O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2012-05-18 07:59
Kredyty!!! do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
A może po prostu mamy taki czas, ze to wcale nie kryzys ale już norma na następną dekadę :)
 
2012-05-17 01:00
bank_ do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Oczywiscie , ze tak.
 
2012-05-15 21:11
Mazur_Krzysztof do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Mam pytanie: co by się stało, gdyby Chiny przestały kupować obligacje państw zachodnich? (np.[...]
 



 Oceń wpis
   
Blogomania ogarnia coraz szersze kręgi. Pisze dziś każdy. Nawet ten, co słabo czyta. Trudno się opędzić. Propozycję Money.pl przyjąłem z pewnymi oporami. Chodzi głownie o szczerość. Zapisy w blogu powinny być szczere do bólu. A moje nie będą. O czym z góry uprzedzam.

Część z tego, co myślę muszę zachować na inne okazje: dla siebie, dla przyjaciół, dla odbiorców raportów, którzy płacą mi za to, żeby wiedzieć, co myślę. W sumie - dużo jest tych ograniczeń. Przy tym, nie trafiają mi do przekonania twierdzenia, że zapisy w blogu zwalniają od odpowiedzialności za słowo; że można tu sobie pozwolić na więcej niż w gazecie, czy telewizji. Mój blog z definicji niespecjalnie będzie wiec porywający dla rozgorączkowanych poszukiwaczy pomówień, insynuacji, domysłów, sprzedawców i nabywców plotek, miłośników dosadnych opinii o politykach, kolegach i niekolegach.

Naprawdę nie wiem, czy nie skazuję się na dotkliwą porażkę podejmując się pisania bloga przy tak samobójczych ograniczeniach. Niedługo się przekonamy.

Na początek chciałbym rozwinąć pewne wątki z dyskusji, jaką niedawno na zaproszenie WSE im. Tischnera i Tygodnika Powszechnego miałem okazję odbyć w Krakowie z Leszkiem Balcerowiczem i Andrzejem Zollem. Dla porządku dodam, że się różniliśmy. Ale za to przyzwoicie.

W Polsce odbywa się masowa depolityzacja życia publicznego. Paradoksalna, bo polityka jest niby wszędzie dookoła. Osacza nas ze wszystkich stron. Tak, jakby poza nią nic już nie było. Równocześnie polityka, która dla znakomitej większości ludzi jest przecież ledwie zewnętrznym ograniczeniem dla codziennej aktywności, czymś, co muszą traktować, jako z góry zadane, staje się coraz bardziej wyalienowana. Polityka przestaje być służbą, a coraz bardziej jest powołaniem misjonarzy. Powołaniem dla coraz bardziej charakterystycznej kasty ludzi. Polityka jest dla nich sposobem na życie. Staje się też najłatwiejszym, bo leżącym na ulicy, żerem dla mediów, które rozdmuchują politykę do niewyobrażalnych rozmiarów. Przebrniecie przez telewizyjne wiadomości staje się dla normalnego człowieka wyzwaniem ponad siły.

Problem z naszą dzisiejszą polityką jest taki, że ona nie zagraża demokracji, jako takiej. Nie przesadzajmy. Problem polega na tym, że polityka w Polsce nie respektuje podstawowej reguły liberalnej demokracji, jaką jest świadomość koniecznego samoograniczenia się władzy. Sposób pojmowania przez większość demokratycznego werdyktu, na mocy którego wyborcy przekazali jej rządy, jest zapyziały, anachroniczny i przez to niebezpieczny. Spór w dzisiejszej Polsce nie jest sporem o „politykę historyczną”. To raczej spór cywilizacyjny. Spór o sposób pojmowania polityki w demokratycznym państwie prawa.

Od roku trwa u nas proces wytrwałego kumulowania władzy. Stopień tej kumulacji musi być jak największy. Stąd cel uświęca środki. Wszystkie metody prowadzące do kumulacji władzy są dozwolone. Sformowanie większości – nawet jeśli nieestetycznie pachnącej – jest warte mszy. I nic nie szkodzi, że Ludwik Dorn mija się z prawdą, kiedy twierdzi, że tylko dzięki większości z Lepperem i Giertychem można było rozbić przestępcze układy w komendzie głównej policji czy Ministerstwie Finansów. Logicznie rzecz biorąc, co ma do tego większość rządowa? To co, rząd mniejszościowy nie mógł popędzić skorumpowanych urzędników państwowych? Potrzebny był do tego Lepper z Giertychem?

Zostawmy te bajki bajkopisarzom. Chodzi o to, że oświecona władza pragnie zrealizować swoją wizję świata. Chce, bo ma poczucie misji. Oczywiście, nie trzeba dodawać, że jest to misja szlachetna, jak z hrabiego Monte Christo, kiedy prześladowany i poniżony wymierza sprawiedliwość widzialnemu światu. Wszystkie przeszkody, najzupełniej przecież naturalne w demokracji, piętrzące się na drodze do skumulowania nieograniczonej władzy, a później jej użycia, są przejawem oporu stawianego przez pokomunistyczny układ. Nie ma tu zrozumienia dla prostych i dobrze rozpoznanych procesów uzurpacji władzy, której tak wiele demokracji doświadczyło już przecież w przeszłości w nadmiarze. Nie ma zrozumienia dla respektowanej w liberalnych demokracjach świadomości ograniczeń, jakim - ciesząca się szacunkiem i skuteczna przy tym - władza podlega. Nie ma przebacz dla niezależnych instytucji, których trwanie jest przecież istotą podziału władzy. W załączniku 1 do deklaracji programowej odtworzonej koalicji, który precyzuje cele i zadania rządu koalicyjnego w latach 2006-2009, w punkcie 5, pod literką a pomieszczono np. zapis o „prowadzeniu polityki pieniężnej i finansowej (sic!) przyjaznej dla szybkiego i stabilnego wzrostu gospodarczego, przy zachowaniu niezależności banku centralnego”. Tym ma się zajmować rząd?

Kiedy kumulacja władzy, a nie jej rozproszenie i samoograniczenie, staje się dla polityków celem nadrzędnym, mamy do czynienia z zagrożeniem liberalnej (czyli respektującej prawa obywatelskie, a nie tylko polityczne) demokracji. Niebezpieczeństwa z tym związane, wyczerpująco opisane i dyskutowane po głośnym eseju Fareed Zakaria o rozkwicie nieliberalnych demokracji, opublikowanym w listopadowo-grudniowym zeszycie Foreign Affairs z 1997 roku, nic nie tracą na aktualności. Tylko, co z tego? Próby kruszenia liberalnej demokracji są od czasu do czasu podejmowane wszędzie: w Europie, w Stanach. Ale udają się jakoś tylko w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w niektórych regionach Azji. W ustabilizowanych demokracjach procesowi uzurpacji władzy zapobiegają dobrze zakorzenione instytucje. U nas ich, niestety, nie ma. Jest się czym martwić. Zostaje nam tylko kartka wyborcza. Tyle, że pogarda dla polityki i polityków, depolityzacja życia publicznego, zniechęca ludzi do wyborów. A na niechęci, zmęczeniu, wreszcie zbrzydzeniu wyborców polityką, żeruje sobie nieliberalna demokracja.

W ten sposób „prawo Kopernika” przenika do świata polityki, której jakość zaczyna budzić zażenowanie. Tworzą się autonomiczne enklawy życia publicznego niezależne od polityki. Niektórzy twierdzą, że taką megaenklawą jest dziś w Polsce gospodarka. Ale to nieprawda.

Już trwanie mniejszościowego rządu Belki było dla gospodarki czasem straconym. Po ostatnich wyborach nic się pod tym względem nie zmieniło. Splot okoliczności sprawił, że w latach doskonałej koniunktury gospodarka została zostawiona sama sobie. Radziła sobie całkiem nieźle. Ale koszt utraconych możliwości kumuluje się i odłoży w spektakularny sposób w chudszych latach koniunktury. Ryzyko polityczne, generowane przez „kumulatorów władzy”, jest już dziś widoczne w wycenie wielu polskich aktywów. Udział inwestorów zagranicznych w segmencie SPW spadł w ciągu ostatniego roku z 30 do niespełna 23 proc., niby są u nas dalej, ale jakby ich jednak coraz już mniej; kiedy długie rynkowe stopy procentowe na rynkach bazowych spadały o 40-45 pkt. baz., u nas rosły o 15-20 pkt. baz.; złoty wisi na nadziejach inwestorów na koniec fazy podwyżek stóp procentowych na rynkach bazowych i nikt nie ma wątpliwości, że zostałby poważnie poszkodowany, gdyby Fed i EBC postąpiły jednak inaczej; wycena polskich aktywów nie odbiega poważnie od wyceny w całym naszym regionie, chociaż mamy zasadniczo lepsze fundamenty makroekonomiczne od Czechów, czy Węgrów.

Polityka w Polsce wpływa już od dłuższego czasu negatywnie na gospodarkę, choć nadal nie chcą tego dostrzec ani politycy, ani leniwi analitycy. Dopóki nie ma łupnięcia na giełdzie, euro nie kosztuje 5 złotych, a rentowności nie dochodzą – jak w kwietniu 2005 – do 8 proc. – ględzi się dużo i chętnie o uniezależnieniu się gospodarki od polityki. Ale to minie. Szybciej niż wielu z ględzących sądzi. W drugiej połowie 2007 roku tempo wzrostu może spaść do 3,0-3,5 proc. w ujęciu rok do roku. Pełnia władzy – łącznie z NBP i Trybunałem Konstytucyjnym - będzie już wówczas tam, gdzie być powinna. Zobaczymy, jak skumulowana władza upora się z reformami strukturalnymi w warunkach wolniejszego wzrostu i wyższej inflacji. Jaka wtedy będzie misja władzy?

Na dziś, w dziedzinie gospodarki, ta misja została doskonale ujęta w punkcie 10 załącznika do deklaracji programowej Solidarne Państwo. Ten punkt definiuje pojęcie „suwerenności gospodarczej”. Czyni to w stylu prawdziwie XIX-wiecznej autarkii gospodarczej, gdzie wszystkie punkty od a do g brzmią, jak dzwonki alarmowe. Zbudowanie gospodarki według prezentowanej tam recepty jest najprostszą drogą do trwałej utraty konkurencyjności. Tu konkuruje się tanimi kosztami pracy, bazą podatkową, a nie produktywnością. Mówi się o otwarciu rynków pracy dla Polaków, ale ani słowem nie wspomina o otwarciu rynku pracy w Polsce. Jeśli z koncepcji kumulacji władzy politycznej wyłonić się ma taka wizja ustroju gospodarczego Polski, członka UE, gdzie bezpieczeństwo energetyczne budowane ma być „w zasadniczej części na krajowych zasobach surowcowych i energii odnawialnej”, to chroń nas panie Boże.
2006-11-06 14:14
gospodarka, blogi ekspertów gospodarka, solidarne państwo, nbp, fed, ebc Komentarze (2)

Komentarze

2006-11-10 12:24:01 | *.*.*.* | Mazur z Mazur
Re: Moje wpisy szczere nie będą, o czym z góry uprzedzam [0]
Amen .
Całkowicie zgadzam,się z esejem Pana Janusza.
Demokracja przez rok jest systematycznie
niszczona i coraz bardziej przypomina układ
polityczny państwa totalitarnego.
Gospodarka jeszcze walczy o swoją niezależność.
Rządzi koteria pseudo-polityków a przyklaskuje
koteria pseudo-ekonomistów (np. Pan Doradca Zuber ).
Omamy władzy o wszechobecnym szpiegostwie
i mitycznej IV RP ,która jest lekiem na tajemniczy "układ"
jest niczym "eter" (>>Ludkowie to kupią skomentuj
2006-11-07 17:37:09 | *.*.*.* | webmac
Re: Moje wpisy szczere nie będą, o czym z góry uprzedzam [0]
swietny tekst, mam nadzieje, ze dotrze do jak najszerszego grona osob, bo byc moze wtedy
przyjdzie otrzezwienie. Nie mozna pozostac bezczynnym wobec tego co wyprawiaja rzadzacy, bo
nim sie obejrzymy cale nasze otoczenie spoleczno-polityczno-gospodarcze bedzie obsadzone
ludzmi z jednej slusznej opcji, czyli nowego ukladu, ktory w tej wlasnie chwili buduje pis,
lpr i samoobrona...

znamienne jest to, ze przez ten rok czasu rzadzacym udalo sie (albo przynajmniej usilnie
tego probuja) nadac slowu "liberal" czy "liberalny" tak pejoratywnego znaczenia :( co tez
pokazuje ich stosunek do ogolnie pojetych wolnosci obywatelskich, prawa do posiadania
innych pogladow, a nie tylko tych jedynych slusznych zgodnych z doktryna partii... skomentuj