|
2012-05-18 07:59
Kredyty!!! do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
A może po prostu mamy taki czas, ze to wcale nie kryzys ale już norma na następną dekadę :)
2012-05-15 21:11
Mazur_Krzysztof do wpisu:
Kryzysu jeszcze bym nie odwoływał
Mam pytanie: co by się stało, gdyby Chiny przestały kupować obligacje państw zachodnich? (np.[...]
Premier Tusk wraz z ministrem Rostowskim przedstawili autorskie propozycje konsolidacji systemu finansów publicznych. Jednym z dwóch, obok lepszego zarządzania płynnością w sektorze publicznym, najważniejszych pomysłów dających szybkie efekty w postaci poprawy pozycji fiskalnej jest propozycja reguły wydatkowej dla „sztywnych” wydatków budżetu. Mają one z roku na rok rosnąć nie więcej niż o wskaźnik inflacji + 1 pkt. proc. Pierwszy podobną regułę wydatkową zaproponował Marek Belka już w 2001 r. Bez odpowiedniego oprzyrządowania ustawowego jej rola w negocjacjach budżetowych pomiędzy Ministerstwem Finansów, a dysponentami środków budżetowych była jednak minimalna. Można też wymieniać inne stosowane już w przeszłości sposoby ograniczania wydatków. I tak w roku 2005 ustawowo zlikwidowano środki specjalne (wydawane następnie przez dysponentów np. na premie dla pracowników). Pomogło to zmniejszyć nieco wydatki. Tyle, że w kolejnych latach dysponenci znaleźli inne źródła finansowania zadań. Podobne przykłady można mnożyć, a wniosek wydaje się nam dość oczywisty. Wszelkie próby ograniczania wydatków przeprowadzane w tradycyjnym systemie budżetowym są skazane na niepowodzenie. A doprowadzenie do zmniejszenia udziału wydatków sektora finansów publicznych z przewidywanych w tym roku około 46% do 40% PKB, z regułą wydatkową w zaproponowanej postaci zapisaną w formie ustawowej, staje pod dużym znakiem zapytania. Historyczne dane pokazują, że w latach 2004-09 roczne tempo wzrostu wydatków sektora finansów publicznych wynosiło: Rok 2004 2005 2006 2007 2008 2009Prognoza Wzrost w % 4,7 8,3 8,9 6,8 10,9 8,9 CPI+1% 4,5 3,2 2,0 3,5 5,2 4,5 Rzeczywiste wydatki budżetu ogółem rosły więc w tempie od 2 do 4-krotnie szybszym niż pozwalałaby na to reguła wydatkowa. Taką regułą da się objąć ¼ wydatków budżetu państwa, czyli około 1/8 wszystkich wydatków sektora centralnego. Pozostałe wydatki bez zmian legislacyjnych będą nadal indeksowane, bądź zależne od innych niż centralny decydentów. Obawiamy się także, że resorty mogą okazać się na tyle silne, że wymuszą ograniczenia stosowania reguły (np. tylko o wydatków nieinwestycyjnych). Ponadto tradycyjnie silne resorty wygrają z tymi, którzy zawsze dostawali za mało w stosunku do nałożonych zadań (kultura, edukacja, zdrowie). Naszym zdaniem rozwiązanie problemu limitowania tempa wzrostu wydatków wymaga zasadniczo innego podejścia. Po pierwsze - rząd powinien ustalić w dziedzinie wydatków podstawowe priorytety: krótko, średnio i długookresowe. Po drugie – rząd powinien wyznaczyć zadania w ramach każdego z tych priorytetów. Po trzecie - dobrać do nich źródła finansowania. Po czwarte – określić sposoby monitoringu i kontroli wykonania zadań. Pomińmy na razie dwa pierwsze kroki i skoncentrujmy się na trzecim. Poprzestańmy na dość oczywistym stwierdzeniu, że trudno wyobrazić sobie rzeczywiste oszczędności w wydatkach bez wyeliminowania części zadań spełnianych dziś przez podmioty sektora publicznego. Przejdźmy do finansowania tej części zadań państwa, która wydaje się niezbywalna. Otóż, stosowanie reguły wydatkowej przy ustalaniu źródeł finansowania zadań wydaje się dość mechaniczne. Prawdę mówiąc reguła w postaci „inflacja+1%” jest jeszcze jedną formą indeksacji nałożoną tym razem na elastyczną część wydatków. Ona może się od biedy sprawdzić w przypadku wysokiej dynamiki wzrostu. A co stanie się przy ujemnej dynamice wzrostu i inflacji wychodzącej ponad cel RPP? Czy nie lepiej byłoby rozpisać konkurs na wykonanie określonych niezbywalnych zadań, dopuszczając do jego realizacji także jednostki sektora prywatnego? Minister finansów jest wówczas w stanie określić poziom wydatków na okres wieloletni. Zyskujemy także podstawy do ustalenia mierników efektywności nakładów publicznych. Można sobie wyobrazić (w niektórych samorządach już się tak dzieje), że na szkoły podstawowe mogą być państwowe, prywatne, państwowo-prywatne. Jeśli ustali się zadania i miernik efektywności (stopnie z końcowego egzaminu), to nieważne kto jest właścicielem szkoły. Ważne, czy niezbywalne zadanie zapisane w konstytucji jest realizowane. Przy tym nie chodzi nam o szkoły prywatne, elitarne z wysokim czesnym, ale o szkoły ogólnodostępne finansowane ze środków publicznych. Podobnie można procedować w przypadku całego szereu innych usług publicznych. Usługi publiczne mogą być wykonywane przez różne jednostki (nieważne czy kot jest biały, czy czarny – ważne, by łapał myszy) pod warunkiem, że przy ustalonej cenie usługi dają najlepszą jakość lub przy zadanym wskaźniku jakościowym najniższą cenę. To, o czym tu piszemy nie jest nowością. Wstępnym krokiem przy tworzeniu skutecznego budżetu zadaniowego jest w końcu zastopowanie, a w drugim etapie ograniczenie zadań wykonywanych dziś przez państwo. Proste zestawienie wskazuje, że dziś zadania w sektorze publicznym potrafią mnożyć się niczym króliki, bo wskazanie nowego zadania jest zawsze wstępem do żądania większych pieniędzy od ministra finansów. Reguła wydatkowa w zaproponowanej postaci, nawet jeśli uda się ją wprowadzić w formie ustawowej nie poradzi sobie z tym problemem. Tylko eliminacja części zadań oraz wprowadzenie mechanizmu konkurencji do drugiej części zadań, tej niezbywalnej, w sektorze publicznym może skutecznie ograniczyć wydatki, przy mniejszej wrażliwości na tempo wzrostu gospodarczego. Każde mechaniczne działanie, w naszej opinii, skazane jest w dłuższym okresie na niepowodzenie.
współautorem tego tekstu jest Mirosław Gronicki 2010-02-02 16:54
|
Bardzo dobra propozycja, ale obawiam się, że przy obecnym stanie finansów nie wykonalna.
Brzmi to paradoksalnie, ale w mojej opinii, żadna frakcja polityczne nie dokona takich
zmian, dopóki nie zostanie postawiona w sytuacji rządu Grecji. W Polsce panuje dość duże
pragnienie budowania welfare state, a wszelkie próby uporządkowania sfery finansów
napotkają dość wyraźny opór. skomentuj