O mnie
 
ekonomista, prowadzi własną firmę doradczą "JJ Consulting"
 


Najnowsze komentarze
 
2015-05-25 12:11
gdptax do wpisu:
CIepla woda
Do Pańskich wątpliwości dodaję swoje. Ale pytanie jest głębsze, dlaczego my jako zbiorowość[...]
 
2015-02-12 11:56
wispawel12 do wpisu:
Zapasy pompują nam wzrost
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2014-08-17 14:25
tatar001 do wpisu:
Mój krótki mail do Jarosława Gowina
Również nie widzę szansy na euro w Polsce, przynajmniej przez najbliższe kilka(naście) lat.
 



 Oceń wpis
   

 Sytuacja zmusza UniCredit do szybkiej sprzedaży części aktywów zagranicznych. A najcenniejszym aktywem włoskiego banku jest bez wątpienia Pekao S.A.. To, że Włosi chcą bank sprzedać nie ma nic wspólnego z ich długofalową strategią. Jest to klasyczna i doraźna akcja ratunkowa. Po tej sprzedaży UniCredit mocno się skurczy. Poważnie uszczuplone zostaną jego dochody. Rozdział kreślonych z rozmachem i realizowanych planów ekspansji w segmencie Emerging Europe zostanie bezpowrotnie zamknięty. Tak bywa. Chociaż wątpię, by było to w długoterminowym interesie UniCredit, bo to spadek z pierwszej do – co najmniej – drugiej ligi. Ale to ich prawo. Ich wybór, dla którego nie widać teraz alternatywy.

Naszym prawem z kolei jest pytać: jaki interes ma polskie państwo, żeby wydawać poprzez kontrolowane przez rząd spółki 13 mld złotych na odkupienie pakietu większościowego od Włochów? W jaki sposób, przy takiej transakcji respektowane są prawa mniejszościowych akcjonariuszy publicznej spółki, którą jest Pekao S.A.?

Po co rządowi ten bank, odkupowany drogo, w pośpiechu, za pieniądze, które spółki zależne SP mogłyby i powinny nawet przeznaczać na realizację celów ściśle związanych z ich główną działalnością. Bo przecież głównym obszarem zainteresowania PZU nie jest chyba bankowość? A Polski Fundusz Rozwoju nie powinien raczej wydawać pieniędzy na kupowanie banków, ale na finansowanie projektów lokujących się w rozwojowym planie Morawieckiego?

Już przy poprzednim zakupie przez kontrolowaną przez rząd spółkę PZU prywatnego Aliora, a następnie przy pomocy pieniędzy PZU części banku GE, stawiane były przez nas pytania o sens ekonomiczny i cel strategiczny takich transakcji, gdzie „udomowienie” prywatnych banków kontrolowanych przez inwestorów zagranicznych następuje w drodze ich de facto nacjonalizacji. I co wtedy słyszeliśmy w odpowiedzi? Że tu nie chodzi o żadną ideologię, ale o podniesienie dla akcjonariuszy wartości spółki akwirującej.

Trzeba więc postawić pytanie mocno wolatylnemu zarządowi PZU: czy akwizycja Alior Banku, a później fragmentów banku GE, wpłynęła na lepszą wycenę spółki? Czy mniejszościowi akcjonariusze otrzymają może premię za te zakupy w postaci lepszych notowań lub wyższej dywidendy? Jakie są koszty alternatywne ulokowania części środków inwestycyjnych poza core biznesem? I czego wreszcie zarząd PZU oczekuje teraz po ewentualnej akwizycji banku Pekao S.A.? Jaka jest wartość dodana tej transakcji dla akcjonariuszy? Może zarząd oczekuje wzrostu notowań obu spółek? Może wypłaty ekstra-dywidendy za 2016? Czy dwa banki detaliczne kontrolowane przez rząd, o dominującej pozycji rynkowej, będą ze sobą konkurować? Jaka ma być z tej transakcji wartość dodana dla klientów obu banków?

Wszystkie te oczekiwania są słabo osadzone w realiach. Przecież na samą wiadomość, że taka transakcja jest możliwa rynek zareagował wyprzedażą i spadkami cen. Mam tłumaczyć dlaczego tak się dzieje, że kiedy państwo wkracza do prywatnej spółki, to inwestorzy wolą się z niej wyprowadzić?

W jaki sposób udział w transakcji wykupu od Włochów banku Pekao S.A. ma się do statutowych zadań PFR? Pieniądze Funduszu powinny trafiać na realizację projektów włączonych do Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju? Czy kontrolowanie przez rząd za pośrednictwem dwóch zależnych banków ok. 30% rynku kredytowego dla podmiotów niefinansowych rozumieć wypada jako, wstęp do finansowania projektów inwestycyjnych preferowanych przez państwo na preferencyjnych warunkach? Nawet nie chcę myśleć, że ktoś w rządzie mógłby pomyśleć o nierynkowej wycenie ryzyka inwestycyjnego.

Dyskusja na temat „udomowienia” banków zagranicznych w Polsce toczy się u nas od lat ze zmiennym natężeniem. I mogłoby się wydawać, że osiągnięty w niej już został nawet pewien konsens, między zwolennikami i przeciwnikami takiej koncepcji. Zasadza się on – z grubsza mówiąc – na dwóch filarach.

Po pierwsze – lepiej mieć bankowe centrum decyzyjne w kraju niż zagranicą. I ta kwestia nie wymaga szerszych uzasadnień. Mieści się w konsensie, co oznacza – w tym wypadku – kompromis ze strony tych, którzy idealistycznie uważają, że większościowy inwestor zagraniczny nie ogranicza operacyjnej niezależności spółki zależnej w kraju.

Po drugie jednak – proces „udomowienia”, jeśli są ku temu korzystne warunki, powinien być dokonywany bez czynnego udziału państwa, bo rząd odkupujący banki po prostu je nacjonalizuje. A nacjonalizacja banku w gospodarce rynkowej broni się tylko w jednym wypadku: kiedy jest sposobem na uniknięcie zapaści systemowej. Państwo z takiej inwestycji powinno wychodzić natychmiast, kiedy tylko pozwolą na to warunki rynkowe. Tak było i jest jeszcze nadal w wielu wypadkach po kryzysie 2008 roku w Stanach i w Europie.

„Udomowienie” – poza warunkami kryzysowymi - może być usprawiedliwione, kiedy to prywatne podmioty krajowe dokonują przejęcia udziałów od inwestora zagranicznego. I to jest z kolei kompromis ze strony tych, którzy uważają, że udział zagranicy w krajowych aktywach bankowych powinien być jednak limitowany.

Spółki zależne, kontrolowane przez rząd, nie spełniają kryterium prywatnego podmiotu gospodarczego. O obsadzie ich rad nadzorczych, zarządów, wyborze strategii, wielu decyzjach biznesowych, szczególnie tych, które wymagają dużego zaangażowania kapitałowego i tworzenia rezerw na ryzyko, czyli w zasadzie o wszystkim, przesądzają tu – podobnie jak w każdym podmiocie rynkowym – większościowi akcjonariusze. W spółkach SP są to politycy.    

Włosi sprzedali już wcześniej ok. 10% swych udziałów w Pekao S.A. w drodze transakcji rynkowej. Nie znajduję żadnego uzasadnienia, oprócz wygody sprzedającego, dlaczego rząd polski miałby ułatwiać Włochom pełne wyjście z tej inwestycji, deklarując na wyprzódki chęć odkupu pozostałej części większościowego pakietu.

Niech Włosi sprzedadzą Pekao S.A. przez rynek. Jeśli muszą. PZU niech się zajmuje podnoszeniem wartości spółki dla akcjonariuszy, realizując główny profil swojej działalności. PFR niech wynajduje projekty do sfinansowania w planie Morawieckiego. A rząd niech się cieszy swoimi udziałami w PKO BP i jego niemałymi 16,4% udziałami w aktywach bankowych w Polsce. Wszyscy – i władze spółek publicznych i rząd – zobowiązani są przy tym respektować prawa mniejszościowych akcjonariuszy. Nie „udomawiajmy” banków nacjonalizując je. Bo to chore ambicje. I nic dobrego z tego wyniknąć nie może.           

2016-10-31 15:15
gospodarka, blogi ekspertów banki, nacjonalizacja, udomowienie Komentarze (0)

Komentarze