którzy udział w wyborach
traktują poważnie i zanim dokonają wyboru, najpierw się trochę rozejrzą.
Czytuję Pańskiego bloga, gdyż darzę Pana szacunkiem i zaufaniem. I to nie tylko za
profesjonalizm, ale także postawę. Pańskie wypowiedzi - mówione, czy pisane - są zawsze
stosunkowo oszczędne i proste, jednak bardzo rzeczowe (jeśli to mogę oceniać), a przy tym
stonowane i pozbawione jakiegokolwiek jadu ( a chyba nie raz Pana korciło, żeby choć trochę
podnieść głos). Dlatego też moją uwagę zwróciło słowo: "dość", zamieszczone w ostatnim
zdaniu. To zwykłe - zdawałoby się - słowo, zabrzmiało w Pana tekście niemal, jak mocne
walnięcie pięścią w stół. Mogę się mylić, ale tak to odebrałem. Chcę teraz nawiązać do tego
słowa. Otóż mnie, jako temu prostemu zjadaczowi chleba, też się to słowo ciśnie na usta.
Dość mam wielu rzeczy. Do niektórych człowiek jakby się już przyzwyczaił. Na przykład do
tego, że każda partia przed wyborami potrafi obiecać wszystko - wszystkim, a potem nie
lubi, jak się jej to przypomina. Albo weźmy wolę reformowania państwa. Od dwóch lat działa
komisja Przyjazne Państwo, która miała likwidować absurdy prawne, jednak efektów coś nie
widać. Ale jak się robi szum medialny wokół afery hazardowej, to nagle się okazuje, że ci
sami ludzie twierdzą, iż w dwa tygodnie można uchwalić nową ustawę - jakby świat się miał
już kończyć. Czy to naprawdę takie ważne? Czyli, że jak się chce, to można? To ukazuje
dobitnie obłudę władzy i raczej mizerne zainteresowanie faktycznym naprawianiem państwa.
Do jednej rzeczy jednak nigdy się nie przyzwyczaję, a mianowicie do tego, że w imię
absurdalnie pojmowanej sprawiedliwości społecznej, pod przymusem okrada się mnie przez całe
zarobkowe życie z dużej części wypracowanych przeze mnie środków, obiecując w zamian JAKĄŚ
emeryturę, JAKIEGOŚ lekarza i JAKĄŚ edukację dla moich dzieci. Wszystko - rzecz jasna -
dostanę na najniższym możliwie poziomie. Przecież to jest jakiś koszmar ! To niszczenie
narodu ! Ludzie nie oszczędzają, bo niby jak to mają robić, jeśli im państwo zabiera
połowę. Gdyby moje pieniądze, zamiast do ZUS-u, trafiały na prywatne konto, czy fundusz
inwestycyjny, to po czterdziestu latach oszczędzania miałbym tyle pieniędzy, że mógłbym
sobie spokojnie dożywać dni, a jeszcze nieźle obdarować ze troje dzieci (a przy okazji, ile
pieniędzy byłoby w systemie finansowym !). Ile natomiast dostanę emerytury państwowej po
czterdziestu latach płacenia do ZUS-u? Nie wiadomo - ile państwo łaskawie skapnie (jeśli w
ogóle). Ludzie obecnie nie chcą mieć dzieci - bo raz, że emerytura niby zapewniona (ale
jaka!) - a dwa, że są one w tym układzie właściwie balastem. Kobiety nie mogą poświęcić się
rodzinie, rodzić i wychowywać, bo ze względu na niskie zarobki mężczyzn (z przyczyn, jak
wyżej) one również są zmuszone pracować, bo niby jak utrzymać np pięcio, a nawet
cztero-osobową rodzinę za 2 tysiące męża? Z głodu się nie umrze, ale czy o to chodzi? A nie
można jednocześnie pracować, rodzić i wychowywać. Poza tym, żeby w pracy coś osiągnąć i
zrobić jakąś karierę, muszą się tej pracy poświęcić, tracąc najcenniejsze młode lata. To
jest błędne koło. Tutaj też wypadałoby powiedzieć: dość tego. Nie mam nic przeciwko pracy
kobiet, ale przecież dzieci nie urodzą i nie wychowają marsjanie, a półroczne dzieci w
żłobkach, to jest barbarzyństwo.
Wiele się u nas mówi o państwie. Dobro państwa wymaga tego, czy tamtego. Wpływy do
budżetu traktuje się, jak jakąś świętość. Państwo jawi się, niczym dobro samo w sobie. Nie
mówi się jednak o narodzie. Że dobro narodu wymaga tego, czy tamtego, a "wpływy" finansowe
do prywatnych kieszeni, są święte, gdyż to jest podstawa bytu rodziny, a tym samym narodu,
a nie - rozpasane państwo - z emerytami buszującymi po śmietnikach w poszukiwaniu puszek,
złomu i butelek (bo emerytura głodowa, dzieci brak, lub ich już nie stać na utrzymanie
dziadków), zapracowanymi i sfrustrowanymi rodzicami i dziećmi: w żłobkach, przedszkolach i
podwórkach - bez opieki. To pytam: po co żyjemy? Dla siebie i rodzinnego szczęścia, czy po
to, aby harować, żeby dogodzić państwu (ale czy ono kiedykolwiek powie:dość?) Oczywiście
państwo musi mieć środki na cele wyższe (których jednostki same sobie nie zapewnią), ale
czy ja szewcowi mam dodatkowo płacić pod przymusem, żeby mi zawiązywał sznurowadła?
Czuję się w tym państwie, jak niewolnik, a wmawia mi się, że ja, t.zn. Lud, jestem władzą.
Czy można być jednocześnie niewolnikiem i panem? Jeśli tak, to po prostu przekracza to
moje zdolności pojmowania rzeczy.
Tak wygląda moja - zwykłego zjadacza chleba - ekonomia widziana z podwórka. Siermiężna,
ale szczera. Ja to tak widzę.

Pozdrawiam skomentuj
2009-11-18 23:45:29 | *.*.*.* | Longterm
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
witam, a nie prościej zastosować się do planu o którym mowa tutaj?

http://tnij.org/exao skomentuj
2009-11-18 22:22:05 | *.*.*.* | Ireneusz Wieczorek
Re: Finanse publiczne w kryzysie [0]
Zgadzam sie z Panem w całej rozciągłości. Jednakże, jak również pisalem w swoich
artykułach, nie ma szans na poprawę sytuacji w finansach publicznych. Bedzie jak zawsze,
czyli skonczy sie na łataniu dziury budzetowej, walką o nie przekroczenie progu 55 proc. w
relacji dlugu do PKB. Jezeli uda sie przeprowadzic prywatyzacje jak zaklada rzad Tuska, to
beda mieli chwile oddechu, ale nie spodziewam sie, zwlaszcza w przyszły roku, zeby koalicja
rzadzaca cokolwiek zrobila - wybory parlamentalne, prezydenckie... Niestety, nie ma ludzi
(politykow) którzy patrzeli by długofalowo i podpisuje sie pod Pana stwierdzeniem, zeby
zabrali sie do PRAWDZIWEJ, SYSTEMATYCZNEJ ROBOTY...

Pozdrawiam serdecznie skomentuj